.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Czemu się szlaja Tupaja?

Dziś nie będę ględzić za wiele.
Zastanawia mnie czasem czy i ile dziedziczymy po rodzicach, przodkach pasji, predyspozycji, ciągot.

Weźmy na to takie szlajanie się.
Czy jest normalne pakowanie plecaka (małego) a do niego pudełek po filmach (zwanych kliszami - młode już nie wiedzą co to....), bo może coś się do złapania znajdzie (sześcionóg znaczy się), notes (bo może coś ciekawego do zasuszenia (raczej jaki chwast tudzież inne zielone), aparat foto- krótko Smiena, potem Praktica czy Zenith. Takie, gdzie trzeba było myśleć przed zrobieniem zdjęcia, a nie po...
Kanapka, jabłko, picie.
Groszek- mój Pies, wierny kompan.
Miałam te 11 -12 lat.
Szłam sobie w lasy, pola...
Zawsze to lubiłam.
Zostało.
Mam nadzieję, że mam silne geny...;)

W lasku za Siedlcami k. Ścinawy, ciekawy drzewostan (foto by Kamax)

Gmeram w trawskach.
Chełmy. (foto by Kamax)

Chełmy...:)
(foto by Kamax)

-?
- Chełmy
(foto by Kamax)
Czy juz to czułam- w wózku pchanym przez Mamę?

Chyba Brat pokazuje mi jak się gra na trawie :)

Z wózka - na rower 

Ach, ten starszy Brat :)

Na pewno Karkonosze

Z Bratem
Ot, takie tam...;)

poniedziałek, 24 września 2012

Ciągnie mnie....

Piękną mamy jesień...
Jakby mi Przyroda chciała dodać otuchy; pełną dwudziestkę strzykawki energii. Żebym jakoś uniosła powrót do pracy w listopadzie. Te jazdy autem z dwójką dzieci....Żłobek Młodego.
Tak bym chciała....Zostać.
Życie, życie niestety na razie nie pozwala na taki rozwój wypadków.
Więc "nacieszam" się byciem w domu, na spacerach z Młodymi, chwilami...
Na razie jedne z ulubionych roślin Młodego....:)
Ostatki mniszka na trawnikach, u nas także....
Nie ma już czego zdmuchiwać więc każdy dmuchawiec na wagę złota!


W części "ogródkowej" - rutbekia.
Jedna, jedyna.
Wysiane nie wzeszły, za to- z sadzonka maliny przywędrowały od mojej Mamy.
Bardzo lubię te kwiaty i jak nic kojarzą mi się z jesienią...



Jesiony pomału szykują się do linienia...Pierwsze oznaki już są...


Wczoraj, przez przypadek, unicestwiłam swoja stopą pokątnika...
Przykro mi się zrobiło, bo populacja nasza, domowa niestety topnieje...

Ale- dziś- zauważyłam kolejnego osobnika, przed domem! :)



Garip dalej choruje...Ale całe szczęście ma apetyt i rozwija się dalej, jak na psa późno dojrzewającego przystało.





Kicia ma katar...Nie wiem czy koci... Mam nadzieję, że nie. Póki co- weterynarz w odwodzie. Obserwujemy.



Pelargonie jeszcze kwitną...
Na planie pierwszym, wraz z oknami...ech...ruderowato u nas :)



Ruda przy kościach...oczywiście


Czarnego bzu nie zebrałam. W sumie "nalewkowa" nie jestem, na syrop raczej też nie. Mam juz sok z kwiatów.
Może w przyszłym roku.
A teraz- zjedzą szpaki i inne skrzydlate. Przyda im się.
Nie wiadomo jaka zima będzie.


Wiem, że chwile szybko mijają...
Że dzieci są małe krótko...
A jednak- żal mi tej pory roku, ze nie ma mnie w górach...
Jak kiedyś....

W moich ukochanych Rudawach Janowickich....

Z Rudą w lasach okolic Rynarcic k. Lubina....- nie góry, ale spędziłam tam wiele cudownych chwil....

Karkonosze....