.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ochrona owadów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ochrona owadów. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2026

Trzmiele Tupai- czyli jakie gatunki misiaczków spotykam u siebie

 O tym, że brałam udział w monitoringu trzmieli w zeszłym sezonie to już wiecie.
A jak kto nie wie to klik!
Co prawda na fejszbuku pisałam krótko o tegorocznych obserwacjach więc krótko - jak sprawa wyglądała w maju. 
Otóż- inaczej niż w roku ubegłym wygląda sezon, choćby przez długą zimną wiosnę. Przesunięte lub nakładajace się kwitnienia pożytków. Zawrót głowy...
Część trzmieli widziana przed ruszeniem obserwacji - w maju się nie pojawiła wcale. Zobaczymy jak będą przedstawiały się wyniki za czerwiec, lipiec i sierpień.

W pierwszym miesiącu obserwacji dominowały trzmiele rude Bombus pascuorum 



Gatunek żyjacy w siedliskach leśnych, łąkowych, ale i typowo synantropijnych. U mnie obecny zawsze i w znacznej ilości osobników. W tym roku słabiej- niestety, ale i tak najliczniejszy trzmiel tutaj.
Rude gnieżdżą się na ziemi pośród kęp traw, czasem w budkach ptasich. Rodzina średnioliczna- około 100 osobników DYLEWSKA, wg innych źródeł 50-500 osobników. Oblatuje wiele gatunków roślin. Znaleziono go na ponad 330 gatunkach DYLEWSKA. U mnie widziany na orlikach, koniczynie łąkowej, żywokoście, szałwii, borówce amerykańskiej. 

Trzmiel ziemny Bombus terrestris 


Piękny i duzy gatunek trzmiela. Posiada dwie żółte przepaski i białą końcówke odwłoka. Do pomylenia z pasożytem gniazdowym - trzmielcem ziemnym lub z trzmielem gajowym- choć u niego odcień żółtego jest bardziej zimny, cytrynowy. 

U mnie chętnie żerował na różaneczniku oraz bluszczyku kurdybanku. 
Gatunek ten gnieździ się w ziemi, w opuszczonych norach gryzoni oraz kretów, ale też w szczelinach w murach. Rodziny nawet do 600 osobników. Preferuje siedliska otwarte i zurbanizowane. Oblatuje około 570 gatunków roślin. Jest jednym z zapylaczy sadów, a także roślin dyniowatych- co obserwowałam u siebie w poprzednim sezonie. 

Trzmiel leśny Bombus pratorum




To niewielki trzmiel z pomarańczowawą końcówką odwłoka i dwoma przepaskami w kolorze rudawym lub żółtawym. U robotnic druga przepaska- na odwłoku może zanikać i to właśnie u mnie jest spotykane. Matkę widziałam raz, przed sezonem obserwacji. Obecnie widuję cały czas robotnice. Żerują na ponad 200 gatunkach roślin. U mnie- na orliku, rózaneczniku i ogniku. Aktualnie- odwiedzają żywokost, szałwię, rutę.  
Występują na terenach leśnych, ale jak widać dobrze radzi sobie w siedliskach z dużym udziałem drzew i krzewów. W miastach też sie pojawia- na cmentarzach o charakterze parkowym, w parkach miast z wyjątkiem stref gęsto zaludnionych i zabudowanych SIKORA, MICHOŁAP i in. 
Gnieżdżą się pod ziemią, czasem nad ziemią. W kolonii żyje 100-200 osobników wg innych źródeł do 120.

Trzmiel kamiennik Bombus lapidarius




Czarny trzmiel z pomarańczowym zakończeniem odwłoka. To jeden z napospolitszych gatunków w Polsce. Preferuje murawy, polany leśne i tereny otwarte. Rodziny są bardzo liczne. Gniazda pod kamieniami- czasemw stertach gruzu, niekiedy pod ziemią lub wśród kęp traw. Jeśli chodzi o preferencje kwiatów to kamienniki wybitnie lubią kwiaty o żółtych barwach, a z gatunków- tu główkowate kwiaty czosnków. U mnie bardzo częste na cebuli szczypiorku i na siedmiolatce. Kamienniki znajdowano na około 360 gatunkach roślin.

Obserwacji ciag dalszy pod koniec czerwca. Zobaczymy jak się zmieni stan gatunkowy i ilość owadów. 

Bardzo lubię te obserwacje, bo w sumie to jedna z moich naturalnych czynnosci życiowych- gapienie się na owady, rosliny i wszelkie przejawy życia na naszej cudowniej planecie.

Aha- pamiętajcie, że trzmiele są w naszym kraju pod ochroną częściową. Niestey często to martwy przepis, a przejmują sie nim jedynie wrażliwcy i normalni psychicznie i socjalnie ludzie. 

Wszystkiego trzmielowego! Czyli najlepszego zapylania dla Natury i naszego trwania! 

P. S.
A jakby ktos z Was chciał poczytać mój dawny post o kwiatach i owadach to jest tutaj

-----------------------------------------------

Literatura, z której korzystałam

Pszczoły w mieście A. Sikora, P. Michołap, M. Kadej, M. Sikora, D. Tarnawski Wrocław 2019

Nasze trzmiele M. Dylewska 

sobota, 29 lipca 2017

6 zasad etyki zielarskiej wg Tupai i pląsy łąkowe znowu

Ostatni wypad po zioła skłonił mnie do stworzenia- dumnie powiedziane!- tego wpisu.
Kiedy tak szłam z sukami dróżką, mijając krzewy tarniny, głogów, czereśnie ptasie, stare, zdziczałe jabłonki, a po rowach przycupnięte wilgotnolubne - przekwitłe już wiązówki błotne, kwitnące krwawniki, krwiściągi, tojeści, mięty....Pomyślałam o tym.
Kiedy mijałam łąkę z marchwią zwyczajną i bukwicą, poprzetykaną niedobitkami dziurawca i rozpędzającym się żółcią wrotyczem. Pomyślałam o tym.

O pięknie, o różnorodności. 
O tym, że jeden ja widzi- a dla innego jest nieważna.
Ktoś powie- łeee! taka łąka! Nie jest szczególnie bogata gatunkowo. Na pierwszy rzut oka składa się z 5-7 gatunków ziół i kilku gatunków traw. Tylko. I aż.

To żyzność siedliska, jego stan i warunki klimatu, gleby nadają mu charakter objawiający się roślinnością. A z nią- entomofauną.
Cieszą mnie zawsze miejsca, w których nie brakuje owadów. 
Żerują motyle (tu miałam okazję zobaczyć sporo modraszków, niestety nie znam się na nich, a łowić nie chciałam), pszczoły miodne i dzikie, trzmiele, także muchówki, pluskwiaki i chrząszcze. 

Gorąca, rozgrzana łąka i buczenie. 
Coś niesamowitego. 
A jednak...
Tyle łąk i "nieużytków" idzie na przemiał, bo człowiek-jedyna "mądra" istota na Ziemi musi je "uproduktywnić" lub "zagospodarować". 
Nie będę rozpisywać się o aktualnych inwestycjach związanych z rozbudową krajówki nr 3. 
Mnie to nie napawa radością czy dumą.

Mnie to mieli.
Mieli, jak widzę te rozorane hektary tylko po to, żeby móc szybciej, dalej.
Po to, by wozić mleko z południa na zachód. By wozić jaja z Niemiec.

Dygresja, a miało być o ziołach.
Roślinach - ogólnie, ale w ostatnim tryndzie do eko-życia i wszystkiego "bliżej" natury.....
O etyce zbioru ziół.

Mam wrażenie, że jej nie ma. To znaczy jest, ale nie u wszystkich. 
Na fb ludzie, którzy zapałali miłością do ziołolecznictwa, masowo ruszają w lasy, na łąki i rwą.
Czasem mam wrażenie, że co popadnie.
Bez umiaru.
Bezwiednie.
Głupio i barbarzyńsko.

Nie pytajcie co myślę o kimś, kto zrywa roślinę, cała jej naręcz i pyta na forum- "Zerwałam, co to?".

Wiem, że każdy rodzaj odchyłów jest groźny.
Nie twierdzę, że jestem święta.
Przestrzegam jednak kilku zasad i nie są one szczególnie trudne. Pod warunkiem posiadania mózgu, wrażliwości i- uczciwości.

1. Zbieram co znam. Jak nie znam- zbieram jedno- oznaczam do gatunku lub chociaż do rodzaju. Literatury masa. Trzeba tylko chcieć.
2. Zbieram to czego potrzebuje, a nie co akurat mi się napatoczy.
3. Zbieram tyle ile potrzebuję. Susz- w dobrej jakości można przechowywać do 2 lat,a a niektóre gatunki rok. Wyciągi alkoholowe mają dłuższą ważność. Nie warto robić wiele na zapas. Zostawcie innym. Nie tylko ludziom. 
4. Nie zbieram roślin chronionych. Nie, nie zbieram, choć wiem, że wielu tak robi. Ja -nie.
5. Ścinam lub łamię rośliny, nie wyrywam ich z korzeniami, chyba, że lecznicze są kłącza. 
6. Nigdy nie zbieram wszystkich osobników danej populacji. 

Widząc obżerające się nektarem i pyłkiem owady zostawiłam sporo roślin.
Przeżyję bez paru dodatkowych bukietów roślin. One- mogą mieć daleko kolejne źródło pokarmu.
Warto pomyśleć o tym. Zwłaszcza, że jednak duża część roślin wykorzystywanych w zielarstwie to rośliny rozmnażające się poprzez nasiona. A te powstają z zapylonych przez owady kwiatów.

Nie jestem przeciwna aktywności ludzi w sferze poznawania roślin w celach leczniczych. To bardzo dobrze, że wreszcie dociera do niektórych, że jest Moc, z której można czerpać. 
Niech to jednak dzieje się z poszanowaniem Innych Gatunków. 


No i modraszek właśnie na krwiściągu

Bukwicowo z wrotyczem

Bukwice, krwawniki i marchew

Z uzbiorkiem- jak jest urobek to chyba uzbiorek? Hę?

Krwawnik kichawiec- nie zbieram :)

Tak mnie widzą :)

Goździk kropkowany




wtorek, 4 marca 2014

Domki dla skorków i - co by tu jeszcze zrobić...?

Troszkę chyba przyroda się przeraziła swoim pośpiechem, bo u nas temperatura spadła do 6-7 stopni, w nocy spada poniżej zera. Słonka też ze świecą szukać. 
Chmurzyska niskie- ot tak, późnoziomowo.

Dziś znów miałam werwę,ale mniejszą. 
Jakoś taka jestem znów bułowata. Może ta aura? W słoneczny dzień łatwiej ładować wewnętrzne akumulatorki.
Mimo wszystko strzeliłam focię qrnika. 
Jeszcze bielenie mnie czeka, zatkanie dziury jednej no i te okienka strzelnicze... 
Nie wiem czy pleksi je czy jak... 
No i grzędy, jakieś skrzynki dla tałatajstwa chyba, słomę mam już obiecaną.
Obawiam się tylko momentami, że jak już kurnik przygotuję to mi facet co handluje kurami zwieje, albo wszystko sprzeda :)


Przed...
...i po sprzątaniu
A cóż poza tym? W nawiązaniu do tematu kuraków, zajęłam się wyplataniem...
Udało mi się jakoś załatać dziury w siatce. 
O dziwo, chyba wszystkie członki moje zmężniały, bo okazało się, że mogłam drut okręcać, skręcać bez narzędzi... Co za babol ze mnie się robi!
Chcę jeszcze przesadzić wysiane - z kup ptasich zapewne, dwa całkiem spore krzaczki jeżyn i posadzić tuż przy płocie. W ogóle mam zamiar nawrzucać tam kolczastych różności. 
Nie wyrzucacie czasem jakiej róży, tarniny czy innych tam? :)


Podmurówkę "podwyższyłam" dodatkowo kamolcami. 
Raczej cegłami, bo kamole wykorzystam na skalniak. 
Kolejne łupanie w krzyżu mnie czeka, ale w tym roku muszę. I już. 
Właściwie bardziej "skalny ogródek ziołowy". 

Zawsze go chciałam mieć, ale ciągle...aaa... nie ważne.

Będąc w Sztygarowie obkupiłam się w nasiona, czosnek, dymkę. Ciekawe ile uda mi się ziemi wyrwać chwastom i darni...Optymistka, cholerka...
Ale- dynie na pewno będą (Inkwizycjo- Twoje też wysieję!), cukinie i ogóry. Fasola.
No i rzodkiewka dla Absorberów! Dyni nigdy za dużo, zwłaszcza gdy już drób będzie.


Tak się złożyło, że kiedy w zeszłym roku przesadzaliśmy krzewy z terenu przy ulicy na nasze podwórko, K. oznaczył obszar czerwonymi słupkami. 
Słupki są widoczne, ale nie dla Absorberów... Dlatego też, w ramach zwiększania bezpieczeństwa, zawiesiłam na nich doniczki, które znalazłam w przyszłym kurniku. 
Wszystkich do przesadzania nie wykorzystam więc żal nie było.  
Dziś dopiero mnie naszło, żeby upchać w nich trawę suchą i przeznaczyć na domki dla skorków.





Mam nadzieję, że owady je zasiedlą i będą im dobrze służyły.
Zebrałam też łodyg miscantusa, które wraz z gałązkami (w innej doniczce), posłużą za domki dla pszczół samotnic. Mam taki domek wykonany przez K. jeszcze w Sztygarowie; też powieszę.
Co prawda w ścianach moich budynków legną się pszczoły (zaprawa odstaje), nawet dłubały gniazda w piance uszczelniającej okna, ale warto im dać więcej od siebie, wszak tak osłabiona jest flota zapylaczy...
Może jeszcze się uda domek dla trzmieli, ale...zobaczymy.

Kicia coś się do mnie bardziej przymila ostatnio, łazi i towarzyszy niemal jak Jagoda.



Cieszy mnie niespodzianka- dwie sztuki naparstnic. Pod jesionami, wraz z pozyskanymi z cmentarza dziewannami powinny ładnie dać sobie radę.

Teraz, tylko wiosny słonecznej i ciepłej czekać. 
No i piania koguta...Nie mogę się doczekać! :)


wtorek, 5 lutego 2013

Betonowa ścieżka przyrodnicza....

Tak sobie jeżdżę codziennie obwodnicą lubińską i myślę....
O ile obwodnice to dobrodziejstwo dla miast i sama zastanawiam się, kiedy Jawor się jej doczeka, bo szkoda miasteczka, bo przewala się przez nie masa ciężarówek, osobówki. 
Nieszczęśliwie krajowa Trójka wrzyna się w miasteczko i prowadzi przez nie całe to tałatajstwo. 
Okropnie jest w okresach wakacyjnych, świątecznych, kiedy to tłuszcza wali w Karkonosze.

Dobrze byłoby puscić ten ruch bokiem, skanalizować przepływ poza miastem, które niekiedy blokuje się już od mostu na Nysie Szalonej. 
Swoją drogą bardzo brzydkiego....

Most - aktualnie. (fot. jaworskieopowiesci.blogspot.com)

 Aż miło cofnąć się do czasów, kiedy to architekci byli także artystami...


Most 1850-1900  (fot. dolny-slask.org.pl)


Most 1910-1920 (fot. dolny-slask.org.pl)
Obwodnica ustrzegłaby nas przed korkami w miasteczku. Temat jednak się ślimaczy i szczerze powiem nie znam aktualnej daty realizacji inwestycji.

Po tym wstępie- ciąg dalszy przemyśleń moich. 
Znów z worka tych dziwnych, nieadekwatnych do rzeczywistości, urojonych marzeń...
No bo niby tak- mamy obwodnicę. 
Super. Miasto się nie korkuje, nie dławi, nie dusi w spalinach. Cały ruch kołowy ląduje na obrzeżach...
Pomijam fakt, że ktoś na tych obrzeżach często mieszka; ludziska też- a to dziwne, mieszkają na wiochach, przez które to czasem taka alternatywna droga ma przebiegać, i ci to właśnie ludzie mają pospołu cieszyć się z obwodnicy.

Ludzie jak ludzie...

A co ze zwierzyną, której tereny zniszczy się pod budowę dróg, przetnie korytarze migracji....
Ona głosu nie ma. 
Nie zakłada stowarzyszeń, nie ma związków zawodowych.

Dobra. Nie powstrzymam rozwoju cywilizacji, bo musiałabym chyba jakąś hekatombę przypuścić, a i zaraz mi ktoś dosra, że jeżdżę autem, więc i dla mnie te drogi się buduje. 
Więc, cholerka, Tupaja- o co ci chodzi, babo jedna?

Ano...Może dlatego, że nie jestem typem podróżnika. 
Jeżdżę, bo muszę. A tam, gdzie chciałabym pojechać, mogłabym dotrzeć konno lub rowerem.
Teoretyczny świat Tupai to raczej skansen lekki. 
Przynajmniej w niektórych aspektach życia.

Wracając do moich codziennych jazd obwodnicą....
Patrzę na te „nieużytki” wkoło. Poprzecinane. 
Na te stadka saren, co czasem zamajaczą w oddali. 
Patrzę na to, co dwadzieścia lat temu było polami uprawnymi, które porzucone w uprawie, zarosły, przyjemnie zdziczały.
Przy ścieżynkach polnych, przecinających te hektary, poprzysiadały jabłonie, grusze, śliwy, starych, poniemieckich jeszcze odmian. 
Tak miło było iść polami z psem...Wtedy jeszcze nieodżałowanym Groszkiem (muszę nota bene wreszcie o nim napisać, tylko zdjęcia poskanować...). 
Cieszyć przyrodą, podglądać ptactwo polne, owady, uczyć roślin zbierając wszystko co zielone do domu, a potem – z wypiekami na twarzy- z przewodnikami, oznaczać.

Okolice obwodnicy to jedno.
Drugie to...co mnie boli to obszar Lubińskiej Strefy Ekonomicznej. Tam to zniszczono kawał pięknego „nieużytku”.
To tereny także porolne, pamiętam jeszcze jak buszowaliśmy w zbożu (początkowo siano pszenicę, potem już pszenżyto, a skończono na życie). Długi czas teren ten porastała roślinność azotolubna; przy ścieżce rosły rośliny związane z siedliskami wydeptywanymi. 
Na skraju tego obszaru, usadowiły się siedliska suche, z ciekawymi kserotermofilami. 
Nigdy nie zapomnę także tych „łąk” kocanki piaskowej i jasieńców, z kępami szczotlichy siwej.

Tej mnogości pszczołowatych, dołków mrówkolwów, a także błonkówek z rodzaju grzebaczowatych, taszczących do swoich norek gąsienice motyli czy też sparaliżowane pająki.

Szczerklina piaskowa (fot.Wiki)
 
Wardzanka (fot.fotoprzyroda.pl)

Buczały wielkie trzmiele (znów kolejny post do skrobnięcia). 
Na ścieżce, która prowadzi do „dużego lasu” widziałam pierwszy raz w życiu dudka.

Z innej strony „zagospodarowanego nieużytku”, znajduje się źródlisko Zimnicy. 
Towarzyszą mu olsy i lasy łęgowe. Tam też przyjemnie było zanurzać się w upalne dni...Wilgotno, porzeczki w podszycie, chmiel otulający rosnące na obrzeżach krzaczyska czarnego bzu- kiedy obsypane kwieciem, to aż duszące wszystkich wkoło swą słodyczą.
Tam też, nad rowami z epizodycznymi ciekami, nachylała się moja botaniczna imienniczka, z liściem szerokim....
Wieczorami śpiewały słowiki, majowym wędrówkom towarzyszyło kukanie kukułek, zawołania wilg....

Stamtąd też szłam zawsze w jedno miejsce, które upodobała sobie wierzbownica. Gatunek żywicielski jednego z zagrożonych i rzadkich motyli z rodziny zawisakowatych- Proserpinus proserpina. 






Gatunek prawnie chroniony. Wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi.
Cóż z tego. Już nie ma się gdzie rozmnażać.

Teren zajęty pod ludzka działalność.
Z problemem wiesiołkowca byłam u jednego z doktorów entomologów UWr, ale usłyszałam, że ze względu na charakter jego rozrodu (populacja przemieszcza się i nie utrzymuje w jednym miejscu długo), nie uda mi się walczyć o to, by nie zniszczono jego siedliska.

Cóż to byłby za argument.
Jakiś „ćmok” kontra Centrum Dystrybucyjne jednego z najliczniejszych dyskontów w Polsce.

Teraz, zamiast przestrzeni z „chwastami” mamy piękne, wielkie hale i tabuny tirów. 
Na obrzeżach zaś- salony samochodowe.

Nic tylko usiąść i płakać.
Nad sobą, że taka niepostępowa jestem....

Aaaa, jeszcze jedno- taki czarny humor, wg mnie.
Władze Lubina zorganizowały ścieżkę przyrodniczą w pobliżu. 
Ta ścieżka prowadzi do miejsc, o których piszę.
Ścieżka jest utwardzona, z ławkami, koszami na śmieci.

A sąsiadka rodziców, miała dodać kiedyś- „No ale chyba będą te chwasty i trawska wkoło kosić?”