.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurnik. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 października 2014

Sezon wędzenia w toku

Wszystko w dymie.
Absorbery, Tupaja, psy, koty i kury.
Wędzenie konserwuje :)

Przesiąknięte zapachem palonych liści, traw i pokrzyw.
Jesienne słonko zagląda w oczy, marszczy nosy, dym wyciska łzy, zatyka.

Dni coraz krótsze.
Dzisiejszy ładny, słoneczny, pełen energii, roboczy. Pełny.

Płonie ognisko....

Pilnowacz

Nowe drzwi do kurnika, ocieplane. Made in Dziadek

Absorberka, jaja i Olka

Ola się gapi

My gapimy się na Olę

... niestrudzenie....by Absorber

Rosną....
Nie palę wszystkich liści jesienią.
Zostawiam.
Niech mają gdzie zimować zwierzęta różnej maści, różnej ilości odnóży.
Zimują też patogeny, wiem.
Dla najgorszych patogenów- w moich liściach i tak miejsca za mało ;)


Posiłek regeneracyjny

piątek, 25 kwietnia 2014

Sześć bab i jarzębaty

No i wreszcie.
Są.
6 czerwonych qrek!
Plus jarzębaty.

Fota słaba, bo komórczakiem i w qrniku ciemno
Dziś rano przyjechały. Biedne, wystraszone, w klatkach.

Teraz siedzą w qrniku; dostały wodę, paszę (na razie worek śruty wielozbożowej od hodowców, potem już będzie pszenica).
W sumie szybko się uspokoiły, bo przy moich drugich odwiedzinach już były spokojne.

Pogadałam do nich, najpierw po ludzku, a potem zaczęłam gdakać. Był ubaw- nie wiem, kto miał większy- ja czy one i on:)

Dziś i jutro stacjonują w kurniku żeby się oswoić.
W niedzielę wychodzą.
I dobrze. Absorbery wywieje z K. więc będę miała je na oku i mogę więcej czasu poświęcić.

Tak się mówi, że ptaki są raczej z tych mniej mądrych zwierząt (pomijając krukowate).
Ciekawe jest jednak to, że do tej pory wróbli- tak przeze mnie lubianych ze Sztygarowa (gdzie niestety tracą miejsca do gniazdowania przez zatykanie dziur w płytach i montowania kratek na wywietrznikach)- w Tupajowisku nie było.
Ano- nie miały co podjadać.

Wyobraźcie sobie jednak, że już wczoraj zalatywali zwiadowcy.
A dziś, kiedy tylko Siódemka zawitała do mnie- zleciało się całe stado wróbli!
Widziały jak słomę wczoraj ścieliłam?
Czuły to?
Wszystko do kupy razem :)

Także, prócz kur zyskam "zasralce", jak to się o wróblach w moim rodzinnym domu mawiało (było jeszcze określenie mniej pieszczotliwe, ze wzlgędu na obsrywanie prania- "kupki latającego gówna").

Pan,który mi kury przywiózł potwierdził moje przewidywania, że do utrzymania mojego trawnika przydadzą się jeszcze kosiarki o białych skrzydłach...
-Tylko dwie?? Przecież tu się sześć wyżywi! 
Nie,tylko dwie.

Ale One po pierwszym maja...:)

Cóż poza tym- ano- mokro dalej.
O, właśnie zaczęło lać znów.
Muszę kupić beczkę, bo aż mi żal wylewać tę wodę z piwnicy na trawnik przed domem....

Dziś kolejne strzyżenie trawnika.
Ten od ulicy- mozaikowaty.
Wysiało się masę koniczyny czerwonej, do tego kurdybanek,stokrotki, a w kątach, pod krzewami niezapominajki. Także latałam, a właściwie pchałam- slalomem.

Całe okolice warzywnika muszę nająć kogoś (tylko już nie tego ochlapusa) do przejechania podkaszarką.
Namachałam się sierpem.
Dałam radę parę metrów skosić, ale to nie robota.

Jutro jak nie będzie lało- dalejże zabierać perzowi co nie jego!








piątek, 14 marca 2014

Kurom się w tyłkach jaja poprzewracają z wrażenia, walka z perzem i talerz na osłodę


No i Sąsiad po przemyśleniach zapytał czy może by jeszcze tego obok pokoiku nie wysprzątać....
No i...wysprzątany.


A wyglądał masakrycznie choć ma powierzchnię o 2/3 mniejszą niż "mateczny".


Znów zwał miału węglowego,dachówki i drewno.




Pomieszczenia te (wszystkie trzy), służyły dawniej prawdopodobnie jako chlewik. 
Osobne wejścia,ale ściany są murowane do połowy. Od dołu znajdują się żłoby z zamykanymi uchylnie drewnianymi klapami. Dzieliły żłób w ten sposób na pół
Generalnie, gdyby zlikwidowało się drewniane klapy, byłyby dwa przechodnie pokoje :)
Trzeciego pomieszczenia nie chcę już odgruzowywać. 
Po kostki miału i popiołów po poprzedniej właścicielce. Nie, nie, ona jeszcze żyje! To z jej pieca!

Pokoiki pobielone raz. 
W poniedziałek powtórzę.

Kolejne 45 minut swojego żywota poświęciłam na wydzieranie Agropyronowi po polsku zwanemu po prostu perz, kawałków ziemi co by ją obsiać i zasadzić nieco warzyw.

Udało mi się wywalczyć zagon dla dymki.
Wierzcie mi- to prawdziwa walka. 
Na dodatek, gleba gliniasta; owszem- zasobna, ale ciężka. 
Możecie sobie wyobrazić jak miło się kopie i rozdrabnia, gdy od ... już nie wiem od kiedy- nie padało?



Widać, tam na drugim planie co mnie czeka....;)

Jeszcze maliny do przecięcia, trochę bzu muszę obezwładnić....
Wracam znów do książki "Żyjący ogród", o której już pisałam niemal dwa lata temu i o tym, że rośliny wędrują za ludźmi. 
Nie w sensie rozsiewania nasion, tylko bardziej tak... magicznie? Na wyciągnięcie ręki mamy aptekę na swoje dolegliwości.

Rzeczywiście - do pokrzyw, podagrycznika dołączą jeszcze perz i... mogłabym sobie sama mieszankę ziołową na nery robić! Tylko skrzypu brak.

W domu Łysy ciągnie do góry sieweczki


A dziś posiałam bazylię.
Tym razem w  pojemnikach jednorazowych, ale przyjaznych naturze.


A na koniec- takie kwiatki. Jedni mają Czacz i miejsce, gdzie mogą się wyżyć zakupowo. 
Ja nie mam, ale zajrzałam na jeden z blogów- Tęczowy stragan :), gdzie można zakupić rzeczy całkiem tanio i znalazłam taki ładny półmisek. 

Nie,nie z perzem.
Z goździkami.


wtorek, 4 marca 2014

Domki dla skorków i - co by tu jeszcze zrobić...?

Troszkę chyba przyroda się przeraziła swoim pośpiechem, bo u nas temperatura spadła do 6-7 stopni, w nocy spada poniżej zera. Słonka też ze świecą szukać. 
Chmurzyska niskie- ot tak, późnoziomowo.

Dziś znów miałam werwę,ale mniejszą. 
Jakoś taka jestem znów bułowata. Może ta aura? W słoneczny dzień łatwiej ładować wewnętrzne akumulatorki.
Mimo wszystko strzeliłam focię qrnika. 
Jeszcze bielenie mnie czeka, zatkanie dziury jednej no i te okienka strzelnicze... 
Nie wiem czy pleksi je czy jak... 
No i grzędy, jakieś skrzynki dla tałatajstwa chyba, słomę mam już obiecaną.
Obawiam się tylko momentami, że jak już kurnik przygotuję to mi facet co handluje kurami zwieje, albo wszystko sprzeda :)


Przed...
...i po sprzątaniu
A cóż poza tym? W nawiązaniu do tematu kuraków, zajęłam się wyplataniem...
Udało mi się jakoś załatać dziury w siatce. 
O dziwo, chyba wszystkie członki moje zmężniały, bo okazało się, że mogłam drut okręcać, skręcać bez narzędzi... Co za babol ze mnie się robi!
Chcę jeszcze przesadzić wysiane - z kup ptasich zapewne, dwa całkiem spore krzaczki jeżyn i posadzić tuż przy płocie. W ogóle mam zamiar nawrzucać tam kolczastych różności. 
Nie wyrzucacie czasem jakiej róży, tarniny czy innych tam? :)


Podmurówkę "podwyższyłam" dodatkowo kamolcami. 
Raczej cegłami, bo kamole wykorzystam na skalniak. 
Kolejne łupanie w krzyżu mnie czeka, ale w tym roku muszę. I już. 
Właściwie bardziej "skalny ogródek ziołowy". 

Zawsze go chciałam mieć, ale ciągle...aaa... nie ważne.

Będąc w Sztygarowie obkupiłam się w nasiona, czosnek, dymkę. Ciekawe ile uda mi się ziemi wyrwać chwastom i darni...Optymistka, cholerka...
Ale- dynie na pewno będą (Inkwizycjo- Twoje też wysieję!), cukinie i ogóry. Fasola.
No i rzodkiewka dla Absorberów! Dyni nigdy za dużo, zwłaszcza gdy już drób będzie.


Tak się złożyło, że kiedy w zeszłym roku przesadzaliśmy krzewy z terenu przy ulicy na nasze podwórko, K. oznaczył obszar czerwonymi słupkami. 
Słupki są widoczne, ale nie dla Absorberów... Dlatego też, w ramach zwiększania bezpieczeństwa, zawiesiłam na nich doniczki, które znalazłam w przyszłym kurniku. 
Wszystkich do przesadzania nie wykorzystam więc żal nie było.  
Dziś dopiero mnie naszło, żeby upchać w nich trawę suchą i przeznaczyć na domki dla skorków.





Mam nadzieję, że owady je zasiedlą i będą im dobrze służyły.
Zebrałam też łodyg miscantusa, które wraz z gałązkami (w innej doniczce), posłużą za domki dla pszczół samotnic. Mam taki domek wykonany przez K. jeszcze w Sztygarowie; też powieszę.
Co prawda w ścianach moich budynków legną się pszczoły (zaprawa odstaje), nawet dłubały gniazda w piance uszczelniającej okna, ale warto im dać więcej od siebie, wszak tak osłabiona jest flota zapylaczy...
Może jeszcze się uda domek dla trzmieli, ale...zobaczymy.

Kicia coś się do mnie bardziej przymila ostatnio, łazi i towarzyszy niemal jak Jagoda.



Cieszy mnie niespodzianka- dwie sztuki naparstnic. Pod jesionami, wraz z pozyskanymi z cmentarza dziewannami powinny ładnie dać sobie radę.

Teraz, tylko wiosny słonecznej i ciepłej czekać. 
No i piania koguta...Nie mogę się doczekać! :)


piątek, 28 lutego 2014

Przekładaniec pomiotowo- węglowy

Ileż to można zrobić w 45 minut...
Tyle czasu miałam.

Znów prace odgruzowujące w przyszłym qrniku.
Zastanawiam się, jak długą historię użytkowania ma to pomieszczenie.
Sąsiadka na pewno składowała w nim węgiel, trzymała kury, składowała węgiel, składowała tyczki do pomidorów i fasoli, składowała węgiel.
Takie odkrywanie, warstwa po warstwie, prawie jak prace archeologiczne...Tfu!

Taczek wywiozłam... 12 . Ciekawe jak ja się jutro ruszę....

Kicia dogląda mojej inspekcji  pomieszczeń

Widok z przyszłego qrnika na dom...Ależ on wymaga roboty... A Garip- cały czas się gapi :)

Wynik prac Kopciucha- dwie węglarki 

Hałda rośnie....

Zimujące rusałki pawiki

Widok z mini okienka kurnika. Kury mogą bawić się w snajperki :)

Patrzę na tę hałdę. Darń, chwasty, gałęzie, do tego popioły, gruz, miał węglowy. Wyzwanie dla inżyniera rekultywatora :) 
Nie pamiętam, musiałabym zerknąć do książek. 

Zajęcia z rekultywacji miałam na wcześniejszych latach studiów, potem już wsiąkłam w Katedrę Botaniki i swoje badania nad Prunus serotina i jej entomofauną...;)

Kopciuchowanie przyniosło efekt odzysku dwóch węglarek paliwa.

Po weekendzie planuję doczyszczenie, zamiecenie i ogarnięcie z pajęczyn. Chyba przydałoby się to jeszcze pobielić w środku, hmmm.... No i kupić kawałki pleksi, żeby te okienka zasłonić. Jest też jedna podejrzana dziura wielkości męskiej pięści. Tak, kuna by się zmieściła. A że na stryszku stara słoma to może coś tam buszować.

Znów nadwyrężyłam krzyż. A jeszcze nie dzwoniłam do magika z Krępy, co by mnie obejrzał, a właściwie mój kręgosłup. Jak już się umówię to na pewno skoczę na chwilę do Przemkowa i na Stawy...

czwartek, 27 lutego 2014

Drobiowych wycieczek ciąg dalszy i przygotowania kurnika

No, to dziś udało mi się zrobić parę fotek u Pana T.
Fotki robione komórczakiem więc jakość raczej poniżej oczekiwań, ale- dobre i to:






Są jeszcze dwa króliki, które co prawda do drobiu się nie zaliczają (choć ciekawe co na to Unia Europejska?). 
Białe,  z czerwonymi oczkami. Śliczne. Tylko klatkę skombinować i bym sobie jeszcze na głowę królika wzięła :)


Absorbery całe utytłane w pszenicy, otrębach, skąpane w wodzie z poidła. A co tam :)
Brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko.

Całe szczęście jak szłam z nimi po wsi to nikt się nie dziwił, że takie brudne :)


A ja, cóż...
Po długim tentegowaniu w głowie, wybrałam w końcu domek dla kurek. Dziś - mając do dyspozycji całe (!) 30 minut zaczęłam oczyszczanie.



Poprzednicy zostawili tam śmieci. To chyba norma....
Chyba z 50 worków po nawozach.
Chyba będę je wyrzucać przez najbliższe pół roku, dołączając do swojego co 2-tygodniowego cyklu wywozu śmieci. 
Prócz tego znalazłam dwa buty, wiązkę tyczek od fasoli z zaschniętymi łętami i strąkami, do tego tyczki od pomidorów. 
Wyszły tego całe 4 taczki.
Będzie suche drewno na rozpałkę.


W najbliższym czasie będę musiała jeszcze wywalić resztki miału węglowego plus trochę obornika (chyba i tu kury kiedyś trzymano). Dosypię do naszej hałdy...
Nie wiem, nota bene kiedy ją zrekultywuję, bo ciągle jest coś co można w nią upchnąć....
Oczywiście mówię o popiele, drobnym gruzie, odpadających tynkach.....


Bogate wnętrze pomieszczenia
Tak sobie pomyślałam, że te 4-5 kur z kogutem plus para gęsi będą na razie hulać po podwórku.
Wygrodzenie im wybiegu to kolejne koszty...
Trzeba trochę odłożyć na siatkę, paliki, furtkę.
Pocieszam się, że tyle ptaków, na dość dużym podwórku nie za...ra mi go tak szybko. Choć gęsi mają sporo w tym temacie do powiedzenia :)
Zobaczymy.
Na razie "odgruzowywanie" w toku....