Lato juz w odwrocie, ale to nie żadne novum. Pięknie jest- rześko z rana, potem- różnie, zimne noce. Dojrzałe aronie, bzy czarne, ogniki- czekają na ptaki, na podżeranie przedzimowe. Są i winogrona, o które lekko walczę, bo soku bym się z nich napiła.
Wyczekuję wyprawy w las, na grzyby, pająki krzyżaki i porozwlekane lepkie pułapki z ich kadziołków przędnych- oby nie na twarzy. Na razie czekam.
Przestrzeń przydomowa czeka na mnie. Jakis czas brakowało mi czasu na działania, a jest tego trochę, bo pragnieniem jest zmiana składu gatunkowego dzikiej- o jak dzikiej! rabaty pod śliwką. Patelnia słoneczna, glina, sucho dość. Poziomki - te nie owocujące w natarciu- jak nawłoć pozerajace każdy skrawek przestrzeni- musze okiełznać. Nie daje rady ruta. Do tego- cudownie piękna pożyteczna lebiodka, ale borówki ledw zipią. Nie ma to tamto- porządek lekki muszę zrobić. Smotrawy młode przesadzić. Okiełznać walerianę, bo zarastam w niej- czy to tak mi potrzebne ziele, że go u mnie tyle?
Wracając ze Sztygarowa obserwowałam rowy pogłębione z wielką zaciekłością. Tak wielką, że drzewa przy nich rosnące mają obrąbane korzenie. Kto by się dzrewami i ich korzeniami przejmował, prawda? Uschnie- a uschnie w końcu- będzie jednego zabójcy kierowców mniej.
Okropne. Dużo medytować. Mantrować. Chyba tak trzeba. Inaczej powracam do źródła. A ono metne i pełne złego.
Ten rok zaczął się smutnymi obrazkami i te- niestety ciągle mi towarzyszą. Lubań to nieszczęsne miasto. Nie ma niestety dobrych włodarzy, ludzie też, czasem myślę- kompletnie mający w rzyci co się tu dzieje. A już najmniej z drzewami. Mnie już męczy ta walka, chodzenie, gadanie, pisanie pism. Jestem już wypruta. Na wołania w eter- może by coś razem, w jedności siła- echo. Echo odbijające się od ścian budynków, od dziur po wycinkach, po cięciach... Ech.
PKP ostatnio zaszalało i wycięło kilometry zadrzewień, zakrzaczeń i wiekowych drzew w okolicy miasta i na trasie do Zaręby. W Lubaniu, oprócz wspomnianych, wyrżnięto dwa dęby pomnikowych rozmiarów. Stały już powyżej skarpy. Rzeźnicy zatrzymali się, być może po czyjejś reakcji, a może im paliwa zabrakło. Summa summarum, zostały dwa młodsze drzewa. Te o 300 cm średnicy- zginęły. Podobno po tym - delikatnie mówiąc incydencie, na wniosek władz miasta wycinki wstrzymano.
Skarpy i prawo. Cóż, z tym ciężko, bo niestety prawo jest jakie jest i na dodatek zwiększono odległość, w której drzewa i krzewy mogą być usuwane z 6 do 15 m. Takie przepisy obowiązywały do 2019 r. Teraz, wprowadza się je tłumacząc względami bezpieczeństwa. Ośnieżone drzewa mogą zwalić sie na torowisko lub trakcję i uszkodzić ją. Czym innym jest jednak myślenie na zapas czym innym bezmyślna rzeź.
W dobie niedoboru pelletu- w sumie zastanawiam się czemu, skoro Lasy Państwowe rżną lasy dalej jak za poprzedniej ekipy na górze? Dokąd to drewno jedzie. Dalej do Chin, Niemców czy może gdzie indziej. A może ssanie na biomasę do elektrociepłowni jest większe i durnie pala lasami w wielkich piecach? Tak, panie, to jest ekologia. Nie jakiś tam brudny węgiel.
Zakrzaczenia na skarpach chronią nasyp w tym gleby!przed spływem powierzchniowym i degradacją. Stanowią ochronę przed hałasem, są miejscem gniazdowania ptaków. Znacząco wpływają na dobrostan ludzi poprzez zatrzymywanie wilgoci. Krzewy robiły dobrą robotę. Za darmo!
Ale czy ktoś o tym myśli? Ktoś to planuje? Ktoś tym zarządza?
Miasto Lubań wpisało w swoją strategię działania proekologiczne, oczywiście za wspomnianymi wycinkami stoi PKP, ale w samym mieście nie jest lepiej. Tnie się co rok drzewa w ramach- no właśnie- czego? Jak słyszę termin- pielęgnacja i ciecia pielęgnacyjne, dostaję piany na ustach. Pielęgnować można sobie włosy, paznokcie. A nie ciąć- jeszcze zwykle dzięki panom, co maja piły, ale zero wiedzy i szkoleń, drzewa dzikie, którym cięcia przynoszą więcej szkody niż pożytku. Drzewa po takich akcjach zwykle cierpią, nierzadko maja zaburzona statykę, nie wspominając już o tym, że coroczne ciachanie nie wpływa na ich zdrowotność. Ale może o to chodzi? Ciach co roku, i wreszcie! można wyciąć. Będąc kiedyś z pismem odnośnie nieprzestrzegania zasad ochrony drzew w miejscu inwestycji, pani z urzędu powiedziała rozbrajająco- Co mam zrobić, pani mówi, że drzewa szkoda, a przychodzą mieszkańcy i każą ciąć. Że liście lecą, że ciemno, bo gałęzie okna zasłaniają. To tniemy... I to się nazywa bycie dobrym urzędnikiem...
Włodarze w ogóle mają super pomysły i nie odbiegają od średniej polskiej. Niszczy się enklawy dzikiej przyrody w miastach i tworzy kalekie parki, o zgrozo nazywane bioróżnorodnymi. Bo przecież- człowiek wie jak ma ta bioróżnorodność wyglądać. Lubań będzie miał piękne planty, z łąkami kwietnymi, domkami dla owadów. A przedtem wytnie się brzydkie krzaczory, samosiewy i drzewa z dupy, a nasadzi piękne, wybrane przez człowieka, dla ludzi. Takie jak trzeba. Przepraszam, zagotowałam się, cóż nie znam się, nie doceniam. A tam nawet były bobry, może będą dalej. A jak nie- to lepiej, bo bobry chyba wszystkiemu winne. A jak nie- to patrz wyżej. Bóbr.
Jak ma wyglądać to wszystko zamiast dzikich krzaków i błocka- fuj! Możecie zajrzeć do linku na stronie oficjalnej. W pracach nad ujarzmianiem ohydy rzeczki brały też udział nasze kochane gwiazdy- czyli Polskie Wrzody. Nie tak się to pisze? Oj, przepraszam, taka mała literówka. Poprawie jak znikną.
Ręce mam już opadnięte jak u maupy, ale podnoszę się. Padam i podnoszę. Pomaga joga. Inaczej już bym chyba połączyła się ze Wszechświatem, na co liczę w ostateczności, ale może jeszcze parę żyć mam przed sobą. I walki.
Dlatego nie ustaję w nawoływaniu. Gadaniu. I chyba wracam do pisania.
21 marca w ramach ogólnopolskiej akcji Nasz Wspólny Las 2026 organizuję spacer przyrodniczy z elementami kąpieli leśnej po ścieżce edukacyjnej Boberek w Olszynie Dolnej. Będzie trochę wiedzy, oddychania, ale i uważnego bycia w naturze. Kto blisko- zapraszam! Ruszamy o 11,00. W razie zapytań piszcie priw.
Nie będę się zanadto rozwodzić, ale to był weekend!
Lubański Dom Kultury obchodzi w tym roku swój jubileusz 80 lat istnienia. Sporo się dzieje, spektakle,
recitale i koncerty. Niewiele do tej pory z tego korzystałam, bo ciągle cos, albo nie dla mnie - ale ten koncert był mój. Leszek Możdżer. Jak wiecie to jeden z moich ulubionych muzyków i kompozytorów jazzowych, ponadto nieprzeciętny Człowiek, myślący bardzo podobnie jak ja, kierujący się podobnymi wartościami. Rzutem na taśmę zdobyłam bilet i w sobotni wieczór zasiadłam na sali. On- jak zwykle boso, piękne aranżacje utworów- zarówno jego kompozycji, jak i Komedy czy Danielssona. Urokliwe dygresje dotyczące życia, wartości- uwielbiam w nim to. Kiedy okazało się, że podpisuje płyty, kupiłam jedną z niewielu których nie posiadam i - stanęłam po autograf, a znajoma zrobiła mi pamiątkowe zdjęcie. Chwila rozmowy. Cudowny wieczór!
Sobota porankiem i południem - spędzona za granicą, w szkółce drzew i roślin ozdobnych w Lobau. Przywieźliśmy 5 jabłonek, które zostaną posadzone zamiast paru leszczyn. Miejscówka ładnie zorganizowana, dzień otwarty- sporo ludzi, ale było w czym wybierać. Postawiliśmy na złote renety, jest i parę wcześniej dojrzewajacych- do zapylania dobranych odmian lokalnych. Na stołach wyłożono kilkadziesiąt odmian jabłek, grusz. Wyglądało to przepięknie. Spokojnie można było obwąchać i pooglądać. Ceny- cóż, za drzewka wysokie na 1,8 trzeba zapłacić 34 euro. Starsze są dyszkę droższe. Jeśli kto ciekawy miejsca to klik do szkółki
Dziś- nie gorzej, spotkanie ze znajomymi w Pobiednej i spacer. Piękna jesień na pograniczu polsko- czeskim.
Zauważam u Absorbera Trzeciego lekki pociąg do artyzmu. I dobrze. Zrównoważą się kierunki praktyczne z klasycznym oderwaniem od przyziemi. Kazał mi sfotografować obraz poniżej, bo mu się podobało. Oto obiekt:
Ostatnie dni skąpane są w mroźnej, wyżowej aurze. Podoba mi się to. Dziś obudziła mnie szadź. I stwierdziłam, że było to dobre.
Na minusie jakieś 6, w nocnym przytupie chyba z 9. Szkoda, że białe nie leży. Byłoby dobre.
Dziś dokonałam Udoskonalenia siebie. Po wielkim wkurwie, że jednak pewien człowiek uzyskał co chciał i wiąże się to z unicestwieniem ponadstuletniego jesiona- doznałam umocnienia w swojej Mocy. Cóż, kto mnie zna- wie, kto nie- kto wie...
Świat przyrody jest piękny, zadziwiający, czasem nie bardzo, bo jak go znasz to wiesz czemu. Czemu to teraz częste pytanie w Nowym. Tym razem i ja nie wiem dokładnie czemu, ale jest. Skręcenie na gałęzi. Żywej.
Polski złotokap na etapie kwitnienia, ale tylko wystawione na ciepłe Słońce gałęzie. Leszczynowe qutaski suszę i mam na napar dla Absorbera3, ale i starsze niekiedy wypiją. Wzmacnia, dobry też na nerki - przeciwzapalnie, także na gardło. Na prostatę także, to chyba na wszelki wypadek...;)
Po dwunastej mija w miarę leniwe przedpołudnie. Zaczyna się pęd ku wieczorowi, utkany z karmienia drobiu, wypuszczania, wpuszczania, wymian wody, wietrzenia pompona, czesania, podkarmiania sikor, wróbli i mazurków, napełniania misek sukom, kotkom, jeżom- jak znów się obudzą. Potem już tylko rozpalanie, przytulanie, zabawa, rozmowa, doglądanie ognia, karmienie, gotowanie, parzenie, szatkowanie, doprawianie, słodzenie miodem, długie gotowanie czagi....
Idzie zmiana pogody....
Dziefczynki i Biegusy plus dwaj kawalerowie póki co skąpani w słońcu
Umrze niebawem Dorosłe Co Wiele Widziało, a blisko mnie taki... może 2-3 latek
Ileż lat trzeba. Ile to zasług? Wiele. Nieprzecenionych. Niedocenionych.
Zaczynam przyzwyczajać się, że Drzewa za mną chodzą. W Tupajowisku było to samo. Więcej się siało niż sadziłam. Oczywiście inaczej mądrzy powiedzą, że to moje lenistwo czy bałaganiarstwo, bo pozwalam Rzeczy dziać się Samej. Tak. Tak właśnie idą za nami drzewa i zioła. Potrzebujemy się wzajemnie.