.

.

niedziela, 4 października 2026

Cynamonowe żołędzie, naturalna ptasia stołówka i oklepane historie- część 3

 Poprzednie mieszanie gliceryny z olejami i olejkami poskutkowało wzrostem endorfin mych. Nieuniknione było, że - raz- endorfiny podniosły się u pani E. i kilku jeszcze innych.
Potem juz poszło. Dwa- zapotrzebowanie na endorfiny u N.- uruchomiło moje endorfiny.... I tak cykl się zamyka. Robię-endorfiny- wędrują- endorfiny. Gdyby tak mogło wygladać życie! Byłoby ciagłym hajem. A tak nie może być. Glicerynę bym jadła czy co...? 

Deska darów jesieni


Ja wiem, że ciagle wciskam, a właściwie turlam te owoce ognika, ale one take ładne!
I chcętnych na nie sporo. Kosy. Zwykle pojawiają sie u nas dopiero na wyżerke jesienną.
Na ogniki, kalinę, aronię. No i na zimowe dokarmianie- jak się zdecydujemy.
Mają wtedy jabłłka nadziane na gałęzie. Co ciekawe, oprócz kosów, z jabłek korzystają także chętnie sikory modre.


Ogólnie to w przydomowych chaszczach- pełno jedzenia. Nasiona czekają. U mnie nie ma porządków jesiennych. Zostawiam zaschnięte kwiatostany, puste grube łodygi- jak baldaszkowatych kozłków, liście zamiatamy pod żywopłoty, tworzymy z nich kupy koło płotu.
Ziemia naturalnie nie jest goła. Naturalnie chroniona jest przez roślinność, darń, a potem z czasem obumierające łodygi, liście. To normalne, że coś żyje, umiera i trafia do ziemi. Cykl zamknięty. Tylko człowiek robi z tym zamieszanie i wszystko psuje. 

Najsmieszniej, a może- najstraszniej, że wymyśla do tego swoje fantastyczne teorie- jesienne sprzątanie ogrodu, jesienne porządki. Jakie porządki? Dla kogo? Bo na pewno nie dla mieszkańców ogrodu i nie dla samej żywej przestrzeni. 

Na suchych kwiatostanach żerują ptaki- od wróbli i mazurków po szczygły i sikory.






Ja staram się nie sprzątać. Jedyne co zrobiłam do tej pory to podziekowałam melisie. Za dużo jej, zbyt zachłanna i zaborcza. 

Czytam dużo. Niemiennie. W trakcie kilku książek na raz.
I w tym temacie- temacie buddyzmu wg dawnej tradycji Theravada czytam książki. Już wiem, że buddyzm nie jest mój na sto procent, bo jednak ja mam poczucie, że jest Coś większego niż ja i o wsparcie Tego się modlę, z mocą Tego pracuję z Reiki. Choć akurat w tym ostatnim wiara, że jest Bóg nie jest potrzebna, co ciekawe. 
Wracajac do lektury- teraz akurat Jeszcze w tym życiu Sayadaw U Pandity, zatrzymałam się w jednym miejscu i nie poszłam dalej, tylko mnie to wywróciło na chwilę. Dotarło też do mnie, że nie jest ze mną łatwo. Nie przyjmuję wszystkiego jak leci. Nie nadaję się do zbiorowego myślenia. Jeśli coś mi haczy- zaczynam się zastanawiać. Nie łykam jak pelikan.

W refleksjach nad stanami niedoli w  rozdziale o Siedmiu Czynnikach Przebudzenia, autor pisze o zwierzętach. I o tym, jak nieszczęśliwe życie wiodą, w porównaniu z nami, ludźmi, którzy mamy wolę a wiec możliwość rozwoju i oświecenia. Nie ma nic w tym zdrożnego, wszak Budda był człowiekiem, a jednak pisanie o tym, że -

Istnieje kilka rzeczywistości ponownych narodzin, które są godne pożałowania. Spośród nich najłatwiej będzie ci zaobserwować , a zatem i uznać, istnienie świata zwierzęcego. Zastanów sie nad zwierzętami, na ziemi, w morzu i w powietrzu. Czy którekolwiek z nich tworzy korzystną kammę- działania wolne od potępnienia? 

Oczywiście, powinno mi zależeć, żeby nie spaść w ciało nieludzkie, a jednak- znając odkrycia badaczy, aktualną wiedzę, sama sporo obserwując, zżymam się i nie traktuję poważnie takich treści. 
Ignorancja, o której tak często wspomina się w buddyźmie i jodze. Ignorancja wiedzy, która poszła na przód. 
Wiemy, że drzewa potrafią podkarmiać mniejsze osobniki i juz nikt normalny nie krzyczy, że światem wszelkiego żywego, stojacego niżej stworzenia żądzi konkurencja i wyzysk słabszych.

Jest zapewne ważne to, jak czujemy inne stowrzenia. A ja zawsze czułam z nimi większoą więź. Odczuwanie na poziomie ciała- energetycznie doszło z czasem. Nie wstydzę sie tego pisać. Tak jest. Wszak jesteśmy energią. Wszyscy. Nawet z gruntu martwe- kamienie, minerały. Nie każdy sie do tego dostraja, nie każdy ma wrażliwosć. Nie musi. Tak jak ja nie muszę być na to wszystko obojętna.

Czytam, zastanawiam się. Rozmyślam. Trawię. Ale też, coraz więcej staram sie czuć. Czy to co czytam jest moje. Tak ładnie, w nowomodzie stoi napisane- czy to ze mną rezonuje?

To, czy coś jest częścia mnie, dotykam podczas chwili- czasem dłużej, badając odczucie z ciała.
Wiecie- taka odpowiedź. I sumie zawsze to działa. Nauczyłam się także tego, że nie wszystko musi być na 100 procent. Że czasem nie msuimy się dopinać na ostatni guzik, bo nam gały wyjdą. 
Nie chodzi o komformizm, ale o ten kij od szczotki, który część z nas ma w tyłkach. Ten, który czasem nie pozwala na spojrzenie w bok, na zaniechanie, na wziecie oddechu i rozluźnienie. Odpuszczenie. 

Co to ma wspólnego z wątkiem o zwierzętach? Myślę, że w tym, że poszukując czasem potwierdzenia swoich przemyśleń możemy nie znaleźć ich w pełni, może tylko kawałek. Jak napisałam- nie nadaję się na potakiwaczkę. Musze poczuć czy to moje. Nie moja jest religia, w której człowiek jest panem stworzenia i czyni Ziemię sobie poddaną. W buddyźmie też nie do końca się odnajduję -choć jeszcze mało przeczytałam. 

Joga ze swoimi zasadami życia jest mi bardzo bliska i coraz bardziej chylę czoło, choć... w starych pismach kobiety miały nie do końca tyle samo praw co mężczyźni. A więc? 

Czuj to i sam odpowiedz sobie czy to Twoje. 

Poniższa fotka dla rozluźnienia po tych mądrościach. Ja i moja joga 😂







czwartek, 24 września 2026

Uśmiechnij się do wątroby swej

 Od dawna widziałam siebie, swój organizm jako całość.

Wiedza o pracy poszczególnych narządów, układów, ale ich wzajemnej relacji i zależnościach znana jest lekarzom. A jednak kiedy przychodzisz do nich, okazuje się, że jesteś wątrobą. Albo jelitem, albo sercem. 

Dostajesz torbę leków na serce. Bez rozeznania- czy może leki zaszkodzą wątrobie, nerkom, a może ból twojego serca nie wynika z jego problemu fizycznego? A może to stres? A może zamartwianie się?

Wątroba to nie tylko wielki organ. Maszyna do oczyszczania krwi, jej magazyn. 

Dawni lekarze wschodu wiedzieli, że to siedlisko uczuć i emocji. To złość- nawet nasze- co ci leży na wątrobie?, frustracja. A że kogoś żółć zalewa- to też przytyk do reakcji organizmu na nasze życie, na nasze relacje i radzenie sobie z tym wszystkim. 

A jednak nieomylność zachodniej medycyny forsowana jest z uporem godnym ślimaka wciskającego się między glebę a drewniana ścianę mojej skrzyni uprawowej. Prą dalej, a  ludzie- w większości idą jak w dym. Jak w kupę, rzekłabym. 

Trudno zająć się sobą z sensem. W poszanowaniu, zrozumieniu. Do tego trzeba czasu, pokory, wglądu w siebie. Pewnej takiej mądrości a może lekkiego sceptyyzmu. Zwłaszcza jeśli ktoś powiada, że to dla twojego dobra. 

Ostatnio dla naszego dobra chciano nam odebrać dostęp do alternatywnej wiedzy o leczeniu. I tak- oczywiście jestem za ściganiem nieuczciwych sprzedawców złudzeń wyleczenia. Ale czy... nie to samo czynią tradycyjni lekarze? Tak sobie myślę, że lobby lekowe bardzo się złosci, że ludzie nie kierują kroków do apteki. Przynajmniej niektórzy ludzie. Że szukają pomocy w naturze, roślinach i grzybach leczniczych, w kontakcie z przyrodą, w czuciu życia poza miastem. Słońce na twarzy, łapanie jego energii, synteza witaminy D, łapanie optymizmu.... Po prostu może też- szukają alternatywy, zaczyna im coś nie pasować, ....myślą?

Stój, czekaj!
Nie tak dawno, chyba miesiąc temu znany wszystkim portal społecznościowy, zwany starym popsutym jajem, zablokował mnie po umieszczeniu materiału- nie pisanego przeze mnie, o dobroczynności promieni słonecznych i fototerapii. Niezależni weryfikatorzy stwierdzili, że sieję dezinformację. 

No tak. 

Fototerapia tylko w gabinetach, pod okiem lekarza, za gruby hajs.

Zioła- tylko pod postacią proszków, wyciągów- kupionych w aptece.
Ajurweda- bzdury.

Tradycyjna medycyna chińska- bzdury.

Wiedza ludowa oparta na wieloletniej tradycji stosowania ziół, kadzideł- bzdury.

Tylko, co ciekawe - tylko w naszym kraju. 

Co z tym obszarem, który zamieszkujemy? Co tu sie wyprawia? Czy tu ktoś myśli o nas, mieszkańcach tych ziem? Czy może robi się miejsce do nasadzeń, do równania, do niszczenia wszystkiego co twórcze, historyczne, naturalne?
Od dłuzszego czasu wszystko wskazuje na to, że nie jest to juz nasz kraj. 

Zbuk ostatnio staje sie rynsztokiem.  Oczywiście też, tzw. szczujnią. Jednych - na drugich. Nie jesteś za moim poglądem- jesteś onucą, jesteś- też możnaby ci coś przypiąć. 

Spokojnie, nie wdajac się w dyskusje, da się żyć, choć nie do końca.
Jednak, od czasu do czasu wychylam nos i słucham, patrzę i oczy mam zdumione i włos się jeży.
Bo to już zabawne nie jest. To Orwell czy Huxley do potęgi. 

Niestety niewielu to dostrzega. Także turlamy sie jako ta kulka łajna w dół... Cywilizacja się kończy i chyba trzeba nam się z tym pogodzić. Robić swoje, czytać, rysować, edukować, studiowac filozofię, pogłębiać duchowość, praktykować jogę, uprawiać ogród, uśmiechać sie do siebie, bliskich, uśmiechać do tych złych, bo oni nieszczęśliwi bardzo....




Wiele sił potrzeba by żyć normalnie w popieprzonych czasach. 


Marchewka w nowym domu, zioła trzeba było wsadzić do słojów- trgo nie lubię. Zjeść orkiszowe naleśniki z borówkami....
Jeszcze w tym życiu odzyskac spokój. I siłę. Bo być dobrym nie oznacza frajerstwa.


Marchewka





Czytam i myślę. A może myślę, że czytam?

Znalezione w oddanych w lokalnej bibliotece




niedziela, 13 września 2026

Zawsze to samo.

 Nie lubię polityki, mierzi mnie. A jednak musiałam. 
Julian Tuwim

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia
Gdy „Do ludności”, „Do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy

I byle drab i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy
Że trzeba iść i z armat walić
Mordować, grabić, truć i palić

Gdy zaczną na tysiączną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem
I judzić „Historyczną racją”

O piędzi, chwale i rubieży
O ojcach, pradziadach i sztandarach
O bohaterach i ofiarach
O bohaterach i ofiarach

Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić Twój karabin
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba
Że za ojczyznę – bić się trzeba

Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter z pierwszych stron dzienników
A stado dzikich bab – kwiatami
Obrzucać zacznie „żołnierzyków”

– O, przyjacielu nieuczony
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi

Wiedz, że to bujda, granda zwykła
Gdy Ci wołają: „Broń na ramię!”
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami

Że coś im w bankach nie sztymuje
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę

Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj, broniąc swej krwawicy:

„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”

– O, przyjacielu nieuczony
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi

Wiedz, że to bujda, granda zwykła
Gdy Ci wołają: „Broń na ramię!”
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami

Że coś im w bankach nie sztymuje
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę

Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj, broniąc swej krwawicy:

„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”

„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”
„Bujać – to my, panowie szlachta!”

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/akurat/do-prostego-czlowieka