Nie moi drodzy- to nie będzie post o kaweczce, "krosancie" czy innej tam babeczce z konfiturą z róży.
 |
| 123rffoto.com |
Wychodzi sobie, jak co dzień, Tupaja obarczona słodkim, zdaje się już 12 kg ciężarem starszego Absorbera, z klatki schodowej. Wcześniej pokonując 4 kondygnacje.
Torba Absorbera, z ciuszkami na zmianę, przewieszona na "krzyż", co by nie spadać i nie dodawać jej "wqrwu" tak zwanego, ale- jak to torba- musi- bo inaczej będzie nieszczęśliwa- jakoś tak sprytnie uderzyć, albo majtać się przy biodrze....
WRRRR!
 |
| Diabeł tasmański (interia.pl) - Chyba tak wyglądam, jak się wściekam... |
Młody na lewym biodrze, ręka lewa już ma większy biceps niż prawa, skrzywienie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym pogłębia się, bo zamiast zmieniać rękę, to Tupaja uparcie Młode na lewym biodrze nosi...
Oczywiście poddusza tupajowe gardło torba druga.
Torba prywatna. Z paszą do pracy, z kalendarzem książkowym, z innymi tam rzeczami, które- jako- bądź co bądź kobiecie, którą czasem bywam (sic!), starymi paragonami, gazetą, którą mam poczytać, a nie czyta, bo czasu brak.....
Torba ta, ma także cechę złośliwą i dziwnie Tupai znaną, plątania się, bo jej cielsko przygrube, wyciąga pasek i torbiszcze to po prostu czyni wiele, by Tupaję w sposób bezinteresowny wpienić...
Do tego kurtka!
O- to to dopiero jest zaraza!
Fikuśne zapinki na mankietach.. Odpinają się same z siebie. Częstotliwość z jaką to czynią jest dodatnio skorelowana ze stopniem wqrwienia Tupai i jej spóźnieniem.
Dalej- następuje kolejny etap utrudniania życia przez kurtkę....: pakowanie Młodego do fotelika samochodowego.
Jako, że Fox ma wymontowane przednie siedzenie pasażera, ładuje się Tupaja na tylne, z Młodym i sadowi go na foteliku. Z reguły wije się przy tym Tupaja, bo musi uważać na głowę, potem na plecy, następnie- żeby młodym za bardzo nie majtać....
Do tego czasu kurtka seksownie się podnosi do góry, obnażając odcinek krzyżowy tupajowych pleców, które nie zawsze okryte są podkoszulkiem czy sweterkiem jakimś.
Uff...Młody siedzi.
Zwykle wtedy Tupaja wysiada, parę razy "uffnie", bo się już zgrzała, zamyka drzwi i wsiada, jak na kierowcę przystało korzystając z odpowiednich już drzwi.
Ale dziś nie było to mozliwe.
A to za sprawą jakiegoś kogoś, kto wcisnął swoje piękne nowe autko koło leciwego Foxa, uniemozliwiajac Tupai wejście od strony kierowcy.
Od porodu mojego minęło już niemal 9 ms.
Jestem raczej z tych - jak to mawiają myśliwi- "sarenek".
Znaczy powróciłam do swojego rozmiaru i masy ciała sprzed ciąży i konstytucja mojego ciała raczej sucha niż limfatyczna, że tak się wyrażę.
Jednak i ja mam swoje ograniczenia w wiciu się przy wchodzeniu przez drzwi samochodu....
Tu nie dałam rady więc cała drogę przed kierownicę pokonałam od strony pasażera. Trochę mi się nogi plątały, no bo...długie takie mam raczej, urwałam ze dwa brzydkie słowa (przez zęby, co by Nalot nie słyszał) i postanowiłam opuścić parking.
Ha, chciałoby się!
Nie mam składanych lusterek.
Nie wiem czy posiada je auto, które tak przytuliło sie do mojego.
...Najpierw powoli "jak żółw ociężale, ruszyła maszyna (...), ospale...". Wycofałam. Pomału.
Z zegarmistrzowska precyzją, żeby tego wypasionego gniota nie zarysować, że nie wspomnę o Foxiuniu. Wyjechałam na osiedlową uliczkę i już wywijałam, żeby ruszyć przed siebie, kiedy to kolejny palant, dumnie nazywany człowiekiem, nie mogąc zaczekać ani chwili dłużej, niemal się wpierdzielił na mnie.
No kuźwa, nie może taki zbitek aminokwasów poczekać...??
Mam dziś dzień pod znakiem "pań lekkich obyczajów"- tylko, że więcej wiązanek w myślach rzucam, bo Młody w aucie.
Z miłych akcentów rozpoczynających dzień to wyróżnienie od Pantery.
Dziękuję serdecznie!
Tak poza tym to powrót zimy.
Lubin zasypany.
Ciekawe ile śniegu w Paszowicach...?
Pewnie przynajmniej "po jajka garipowe". Nowa jednostka miary pokrywy śnieżnej :)