.

.

czwartek, 24 września 2026

Uśmiechnij się do wątroby swej

 Od dawna widziałam siebie, swój organizm jako całość.

Wiedza o pracy poszczególnych narządów, układów, ale ich wzajemnej relacji i zależnościach znana jest lekarzom. A jednak kiedy przychodzisz do nich, okazuje się, że jesteś wątrobą. Albo jelitem, albo sercem. 

Dostajesz torbę leków na serce. Bez rozeznania- czy może leki zaszkodzą wątrobie, nerkom, a może ból twojego serca nie wynika z jego problemu fizycznego? A może to stres? A może zamartwianie się?

Wątroba to nie tylko wielki organ. Maszyna do oczyszczania krwi, jej magazyn. 

Dawni lekarze wschodu wiedzieli, że to siedlisko uczuć i emocji. To złość- nawet nasze- co ci leży na wątrobie?, frustracja. A że kogoś żółć zalewa- to też przytyk do reakcji organizmu na nasze życie, na nasze relacje i radzenie sobie z tym wszystkim. 

A jednak nieomylność zachodniej medycyny forsowana jest z uporem godnym ślimaka wciskającego się między glebę a drewniana ścianę mojej skrzyni uprawowej. Prą dalej, a  ludzie- w większości idą jak w dym. Jak w kupę, rzekłabym. 

Trudno zająć się sobą z sensem. W poszanowaniu, zrozumieniu. Do tego trzeba czasu, pokory, wglądu w siebie. Pewnej takiej mądrości a może lekkiego sceptyyzmu. Zwłaszcza jeśli ktoś powiada, że to dla twojego dobra. 

Ostatnio dla naszego dobra chciano nam odebrać dostęp do alternatywnej wiedzy o leczeniu. I tak- oczywiście jestem za ściganiem nieuczciwych sprzedawców złudzeń wyleczenia. Ale czy... nie to samo czynią tradycyjni lekarze? Tak sobie myślę, że lobby lekowe bardzo się złosci, że ludzie nie kierują kroków do apteki. Przynajmniej niektórzy ludzie. Że szukają pomocy w naturze, roślinach i grzybach leczniczych, w kontakcie z przyrodą, w czuciu życia poza miastem. Słońce na twarzy, łapanie jego energii, synteza witaminy D, łapanie optymizmu.... Po prostu może też- szukają alternatywy, zaczyna im coś nie pasować, ....myślą?

Stój, czekaj!
Nie tak dawno, chyba miesiąc temu znany wszystkim portal społecznościowy, zwany starym popsutym jajem, zablokował mnie po umieszczeniu materiału- nie pisanego przeze mnie, o dobroczynności promieni słonecznych i fototerapii. Niezależni weryfikatorzy stwierdzili, że sieję dezinformację. 

No tak. 

Fototerapia tylko w gabinetach, pod okiem lekarza, za gruby hajs.

Zioła- tylko pod postacią proszków, wyciągów- kupionych w aptece.
Ajurweda- bzdury.

Tradycyjna medycyna chińska- bzdury.

Wiedza ludowa oparta na wieloletniej tradycji stosowania ziół, kadzideł- bzdury.

Tylko, co ciekawe - tylko w naszym kraju. 

Co z tym obszarem, który zamieszkujemy? Co tu sie wyprawia? Czy tu ktoś myśli o nas, mieszkańcach tych ziem? Czy może robi się miejsce do nasadzeń, do równania, do niszczenia wszystkiego co twórcze, historyczne, naturalne?
Od dłuzszego czasu wszystko wskazuje na to, że nie jest to juz nasz kraj. 

Zbuk ostatnio staje sie rynsztokiem.  Oczywiście też, tzw. szczujnią. Jednych - na drugich. Nie jesteś za moim poglądem- jesteś onucą, jesteś- też możnaby ci coś przypiąć. 

Spokojnie, nie wdajac się w dyskusje, da się żyć, choć nie do końca.
Jednak, od czasu do czasu wychylam nos i słucham, patrzę i oczy mam zdumione i włos się jeży.
Bo to już zabawne nie jest. To Orwell czy Huxley do potęgi. 

Niestety niewielu to dostrzega. Także turlamy sie jako ta kulka łajna w dół... Cywilizacja się kończy i chyba trzeba nam się z tym pogodzić. Robić swoje, czytać, rysować, edukować, studiowac filozofię, pogłębiać duchowość, praktykować jogę, uprawiać ogród, uśmiechać sie do siebie, bliskich, uśmiechać do tych złych, bo oni nieszczęśliwi bardzo....




Wiele sił potrzeba by żyć normalnie w popieprzonych czasach. 


Marchewka w nowym domu, zioła trzeba było wsadzić do słojów- trgo nie lubię. Zjeść orkiszowe naleśniki z borówkami....
Jeszcze w tym życiu odzyskac spokój. I siłę. Bo być dobrym nie oznacza frajerstwa.


Marchewka





Czytam i myślę. A może myślę, że czytam?

Znalezione w oddanych w lokalnej bibliotece




niedziela, 13 września 2026

Zawsze to samo.

 Nie lubię polityki, mierzi mnie. A jednak musiałam. 
Julian Tuwim

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia
Gdy „Do ludności”, „Do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy

I byle drab i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy
Że trzeba iść i z armat walić
Mordować, grabić, truć i palić

Gdy zaczną na tysiączną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem
I judzić „Historyczną racją”

O piędzi, chwale i rubieży
O ojcach, pradziadach i sztandarach
O bohaterach i ofiarach
O bohaterach i ofiarach

Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić Twój karabin
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba
Że za ojczyznę – bić się trzeba

Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter z pierwszych stron dzienników
A stado dzikich bab – kwiatami
Obrzucać zacznie „żołnierzyków”

– O, przyjacielu nieuczony
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi

Wiedz, że to bujda, granda zwykła
Gdy Ci wołają: „Broń na ramię!”
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami

Że coś im w bankach nie sztymuje
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę

Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj, broniąc swej krwawicy:

„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”

– O, przyjacielu nieuczony
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi

Wiedz, że to bujda, granda zwykła
Gdy Ci wołają: „Broń na ramię!”
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami

Że coś im w bankach nie sztymuje
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę

Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj, broniąc swej krwawicy:

„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”

„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/akurat/do-prostego-czlowieka



sobota, 12 września 2026

Lata przemijanie, obserwacje z podróży i wreszcie mydła zrobione

 Lato juz w odwrocie, ale to nie żadne novum. Pięknie jest- rześko z rana, potem- różnie, zimne noce. Dojrzałe aronie, bzy czarne, ogniki- czekają na ptaki, na podżeranie przedzimowe. Są i winogrona, o które lekko walczę, bo soku bym się z nich napiła. 

Wyczekuję wyprawy w las, na grzyby, pająki krzyżaki i porozwlekane lepkie pułapki z ich kadziołków przędnych- oby nie na twarzy. Na razie czekam. 

Przestrzeń przydomowa czeka na mnie. Jakis czas brakowało mi czasu na działania, a jest tego trochę, bo pragnieniem jest zmiana składu gatunkowego dzikiej- o jak dzikiej! rabaty pod śliwką. Patelnia słoneczna, glina, sucho dość. Poziomki - te nie owocujące w natarciu- jak nawłoć pozerajace każdy skrawek przestrzeni- musze okiełznać. Nie daje rady ruta. Do tego- cudownie piękna pożyteczna lebiodka, ale borówki ledw zipią. Nie ma to tamto- porządek lekki muszę zrobić. 
Smotrawy młode przesadzić. Okiełznać walerianę, bo zarastam w niej- czy to tak mi potrzebne ziele, że go u mnie tyle? 

Wracając ze Sztygarowa obserwowałam rowy pogłębione z wielką zaciekłością. Tak wielką, że drzewa przy nich rosnące mają obrąbane korzenie. Kto by się dzrewami i ich korzeniami przejmował, prawda? Uschnie- a uschnie w końcu- będzie jednego zabójcy kierowców mniej. 

Okropne.
Dużo medytować. Mantrować. 
Chyba tak trzeba. Inaczej powracam do źródła. A ono metne i pełne złego. 

Namaste!






Fasola- a jak!

Lebiodka

Ognik

Smotrawa i oman kuszą nasionami





Krzyżak- nasz, przydomowy




czwartek, 3 września 2026

Trudny czas

 Taki teraz mam. W domu, ja i rodzina. Relacja dziecka i rodzica uległa przemianie. Teraz rodzic potrzebuje mnie tak, jak ja kiedyś jego. Nie musze pisać, że rodzi to wiele nowych sytuacji, a ja- z naturą vaty-pitty, ciagle na podwyższonych obrotach- 1,5 kg w dół po 5 dniach.

Nie jest źle. 
A jednak dobrze juz było. Teraz- jest teraz. Inaczej, trudniej, zaskajująco.

Zmian sporo. Tato u mnie. Absorber starszy poszedł do średniej. Codzienne dojazdy 15 km do miasta innego niż te, które znał. 10 godzin poza domem. Szybki strzał w poddorosłość. 

Moje praktyki pedagogiczne za jakiś czas, ale dni mijaja szybko. Mocno upycham czynności i zadania w planie, żeby zdążyć. Też po to, żeby pilnować rutyny pobudek o 4.30. Mantry, medytacja, joga, ciepłe śniadanie, kawa z czai masalą i ghee. A potem już- kołowrotek domowy...


Miałam chwilę w lesie z Absorberka i Absorberem3-im. 
Była też podróz do Sztygarowa do dentysty- tak, jeździmy 100 km do dentysty. Tu nie znaleźliśmy równie dobrego. Odwiedziny Mamy, odkrywanie jak zmieniło się moje rodzinne miasto. Coraz brzydsze, zabudowane, pełne takich samych ludzi...


Podróż- pociagiem. Taniej i- tak chciałam. Z jedną przesiadką. Koleje Dolnośląskie. Momentami 160 km na godzinę, a to nie Intercity....

Marchewka- syn Franka idzie do innego domu. I to plus, bo na wybiegu ma być tylko jego tata. Został jeszcze Pasternak. Nie wiadomo też czy młody od Czarnej mieszanej silki nie jest chłopakiem. Kelner być może też w tym roku wyleci na inny wybieg. Mamy nadzieję, że jego rodzeństwo- nazane przez Absorbera 3-go - Panierką, okaże się kurką.

Szybko mijają dni. Bardzo szybko. Odpadała większość planów. Ktos dorosły musi stale być obecny w domu. 

Może uda się skoczyc na grzyby. Do Agniechy- na pewno, ale w pojedynkę. 

Piękna pogoda. Meteorologiczna jesień już trwa. 
Kocham tę porę roku. Najbardziej ze wszystkich. 
Ciepło niskiego Słońca, odloty ptaków, poranne mgły, myśli- nostalgiczne, nie smutne- takie życiowe, wspomnienia z dzieciństwa- spacery o sztygarowskich lasach, wyjazdy z klasą w technikum na zbiór buraków cukrowych, wreszcie- szarugi jesienne i ciepło domu. Rodzina- i wdzęczność, że mam dom, że mam ciepło, że mam tych, których kocham i są ci, którzy kochają mnie. 

Rynsztoczek fejsbukowy oszalał totalnie. Zaglądam sporadycznie. Wrzucam post na Ostoję i znikam.
Ostatnio dostałam bana. Za co? Sami zobaczcie.
Zapomniałam, że tylko leki z apteki, a myślenie- koniecznie po myśli wielkiego brata. Nie daję już temu energii. Niech zdycha. Może i szkoda tych paru lat, ale szkoda też karmić coś co sie wynaturzyło. 












W szarawarach i barefootach na stacji Legnica w oczekiwaniu na pociąg

To było foto z pociągu, już z Łużyc, dla Absorbera3-go, bo tęsknił

Marchewka- od pomarańczowych skoków. Po lewej- Anka

Marchewka w całej okazałości- prawie.