.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kury. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 czerwca 2026

Taki mały cud.

 W wigilię Dnia Dziecka wykluły się dwa kurczęta po Franku. Jedno z jajka średniej wielkości, drugie od silki lub Ufo- czubatki. Jak już sie wykluło to wiemy, że nie od Ufo, bo jest pięknie czarne z popielatymi skrzydełkami. Drugie...



No właśnie. Na początku były obawy czy nie chore, czy nie ma wady genetycznej. Główka zadarta na grzbiet jak w alercie wczesnego ostrzegania. Przyjęłam to na miękko. Co będzie- to będzie. W duchu- wiadomo co sobie życzyłam, ale pozostawiłam to... tu sobie wstawcie co chcecie. 

Los dla żóltego okazał się łaskawy. Odetchnęliśmy lekko. Wygląda już dobrze. Może był kłopot z kluciem. Może cos innego. Grunt- że je i dziarski. A mamka otacza opieką. Jak to kura. 






środa, 25 lutego 2026

Kury. Nieprzemijająca sympatia.

Pokłady mojej sympatii dla kur są nieskończone. Dlatego trwam z tym zwierzyńcem już od dobrych paru lat. Z okresu Zamkowego, jak mawia mój mąż, czyli z czasów paszowickich ostała się tylko nasza kochana Coli. Przekroczyła już wiek 8 lat idrżę, że pomału zbliżamy się do rozstania. 
Póki co jednak, nasz mała kwoczka znów poczuła zew i siadłą w gnieździe. Jednak za zimno na wysiadywanie. Może w kwietniu jej coś podłożę. 
Kto czyta mnie od niedawna to może tylko powiem, że nasze kury mają dożywocie. Nikt ich nie zjada. Co sie u nas działo na przełomie wielu lat można sobie poczytać tutaj i tutaj , i jeszcze tu .

Obecnie towarzystwo nam się trochę pozmienało. Króluje Franek, stateczny, duży, ale bardzo łagodny kogut. Do tego mixów trochę oraz zielone nogi i nieco drobiazgu z ostatniego zakupu jajek lęgowych od pana Mariana z okolicy. Jak wyrosły? 

Ufo. Długo nie było wiadomo jakiej jest płci. Zanim nasz wybieg opuścili bracie- Pipi i Brat, był wystraszony, jadł w kurniku. Teraz spokojny i... niesie jajeczka. 


A tak Ufo wyglądała w dzieciństwie.


Czubatka Ufo jako parodniowe pisklę.




Anka

Anka dziecięciem. 

Buła- kogut

Bułeczka
Były też dwa piękne kogutki hiszpańskiej białolicej, ale niestety słabo się dogadywały i zmieniły kurniki.




Kiedy jedna z nowych miksowatych dużych kur siadłą na jajkach, nie posiadałam się z radości. Co prawda nie była to kura z wylęgarni, ale juz od pokoleń chowana naturalnie więc była duża szansa na kwoczenie. No i udało się. Niestety, po dwóch tygodniach zajmowania się pisklętami, matuchna się znudziła i porzuciła dzieci. 
I tak synowie i córka Franka, pozostały pod naszymi skrzydłami. Jeden z kurczaków był wybitnie słabszy, co rodzeństwo wykorzystało i zeżarło mu pióra. Dlatego, Pipi, który potem okazał się kogutem, był odchowywany osobno. Bardzo lgnął do nas, był łagodny i gadatliwy. Niestety, z dwójki rodzeństwa objawił nam się jeszcze jeden kogut... 
Warunki wybiegowe i socjalne nie pozwalają mi na utrzymywanie tylu kogutów. Zaczął się chaos, agresja, gwałty. Braciszkom znalazłam dobre, pełne kur stada. Została siostra. Ruda.






Franek.


Franek, jedna z Zielonych Nóg-w korytku, Mortadela- jasna zielononóżka- czyli mix,
po prawej Ruda.

Brat Pipi



piątek, 28 lipca 2023

Blaski i cienie inkubowania

Rok temu kupiłam. Stał na strychu. Inkubator.
Myśleliśmy o tym, żeby ruszyć z biegusami. Nie wyszło, bo ludzie niby byli na kaczki napaleni, ale jak przyszło co do czego- mijali się w ilości zamówionych, terminie odbioru. Wychów kaczek jest kosztowny. Żeby zachować dobrostan, trzeba naprawdę się nalatać, naczyścić. Kaczki w swej naturze mając chlapanie i to, że popijają jedzenie- słabo rozwinięte ślinianki- po prostu syfią wkoło, że hej. Woda ciągle do wymiany, żeby się nie potruły, a nawet ze względów normalnych- kto chciałby pić syfiastą wodę? 

Doszło do tego, że wykorzystaliśmy chęci Coli i to ona wysiedziała 4 jajka. Pojechały do miłych ludzi, na co dzień piekących pyszne- podobno, bo jeszcze nie próbowałam- chleby. 

W tym roku zapragnęliśmy uzupełnić stado naszych kur o zielononóżki. Mamy 3. Jednak na targu, kiedy usłyszałam, że kobitka może mi sprzedać za czas nieokreślony 3 tygodniowe kurczaki za 50 zł- złapałam się za swoją podgoloną głowę i powiedziałam- o, nie! Jest inkubus, kupię jaja i spróbujemy. 

No i tak też się stało. Przyjechały... spod Gorzowa Wielkopolskiego. 10 szt. Jedno punkięte- odpadło. 5 poszło do maszyny, 4 pod Coli, bo miała już dwa kacze... A czemu? A temu, że nasza Dymka- kaczka Elgiebete, co to daje się kryć kaczorowi, ale i włazi na niego i równie chętnie na inne kaczki, zechciała usiąść na jajach. Niestety, zapał prysł po pięciu dniach. Szkoda mi  było jaja dawać psom, bo Zane, nasz kaczor, ma niemal 100 procentowe strzały zapładniające i jajka były zalężone. Podłożyłam więc te jaja pod kwokę i siedziała. Zmieściło się 5 jaj zielononóżki. 

Pięć się inkubowało w maszynie. Warczy, podskakuje z lekka, ma światełko czerwone... istny kosmos. 
Nie podobało nam się to, ale jak już się powiedziało A to i trzeba dalej ciagnąć ten wózek z jajami.

Po 21 dniach, jak to u kur, zaczęło się klucie. I w inkubatorze, i u Coli. Efekt w sumie marny, bo do dziś mieliśmy 5 żywych kurczaczków. Dwa jaja zamarły, dwa obumarły podczas klucia. Nie mam doświadczenia, może coś było źle, a może po prostu słabe osobniki. Pierwszy inkubatorowy kurczak darł się na cały dom, ale reszta już taka nie była. Wszystkie pisklęta podłożyłam pod Coli, bo jak patrzyłam na to biedne stworzenie na plastikowej siatce, w warczącej maszynie, robiło mi się go żal. 

Przekonałam się, że wole naturalny wylęg i raczej nie będziemy tego kontynuować, a przynajmniej fanką nie zostałam. 

Dziś najsłabszy kurczak odszedł . Zostały nam 4. Modle się o kurki, bo jak będą kogutki to cały trud na marne. 

Pewnie, że piękne są zielone nogi kogucie, a jednak o jajka nam chodzi więc będzie dylemat... Sprzedaż za marny grosz czy... rosół? Może się przekonam w końcu, bo zupy z wolnych kur rodzinie gotuję. Gdzieś też je ktoś zabija...

Ech.

Czarna kaczka- Dymka

Coli jeszcze z piątką....

Nasza bohaterka- Coli

Czasem trudno mieć zwierzęta...


wtorek, 2 sierpnia 2022

Każdy orze jak może

 ...albo jak chce.

Czasem narzekam, ale dalej robię to samo. Wkurzam się, że czasu na artyzmy brak- a sama znów, łup! sobie coś na plecy. No i pewnie dlatego bolą, hehe. 

Sezon na jabłka z impetem porwał mnie i Absorberkę, która dzielnie pomaga mi w sprawianiu owoców.
A z nimi to wyścig z czasem, a właściwie z biegusami, bo łażą od rana po podwórku i żrą. A oprócz ślimoli i owadów, zielonego, żrą chętnie jabłka i śliwki. Nie zdążysz pozbierać- już tylko dla skrzydlatych, dziobnięte, nie pożarte. Czasem się wścieknę. Potem nerw opada jak kurz po akcji, bo myślę sobie- a niech im tam. Ile tego zeżrą. Trochę.

A spadają, póki co przez cały dzionek. Miałam sporo roboty. Trzeba było przerobić na gotowane do słoików, ogryzki poszły na ocet.

Magiczne słowo- trzeba było. Należałoby chyba zamienić na zdecydowaliśmy się czy jakoś tak. Patrzę na te owoce, na to co można z nich zrobić i tym większy ogarnia mnie niezachwyt nad ludźmi, którzy tego nie dostrzegają.


Jabłko z plamką czy obiciem- i fru! do śmietnika. U niektórych, także na wsi, nie na kompost, bo ten im śmierdzi koło domu. Z resztą, nie korzystają z kompostu, bo i po co. Zawsze nawóz można kupić w sklepie. Najlepiej szybko działający, jeszcze żeby pachniał jakoś tak... mniej naturalnie - czyli po ludzku- np. lawendą lub konwaliami. 

Ocet to w tym roku mój debiut. Może dlatego, że mamy sporo tych papierówek i wczesnych czerwonych. Myślę, a co tam, spróbuję. No i jakoś idzie. 


Chociaż nie powiem, ładuje sobie człowiek do kolekcji spraw do załatwienia, bo podejść mus codziennie do takiego i pomieszać, zajrzeć czy nie spaskudził sie pleśnią- wtedy niestety- to wylania. Na kompost, oczywiście, choć może i się by tym upić mógł.

Jeśli bardzo by chciał. Po oglądaniu jedyniesłusznejTV na pewno. Ale my nie oglądamy. I tej i innej. TV brak. I dobrze, nawet bardzo. Przynajmniej się nie wkurwiam na to, na co nie mam wpływu. 

Za to wkurw wielki mam na Lucillę. A właściwie ich stada. Mimo moskitier, którędyś drogę znajdują. Obrzydliwe są. Zielone, połyskujące metalicznie dupska i ten brzęk skrzydeł i to bliskie latanie koło człowieka, o k r o p n e !!!
Odrywają mnie od zajęć i z wściekłością wielką eliminuję z domu, bo nie ma we mnie empatii dla nich.

Co z tego, że w służbie medycyny czasem robią, czyszcząc rany. Nic.
Dla mnie ohyda, może i dlatego, że jedną kiedyś niemal połknęłam utopioną w przecudnego smaku kawie, wg Kuchni 5 Przemian. Ach, ta słodycz miodu, posmak kardamonu, nuta cynamonu z goździkiem, a do tego ruch w ustach, którego nie zapomnę chyba do śmierci swojej, amen.

Lato suche, każdy to widzi, nie będę- na razie- się powtarzać, za to wykorzystuję szybko to, co mi się urodziło, a w tym sezonie mam sporo nagietka. Suszę, zrobiłam parę słoiczków maści. Szybko czas zleciał i już większość zasycha...

A tak było ładnie. 


Oprócz nagietków, obrodził też ogórecznik lekarski





 Czas mija, a kaczki też już spore. Mają już ponad miesiąc. A były takie maniunie. 


Po środku kaczor Zane z żonami. To nasze stado zarodowe, że tak powiem...

 Puma rośnie zdrowo, jest kotem, który podobnie jak Kicia, nie zdał egzaminu z zakuwetkowania.
Kuweta traktowana jest przez nią ambiwalentnie. Stąd Puma nie mieszka już z nami w domu. Mimo swej miłości do zwierząt, nie miałam ochoty co chwila szukać kupy- to w łóżku Absorberki, to za lodówką. Jakoś mnie to już nie bawi....
Za to Puma ma ciepłe lokum w szopie, wychodzi kiedy chce, umie już uciec przed Niną, która lubi się nią bawić. Tak- nią, nie z nią. 

Puma

Nina

Kaczuszki są na sprzedaż, pewnie w końcu ktoś kupi, tak jak i znalazł się dom dla syna, odchowanego przez Coli syna jednej z czarnych kur i Fraglesa. W nowym kurniku nadano mu imię Rosół, ale bynajmniej nie będzie zjedzony. No, chyba, że oprócz węgla, zabraknie i pieczystego....




I tak się turlam, za dnia z reguły przetwarzając lub patrząc co by tu jeszcze... przetworzyć. W tym roku pierwszy raz zrobiona herbata z gardenii. W słoikach fermentuje też liście malin oraz żółtlicę drobnokwiatową. Liście bzu śmierdzą raczej więc pewnie tylko ja będę pić tę herbatkę....


Wysuszone, wcześniej pobite i przechowane w słoiku liście gardenii

Gotowy susz herbaciany

A w kuchni, jak to u matki- najlepiej pod spódnicą...


To Absorber Trzeci.
A mąż?

Dla wsparcia serwuje mi takie kanapki 

Plaster prosto z ramki.

 W tym roku miód lipowy wymieszany z gryką. Coś niesamowitego. Pyszny i jaki zdrowy!

A taka kanapka dodaje wigoru, że żaden kilogram jabłek już niestraszny mi!



środa, 6 lipca 2022

Coli i jej przybrane dzieciaki

 Coli dzielnie wodzi dwójkę... biegusów.
Nasze kaczki nie mają instynktu i tylko znoszą jaja. Ponieważ nasza kurka bardzo chętnie kwoczy, to po odchowaniu kogutka- syna Fraglesa i jednej z czarnych Ross, podłożyliśmy jej dwa kacze jaja. W między czasie zew wysiadywania poczuła też Mort- jedna z zielononóżek. Wysiadywały z Coli na zmianę. A jednak kaczątkami lepiej zajęła się nasza seniorka więc to właśnie ona jest ich przybraną mamą. 




poniedziałek, 3 stycznia 2022

Podsumowanie drobiarskie i trochę się tłumaczę

 Mam niestety ostatnio ambiwalentne uczucia co do bloga.

Z jednej strony czasu brak, bo pochłania go codzienne życie. Z drugiej strony, szkoda mi tego kawałka swojego pisania, szkoda mi, że pewnie już większość Czytaczy dała sobie spokój ze sprawdzaniem czy Tupaja napisze. Bo nie pisała.

Czasem myślę sobie, że blog to takie dziecko, które kobieta robi sobie, bo ma taki kaprys, a z czasem nie baczy na konsekwencje. Blog to takie egoistyczne coś. Może dla połechtania własnego ego? Dobrego samopoczucia...

Cóż jeśli teraz mam takie rozkminki... M. śpi więc się chwilę zajmę swoim wirtualnym dzieckiem....

Kabelek, a właściwie gniazdo smarkfona nie bangla, toteż fotki przesyłam na googlowski serwer. Stamtąd na kompa....Okrężna droga, ale są. Dziś raczej kurowato będzie, bo troszkę się w tej materii działo na przestrzeni tego roku.


W Nowym wylądowały niedobitki paszowickiego stada. W sumie tylko Coli, Tito, Raptor, Gruba i rodzeństwo perlików czyli Zdzisława i Zdzisław. 
Pierwsza odeszła Raptor. Żal mi było, bo sporo przeszła. Miała problem ze skokiem, ale okazało się, że to jakiś uraz, który spowodował, że kulała do końca życia. Potem ta akcja z wydziobaniem jej kawałka ciała przez jej koleżanki....Tym razem też się udało. Niestety, mała już swoje lata i jako kura towarowa, przez hodowlę zaprogramowana jest na jakieś 3- 4 lata....


Wydziobana Raptor


Jej koleżanka Gruba- imię właściwe ze względu na tuszę, odeszła pół roku później.
Coraz gorzej zaczęły układać się relacje z perlikami. Ciągły rwetes na wybiegu, nerwowość. Zmęczona już tym byłam nie wspominając o kurach. Wystawiłam rodzeństwo na olx. Z informacją, że nie do gara, za darmo. Dużo było chętnych, część z daleka, ale nie chciałam wysyłać. Perliczki są wrażliwe i nie chciałam fundować im takich nerwów. W końcu, z całkiem niedaleka przyjechał starsze małżeństwo i wzięło, ale... tylko Zdzisławę. Zdzisław zaginął. Absorbery, zwykle nie zaganiając ptaków, dzień wcześniej jednak się za to wzięły i niestety, przepłoszyły samca. Wzniósł się w powietrze i poleciał za płot. A że już zmierzchało o poszukiwaniach nie było mowy. Niestety, nie odnalazł  się....

Zdzisława w przeddzień wyjazdu do innego domu

Ponieważ dość już miałam kupowania jajek u innych hodowców kur, chciałam wreszcie powiększyć stado. Nie zależało mi na kurach towarowych, bo jednak żyją krócej, częściej chorują. Zdecydowałam, że poszukam jakichś zdrowych, choćby mieszańców, ale małych ras ozdobnych, które przyzwoicie się niosą.

Spodobały mi się kury czubate. Był już Fragles, ale nie chciałam typowych czubatek. Jestem dość elastyczna w poglądach drobiowych więc... na targu kupiłam cztery zielononóżki i cztery kury pawłowskie. Czubate...

Były to młode, kilkutygodniowe pisklaki. Miałam nadzieję na kurki, bo dwa koguty na wybiegu to już full wypas. Niestety z czasem okazało się, że wszystkie pawłowskie były samcami. U zielononóżek Wszechświat się zlitował. Jest tylko Sokół. I mimo, że jest trzecim kogutem na wybiegu zostanie. 
Mąż prosił choć chciałam oddać. Koguta, nie męża. Za prześladowanie Koko i Popo, ale o nich za moment. 

Pawłowskie koguty rozrabiały, a jeden, Black, był bardzo jurny i agresywny wobec kur. Udało mi się znaleźć mu nowy dom. To samo z dwójką chłopaków, którzy pojechali do kurnika w leśnym przedszkolu. Ostatni trafił do hodowcy. Tylko za jednego z nich zwrócił mi się  koszt zakupu... 
Tak to jest z samcami. Niepotrzebne jak w nadmiarze....

Ostatni pawłowski

Black z koleżanką zielononóżką

Za chwilę jazda do leśnego przedszkola

Piękna broda pawłowskich kur

Pożegnalne selfie z ostatnim pawłowskim

Wkurzona niewypałem zakupu, w listopadzie, razem z Absorberką, ponownie wybrałam się na giełdę i przywiozłam towarówki....Wiem, wiem, miałam nie brać, ale były czarne, a takie zawsze chciałam mieć. Kupiłam cztery. Absorberka namówiła mnie na kury dla siebie. I tak mamy też dwa kochiny miniaturowe, a raczej kochinki. Popo - szara i Koko- żółta lub ładniej- bursztynowa.


Ponieważ jednak kiedy serce miękkie dupa musi orzechy gnieść, za młodą robię pełną robotę. Nie to, że nie zajmuje się podopiecznymi, ale częściej ja bywam u nich, przynajmniej w najważniejszych sprawach. Dziewczyny są wydygane, z resztą najmniejsze z towarzystwa. Muszę uciekać przed napastującym je Sokołem. Reszta kur przegania je od wody i paszy więc trzeba asystować przy karmieniu....

Czarne kury są bardzo spokojne, powolne i ciężkie. Myślę, że to bardziej mix nieśno- mięsny, ale nie zamierzam tego sprawdzać. Niosą ciemnobrązowe jaja. Jedna z kur niestety umarła po 3 dniach. Także zostały trzy. 


Już za TM...

Czarnuszki 


Ogólnie to na wybiegu sporo się dzieje. Nie udało się Coli wychować kurczaczka. Wysiedziała jajo, skutek miłosnych uścisków Fraglesa i Liscy. Był ładny i całkiem spory, kiedy Absorberka znalazła go leżącego bez życia pod grzędą...


Coli z maluchem

Coli bardzo przeżyła stratę. Ze 3 dni chodziła jak chora. Baliśmy się, że umrze. 

Ruch na podwórku to także brudasy czyli biegusy. Pojechałam po nie cały kawał za domem Inkwizycji. Przyjechały trzy kaczki i kaczor. Żrą slimole jak najęte, ale brudzą wodę masakrycznie. Widoków na jakieś baseny dla nich na razie nie mam, niestety. Chyba, że nas natchnie z wiosną....


Czyli, summa sumarum zostałam z trzema kogutami. Prócz Fraglesa jest Sokół i Tito. Niezmiennie mały i niezmiennie wredny. 




I jest jeszcze Lisica. Kura, którą kupiłam wraz z Raptorem i Grubą, z jednego rzutu. 


Wybrała sobie kiepski czas na pierzenie, ale i tak już chyba nie będzie się niosła. Jak to u mnie, nawet wtedy jest bezpieczna i ma dożywocie.

Nie samymi kurami człowiek żyje. Oprócz codziennej krzątaniny domowo- matczynej są mydełka, bo schodzą w domu jak ciepłe buły. Zawsze też mnie raduje praca przy nich. 


I malowanki. Na surowym drewnie. 
Szykuje duże szuflady, bo póki co chętnych na zakup brak, haha !