Nieco przerośnięte. Wywala mnie poza miskę.
Tyle mocy, tyle nadziei, a w sumie wygląda na to, że skrzydła obrąbane przy samej dupie.
Komplikacje mojego żywota, uwikłania, zależności.
Nie wiem czy kiedykolwiek....
Wzięłam się ostatnio za siebie, bo filtry mi szwankują.
W sumie od zawsze, ale ostatnio częściej.
Wyniki krwi w normie, no, może trochę niższe leukocyty niż należy, za to produkt końcowej filtracji krwi- lekko niepokojący, także szykuję się na usg.
Póki co galony wody i brzoza.
Sadzonki od Megi wysadzone- do ziemi, nie w powietrze, mam nadzieję, że się przyjmą.
Kopię, grabię, palę.
Wczoraj 25 taczek liści już bez kowali, biedronek i innego tałatajstwa sześcionogiego.
I tak do końca nie wygrabione, bo jedno- niezbyt dokładna jestem, drugie- maja co dżdżownice powciągać. Bez przesady.
Dziś z racji mojej przymusowej wizyty w mieście zwanym Legnicą,
Tato nakopał perzowi do tyłka, także może uda się w tym roku powiększyć areał warzywnika.
Dajcie spokój.
Tym wszystkim, którzy mi życzą powrotu do miasta już dziś najchętniej nakopałabym do rzyci.
Nota bene, ciekawe ile w tym wpisie padnie jeszcze określeń związanych z częścią ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę...?
Legnica sama w sobie jest może i ładna.
Zabytków troszkę, historia, park.
![]() |
| Lezę do złodziei, przede mną katedra |
![]() |
| Teatr im. H. Modrzejewskiej |
![]() |
| Budynek teatru od strony bocznej, że tak powiem |
![]() |
| Wracam, zaćmienie słońca w toku, idę w kierunku Kościoła Najświętszej Maryi Panny |
![]() |
| Brama wjazdowa i piękny portal Zamku Piastowskiego |
![]() |
| Zamek Piastowski, a przed nim Nepomucen |
Poszłam coś uzgodnić w sprawie kosztów rachunku.
Tylko się wpieniłam, powarczałam na babę, nic nie załatwiłam.
Za to powrót miałam uatrakcyjniony, bo tu przegrzebali, tam zamknęli.
W jednym momencie się zamotałam i poczułam, że jeszcze chwilę i chyba eksploduję.
Szkoda by mi było tylko auta ojcowskiego.
Umęczona, wpieniona, zmaltretowana kompleksowo.
Zmarnowałam benzynę, czas w piękny dzień, żeby nic nie załatwić, nawdychać smrodu, posłuchać hałasu, kłębić się między masą ludzi w kiblu galerii (tylko WC zaliczyłam).
Napatrzeć jak wycieczki z gimnazjów ładują się z nauczycielkami do ww (galerii, nie kibli).
Żenada.
Wracam do domu, opiekuna w postaci Dziadka, zasmarkanej (znów) Absorberki, niezasmarkanego (jeszcze) Absorbera, pierzastych dziewczyn, stada Garipowo- Rudego, z przyczepką indywidualnie interesownych kocic.
Powłóczę tyłkiem, bo zmęczenie, bo - nie ważne, a ważne bardzo, ale nie napiszę- ale oddycham z ulgą.
Cisza, błotko, słońce, mało ludzi, smród jeśli jakiś- oswojony.
Jestem w domu.










