.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 czerwca 2017

Megi pyta- Tupaja odpowiada

Megi pyta jak Tupajowice vel Tupajowisko zarasta?
Ano...tak:

Rumianek. Zdziwiłam się, że jest, ale to dobrze. Znów będzie można mieć swój.
Chyba, że mszyce zasrają całkiem....

Margerytki w natarciu, no i szałwia kwitnie. Lubię ten czas bardzo

Mokra wiosna pomogła. Wreszcie zakwitły maki

Szałwia

Mój łubin 

Mój kozłek- niemal 2 metrowy

Kosaciec syberyjski na młace

Bez czarny w natarciu. Soki, susze będą, może coś jeszcze wymodzę.
Póki co ze Zdzisławą bawię się w grę- "schowane jajo".
Ona chowa- ja szukam.
Póki co- 2:0 dla Zdźiśki.
Mam wrażenie, że chowa jaja odkąd skądś się dowiedziała, że chcę oddać do podłożenia kwoce.

W ogóle to wyszła moja indolencja w temacie perliczek...
Niefart totalny- wzięłam jego za nią, a nią za niego.
Wściekła baba okazała się wściekłym onym.
Wyciszona, skradająca się Zdzicha.
Jaja są pyszne.
Absorbery kłócą się o nie- każde ma ochotę.
A teraz nic.
W kurniku już się nie niesie tylko łazi gdzieś po chaszczach.
U perlików to podobno normalne....


środa, 24 maja 2017

Kto kim zarządza czyli o tupajowym ogrodzie

Nie jestem dobrą ogrodniczką. 
Czy w ogóle nią jestem?
Czy ogrodem jest spłachetek gruntu przy domu? 
Czy większy areał? 
Nawet nie jestem pewna czy jestem tu gospodynią....

Moje zasiewy są mieszanką wybuchową.
Tak jak ja.
Pomieszaniem chęci posiadania z podjadaniem, leczeniem i dzieleniem się. 
Głównie z innymi stworami, bo areał działeczki nie pozwala na rozpasanie się z uprawą. 

Samo sianie jest czasem kompulsywne.
Czasu pilnuję raczej; gorzej z kalendarzem księżycowym, którego stosowanie wydaje mi się jak najbardziej pożądane . 
Niestety w  moim przypadku często sieję, bo mogę. 
Akurat w tym momencie, bo mam czas.

Ta wiosna, przez chłodny początek pozamiatała moje zasiewy.
Zbyt wcześnie wystartowałam z pietruszką, marchewką i buraczkami. 
Nie wzeszły, a nawet gdyby jednak mogły- to...nie mogły, bo kociszcza sobie wyrobiły na to zdanie. W postaci ścieżki na skróty.

Dosiałam.
W ich miejsce posiałam coś nowego. (co???.....).
Okazało się, że jednak im się zechciało wzejść. 
I mam mozaiki. To tu, to tam - to buraczek, to marchewka.
Do tego zasiewy rzadko w liniach prostych.... 

Jakże wkurzająca już wszystkich- moim zdaniem niezrozumiale (bo i tak ja się z tym pałuję)- wszędobylskim wciskaniem ziółek i ostańcami "chwastów". 
I tak mam grządki przegrodzone zbiorowiskiem jasnoty plamistej z chamskimi wrostami pokrzywy. Nie muszę chyba pisać, że i jedno, i drugie dobrze robi. 
Na dodatek jasnota - pszczołowatym, a pokrzywa- wielu gatunkom motyli.

Pomiędzy- powysiewało się masę nagietków.
Na co mi tyle?
A- nasuszę sobie, włożę w olej, a przykryta żyjącymi roślinami gleba mniej wysycha i nie degraduje się. 

Czasem zostawiam coś, bo nie wiem co to jest. 
Jak miło jest patrzeć jak siewka rośnie, powstaje z niej mała roślinka, która potem zaczyna przybierać dobrze już niestety znany kształt i dojrzewam błyskawicznie do decyzji o eksterminacji. 
A czasem - całkiem przeciwnie. 
Tak było z poziewnikiem, który odkryłam u siebie. 
I teraz mam. 
Dobry lek  na górne drogi oddechowe, z koloidalną krzemionką, także dla "naczynkowców" i tych z problemami krwawień w różnych częściach ciała- także tych peryferyjnych ;) 
Generalnie kolejne zioło w ogrodzie. 
Tylko suszyć trzeba bez dostępu światła.

Zawsze zaskakuje mnie zmienność w moim zapleczu Tupajowiska.
Dlatego nie czuje się tu jedyną gospodynią.
Rośliny rotują. 
I to nie przez moja nadmierną działalność. 
Raczej oszczędnie działam. 
Czasem to widać...co też bywa krytykowane. 
Wymieniają się. 

Na razie nie wiem czy będę miała poziewnik. 
Czy za to nie dostanę lebiodki pospolitej, której małą kępkę przesadziłam i ta odwdzięczyła się dużym krzaczorem. 
Będzie surowiec na herbatę ale i piękna roślina karmowa dla owadów. 
Żerują motyle i błonkówki, a także chrząszcze. A jak pachnie! 

Nie samotworzę, nie jestem ewidentną zarządzającą.
Na ścieżce oznaczyłam kamieniem gniazdo trzmieli ziemnych. Też tu gospodarzą.
Na grządce przeoranej przez koparkę w roku z awarią, pozostało trochę nierozdrobnionej gliny. Bryłki dzielnie się trzymają. I cóż? Ano- dzikie pszczołowate często pod nimi maja swoje norki z młodymi. Że nie wspomnę o sporych ilościach pająków z rodziny pogońcowatych.

Gdzie się nie ruszę- tam coś. 
Życie.
To czasem upierdliwe, ale nie bardzo.
"Utrudniasz sobie". 
Być może.
Póki co więcej z tego radości niż męki.

Wczoraj walczyłam z trawą, bo wkoło- a to trędownik, a to kurdybanek, a to kozłek. 
Muszę obkosić, żeby mi pomocnicy nie skosili....

Po prostu- lubię sobie czasem skomplikować to i owo...;)

Mokra, chłodna wiosna i kąt z winoroślą odżył. Żądzą "stokroty" czyli margerytki, ziele świętojańskie vel dziurawiec...i różne takie z przetacznikiem polnym do kupy razem

Chrzan

Margerita z kwietnikiem

Kuklik  zwyczajny (też zioło) w melisie (o której gadać nie trzeba nawet)

Jeśli rośliny wędrują za ludźmi by im pomagać w chorobie to co o mnie można pomyśleć?
Wzdęcia i nerwy? Hre, hre :)

Żywokost lekarski mój

Trędownik zwyczajny - mój od Doroty P. 

Dmuchawce mniszka. Moje. I ptaków. Tak wiele ich pożera jego nasiona.
Warto zostawiać!

Typowa ruderia- pokrzywy i glistnik jaskółcze ziele w tyle.
Ostatnio moja ulubiona roślina.












wtorek, 28 marca 2017

"Dzień Doceniania Chwastów"

Tak, dziś taki dzień.
Tupaja i  "chwasty "

Prawdę mówiąc nigdy nie rozumiałam- a właściwie nie byłam w stanie zaakceptować, że są rośliny/zwierzęta pożyteczne i niepożyteczne. Chwasty. Szkodniki.
Może dlatego, że zawsze patrzyłam na roślinę jako element siedliska.
Tak, oczywiście walczę z perzem.
Z gwiazdnicą wchodzącą na grządki też.
Tylko,że mając wiedzę jaką mam, wiem że dana roślina spełnić może dodatkową rolę. Choćby zioła.
Albo przyprawy, tudzież- w ograniczonej populacji stać się pożywieniem dla owadów, które mając wybór, skosztują jej także- nie tylko czegoś z grządki.

Czym są chwasty?
To niepożądane z gospodarczego punktu widzenia -czyli człowieka gatunki, które złośliwie i przeciwko niemu występują w uprawach.
To najczęściej rośliny silne, o szerokiej specjalizacji, niewybredne co do wymagań glebowych, wodnych czy świetlnych.
Większość ma cechy roślin pionierskich- czyli zasiedlających jako pierwsze daną powierzchnię. Muszą być odporne, silne, zdeterminowane.
I takimi są.

Na dodatek cholernie płodne.
I szybko dostosowujące się do technik agrotechnicznych.
Przykład?
Mniszek lekarski - jak go niektórzy błędnie zwą- mlecz, dmuchawiec potem taki.
W trawniku- o ile jakiś debil go roundapem nie zleje- daje radę.
Często koszony- odrasta. Ma po prostu krótsze łodyżki.
Rośliny te także uodparniają się na pestycydy.

W zależności od tego, gdzie żyją, wyróżniamy chwasty segetalne- które współwystępują z roślinami na polach uprawnych - np. maki, chabry (z poligonu), kąkole; chwasty łąkowe- w runi pastwisk i łąk- takie, które w paszy są nieprzydatne lub szkodliwe - np. szczaw kędzierzawy, śmiałek darniowy (sztandarowy przypadek) oraz chwasty leśne - robinia, czeremcha amerykańska (obydwa gatunki są na dodatek neofitami, a czeremcha bardzo inwazyjna na dodatek), a także chwasty ruderalne.
Tych ostatnich nie wiem czemu się niektórzy czepiają.
Skoro rudera- to co im do roślin, które tam bytują? Ale nie- chodzi o tereny zurbanizowane- pobocza, śmietniska, nasypy kolejowe (ciekawe zestawienie chwastów, oj ciekawe!) czy tereny zwane wydepczyskami.
Na tych ostatnich króluje rdest ptasi, babka szerokolistna, a tworzone przez nie formy muraw dywanowych nazywa się spodzichami.
(Ty spodzicho!)

Temat chwastów nie jest nudny.
To nie tekst na jeden post, bo zagadnień jest masa.
Choćby temat towarzyskości roślin. 
Rośliny tworzą krótkotrwałe (gatunki jednoroczne), ale powtarzające się układy. 
Oczywiście skład gatunkowy determinowany jest przez warunki wodne, glebowe, a także klimatyczne. Ważny jest jednak rodzaj uprawy.
W Polsce występuje około 30 ugrupowań.

Na podstawie składu gatunkowego chwastów łatwo nam określić warunki glebowe i wodne. 
Czyli pojawia się znany termin- bioindykator.
Dzięki temu nawet w okresie suszy, można w okresie wegetacyjnym stwierdzić czy teren jest podmokły lub przynajmniej częściowo uwilgotniony bardziej niż byśmy sobie tego życzyli.

Nie muszę chyba 
pisać o wzniosłej roli chwastów (?) jako ziół.
Tak właśnie jest. Większość, jeśli nie wszystkie, mają właściwości lecznicze.

O tym, co mam u siebie pisałam już:

Cóż można uczynić, żeby nie zubażać naszych siedlisk?
Ano- gdzie takiej wielkiej konieczności nie ma, nie wyzbywać się gatunków niepożądanych. 
Sama świadomość, że są cenne, bo leczą, bo dają pokarm owadom, bo nasionami żywią się ptaki- niestety niektórym nie wystarcza. 
Nie wiem co z takimi począć.
Może...jak w "Psach 2"? Wyrwać...? ;)


PeeS
Już kiedyś pisałam o chwastach. Kto chce- niech zerknie tu


środa, 22 marca 2017

Po co mi ber -skorzonera?


Człowiek uczy się całe życie.
Tym bardziej Tupaja.
Mam to szczęście zastępować koleżankę w naszej bibliotece więc możecie sobie wyobrazić....
Chodzę jak nakręcona i co chwila coś wyciągam i podczytuję.
Najczęściej książki, które są w ksiegozbiorze podręcznym.
Ostatnio wpadł mi w łapki atlas roślin uprawnych; jeszcze z czasów wielkiej przyjaźni państw socjalistycznych, a wydany na rok przed tupajowymi narodzinami. 

Jako technik hodowca i absolwentka Wydziału Rolniczego na AR, mam wiedzę odnośnie roślin uprawnych, ale powiem- parę mnie zaskoczyło. Ba...nawet nie wiedziałam, że coś takiego rośnie i że się to je czy cóś z tego wyrabia.

Choćby taki ber.
Żaden tam teddy- tylko włośnica ber.
Inaczej czumiza czy proso włoskie.
Roślina z rodziny traw, uprawiana na terenach Półwyspu Koreańskiego i Japonii. 
A wygląda tak:

z Wikipedii


Lnianka- lnicznik siewny to roślina z rodziny kapustnych.
Niegdyś uprawiana jako roślina oleista. Dziś powraca się do niej i oleum wykorzystuje w fitoterapii - zawiera do 45% kwasów omega -3. Świetny wymiatacz wolnych rodników. Niegdyś pospolicie tłoczony z niego olej zwany rydzowym -stąd powiedzenie : "lepszy rydz niż nic"- bo jego wartość znano już kawał czasu temu. Nadaje się na słabsze gleby więc jest alternatywą dla rzepaku.

Wikipedia

Endywia
należy do rodziny astrowatych, a dzięki przeznaczeniu kulinarnemu wstrzeliła się w grono warzyw.
Liście odziomkowe spożywa się jako sałata.
Nie jadłam- nie powiem czy smaczna, ale jak ma trochę garbników- to pewnie tak- osobiście lubię goryczki.

Wikipedia

Cykoria sałatowa z kolei - czerwona cykoria także znajduje zastosowanie w kuchni.
Wytwarza mięsisty, palowy korzeń i rozetę liściową z odziomków. Niegdyś zaliczana jako odmiana znanej cykorii podróżnik, obecnie zaliczana do tego gatunku.

Wikipedia


W końcu jeszcze skorzonera. Z nerą nie ma nic wspólnego.
Za to używana dawniej jako antidotum na jad żmii.
Zwana jest też wężymordem czarnym korzeniem (prawie jak jakiś bohater Sapkowskiego). Korzenie w  smaku podobno przypominają szparagi, ale są mniej subtelne w wyrazie. Ponadto korzenie zawierają sporo witamin i zwiazków mineralnych.

Wikipedia

Internet

A Absorberostwo popisało się lepieniem z masy solnej. Już jakiś czas temu, ale dopiero teraz sobie przypomniałam, bo - a jakże!jak się cieplej zrobiło to wylazł taki jeden.
Pomrów.
Pomrowy absorberowe wyglądają co by nie mówić- trochę złowieszczo...



Same pomrowy wywołują we mnie uczucia jednoznaczne. Proste i krwiożercze.
Pisałam już o nich tu i tu , a nawet tu.
Jak mi już nerw się wyczerpał czy już ręce po prostu opadły to nawet z nich żartowałam - tak właśnie!
Cóż. Wiosna się zaczęła, niebawem ruszy wegetacja, ruszą ślimole...A wraz z nimi my- obrońcy chlorofilowej braci.





czwartek, 4 czerwca 2015

Lenistwo wymuszone i takowa apiterapia.

Nie poprzez wzgląd na święto, bo nie uczestniczę ani duchem, ani ciałem, a poprzez trywialne resztki glutów w zatokach nic dziś nie będę robiła. 

No, może nie tak dokładnie...



Ale- koszenie odpada, plewienie - odpada.
Poczytam, do końca pierwszy tom (po raz drugi w życiu) " Raz do roku w Skiroławkach ".
Absorberostwo na wyjezdnym.
Spacer odbyty, z akompaniamentem furkotania chusteczki do nosa, ale i śpiewu skowronków, w łęgu- wilg i kukułek...

Na polach kwitnie peluszka 

W wilgotniejszych siedliskach moje ulubione rdesty wężowniki (od Mamy jednego wsadziłam na moje zabagnione podwórko)

Olsik

Canisy na popoju

Dziki dziki bez czarny, kalina koralowa

Róża, dzika ;)

Nic tylko się puścić biegiem...
zbiorowisko z pokrzywą i żywokostem lekarskim :)

Facelia, bardzo miododajna
No właśnie, już blisko domu, zaliczyłam przymusową apiterapię.
Fotografując facelię, obok pasieki kolegi P. zostałam zaatakowana przez jakąś nawiedzoną strażniczkę mienia kwiatkowego. 
Dziabnęła mnie za uchem prawym.
Wracając do domu, miałam wrażenie, że ucho owe klapie mi przy każdym stąpnięciu jak osłu jakiemu tudzież baranowi francuskiemu.
Kto nie wie któż to - niech sobie popatrzy :)

źródło: krole.pl


poniedziałek, 18 maja 2015

Zielono strasznie i zestaw motylowy dla Tupai

Pisałam już wiele razy jak to u mnie mokro na podwórku. 
Że cmoka, że ciamka seksownie.

Podsadzam dalej roślinami lubiącymi wilgotne siedliska.
W tym roku doszło parzydło.
W zeszłym porzeczki i wierzby (nie wiem jakie; specjalista ze mnie żaden, a pomiędzy  pręciki zaglądać nie będę).

Niektórym roślinom trzeba było więcej czasu na akceptację dziwnego, glebopodobnego tworu jaki spoczywa na moim podwórzu.
Zaczynają kwitnąć kosaćce, żywokost lekarski o kwiatach żółtych, przeniesiony ze zdegradowanego niedalekiego olsu.
Ukorzeniła się trzmielina, przyjęła mięta.
Niebawem zakwitnie tojeść kropkowana.



A wkoło bujne czupryny traw i zielska, które walczy o każdy promyk, kroplę wody i kawałek gleby.

Armagiedon chwastowo- wietno- trawiasty

Wrrr.....

Nie siałam- same przyjszły

Drżyjcie....

Szałwia w pąkach

Jakby kto nie wiedział jak kwitnie chrzan :)

Zajaskrowane wejście 

Zmutowana babka lekarska- chyba do specjalnego zastosowania

No i krzaczory.
"Bzik Megimoherowy"

Tawuła

Kalina

Nie krzak ino morwa, ale jej źle, bo za mało słonka.
Pójdzie siedzieć gdzie indziej.

Jarząb szwedzki. Daje radę.

A na koniec- spóźniony prezent urodzinowy.
Autonagroda.
Dorota z bloga Pies w swetrze opisała kolejną odsłonę o lumpeksach i za co je kocha- a tu akurat za skorupki czyli zastawy i ich części. Nie, nie jest fanką zastawy jako auta i nie skupuje zamiennych. 
Filizaneczki, spodusie i inne tam.
Piękne niektóre.
No i podesłała mi link do ogłoszenia olxowego.
No i ... kupiłam sobie.
"Zestaw dla singla".
Motylowy.
A jak!


niedziela, 15 czerwca 2014

Z krasnopanią i złotogłowem w tle

Pogoda z widocznością jak brzytwa.
Szybkie, poganiane wiatrem chmury na lazurowym niebie, chłód świeżego powietrza, wilgoć po ostatnich opadach...

Prędki spacer, ale miłe doznania (choć pana z gołą klatą na rowerze dziś nie było).

Krasnopani poziomkówka, motyl z rodziny niedźwiedziówkowatych.

Dzyń-dzyń :)

Oczywiście aparat w komórczaku nie oddaje widoków,ale wierzcie mi!

Całkiem przy drodze, niedaleko miodownika rosną sobie lilie złotogłów . Gatunek chroniony.

Niom,
a w łogródecku miałam kosić nowym sierpem, takim do ostrzenia.
Miałam, bo okazało się, że lepiej się wyrywa...
Trawiszcza się pokładły, poschły i usuwałam wraz z darnią...
Widoki prawie jak z permakultury normalnie!

Pokrzyw trochę powyrywałam, bo nie można było bez bąbli wrócic z garstką truskawek, albo z taczką pustą, po wyrzucie łajna Qrowskich.
Nota bene.
Niektórzy bardzo się martwili o to, że kury to kolejny mój pożeracz czasu i czegotamjeszcze.
Otóż, dziennie, z zegarkiem (dziękuję Tato!), obsługa kur zajmuje mi:
- rano- wymiana wody, wsypanie żarła- doliczając w te i nazad drogę od domu do kurnika- minut 5 (pięć- słownie)
- po południu- resztki z obiadu (o ile są), dosypka pszenicy- minut 3 (słownie: trzy)
- wieczorem- zamkniecie kur- 2 minuty (słownie: dwie).
Raz w tygodniu- czyszczenie pod grzędą- wymiana ścioły z nawozem. Jeden kurs taczką, dościelenie świeżej słomy- 10 minut (słownie: dziesięć).

Cukinie kwitną, Jaś pnie się jak Bubka po tyczce do góry, pomidorki już niebawem.
Truskawy pożerane przez pomrowy- a niech im w gardle stanie! i mrówy- podobne gangreny. Te, które mają styczność z podłożem są zagrożone. 
Mrówy przypuściły atak na korytarz.
Nie zniechęciło ich moje plucie jadem. Musiałam użyć sprawdzonego środka. 
Chemicznego niestety.
Na razie spokój.
Zobaczymy na jak długo.