.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 czerwca 2013

100 członków. I nic, a nic o erotyce :)

Nie, nie, moi mili.
Nie będzie żadnych wyuzdanych tekstów.
Amaranta- jako setna, zapisała się jako mniej-lub częściej depcząca po ścieżkach tupajowych....
Pozdrawiam serdecznie!

Wszystkim czytaczom, prężącym się przed monitorami, z fal(l)ującymi palcami po klawiaturze swych komputerów, lapków czy też innych zdobyczy techniki, stającym twarzą w twarz z codziennością tupajową,o wilgotnych od wzruszeń mych przemyśleń oczach, by po wybuchu intensywnych uczuć po lekturze opaść wyczerpanymi i szczęśliwymi....- wiele dobrego, a dobrym- najlepszego!


P.S.
Jeden z uczestników oglądactwa się wypisał.Ponieważ post trąci erosem.
I cóż. Mam 99...Buuuuuuu..........
Chyba pójdę w pokrzywy się wychłostać.












wtorek, 25 czerwca 2013

Raz jeszcze deszcze i ciekawy blog do poczytania

Nie tylko u nas armagedon związany z przepiękną aurą.
Kretowata hula Miśkiem niczym amfibią , a ja się z domu nie ruszam, bo- po pierwsze primo- nie mam czym, bo Kamax Foxiuniem moim teraz jeździ, a po drugie primo- deszcz wali z nieba hektolitrami, że nawet gdybym ośmieliła się wyjść na dłużej z domu, wypadałoby wziąć chyba jakiś żel pod prysznic i gąbkę. 
Byłoby dwa w jednym. Wyjście po sprawunki i prysznic.
Zimny do tego, bo rtęć powędrowała aż do 12 kreseczki.

Psy rano wyciągałam na sikanie siłą.
Na naszym bagnie woda stagnuje już do kostek.
Ze studni zalanej wylewa się....prawie jak z kogoś zalanego,ale nie wodą.

Moje donice z kwiatkami, które wystawiłam przed drzwiami, przeżywają stres wymywania  ich gleby w donicach.
Niedługo chyba zostanie największa frakcja kamyczków, a wszelkie ilaste spłyną...
Ale co tam....
Najwyżej posadzę coś, co lubi kamieniste podłoże, he he...pionierów jakichś.

Tak sobie poczytałam blogi- w międzyczasie robiąc szybką sałatkę z kurczakiem i makaronem- i dziś w Goleniowie  tekst, który przytaczam w całości, a samego bloga polecam serdecznie.

Oddam dziecko w dobre ręce

"Oto list jaki mógłby przyjść na adres jakieś placówki opiekuńczo wychowawczej na terenie naszego kraju :
 Szanowni Państwo
 Serce mi się ściska ale jestem w sytuacji bez wyjścia. Poszukuje nowego domu dla mojego 10 miesięcznego dziecka. Razem z nami mieszka też nasz ukochany sześcioletni pies racy labrador o imieniu Max.. Piesio jest  oczkiem w głowie, wielka radością i pociechą w trudnych chwilach. Niestety od czasu gdy na świat przyszło dziecko Max źle znosi jego obecność, z dnia na dzień staje się smutniejszy , gaśnie w oczach. Pojawiły się objawy alergii na ślinę malca, który raczkując zanieczyszcza podłogę , po której chodzi piesek. Dziecko zabiera mu zabawki, wchodzi do jego kojca , odbiera mu poczucie bezpieczeństwa. Ostatnio nawet nasze dziecko pociągnęło Maksa za ucho. Boimy się o jego zdrowie i życie. Mąż właśnie stracił pracę i zaczyna nam brakować na jedzenie dla psa. Teraz zdaję sobie sprawę , że decyzja o przyjściu na świat dziecka była nieprzemyślana ale stało się. Jeśli Państwo nie mogą zająć się dzieckiem to proszę o wskazanie miejsca gdzie mogłabym je zostawić.
Z Wyrazami Szacunku".
 
 
Sama mam dwa psy i dwoje Absorberów.
I jedne, i drugie wymagają troski.
Niestety- przyznam bez bicia, że dzieci na razie bardziej mnie absorbują, co wywołuje u mnie wyrzuty sumienia, bo wiem, że powinnam dać siebie więcej psom. 
Psom, które do domu wzięłam, odpowiedzialnie, z pełna świadomością.

Jednak nigdy nie pomyślałabym, że mogę oddać któreś z nich, bo narodziły się dzieci.
A w wielu domach tak to niestety wygląda.
Pies idzie na ulicę (w najlepszym wypadku), bo państwo ma nowe istotki do przytulania.




wtorek, 30 kwietnia 2013

Statystyka, panie! Statystyka!



Tak sobie piszę te swoje dyrdymały i oprócz tego, że chyba powinnam- po przeanalizowaniu treści, swój blog zaliczyć do blogu matek, to nachodzą mnie czasem ciekawe przemyślenia kto trafia tu do mnie  i za czym. 
Dzięki statystykom widzę kto mnie ogląda i czego szuka. 
Czasem jednak są to dziwne treści, no może treści nie dziwne, ale że trafia ktoś z tym do mnie?
Oczywiście nazwa bloga króluje, ale drugą lokatę ma obcy, a trzecią- jak widać.


Wyszukiwane słowa kluczowe

WpisLiczba wyświetleń
ostoja tupai
336








obcy
203








ranking karm dla psów 2012
92








jajka
90








kura
84








przecz diatowa
68








ranking karm dla psów
56








kątnik domowy większy
49








chwasty w trawie
32








łoś
23









Z "przeczą diatową" jest ciekawa historia. Zaintrygowało mnie to.
Wygooglałam i znalazłam ciekawą historię (tu za wikipedią):
"Tragedia na Przełęczy Diatłowa wydarzyła się w nocy, 2 lutego 1952 roku, na wschodnim stoku góry Cholat Sjakl (Холат Сяхл) w północnej części Uralu. Dziewięcioro uczestników studenckiej wyprawy w góry Uralu poniosło śmierć w niewyjaśnionych ostatecznie do dziś okolicznościach. Na cześć przywódcy wyprawy, Igora Diatłowa, przełęcz, gdzie doszło do tragedii, nazwano Przełęczą Diatłowa."

Ciekawie jest też o tym tu .

Czasem jednak pojawiają się kwiatki w stylu:

Najciekawsze typy:

co to jest sekvoje w smolensku
1








cycate
1








czy rybiki chodza po ludziach
1
ochwat u hucuła
1








owady ryjące
1


Co mają do mnie cycate (?) i Smoleńsk- nie wiem...Ale cieszę się, że świat dowiedział się, że lubię rybiki :)

środa, 6 lutego 2013

Tupajowe przyjemności poranne.

Nie moi drodzy- to nie będzie post o kaweczce, "krosancie" czy innej tam babeczce z konfiturą z róży.

123rffoto.com
Wychodzi sobie, jak co dzień, Tupaja obarczona słodkim, zdaje się już 12 kg ciężarem starszego Absorbera, z klatki schodowej. Wcześniej pokonując 4 kondygnacje.
Torba Absorbera, z ciuszkami na zmianę, przewieszona na "krzyż", co by nie spadać i nie dodawać jej "wqrwu" tak zwanego, ale- jak to torba- musi- bo inaczej będzie nieszczęśliwa- jakoś tak sprytnie uderzyć, albo majtać się przy biodrze....


WRRRR!
Diabeł tasmański (interia.pl) - Chyba tak wyglądam, jak się wściekam...


Młody na lewym biodrze, ręka lewa już ma większy biceps niż prawa, skrzywienie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym pogłębia się, bo zamiast zmieniać rękę, to Tupaja uparcie Młode na lewym biodrze nosi...
Oczywiście poddusza tupajowe gardło torba druga. 
Torba prywatna. Z paszą do pracy, z kalendarzem książkowym, z innymi tam rzeczami, które- jako- bądź co bądź  kobiecie, którą czasem bywam (sic!), starymi paragonami, gazetą, którą mam poczytać, a nie czyta, bo czasu brak.....
Torba ta, ma także cechę złośliwą i dziwnie Tupai znaną, plątania się, bo jej cielsko przygrube, wyciąga pasek i torbiszcze to po prostu czyni wiele, by Tupaję w sposób bezinteresowny wpienić...

Do tego kurtka!
O- to to dopiero jest zaraza! 
Fikuśne zapinki na mankietach.. Odpinają się same z siebie. Częstotliwość z jaką to czynią jest dodatnio skorelowana ze stopniem wqrwienia Tupai i jej spóźnieniem.

Dalej- następuje kolejny etap utrudniania życia przez kurtkę....: pakowanie Młodego do fotelika samochodowego. 
Jako, że Fox ma wymontowane przednie siedzenie pasażera, ładuje się Tupaja na tylne, z Młodym i sadowi go na foteliku. Z reguły wije się przy tym Tupaja, bo musi  uważać na głowę, potem na plecy, następnie- żeby młodym za bardzo nie majtać....
Do tego czasu kurtka seksownie się podnosi do góry, obnażając odcinek krzyżowy tupajowych pleców, które nie zawsze okryte są podkoszulkiem czy sweterkiem jakimś.

Uff...Młody siedzi.

Zwykle wtedy Tupaja wysiada, parę razy "uffnie", bo się już zgrzała, zamyka drzwi i wsiada, jak na kierowcę przystało korzystając z  odpowiednich już drzwi.
Ale dziś nie było to mozliwe.
A to za sprawą jakiegoś kogoś, kto wcisnął swoje piękne nowe autko koło leciwego Foxa, uniemozliwiajac Tupai wejście od strony kierowcy.

Od porodu mojego minęło już niemal 9 ms. 
Jestem raczej z tych - jak to mawiają myśliwi- "sarenek". 
Znaczy powróciłam do swojego rozmiaru i masy ciała sprzed ciąży i konstytucja mojego ciała raczej sucha niż limfatyczna, że tak się wyrażę.
Jednak i ja mam swoje ograniczenia w wiciu się przy wchodzeniu przez drzwi samochodu....
Tu nie dałam rady więc cała drogę przed kierownicę pokonałam od strony pasażera. Trochę mi się nogi plątały, no bo...długie takie mam raczej, urwałam ze dwa brzydkie słowa (przez zęby, co by Nalot nie słyszał) i postanowiłam opuścić parking.

Ha, chciałoby się!
Nie mam składanych lusterek.
Nie wiem czy posiada je auto, które tak przytuliło sie do mojego.

...Najpierw powoli "jak żółw ociężale, ruszyła maszyna (...), ospale...". Wycofałam. Pomału. 
Z zegarmistrzowska precyzją, żeby tego wypasionego gniota nie zarysować, że nie wspomnę o Foxiuniu. Wyjechałam na osiedlową uliczkę i już wywijałam, żeby ruszyć przed siebie, kiedy to kolejny palant, dumnie nazywany człowiekiem, nie mogąc zaczekać ani chwili dłużej, niemal się wpierdzielił na mnie.
No kuźwa, nie może taki zbitek aminokwasów poczekać...??

Mam dziś dzień pod znakiem "pań lekkich obyczajów"- tylko, że więcej wiązanek w  myślach rzucam, bo Młody w aucie.

Z miłych akcentów rozpoczynających dzień to wyróżnienie od Pantery.
Dziękuję serdecznie!

Tak poza tym to powrót zimy.
Lubin zasypany.
Ciekawe ile śniegu w Paszowicach...?
Pewnie przynajmniej "po jajka garipowe". Nowa jednostka miary pokrywy śnieżnej :)


piątek, 25 stycznia 2013

Jutro Stuknięty Roczek.

Jutro minie rok, jak zaczęłam pisać bloga.
Czy jestem zadowolona?
Chyba tak.
Jak się mnie czyta? Sami sobie odpowiedzcie...
Uważam, że w miarę, choć styl czasem zbyt barokowy...Może jeszcze mi trochę ogłady literackiej brakuje.

Naprzeciw wszystkim, którzy mówią mi, ze to strata czasu i zwykła fanaberia- odpowiem- oj tam, oj tam!

Pozdrawiam Was!



To ja- młodsza przynajmniej o trzy lata, z gąsienicą Mimas tiliae.