.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 sierpnia 2012

Co daje siła na pieprzenie i o agresji słów kilka.

Fot. MIGUEL VIDAL REUTERS
Dzisiejszego dnia mnie nosiło.
Dzieci były bezpieczne, bo odkąd urodziłam Młodego i tak stałam się spokojniejsza. Co niektórzy może i twierdzą, że zmiękłam, straciłam "pazur", "zmamusiałam" ?
Jest mi z tym lepiej niekiedy, bo wyraźnie mniej tracę energii na wściekłe gesty, słowa, miotanie się.
Oczywiście są ludzie, którzy potrafią zagotować we mnie krew i podnieść poziom adrenaliny do granicy efektownej eksplozji.
Z reguły to ci, którzy epatują niebezpieczną ignorancją, głupotą, cechami sadystycznymi, pasożyty ludzkie, degeneraci różnomaściści.
Przypomniało mi się, jak to - nie w moim stylu, ale stało się, zanosiłam roczne zeznanie podatkowe do swojego US w przeddzień ostatniego dnia, a natrafiwszy tam na kolejkę do biurka pani przyjmującej PIT, upewniwszy się, że także składający jedynie formularz, muszą dzielnie w kolejce swojej odstać- stanęłam. Nikogo nie zdziwiło, że w ten gorący dzień kwietnia, kobieta w zaawansowanej ciąży (byłam 2 tyg. przed terminem), stoi i nie siada, bo... inni siedzą.
Nie, spokojnie, ja nie z tych przyszłych mam, co w stadium moruli swego potomka idą na L4 i mdleją w hipermarketach.
W poprzedniej ciąży, pracowałam do 2 dni przed terminem. Teraz się nie udało, bo baba mała dawała mi w kość. Poza tym, niestety czułam, że mimo wszystko ma się do mnie pretensje o tę moją "wielodzietność"- (tak, tak! Dzieciorób ze mnie!) i nieswojo zaczęłam się czuć, słabo i ciężko.
Może na tyle głupia ze mnie dziewczyna? Zapewne.
Całe szczęście mój lekarz ma więcej rozumu w tej kwestii niż ja i wysłał mnie na zwolnienie.
W US, kwitłam ja sobie w tej kolejce. Jeden z współtowarzyszących kolejkowych zapytał- "A może by panią ktoś przepuścił?". Na co uśmiechnęłam się i powiedziałam, że jeszcze mi wody nie odeszły, to postoję.
Wszyscy ogłuchli, za to jeden z pijaczków- także zasilajacy szeregi podawców pitowych rzekł:
"Były siły na pieprzenie, to będą siły na stanie".

Wystałam swoje.
Natka urodziła się 2 tyg. później. W szpitalu. Nie w kolejce, choć jako matka 14 ms synka, "wieśniaczka"- jak to ochrzcił mnie mój ulubiony kolega z pracy- też "wieśniak", niespecjalnie oszczędzałam się w dźwiganiu więc łaziłam z rozwarciem 4,5 centymetrowym nie wiadomo ile....

Z agresją własną nie miałam zbyt wiele do czynienia. 
Bywałam wściekła, rzadko wrzeszcząca; częściej "groźna" i marsowa, cedząca przez zęby, miotająca gromy oczami.
Tak...Znajomy mój bardzo dobry, mawiał, że kiedy ogarnia mnie wściekłość, "cudownie zmienia się barwa moich oczu". Cóż...

Z reguły wściekłość dotyczyła tego, co dzieje się na tym ziemskim padole, a na co ja- żuczek biedny, jak to miał w zwyczaju mawiać mój biolog z technikum, nie mam wpływu kompletnego.
Z reguły wiązało się to mniej lub bardziej z cierpieniem zwierząt czy niszczeniem natury.
Z takich to przyczyn poniekąd, wyniknął mój jeden z niewielu aktów przemocy, jakich dopuściłam się na człowieku. 
Z siłą swojej ćwiczonej ekspandorem ręki, raczej wątłej, bom cienkiej kości, chlusnęłam piwem z kufla jednemu takiemu, z którym poróżniłam się w temacie wiwisekcji. Rokował dobrze, nawet na trzeźwo, jednak w trakcie swych zwyczajowych "przesłuchań kandydatów" dał się poznać jako typowy bezduszny palant, piejący o etiopskich dzieciach i podwładności zwierząt względem ludzi.

Poczułam się lepiej, napięcie mnie opuściło. Pozostało rozczarowanie lekkie i myśl, że jestem nienormalna.

Młoda wtedy byłam.
Kompromisy nie wchodziły w grę.
Teraz, złagodniałam, ale w pewnych kwestiach znów mogłabym wylać to piwo.
Kto wie? Może i kufel wylądowałby na czyimś pustym łbie?
Wtedy nie miałam mężczyzny przy swoim boku. Teraz mam.
Więc może mam siłę? ;)






czwartek, 16 lutego 2012

Wszystkiemu winne łosie.

Właśnie przeczytałam, że te piękne zwierzęta maja czelność pożerać lasy, pielęgnowane w pocie czoła przez leśników, na dodatek- są sprawcami wypadków. To przynajmniej dwa argumenty za tym, żeby wciągnąć je "wreszcie" na listę gatunków podlegających odstrzałowi.
Oczywiście, większe zagęszczenie osobników powoduje zwiększenie pobierania paszy w danym siedlisku.
Tu wchodzimy na starą, niemiłą ścieżynkę- zabierania dzikim zwierzętom miejsca do życia, rozrodu, zamykanie korytarzy do migracji. Nie dość, ze powoduje to zbytnie obciążenie danego terenu z całą swą biocenozą, to wpływa na poszczególne jej elementy i samych "winowajców" "szkód". Osłabia populacje, której pula genów się zawęża w wyniku utrudnionej wymiany genów, jaką daje możliwość swobodnej migracji i szukania niespokrewnionych partnerów.
źródło: www.elkschnaps.com

Drzewa rzucające się na maski kierowców już były, teraz czas na łosie.

Oj, chyba ktoś tu zapatrzył się na niektóre kraje skandynawskie, gdzie w czasie rozpoczęcia sezonu na łosie, nie zastaniesz ludzi w domach. Każdy kto może jedzie strzelić łosia. Taka tradycja.
Barbarzyństwo, po prostu, nie bójmy się powiedzieć, niczym nie różniące się od rzezi fok czy innych zwierząt w imię ludzkich idei, jak by ich nie nazwał.

Jestem pełna obaw, że Ministerstwo się ugnie i da zgodę na odstrzały łosi. Wszak Polska myśliwymi stoi.
Sfrustrowani ludzie, rekompensujący swoje braki kosztem życia zwierzęcia.
Czasy zdobywania pożywienia w ten sposób minęły. Nie dość, ze katujemy świnie, bydło opasowe, drób w hodowlach wielkostadnych, żeby zjeść potem nafaszerowane chemia, lekami i stymulatorami wzrostu coś, co tylko z nazwy jest mięsem, wędliną....to jeszcze poniektórzy bronią myślistwa, nazywając je naturalnym działaniem człowieka w przyrodzie.
Myślistwo to drogie hobby. A gros tych degeneratów poluje dla samego zabijania czy trofeów, nie mięsa (te oddaje do skupu).

Nie ukrywam, że myśliwych nie cierpię. Znam ich paru i kładzie się to cieniem na naszej znajomości. Zwłaszcza ich zakłamania i zawoalowanego języka...Gwara...tja... łatwiej odstrzelić badyl niż żywą kończynę sarny, łatwiej przelać farbę niż krew...

Może nie umiem się pogodzić z tym, że zwierzęta są na przegranej pozycji.
 Ludzka populacja wypiera je z ich miejsc bytowania, ma pretensje, że jedzą, że paskudzą, że się rozmnażają; czasem mam wrażenie, że przeważa utylitarny stosunek do przyrody .
A  niech sobie taka będzie, ale w rezerwacie- najlepiej z dala od wsi, miasteczek (co by nie utrudniać ich rozwoju), zwierzaki- w zoo, rośliny w ogrodach botanicznych.

Otóż ja twierdzę, ze to nie przyroda, łosie czy wilki stanowią problem.
Problem stanowią ludzie. Ludzie, którzy żerują na Ziemi jak pasożyty, na dodatek pozbawieni instynktu samozachowawczego.
Ludzie, których jest po prostu... za dużo.

Jak już się rozpisałam to polecę tylko jedną z książek, która zajmuje nasz bogaty księgozbiór:
Z.. Kruczyński "Farba znaczy krew". Wyd. Słowo/Obraz Terytoria
 z recenzji:

Czy polowanie to sport dla prawdziwych mężczyzn, czy też prawdziwy mężczyzna właśnie potrafi dojrzeć prawdziwe oblicze myślistwa?
Czy człowiek jest panem wszelkiego stworzenia, czy raczej jednym ze stworzeń zamieszkujących tę planetę?
Farba znaczy krew to przejmująca relacja o dojrzewaniu świadomości ekologa, który odrzucił silny, akceptowany społecznie stereotyp, w chwili gdy zrozumiał, że miłość do przyrody i zabijanie zwierząt wzajemnie się wykluczają. Przeszedł niejako na drugą stronę barykady, a tam poznał wspaniałych ludzi z całego świata, którzy postanowili poświęcić swoje siły walce o tegoż świata przetrwanie. Jedni głośno manifestują i domagają się zmian ustawowych, inni dokonują małych, osobistych wyborów i na przykład odmawiają eutanazji zwierząt, a wszystkich łączy dojrzała miłość do Ziemi i jej dziedzictwa.

`To książka ważna, mocna, angażująca. Zrodzona ze zrozumienia własnych błędów. Obnaża i burzy niemądre stereotypy, które od niepamiętnych czasów wyznaczają nasz stosunek do świata zwierząt, do świata w ogóle, a także do nas samych - i przyczyniają się do tego, że zmierzamy w kierunku cywilizacyjnej katastrofy.`

Wojciech Eichelberger