.

.

środa, 25 lutego 2026

Kury. Nieprzemijająca sympatia.

Pokłady mojej sympatii dla kur są nieskończone. Dlatego trwam z tym zwierzyńcem już od dobrych paru lat. Z okresu Zamkowego, jak mawia mój mąż, czyli z czasów paszowickich ostała się tylko nasza kochana Coli. Przekroczyła już wiek 8 lat idrżę, że pomału zbliżamy się do rozstania. 
Póki co jednak, nasz mała kwoczka znów poczuła zew i siadłą w gnieździe. Jednak za zimno na wysiadywanie. Może w kwietniu jej coś podłożę. 
Kto czyta mnie od niedawna to może tylko powiem, że nasze kury mają dożywocie. Nikt ich nie zjada. Co sie u nas działo na przełomie wielu lat można sobie poczytać tutaj i tutaj , i jeszcze tu .

Obecnie towarzystwo nam się trochę pozmienało. Króluje Franek, stateczny, duży, ale bardzo łagodny kogut. Do tego mixów trochę oraz zielone nogi i nieco drobiazgu z ostatniego zakupu jajek lęgowych od pana Mariana z okolicy. Jak wyrosły? 

Ufo. Długo nie było wiadomo jakiej jest płci. Zanim nasz wybieg opuścili bracie- Pipi i Brat, był wystraszony, jadł w kurniku. Teraz spokojny i... niesie jajeczka. 


A tak Ufo wyglądała w dzieciństwie.


Czubatka Ufo jako parodniowe pisklę.




Anka

Anka dziecięciem. 

Buła- kogut

Bułeczka
Były też dwa piękne kogutki hiszpańskiej białolicej, ale niestety słabo się dogadywały i zmieniły kurniki.




Kiedy jedna z nowych miksowatych dużych kur siadłą na jajkach, nie posiadałam się z radości. Co prawda nie była to kura z wylęgarni, ale juz od pokoleń chowana naturalnie więc była duża szansa na kwoczenie. No i udało się. Niestety, po dwóch tygodniach zajmowania się pisklętami, matuchna się znudziła i porzuciła dzieci. 
I tak synowie i córka Franka, pozostały pod naszymi skrzydłami. Jeden z kurczaków był wybitnie słabszy, co rodzeństwo wykorzystało i zeżarło mu pióra. Dlatego, Pipi, który potem okazał się kogutem, był odchowywany osobno. Bardzo lgnął do nas, był łagodny i gadatliwy. Niestety, z dwójki rodzeństwa objawił nam się jeszcze jeden kogut... 
Warunki wybiegowe i socjalne nie pozwalają mi na utrzymywanie tylu kogutów. Zaczął się chaos, agresja, gwałty. Braciszkom znalazłam dobre, pełne kur stada. Została siostra. Ruda.






Franek.


Franek, jedna z Zielonych Nóg-w korytku, Mortadela- jasna zielononóżka- czyli mix,
po prawej Ruda.

Brat Pipi



poniedziałek, 23 lutego 2026

Co czytam ostatnio z Absorberem Trzecim

 Zawsze pożerałam masę książek.
Jestem z tych, którzy czytaja kilka jednocześnie. To dla mnie normalne - aktualnie cały czas płynę w przyrodniczych klimatach- drzewno- arborystycznych, fitosocjologicznych, botanicznych, zapylaczach, bobrach...
Na zmianę z klimatami jogowymi, ekofilozofią. No i pedagogiką, ale to już inna inszość. 

Dziś krótko znó o książkach dla dzieci. Czytam obecnie Absorberowi Trzeciemu.
Absorber Pierwszy i Absorberka już porośli... Sami czytają. Albo i nie. Co smutniejsze. Młoda obecnie mangi. Młody wszystko co ze Star Warsami związane, ale głównie encyklopedyczna wiedza. Ich już tymi ksiażkami, o którym mam zamiar dziś napisać- nie zachwycę. 


Pierwsza z nich to Wodyseja Adama Robińskiego. 


To wzruszajaca opowieść o młodej bobrzycy Korze, która odbywa podróż życia w wyniku ... szkodniczego działania ludzi w środowisku, w którym żyje cała jej rodzina. Po drodze spotykają ją przygody, spotyka zwierzęta, ludzi. To podróż, która ma nie tylko wymiar fizyczny. Dużo tu odniesień do życia, zachowań nie tylko zwierzęych. Uwiodła mnie swą wrażliwą wnikliwoscią w życie zwierząt przy znajomości faktów życia bobrów. Polecam- można nawet uronić łzę!

Nieco inny klimat, wręcz nieco mroczny i- nawet czytałam Absorberowi Trzeciemu w listopadzie- to powieść Aubrey Hartman Lis z martwego lasu. 


Lis Bazyl mieszka w Martwym Lesie i jest... przeprowadzaczem dusz zwierząt do światów dla nich przeznaczonych. Klimat mroczny, czasem lekko czarny humor, ale i wzruszające momenty, bo podróż- znów taka książka, jaką odbywa bohater, by pomóc przejść Coniemierze- borsuczycy do odpowiednich Zaświatow, to także jego podróż do poznania siebie. 
Książka dla starszych, ale mój M. słuchał z przyjemnością i długieśmy rozmowy po każdym rozdziale wiedli. 

 W tym samym czasie co opisany we wcześniejszym wpisie o Ambarasie i innych książkach dla starszych dzieci, kupiłam, a nie opisałam książki Renaty Kijowskiej Foka Fela. O helskiej foce, jej przygodach- autentyczne opowieści opisane ze swadą i humorem, czasem i dreszczykiem emocji. 



Idąc tropem Tomasza Samojlika i mojej słabości do borsuków... mamy Tarmosię. Piękna historia borsuczki i jej rodziny. Jak zwykle oparta na prawdziwej biologii i zachowaniu tych naszych największych łasicowatych.


Ostatnie drzewo na Ziemi Małgorzaty Kur nie jeste może wysokich lotów, ale urzekła mnie... moja imienniczka i tym, że jest o drzewach i o tym też że może nam grozić bardzo podobna katastrofa...
Świat bez drzew. Kalina po prostu ma rękę do drzew i wszystkie nasiona, które sieje- wschodzą. Na niej spoczywa wielkie brzemię- dzięki niej drzewa wracają do naszego świata po latach wycinek i prześladowań... 



Aktualnie, wieczorną porą pochłaniamy  Wilki- historie prawdziwe Michała Figury i Aleksandry i Daniela Mizielińskich. To komiks, ale na faktach o wilkach, Stowarzyszeniu dla Natury Wilk wraz z jego badaczami - panią Sabiną Nowak, przewija się azyl dla dzikich zwierząt Mysikrólik... Są to historie wilków w Polsce, konkretne z różnymi - nie zawsze szczęśliwymi finałami, ponadto gruntowna baza wiedzy o tych drapieżnikach. Podane w dobrej, zwiezłej formie, z rysunkami. Uważam, że każdy, kto ma zaburzone postrzeganie tych zwierzat powinien tę książkę przeczytać. Nie byłoby wtedy szkodliwych nagonek na te ssaki, tyle nienawiści wynikajacej z niewiedzy właśnie. 


Skończymy wilki... bierzemy się za rysie!


Skad biorą się te książki u mnie? Czasem- potokowo, jak porwana Kora - widzę jakaś ksiażkę, potem następną i ... kupuję. Potem czytam lub czytamy. Na Wilki czekałam, bo wiedziałąm, że planowana jest publikacja. Na Rysie- też. Z Wodyseją było tak, że mignęła mi chyba u Daniela Petrykiewicza,  ajak zobaczyłam, że  Stowarzyszenie Nasz Bóbr poleca tę książkę- wiedziałam, że nie znajdę w niej żadnych baboli. Lisa z Martwego Lasu polecała... adwokatka Karolina Kuszlewicz - reprezentująca zwierzęta, przyrodę w walce o ich prawa.

Regał nie jest z gumy. Mąż oczami przewraca... Ech, cóż ja mogę. Haha....
 

piątek, 20 lutego 2026

Bigos polski

Ciężko mi ostatnio żyć w naszym kraju.
Odnoszę wrażenie, że każdy ma swój wózek i pcha go - w górę lub leci z nim w dół. A może to jednak  inaczej. Każdy ma swoje mały i cyrk?

Czemu tak? A temu, że czytam o zwycięstwie chomika europejskiego w konkursie na zwierzę roku.
 I tak- kibicowałam mu. Co nie znaczy, że nie- wilkom, rysiom, bobrom i reszcie. Jestem za nimi. Niestety można było postawić na jednego kandydata. Chomik to dla mnie wzór. Odwaga w małym ciele. Zagrożony. I cóż się dzieje? W wielu miejscach los jego zapewne jest nieunikniony. Zginie. Mimo akcji, gadania, wodotrysków medialnych, ministrów ze śpiewem na ustach niemal. Górki Chechowickie są jednym z przykładów, gdzie toczy się już długa walka o niezabudowanie przyrodniczej przestrzeni deweloperką. Co tam chomiki. Szczury jakieś....
Ale konkurs był. I super. Teraz inny temat. Za nudno, zbyt chomiczo się zrobiło.

Standardy ochrony drzew w  miastach.
Standardy europejskie. Konferencje, webinary. Słucham, bo mnie to interesuje. Młodzież rzekłaby kiedyś- jaram się tym. I co? Jarają się ci, którym drzewa i ich dobrostan, a tym samym nasz dobrostan leży na sercu. Ale już decydenci miast- już się tym nie jarają. No chyba, że można przytulic jaką kasę na projekt. Najlepiej rewitalizacji starych parków, ostoi dzikiej przyrody. Tam jest źródło. I kasy i splendoru, potem. Tfu! 

Mała retencja... rzeki, obszary wodno- błotne. Pienia- woda nam ucieka! Pustynniejemy!
Co si dzieje- Wrzody Polskie pełną parą niszczą cieki koparami, rżną lasy łęgowe w ramach utrzymań, bobry prześladowane, wycinki w miastach, pod dziwne inwestycje, a także w ramach przekwalifikowania na użytki rolne- hektary porośnięte drzewami. Po co? Bo ktoś kupił, twierdzi, że założy łąkę. I git. Zielone  światło na wycinki. Co tam. Po nas choćby potop...

Co do bobrów to przypomina mi się akcja, która ujrzała światło dzienne. Burmistrz jednego z miast- tego od drzewa kandydującego o miano Europejskiego Drzewa Roku, miał zamiar wybijać bobry za pomoca karabinków i dronów. A czemu? A temu, że niby miały one zagrażać temu dzrewu. A czemu drzewa nie zabezpieczono- wystarczy metalowa siatka? A bo brzydko by wyglądało. Logika barbarzyńcy. I głupca. 

Link do artykułu

Bigos lubię- ten bezmięsny. Ale tego co się w naszym kraju dzieje - ostatnio ciężko znoszę. 
Gorzej- w przyszłości lepiej nie będzie. Ludzie ogłupieni, niemyślący... 
Edukować, edukować, tylko kto tego chce?