Poprzednie mieszanie gliceryny z olejami i olejkami poskutkowało wzrostem endorfin mych. Nieuniknione było, że - raz- endorfiny podniosły się u pani E. i kilku jeszcze innych.
Potem juz poszło. Dwa- zapotrzebowanie na endorfiny u N.- uruchomiło moje endorfiny.... I tak cykl się zamyka. Robię-endorfiny- wędrują- endorfiny. Gdyby tak mogło wygladać życie! Byłoby ciagłym hajem. A tak nie może być. Glicerynę bym jadła czy co...?
Deska darów jesieni
I chcętnych na nie sporo. Kosy. Zwykle pojawiają sie u nas dopiero na wyżerke jesienną.
Na ogniki, kalinę, aronię. No i na zimowe dokarmianie- jak się zdecydujemy.
Mają wtedy jabłłka nadziane na gałęzie. Co ciekawe, oprócz kosów, z jabłek korzystają także chętnie sikory modre.
Ogólnie to w przydomowych chaszczach- pełno jedzenia. Nasiona czekają. U mnie nie ma porządków jesiennych. Zostawiam zaschnięte kwiatostany, puste grube łodygi- jak baldaszkowatych kozłków, liście zamiatamy pod żywopłoty, tworzymy z nich kupy koło płotu.
Ziemia naturalnie nie jest goła. Naturalnie chroniona jest przez roślinność, darń, a potem z czasem obumierające łodygi, liście. To normalne, że coś żyje, umiera i trafia do ziemi. Cykl zamknięty. Tylko człowiek robi z tym zamieszanie i wszystko psuje.
Najsmieszniej, a może- najstraszniej, że wymyśla do tego swoje fantastyczne teorie- jesienne sprzątanie ogrodu, jesienne porządki. Jakie porządki? Dla kogo? Bo na pewno nie dla mieszkańców ogrodu i nie dla samej żywej przestrzeni.
Na suchych kwiatostanach żerują ptaki- od wróbli i mazurków po szczygły i sikory.
Ja staram się nie sprzątać. Jedyne co zrobiłam do tej pory to podziekowałam melisie. Za dużo jej, zbyt zachłanna i zaborcza.
Czytam dużo. Niemiennie. W trakcie kilku książek na raz.
I w tym temacie- temacie buddyzmu wg dawnej tradycji Theravada czytam książki. Już wiem, że buddyzm nie jest mój na sto procent, bo jednak ja mam poczucie, że jest Coś większego niż ja i o wsparcie Tego się modlę, z mocą Tego pracuję z Reiki. Choć akurat w tym ostatnim wiara, że jest Bóg nie jest potrzebna, co ciekawe.
Wracajac do lektury- teraz akurat Jeszcze w tym życiu Sayadaw U Pandity, zatrzymałam się w jednym miejscu i nie poszłam dalej, tylko mnie to wywróciło na chwilę. Dotarło też do mnie, że nie jest ze mną łatwo. Nie przyjmuję wszystkiego jak leci. Nie nadaję się do zbiorowego myślenia. Jeśli coś mi haczy- zaczynam się zastanawiać. Nie łykam jak pelikan.
W refleksjach nad stanami niedoli w rozdziale o Siedmiu Czynnikach Przebudzenia, autor pisze o zwierzętach. I o tym, jak nieszczęśliwe życie wiodą, w porównaniu z nami, ludźmi, którzy mamy wolę a wiec możliwość rozwoju i oświecenia. Nie ma nic w tym zdrożnego, wszak Budda był człowiekiem, a jednak pisanie o tym, że -
Istnieje kilka rzeczywistości ponownych narodzin, które są godne pożałowania. Spośród nich najłatwiej będzie ci zaobserwować , a zatem i uznać, istnienie świata zwierzęcego. Zastanów sie nad zwierzętami, na ziemi, w morzu i w powietrzu. Czy którekolwiek z nich tworzy korzystną kammę- działania wolne od potępnienia?
Oczywiście, powinno mi zależeć, żeby nie spaść w ciało nieludzkie, a jednak- znając odkrycia badaczy, aktualną wiedzę, sama sporo obserwując, zżymam się i nie traktuję poważnie takich treści.
Ignorancja, o której tak często wspomina się w buddyźmie i jodze. Ignorancja wiedzy, która poszła na przód.
Wiemy, że drzewa potrafią podkarmiać mniejsze osobniki i juz nikt normalny nie krzyczy, że światem wszelkiego żywego, stojacego niżej stworzenia żądzi konkurencja i wyzysk słabszych.
Jest zapewne ważne to, jak czujemy inne stowrzenia. A ja zawsze czułam z nimi większoą więź. Odczuwanie na poziomie ciała- energetycznie doszło z czasem. Nie wstydzę sie tego pisać. Tak jest. Wszak jesteśmy energią. Wszyscy. Nawet z gruntu martwe- kamienie, minerały. Nie każdy sie do tego dostraja, nie każdy ma wrażliwosć. Nie musi. Tak jak ja nie muszę być na to wszystko obojętna.
Czytam, zastanawiam się. Rozmyślam. Trawię. Ale też, coraz więcej staram sie czuć. Czy to co czytam jest moje. Tak ładnie, w nowomodzie stoi napisane- czy to ze mną rezonuje?
To, czy coś jest częścia mnie, dotykam podczas chwili- czasem dłużej, badając odczucie z ciała.
Wiecie- taka odpowiedź. I sumie zawsze to działa. Nauczyłam się także tego, że nie wszystko musi być na 100 procent. Że czasem nie msuimy się dopinać na ostatni guzik, bo nam gały wyjdą.
Nie chodzi o komformizm, ale o ten kij od szczotki, który część z nas ma w tyłkach. Ten, który czasem nie pozwala na spojrzenie w bok, na zaniechanie, na wziecie oddechu i rozluźnienie. Odpuszczenie.
Co to ma wspólnego z wątkiem o zwierzętach? Myślę, że w tym, że poszukując czasem potwierdzenia swoich przemyśleń możemy nie znaleźć ich w pełni, może tylko kawałek. Jak napisałam- nie nadaję się na potakiwaczkę. Musze poczuć czy to moje. Nie moja jest religia, w której człowiek jest panem stworzenia i czyni Ziemię sobie poddaną. W buddyźmie też nie do końca się odnajduję -choć jeszcze mało przeczytałam.
Joga ze swoimi zasadami życia jest mi bardzo bliska i coraz bardziej chylę czoło, choć... w starych pismach kobiety miały nie do końca tyle samo praw co mężczyźni. A więc?
Czuj to i sam odpowiedz sobie czy to Twoje.
Poniższa fotka dla rozluźnienia po tych mądrościach. Ja i moja joga 😂













