.

.

poniedziałek, 23 lutego 2026

Co czytam ostatnio z Absorberem Trzecim

 Zawsze pożerałam masę książek.
Jestem z tych, którzy czytaja kilka jednocześnie. To dla mnie normalne - aktualnie cały czas płynę w przyrodniczych klimatach- drzewno- arborystycznych, fitosocjologicznych, botanicznych, zapylaczach, bobrach...
Na zmianę z klimatami jogowymi, ekofilozofią. No i pedagogiką, ale to już inna inszość. 

Dziś krótko znó o książkach dla dzieci. Czytam obecnie Absorberowi Trzeciemu.
Absorber Pierwszy i Absorberka już porośli... Sami czytają. Albo i nie. Co smutniejsze. Młoda obecnie mangi. Młody wszystko co ze Star Warsami związane, ale głównie encyklopedyczna wiedza. Ich już tymi ksiażkami, o którym mam zamiar dziś napisać- nie zachwycę. 


Pierwsza z nich to Wodyseja Adama Robińskiego. 


To wzruszajaca opowieść o młodej bobrzycy Korze, która odbywa podróż życia w wyniku ... szkodniczego działania ludzi w środowisku, w którym żyje cała jej rodzina. Po drodze spotykają ją przygody, spotyka zwierzęta, ludzi. To podróż, która ma nie tylko wymiar fizyczny. Dużo tu odniesień do życia, zachowań nie tylko zwierzęych. Uwiodła mnie swą wrażliwą wnikliwoscią w życie zwierząt przy znajomości faktów życia bobrów. Polecam- można nawet uronić łzę!

Nieco inny klimat, wręcz nieco mroczny i- nawet czytałam Absorberowi Trzeciemu w listopadzie- to powieść Aubrey Hartman Lis z martwego lasu. 


Lis Bazyl mieszka w Martwym Lesie i jest... przeprowadzaczem dusz zwierząt do światów dla nich przeznaczonych. Klimat mroczny, czasem lekko czarny humor, ale i wzruszające momenty, bo podróż- znów taka książka, jaką odbywa bohater, by pomóc przejść Coniemierze- borsuczycy do odpowiednich Zaświatow, to także jego podróż do poznania siebie. 
Książka dla starszych, ale mój M. słuchał z przyjemnością i długieśmy rozmowy po każdym rozdziale wiedli. 

 W tym samym czasie co opisany we wcześniejszym wpisie o Ambarasie i innych książkach dla starszych dzieci, kupiłam, a nie opisałam książki Renaty Kijowskiej Foka Fela. O helskiej foce, jej przygodach- autentyczne opowieści opisane ze swadą i humorem, czasem i dreszczykiem emocji. 



Idąc tropem Tomasza Samojlika i mojej słabości do borsuków... mamy Tarmosię. Piękna historia borsuczki i jej rodziny. Jak zwykle oparta na prawdziwej biologii i zachowaniu tych naszych największych łasicowatych.


Ostatnie drzewo na Ziemi Małgorzaty Kur nie jeste może wysokich lotów, ale urzekła mnie... moja imienniczka i tym, że jest o drzewach i o tym też że może nam grozić bardzo podobna katastrofa...
Świat bez drzew. Kalina po prostu ma rękę do drzew i wszystkie nasiona, które sieje- wschodzą. Na niej spoczywa wielkie brzemię- dzięki niej drzewa wracają do naszego świata po latach wycinek i prześladowań... 



Aktualnie, wieczorną porą pochłaniamy  Wilki- historie prawdziwe Michała Figury i Aleksandry i Daniela Mizielińskich. To komiks, ale na faktach o wilkach, Stowarzyszeniu dla Natury Wilk wraz z jego badaczami - panią Sabiną Nowak, przewija się azyl dla dzikich zwierząt Mysikrólik... Są to historie wilków w Polsce, konkretne z różnymi - nie zawsze szczęśliwymi finałami, ponadto gruntowna baza wiedzy o tych drapieżnikach. Podane w dobrej, zwiezłej formie, z rysunkami. Uważam, że każdy, kto ma zaburzone postrzeganie tych zwierzat powinien tę książkę przeczytać. Nie byłoby wtedy szkodliwych nagonek na te ssaki, tyle nienawiści wynikajacej z niewiedzy właśnie. 


Skończymy wilki... bierzemy się za rysie!


Skad biorą się te książki u mnie? Czasem- potokowo, jak porwana Kora - widzę jakaś ksiażkę, potem następną i ... kupuję. Potem czytam lub czytamy. Na Wilki czekałam, bo wiedziałąm, że planowana jest publikacja. Na Rysie- też. Z Wodyseją było tak, że mignęła mi chyba u Daniela Petrykiewicza,  ajak zobaczyłam, że  Stowarzyszenie Nasz Bóbr poleca tę książkę- wiedziałam, że nie znajdę w niej żadnych baboli. Lisa z Martwego Lasu polecała... adwokatka Karolina Kuszlewicz - reprezentująca zwierzęta, przyrodę w walce o ich prawa.

Regał nie jest z gumy. Mąż oczami przewraca... Ech, cóż ja mogę. Haha....
 

piątek, 20 lutego 2026

Bigos polski

Ciężko mi ostatnio żyć w naszym kraju.
Odnoszę wrażenie, że każdy ma swój wózek i pcha go - w górę lub leci z nim w dół. A może to jednak  inaczej. Każdy ma swoje mały i cyrk?

Czemu tak? A temu, że czytam o zwycięstwie chomika europejskiego w konkursie na zwierzę roku.
 I tak- kibicowałam mu. Co nie znaczy, że nie- wilkom, rysiom, bobrom i reszcie. Jestem za nimi. Niestety można było postawić na jednego kandydata. Chomik to dla mnie wzór. Odwaga w małym ciele. Zagrożony. I cóż się dzieje? W wielu miejscach los jego zapewne jest nieunikniony. Zginie. Mimo akcji, gadania, wodotrysków medialnych, ministrów ze śpiewem na ustach niemal. Górki Chechowickie są jednym z przykładów, gdzie toczy się już długa walka o niezabudowanie przyrodniczej przestrzeni deweloperką. Co tam chomiki. Szczury jakieś....
Ale konkurs był. I super. Teraz inny temat. Za nudno, zbyt chomiczo się zrobiło.

Standardy ochrony drzew w  miastach.
Standardy europejskie. Konferencje, webinary. Słucham, bo mnie to interesuje. Młodzież rzekłaby kiedyś- jaram się tym. I co? Jarają się ci, którym drzewa i ich dobrostan, a tym samym nasz dobrostan leży na sercu. Ale już decydenci miast- już się tym nie jarają. No chyba, że można przytulic jaką kasę na projekt. Najlepiej rewitalizacji starych parków, ostoi dzikiej przyrody. Tam jest źródło. I kasy i splendoru, potem. Tfu! 

Mała retencja... rzeki, obszary wodno- błotne. Pienia- woda nam ucieka! Pustynniejemy!
Co si dzieje- Wrzody Polskie pełną parą niszczą cieki koparami, rżną lasy łęgowe w ramach utrzymań, bobry prześladowane, wycinki w miastach, pod dziwne inwestycje, a także w ramach przekwalifikowania na użytki rolne- hektary porośnięte drzewami. Po co? Bo ktoś kupił, twierdzi, że założy łąkę. I git. Zielone  światło na wycinki. Co tam. Po nas choćby potop...

Co do bobrów to przypomina mi się akcja, która ujrzała światło dzienne. Burmistrz jednego z miast- tego od drzewa kandydującego o miano Europejskiego Drzewa Roku, miał zamiar wybijać bobry za pomoca karabinków i dronów. A czemu? A temu, że niby miały one zagrażać temu dzrewu. A czemu drzewa nie zabezpieczono- wystarczy metalowa siatka? A bo brzydko by wyglądało. Logika barbarzyńcy. I głupca. 

Link do artykułu

Bigos lubię- ten bezmięsny. Ale tego co się w naszym kraju dzieje - ostatnio ciężko znoszę. 
Gorzej- w przyszłości lepiej nie będzie. Ludzie ogłupieni, niemyślący... 
Edukować, edukować, tylko kto tego chce? 






środa, 11 lutego 2026

Frustracje dendrologiczne i zaproszenie na spacer w ramach akcji Nasz Wspólny Las 2026

Ten rok zaczął się smutnymi obrazkami i te- niestety ciągle mi towarzyszą. Lubań to nieszczęsne miasto. Nie ma niestety dobrych włodarzy, ludzie też, czasem myślę- kompletnie mający w rzyci co się tu dzieje. A już najmniej z drzewami. Mnie już męczy ta walka, chodzenie, gadanie, pisanie pism. Jestem już wypruta. Na wołania w eter- może by coś razem, w jedności siła- echo. Echo odbijające się od ścian budynków, od dziur po wycinkach, po cięciach... Ech. 

PKP ostatnio zaszalało i wycięło kilometry zadrzewień, zakrzaczeń i wiekowych drzew w okolicy miasta i na trasie do Zaręby. W Lubaniu, oprócz wspomnianych, wyrżnięto dwa dęby pomnikowych rozmiarów. Stały już powyżej skarpy. Rzeźnicy zatrzymali się, być może po czyjejś reakcji, a może im paliwa zabrakło. Summa summarum, zostały dwa młodsze drzewa. Te o 300 cm średnicy- zginęły. Podobno po tym - delikatnie mówiąc incydencie, na wniosek władz miasta wycinki wstrzymano. 










Skarpy i prawo. Cóż, z tym ciężko, bo niestety prawo jest jakie jest i na dodatek zwiększono odległość, w której drzewa i  krzewy mogą być usuwane z 6 do 15 m. Takie przepisy obowiązywały do 2019 r. Teraz, wprowadza się je tłumacząc względami bezpieczeństwa. Ośnieżone drzewa mogą zwalić sie na torowisko lub trakcję i uszkodzić ją. Czym innym jest jednak myślenie na zapas czym innym bezmyślna rzeź. 

W dobie niedoboru pelletu- w sumie zastanawiam się czemu, skoro Lasy Państwowe rżną lasy dalej jak za poprzedniej ekipy na górze? Dokąd to drewno jedzie. Dalej do Chin, Niemców czy może gdzie indziej. A może ssanie na biomasę do elektrociepłowni jest większe i durnie pala lasami w wielkich piecach? Tak, panie, to jest ekologia. Nie jakiś tam brudny węgiel. 

Zakrzaczenia na skarpach chronią nasyp w tym gleby!przed spływem powierzchniowym i degradacją. Stanowią ochronę przed hałasem, są miejscem gniazdowania ptaków. Znacząco wpływają na dobrostan ludzi poprzez zatrzymywanie wilgoci. 
Krzewy robiły dobrą robotę. Za darmo!

Ale czy ktoś o tym myśli? Ktoś to planuje? Ktoś tym zarządza? 






Miasto Lubań wpisało w swoją strategię działania proekologiczne, oczywiście za wspomnianymi wycinkami stoi PKP, ale w samym mieście nie jest lepiej. Tnie się co rok drzewa w ramach- no właśnie- czego? Jak słyszę termin- pielęgnacja i ciecia pielęgnacyjne, dostaję piany na ustach. Pielęgnować można sobie włosy, paznokcie. A nie ciąć- jeszcze zwykle dzięki panom, co maja piły, ale zero wiedzy i szkoleń, drzewa dzikie, którym cięcia przynoszą więcej szkody niż pożytku. 
Drzewa po takich akcjach zwykle cierpią, nierzadko maja zaburzona statykę, nie wspominając już o tym, że coroczne ciachanie nie wpływa na ich zdrowotność. Ale może o to chodzi? Ciach co roku, i wreszcie! można wyciąć. 
Będąc kiedyś z pismem odnośnie nieprzestrzegania zasad ochrony drzew w miejscu inwestycji, pani z urzędu powiedziała rozbrajająco- Co mam zrobić, pani mówi, że drzewa szkoda, a przychodzą mieszkańcy i każą ciąć. Że liście lecą, że ciemno, bo gałęzie okna zasłaniają. To tniemy... I to się nazywa bycie dobrym urzędnikiem...

Włodarze w ogóle mają super pomysły i nie odbiegają od średniej polskiej. Niszczy się enklawy dzikiej przyrody w miastach i tworzy kalekie parki, o zgrozo nazywane bioróżnorodnymi. Bo przecież- człowiek wie jak ma ta bioróżnorodność wyglądać. Lubań będzie miał piękne planty, z łąkami kwietnymi, domkami dla owadów. A przedtem wytnie się brzydkie krzaczory, samosiewy i drzewa z dupy, a nasadzi piękne, wybrane przez człowieka, dla ludzi. Takie jak trzeba. Przepraszam, zagotowałam się, cóż nie znam się, nie doceniam. A tam nawet były bobry, może będą dalej. A jak  nie- to lepiej, bo bobry chyba wszystkiemu winne. A jak nie- to patrz wyżej. Bóbr. 

Jak ma wyglądać to wszystko zamiast dzikich krzaków i błocka- fuj! Możecie zajrzeć do linku na stronie oficjalnej. W pracach nad ujarzmianiem ohydy rzeczki brały też udział nasze kochane gwiazdy- czyli Polskie Wrzody. Nie tak się to pisze? Oj, przepraszam, taka mała literówka. Poprawie jak znikną.

https://www.lubanski.eu/luban-rusza-budowa-kolejnego-etapu-miejskich-plantow/

Ręce mam już opadnięte jak u maupy, ale podnoszę się. Padam i podnoszę. Pomaga joga. Inaczej już bym chyba połączyła się ze Wszechświatem, na co liczę w ostateczności, ale może jeszcze parę żyć mam przed sobą. I walki. 
Dlatego nie ustaję w nawoływaniu. Gadaniu. I chyba wracam do pisania. 

21 marca w ramach ogólnopolskiej akcji Nasz Wspólny Las 2026 organizuję spacer przyrodniczy z elementami kąpieli leśnej po ścieżce edukacyjnej Boberek w Olszynie Dolnej. Będzie trochę wiedzy, oddychania, ale i uważnego bycia w naturze. Kto blisko- zapraszam! Ruszamy o 11,00. W razie zapytań piszcie priw. 

Wspólny Las

A jak było tam jesienią? Oto parę fotek.