.

.

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Szybciorem- Położne Sabiny Jakubowskiej -czyli znowu się zaczytałam

To już może jest nudnawe, ale ja znów o literaturze.
A czemu? A temu, że w naszej wiejskiej zobaczyłam nową powieść Sabiny Jakubowskiej- Położne. Przegapiłam moment premiery, ale aż tak bardzo się nie spóźniłam. 
Akuszerki przeczytałam szybciorem, aż Małż i Absorbery zaglądali do mnie czy wszystko gra.
Czytałam wieczorami, z Absorberem 3 przy boku. 
Książka mocna, piękna, obszerna. Postacie z krwi i kości, historie piękne i dramatyczna, a wszystko w oparach porodowych. Pracy akuszerek, bab... Tych, które przyjmowały porody. Tak- PRZYJMOWAŁY- nie odbierały jak to się często mawia. 

Temat mi jako kobiety i matki jest mi bardzo bliski. Nawet był moment, że niedługo po urodzeniu Absorbera 3 nosiłam się z zamiarem zostania doulą.
Zmieniłam jednak zdanie, ale nie dlatego że mi się odwidziało. Wróciłam do swoich pasji, ale temat porodów jest we mnie cały czas żywy. 

Zwłaszcza to co dzieje się wokół tego ważnego procesu. Jak można go przeżyć, z kim, w jakich warunkach. Na własnych czy wedle procedur. 

Mam wachlarz doświadczeń. 

Wiem co było dla mnie najlepsze. Wiem też, że dobry poród to wzmocnienie kobiecej mocy, bo wierzysz, że możesz, że masz sprawczość a przede wszystkim- utwierdzasz się w tym- że wiesz.

Że znasz swoje ciało i nikt ci nie powie, że jest tak- jak jest inaczej. To umocnienie w intuicji własnej, to zakorzenienie w kobiecej mocy. Ramen!
Jak mawiają ci od latajacego potwora spaghetti. 

Akuszerki to opowieści o porodach w domach- na wsiach, we dworach... W Położnych trafiamy już na grunt szpitalny, czas procedur i całej tej modyfikacji tego cudownego procesu by innym się zgadzało, by było szybko, pod kontrolą. To porównanie czasów, gdzie owszem- brak fachowej pomocy w niektórych wypadkach skazywało kobietę i dziecko na śmierć czy kalectwo, ale dawał wiecej pzrzstzreni na naturalne podejscie do naturalnego stanu rzeczy. Lekarz, najczęściej podległa mu położna i nowe wytyczne, niefizjologiczne pozycje porodowe, farmakologia... I gdzieś te dobre, czujące kobiety, które próbują mimo wszystko odnaleźć w tym ścieżkę do intuicyjnego podejścia do rodzenia i przyjmowania małego człowieka.  

Jestem w trakcie lektury Położnych- już kupionych do zasobów własnych. Wiem, że to jedna z TYCH książek. 
Pozostanie ze mną do końca. 




piątek, 5 czerwca 2026

Chwila z mydłami i znów o książkach

 Mam taką jedną miłą Osobę, od której zaczęło się rozpraszanie moich mydeł po innych dłoniach. Bardzo lubię robić mydła pod specjalne zamówienie. Pracuję wtedy z intencją dla tej właśnie odbiorczyni czy odbiorcy. Ostatnio takie zajęcia zdarzają się rzadko. Także zmydlamy zapasy robione przeze  mnie w rzutach koniecznych do upłynnienia potrzeby kreacji...

Ona lubi paczulę. Ja też. Robię od lat sprawdzone mydło paczulowe by potem wąchać ten olejek jeszcze czas jakiś w przestrzeni domowej. 
Do trójcy dziś wykonanych dołączyły zielone z nutą eukaliptusa, cedru i mięty z olejem z rącznika oraz na bazie mleka oślego i z dodatkiem olejku neroli i oleju z pestek moreli. Słodkość zawsze kojarzy mi się z mlekiem stąd ten właśnie zapach. 



A książki- cóż. Jak zwykle u mnie - kilka w obiegu. Najczęściej 5. Czasem więcej. Niektórych nie kończę w przeciagu pół roku... Tym razem pochłaniam w każdą wolną chwilę. A książka za dwa złote, z lubańskiej biblioteki, z kiermaszu który trwa chyba odkad pamiętam. Z parapetu można sobie wybrać coś. Większość klasyki literatury polskiej i światowej, wycofane, ale i coś z nowych pozycji. 

Poprzednim razem moje zdobycze były w ilości znacznej


Tym razem książka, której tył - a właściwie opis- przekonał mnie by zabrać ją ze sobą. 



Autorkę znam jedynie z pozycji opowieści o zwierzętach- Włóczęga i inne opowiadania. 

Stranga to opowieść o kobiecie, która woli żyć z dala od ludzi, w naturze. Niby nic odkrywczego dla mnie. Bo to takie moje. Za to język i forma pisania bardzo mi pasuje. 

- Porzuć miasto.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Tam jest życie. A tu jest trwanie.
- Chyba odwrotnie...

Albo-

- Ugotowałaś sobie tę zimę.
- Tak, ugotowałam.
- I na co ci to wszystko?
- Żeby utwierdzić się w tym, że żyję.
- To jest życie?
- Jeżeli mnie boli, jeżeli czegoś nie mogę, a potem mogę, jeżeli jest zimno, a potem ciepło, jeżeli tęsknię i jeżeli jest mi źle na przemian z dobrem, to znaczy że żyję. 

Lubię czytać o ludziach takich jak ja. Zwłaszcza kobietach. Podobnych. 

Ostatnio z przyjemnością obejrzałam Pokot, który kupiłam sobie, żeby móc oglądać kiedy mi się zachce. 
Nie lubię Holland, nie uważam Tokarczuk za wielką pisarkę, a jednak Prowadź swój pług przez kości umarłych zrobił na mnie wrażenie. Ekranizacja też. 

Odetchnęłam, poczułam spokój po obejrzeniu i taka wewnętrzna radosć. Chyba też dlatego, że ktoś w końcu pomścił te Istoty zamordowane w majestacie prawa przez degeneratów. Odetchnęłam, bo symboliczny mściciel zdjał ze mnie ten ciężar smutku, często rozbicia z niemocy, po tych obrazach wycinanych w pień lasach, drzewach przydrożnych, przekopywanych rzekach, niszczonych bagnach, barbarzyńskich patodeweloperskich działaniach w miejscach  życia zagrożoncyh wymarciem chomików europejskich, nagonki na niedźwiedzie, wilki, bobry. Ta wojna złych ludzi przeciwko Matce Ziemi musi sie wreszcie skończyć. Oby jak najszybciej. Póki co, trzeba robić swoje. Trwać, działać, czynic dobro u siebie, nie bać sie mówić, działać. A jednak mieć zawsze na względzie siebie. Swój stan ducha i zdrowia. Bo tylko spokojni, zdrowi możemy odpierac ataki, bronic tych których głosu wiekszość nie slyszy i nie chce słyszeć.

Piękna i taka moja jest też książka Pawła Średzińskiego o Dzrewach Podlasia. Rzeczywiscie - jak w podtytule- czuły to przewodnik po drzewach. Panu Pawłowi dzięki wielkie za tę ksiażkę! 
Kocham drzewa- te madre, długowieczne Istoty. Książek o nich- nigdy za wiele. Polecam z serca całego!




środa, 3 czerwca 2026

Taki mały cud.

 W wigilię Dnia Dziecka wykluły się dwa kurczęta po Franku. Jedno z jajka średniej wielkości, drugie od silki lub Ufo- czubatki. Jak już sie wykluło to wiemy, że nie od Ufo, bo jest pięknie czarne z popielatymi skrzydełkami. Drugie...



No właśnie. Na początku były obawy czy nie chore, czy nie ma wady genetycznej. Główka zadarta na grzbiet jak w alercie wczesnego ostrzegania. Przyjęłam to na miękko. Co będzie- to będzie. W duchu- wiadomo co sobie życzyłam, ale pozostawiłam to... tu sobie wstawcie co chcecie. 

Los dla żóltego okazał się łaskawy. Odetchnęliśmy lekko. Wygląda już dobrze. Może był kłopot z kluciem. Może cos innego. Grunt- że je i dziarski. A mamka otacza opieką. Jak to kura.