.

.

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Ulało mi się- o głupocie i narcyźmie.

Ja wiem, że ostatnio coś weszłam w atmosferę przyciężkich klimatów. Pocieszę, że nie jestem w depresji, ani w menopauzalnym dole hormonalnym.
Po prostu- życie. Obserwacje. 

Chyba rzeczywiście z wiekiem człowiek, mając trochę własnych doświadczeń a tym samym możliwości odniesienia się do sytuacji, poświęca nieco więcej czasu na patrzenie na świat okiem widza. Ja dorzucam jeszcze refleksje i spisuję je. Tu i ówdzie. Czasem podzielę się. A niekiedy tylko patrzę. Nie obdarzam swoją energią. Niech sobie robi, niech mówi, niech żyje. 

Nieodżałowana Jagoda. Kot jak pies.


A jednak na niektóre sprawy trudno patrzeć bez zaangażowania się wewnętrznego, bez wylania z siebie jednak tej małej rzeczki słów... Te sprawy dotyczą miejsca, w którym żyjemy. Naszego kraju. 

To, co się dzieje ogólnie - odrzucając wszelkie mądre i dobre sprawy okołojogowe- po prostu mnie wkurwiają. O ile czuje progres w pracy nad sobą, to nie wiem czy kiedykolwiek puszczę to wszystko i będę tylko obecna. Obserwująca. Nie angażująca się. To bardzo trudne. Myślę, że nie tylko dla mnie. 

Niekiedy ręce opadaja mi tak jak czytam o zachowaniu ludzi. Tych dużych i małych. Jak narcystyczne społeczeństwo nam się utrwala.
Moje.
Ja.
Dla mnie. 

Dzieci bez relacji z najbliższymi. Chowane na tabletach i telefonach. Nie umiejące budować więzi. 

Dzieci, którym się wszystko należy. Bez wysiłku. 

Dzieci, których nic nie interesuje. Nie widzą potrzeby nauki. Nie maja planów i marzeń. 

Smutno straszne to wszystko. 

Zastanawiam się zatem, kto- jak już mnie nie będzie w znanej postaci, kiedy odejdą ci, którym zależy. Ci, którzy znaja wartość- ptaka, owada, roślin czy drzew. Kto stanie by je chronić?

Jeśli czegos nie znasz, nie ineresuje cię- nie nawiazujesz z tym żadnej relacji.
A kiedy relacji brak- trudno oczekiwać, że staniesz się czyimś obrońcą, przyjacielem... 

Może to zbyt pesymistyczne moje wizje, bo Absorbery są inne. Jest wiele innych młodych ludzi. Widzę ich na spotkaniach o bobrach, zapylaczach.
Tylko jest ich mało.
Za mało...

Autor- Absorberka

Suweren wstał z kolan i śmieje się wykształciuchom w twarz.
Pochwała głupoty. Im ktoś durniejszy i bardziej pusty- tym większą ma publisię. Dla beki wybiera sie tępych radnych, którzy nie rozumieją dokumentów i podpisują jak leci.
W wydziałach urzędów siedzą ludzie nie ogarniający prostych spraw. Oczywiście w specjalistycznych jednostkach czasem zdarza sie fachowiec, ale bez przesady. Przecież mechanik samochodowy też może zasiąść w radzie nadzorrczej szpitala, a kucharka wydawać decyzje środowiskowe. No, bez przesady, Tupajo droga! Czego tu oczekiwać?

Było za poprzedniej władzy, tak jest i teraz i na wieki wieków. Ramen.

Ba! Od głupoli nawet czasem czegos nauczyc się można. Na przykład, że żubry w Puszczy- oczywiście posadzonej przez leśników, bo jak wiadomo- las bez człowieka nie powstaje, no dajcie spokój tym wymysłom tych głupków przyrodników!
Te żubry, one biedne nogi sobie łamią o te drzewa tam powalone...  Nie wiem czy to nie ta sama niewiasta co jej wiekowe drzewa tlen zabierają. Oświećcie mnie.
To chyba to stworzenie. 

Ja, na ten przykład, dowiedziałam się, że miałam w swoim obejściu robinię aksamitną. Pani z urzędu poprawiła mój wniosek o wycinkę. Nie ma robinii akacjowej.

Jeszcze w Tupajowisku

Jest aksamitna...
Aż chciałoby sie tę panią na siłę poprzytulać do pnia robinii... Piling jak ta lala. 

Za moich czasów- tu Absorbery chichocą- głupich ludzi nazywano głupimi.
Dzieci też. I taki ktoś głupoty się wstydził.
Ukrywał ją. A czasem- pokątnie się douczał. 

A teraz? 
Nie możesz powiedzieć głośno- bo będzie przykro. Bo on tak ma...

I tak rosna ci młodzi. Różni. Mądrzy i ci niekoniecznie. 
Głupi równa się fajny. Równy. Bogaty. 

Czytanie książek to obciach. Komu się chce, z resztą. Można posłuchać streszczeń. Albo nie. A potem zasób słów jak u idioty. Brak zrozumienia poleceń. Prostych. Podkreśl, zakreśl, wykreśl. Polski język- trudna język. 

Któtkochwilowa dopamina. 3 minuty i następny. Film. Mem. 

A co najciekawsze- ministerstwo ogłupiania vel oświaty i te durnowate pomysły, od którym włos jeży się i wypada. A ty tańcz, rób prezentacje, klaszcz i stawaj na rzęsach. A wyniki- nadal słabe. I czyja to wina? Szkoły- rzecz jasna. 

Cóz mi zatem pozostaje?

Ano- dalej praktyka Jogi, energia Reiki, warsztaty i opowieści o bobrach i ich niedocenianej roli jako tych, które bronią nas i siedliska przed suszą, o motylach- jako jednych z wielkiej rzeszy zapylaczy.
Też mnie wkurza, kiedy mówi się o zapylaczach, a dzieci mówią- pszczoły.
Jakie? No takie z ula...

Z opowieścią w teatrzyku kamishibai


Tu wiele jest do zrobienia. Wiele niedomówień, braku wiedzy, ale to można zrobić. Tylko, żeby chciały, żeby było to serduszko do czucia, do słuchania. Do zmiany nastawienia do innych Istot. Do porzucenia poczucia bycie człowiekiem jako panem i władcy na rzecz czujacego potrzeby innych, obdarzajacego szacunkiem... Porzucenie własgego rozdętego ego i narcystycznej postawy, tak modnej, tak okrutnej...

Tego sobie, Wam i całej naszej Ziemi życzę. 





piątek, 29 maja 2026

Zmora narcystycznej ekoodnowy

Na łamach ostatniego numeru Dzikiego życia pisze Ryszard Kulik o czymś ważnym, czymś co już kiedyś mi zajęło myśli. A o patologii ekoterapii. 

Lasoterapia vel kąpiele leśne, dendroterapia, terapia pracą w ogrodzie...

Ludzie- zmęczeni życiem, zestresowani pracą, rodziną, relacjami czy tym, w jakich realiach żyją, czasami poszukują pomocy. Przeczytają, usłyszą. Jak to miło, jak to leczy, uzdrawia. Jak pomaga poczuć, uziemić się, poczuć lepsze wibracje, odrzucić ciężkie energie...

Tak...

Możnaby rzec- że to super. Bo oto konsumpcjonista wielką gębą nagle czuje miękkość na samą myśl, że go uzdrowi.
Natura. Drzewa. Rośliny. Gleba...

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie płynęło to z potrzeby egoistycznego zapewnienia dobrostanu własnego. I to kosztem przyrody. 

Kulik pisze o hortiterapii i urządzaniu ogrodów bez poszanowania przyrody- tworzeniu tych przestrzeni w oparciu o gatunki obce, inwazyjne czy samą idee używania podłoży torfowych, o których wiemy że pochodzą z siedlisk, które sa zagrożone całkowitą degradacją. 

Pisze także o tym, że to co ludzi pcha do pomocy sobie- odbywa się kosztem innych, a kiepskie samopoczucie nie pozostaje głębszą refleksją tylko motorem do - tak samo jak życie takiego człowieka- dążenia do zaspokojenia własnego pędu ku ukojeniu.
Swoisty hedonizm kosztem przyrody.

Wszak mamy ją czynic poddaną. Natura leczy, ma leczyć do cholery, a jak nie- to w pień! 

Jak drzewa. 

Ostatnio Łukasz Łuczaj nagrał film, że ludzie nienawidzą drzew.
I zgadzam się z tym. Obserwując swoje okolice oraz to, co się dzieje w Polsce, na świecie...
Nie widzi się w drzewach niczego poza drewnem, przeszkodą w budowie dróg, ścieżek rowerowych, kolejnych domów na wynajem dla kogoś tam... 

Widzę wąską grupę ludzi, która czuje przyrodę.
Czuje połączenie wszystkiego co na Ziemi żyje i jest. A jesteśmy połączeni.
I bawi mnie to jak ktoś zaprzecza temu, że jesteśmy energią, że energie nasze- ludzi, a także innych Ziemian- tu piszę o wszystkich gatunkach organizmów na naszej planecie- się przenikają.
Działają komórki, ktoś słyszy dźwięki, ale zaprzecza temu uniwersalnemu prawu.

Dyletantyzm. Ale też i niechęć wejścia w to. Poczucia tego.
Bo jak mi z tym będzie, kiedy dopuszczę do siebie, że nie tylko ludzie czuja ból, mają poczucie istnienia?
Cieżko sobie poradzić z tym, że świnie rozpoznają swoje odbicie w lustrze.
Naukowcy musieli to powiedzieć co dla mnie było jasne od zawsze, że bezkręgowce- tu owady czy pajęczaki czują ból. 


Prawdopodobnie rębacz sosnowiec

Filozofie Wschodu zawsze o tym wspominały i czyniły podstawą bytu.
Energia.
Bez niej nie istniejemy. Zaczynamy się od iskry i iskrą kończymy. 

Twierdzę, że póki człowiek bedzie gardził i traktował przedmiotowo inne życia- nigdy - jako ludzkość nie zazna spokoju. I żadne kąpiele leśne w tym mu nie pomogą, jeśli motorem do tego będzie chęć chwilowej ulgi, a nie odmiany i wyzwolenia.

Taka terepia nie będzie różniła się niczym od kupowania leków z rzadkich i zagrożonych roslin czy zwierząt, bo posłuży narcystycznym celom. 

Tylko wgląd w siebie, ujrzenie tego co nas tak sponiewierało, refleksja nad tym wszystkim i próba - bardzo często- podjęcia wielkiego trudu zmiany samego siebie, pozwoli na wejście na wyższy poziom. 

Świadomości.

Jedno z moich ukochanych zdjęć z Rudą.
Istotą, która nadal Jest przy mnie. 




niedziela, 24 maja 2026

- Weź to skoś! -A weź i spadaj!

Zawsze koszę tylko tyle ile muszę. W tym roku to już w ogóle prawie- tylko dla kur i tam, gdzie uprawy, żeby ślimactwo nie miało azyli do spania i trawienia moich warzyw. Nie kosimy w wielu miejscach. Stąd więcej wilgoci, lepszy mikroklimat, ochrona gleby i - przede wszystkim- spokój dla mieszkańców naszego ogrodu. 

Tym, którzy koszą co tydzień, do zera, do gleby- życzę zmądrzenia. A jak uparcie głupi- oświecenia. Nie przez naszą Gwiazdę, bo to może okazać się zabójcze. Tak dla skóry jak i dla mózgu. 

Dziewanna- po roku przerwy, z banku nasion, rzecz jasna

Trochę takich zakamarków do zamieszkania....

Jam jest jej imienniczką....

Mydlnica 

Orliki

Dziewanna bis

Jarmuż- pięknie kwitnie 

Kto ma drzewa- ten ma ptaki,
kto ma ptaki ten ma drzewa...

Przetacznik

Duża trawa....

Czyściec- nasiona z Pogórza Kaczawskiego i moich ukochanych Wąwozów

Orliki znowu

Babka lancetowata- panna młoda we wianku

Koniczyna inkarnatka

Wielosił błękitny

Czosnek niedźwiedzi

Mniszki

Dąbrówka rozgłogowa

Philudoria potatoria 
Napójka łąkowa

Cebula szczypiorek - w oczekiwaniu na otwarcie stołu dla trzmieli

Kozłek lekarski

Żywokost lekarski

Oman i smotrawa- jak rodzeństwo.

Wszędzie- generalnie- zielono