.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2022

Kto jest Twoim bohaterem i dlaczego ... Martyniuk.

 
Dziś nie o kwiatkach, ziółkach czy mydełkach.Ani nawet o owadach....

Wiele już widziałam, słyszałam także.
Ten kwiat jednak mnie pokonał. A znaleziony został u Absorberki w podręczniku do języka polskiego. 
Temat pochodzenia nazwisk. Bardzo ciekawy, można by gadać i gadać, ale tutaj- chyba lepiej pomilczeć. Przynajmniej przez chwilę.



To, że społeczeństwo idiocieje, na stanowisku głównodowodzącego ministerstwem głupoty- profesor z odwłoka- to już wiemy. Teoretycznie. 
Czas na praktykę.

Nie słucham disco polo.
Absorbery miały okazję dotknąć uchem tematu jeszcze w przedszkolu, gdzie - mimo, że ogólnie fajnie- ale na Dzień Rodziny poleciała ruda z zielonymi oczami czy też włosiem, a w pierwszej podstawowej dzieciaki przynosiły- niczym kupę na butach, słowa piosenki o polewaniu szampanem. 
Przełknęłam to, tłumaczyłam dzieciom, że to niskie loty i chłam, choć podkład i rytm pobudza do skoków i pląsów dzieci jak i prosty lud....
Cóż. Podobno o gustach się nie dyskutuje, ale zaraz, zaraz!
Nie w szkole. 

Nerw, nie tylko trójdzielny mnie bierze, kiedy widzę takie zadanie jak u Młodej. 
Czemu akurat ten kloc, Krawczyk też lotów wysokich nie zaliczał, ale uszanuję, przez wzgląd na miłe wspomnienia ze studniówki, gdzie i przy nim człowiek - tak dla jaj- się bawił.
Nikt jednak nie uczył o Krzysiu w szkole. Nie był on tematem rozkmin polonistycznych. 

Wśród nazwisk,  w ćwiczeniu mamy też Wysockiego. I w sumie mogłabym z czystym sumieniem zaliczyć go do kategorii, którą tfu!rca podręcznika zarezerwował dla Martyniuka i Krawczyka. 
Może młodsi nie wiedzą, ale moje pokolenie i starsi- bardzo dobrze.
I wcale nie wstyd, że Rosjanin. Bo teraz wszyscy Rosjanie to uje przecież. I Czechow, i Fiodor. Wysocki też. 

A Zenek jest swój, swój chłop i tak zrozumiale śpiewa. I prosto, tak w serce, rzekłby amator tego typu wytworków. I dobrze, niech taki sobie słucha. Tylko ja oczekuję od szkoły czegoś więcej.  

Choć może nie powinnam, bo widzę co u Absorberów się wyprawia. 
Równanie do dołu, czas poświęcany nie tym, którym trzeba. 
Bądź głupi, nie myśl- takich potrzeba rządzącym. 

A to- na podsumowanie. 




niedziela, 12 kwietnia 2020

Zbierając słońca pocałunki...


...cieszymy się wiosenną aurą. 
Pojedzeni świątecznie, ze spokojem, bo tylko on może nas uratować, otwarci na dobrą Energię i niedalekie zmiany. Duże zmiany.
Zbieramy siły ładując swoje akumulatorki, zasilając się energią Matki, energią swoją i Tego co Żyje, wymieniamy ją- wszak wszyscy jesteśmy połączeni :)

Wyzwanie to także część przestrzeni, w której teraz żyję.
Innej niż Tupajowiskowa, ale nie jest źle...Zakątków pro-owadzich też trochę, nieco powalczę o większe nisze dla nich, potem już same się ogarną.
Baza żerowa jest, będzie większa.

Z racji nowego budownictwa, dzikie pszczoły nie mają tu za wiele miejsc do życia, choć te, które żyją pomiędzy kamykami, czy też moje ulubione trzmiele- nie niepokojone - już zakładają gniazda w karpach trawnika pod żywopłotem.

Nie przepadam za mahoniami, a tu dość stare i potężne. Przekonały mnie jednak do siebie, bo kiedy teraz widzę uwijające się na nich trzmiele i pszczoły, a w gąszczu ich  kolczastych liści chowającego się rudzika- cieszę całym sercem!

W okolicy sporo drzew, których jeszcze nie zdążono wyrżnąć. U nas spory "sad" leszczyn i drzew owocowych więc uwijają się zięby zbierając sierść Maszy i Bonity do wyścielenia gniazd.
Są i szpaki, bo i sporo budek wisi, mazurki, wspomniany rudzik, pleszki, a jakieś 300 m od domu na małym zasychającym bagienku słychać było jeszcze do niedawna żurawie. Niedaleko, w pobliżu oczka śródpolnego gniazduje para kani rudych, które nierzadko przelatują ponad głowami...
Szczęście na wyciągnięcie ręki, na spojrzenie- wystarczy chcieć, otworzyć się. 


Wracając do dzikich zapylaczy, zrobiliśmy z Absorberami nasz lekko niedbały domek dla owadów. Powiesimy wyżej, bo na razie stoi na murawie, od południowej strony. Miła robótka, dzieciaki się cieszyły, choć nie na wiele im starczyło zapału- ale, warto młodziakom uzmysławiać pewne ważne sprawy. U mnie mają to za darmo ;)






Cóż poza tym?
Pomału zakwitają rośliny. Okazało się, ze i tu, na Nowym, jesteśmy w krainie ziarnopłonu wiosennego 



A Jagoda wreszcie zaczęła wychodzić z domu- oczywiście jeśli jestem w pobliżu, albo tylko na hyc! 



Kicia o wiele lepiej się zaaklimatyzowała. Została na stanowisku półdzikiego kota i zna już pewnie wszystkie okoliczne łąki i sąsiadów.
Jest i Czarna. Kotka, córka Szarej, która odeszła niedawno na nowotwór..




Zbieramy energię, spokój i siły. Staramy nie obklejać kupą złych myśli i niepotrzebnych emocji.
Codzienność, obowiązki, obserwacja i uważne życie. Miłość.

Drób żyje swoim życiem. Jak warunki pozwolą- dojadą remonty, bo niewiele już nam zostało...
Koli, Lisica, Gruba i Tito. No i rodzeństwo Zdzisławów (Zdzisław - z białą piersią).





A kto chciałby przypomnieć i poczytać o dobrym bałaganie ogrodowym to zapraszam na przypominki z Tupajowiska: klik klik

piątek, 13 marca 2020

Tylko spokój może nas uratować....

Tak jak kiedyś miłość kwitła w czasach  zarazy, tak teraz, mimo ogólnej, narastającej paniki około koronawirusowej, trzeba zachować spokój.
Na tyle, na ile to możliwe, a jest z czym walczyć...
Odciąć się całkiem od mediów nie warto, a odsiew informacji bombardujących mózg poraża.

Człowiek przyłapuje się na tym, że czeka na wiadomości, ile to nowych zakażeń i czy ktoś umarł.
Co chwila fejki, zadymy, podkręcanie.

Świat nasz pełen jest kłamstw, a prawda jest jak dupa- każdy ma swoją.
Tak z tą pandemią może być różnie.
Od akcji zaplanowanej z wyhodowanym wirusem laboratoryjnym, wojnę ekonomiczną z wykorzystaniem wirusa, po nienaturalne pokonanie bariery gatunkowej i migrację na ludzi w regionach, gdzie... No właśnie. Nigdy nie kryłam, że Chińczycy, ze swym podejściem do zwierząt budzili we mnie odrazę. Oczywiście i w naszym kraju są tacy ludzie, ale tam- sami wiemy, a przynajmniej ci, których interesuje coś ponad to czy kupią taniej  zmywarkę z logo Barbary i Mariana.
Tam jednak, kultura (?) żarcia, zwłaszcza wszystkich zwierząt bez wyjątku, mordowanych brutalnie, bez jakichkolwiek zahamowań wobec gatunków (hodowlane, dzikie) , stanu fizjologicznego (ciężarne samice), jest dla mnie porażająca.

Nie tkwię już w tym jak kiedyś, nie śledzę i nie dręczę. 
Tak. Wiem o tym, nadal to budzi emocje, ale jestem osobą, która tę energię w siebie wchłania. A potem choruje...

Po co ten wywód- ano po to, żeby przemyśleć, że może gdzieś w różnych częściach świata- teraz stało się to w Chinach, kultywowanie masowego żarcia mięsa, bez poszanowania innych istot nie pozostaje bez wpływu na populację ludzi?
Można to nazwać karą boską, dla mnie to wyrównanie strat.
Nie cieszę się, ale też każda akcja ma swoją reakcję.

Lekkie obawy są. O siebie, o bliskich. O to, jak daleko rozwinie się chaos w naszym kraju, w którym tylko garstka ludzi może chyba czuć się bezpiecznie. Reszta musi walczyć.

Co możemy zrobić?
Czasem ciężko zachować spokój, ale warto chociaż próbować.
Mamy czas dla siebie, dla Dzieci, które często na co dzień pozostawione są same sobie. Mam nadzieję, że i teraz nie siedzą przyklejone do tabletów, choć... biorąc pod uwagę obciążenie Internetu bardzo to możliwe. 

Takie sytuacje jak ta to chyba wielka próba dla społeczeństw i jednostek. Dla państwa, ale i dla nas. Jak sobie poradzimy. Szkoda, że w sytuacji zagrożenia o wiele częściej dominuje konkurencja i agresja niż chęć współpracy.
Wierzę jednak, że nie będzie tak źle.

Myśli nasze tworzą rzeczywistość, w której żyjemy.
Jeśli myślimy o złym świecie- świat takim się staje, a my tylko utwierdzamy się w tym i umacniamy te niskie wibracje. Choroby karmią się słabymi ludźmi i strachem.
Tak zwani źli ludzie- też.

Dajmy temu odpór; róbmy swoje dbając o siebie i innych.
Nie mówię, żeby bagatelizować, bo nie jest to błahy problem.

Nieco filozoficznie zaczęłam, a życie toczy się też jak co dzień.

Zakupione Dziefczynkom karmidła wywołały popłoch na wybiegu. Zdzisława dwa razy goniłam, bo uciekał przed stojącym przed kurnikiem "monstrum". Raz zwiał na dach. Raz do kurnika nie wlazł i M. łapiąc go, wyrwał mu ogon. Nie wiem komu było bardziej przykro...

\

Zdzisław na dachu garażu


Mimo pogody w kratkę, czas na przygotowania i wdrażanie siewu. Chciałam się lepiej przygotować niż zwykle, z racji tego, że jestem w domu. Poprzednio siałam bardziej kompulsywnie. Kiedy miałam czas- po prostu.
Teraz staram się przestrzegać kalendarza księżycowego.  

Dobre książki to świetne wsparcie

..a to nie wszystkie nasiona


Sporo ziół mam do wysiania na ten dziewiczy teren. Brakuje podstawowych "chwastów", bo poprzedni mieszkańcy mieli raczej utylitarny stosunek...Albo coś rodzi owoce, jest warzywem- jest dobre. Trawa- też, ale do czasu, no i kwiatki. Reszta- nie bardzo.
Liczę na to, że stara zasada wędrujących za człowiekiem ziół tej wiosny się objawi, a już moja w tym głowa, żeby sprzymierzeńcy pozostali.

Ze względu na swój stan nie latam po lasach i łąkach. Akurat miałam pod ręką drzewa, które obdarzyły nas surowcem bogatym w naturalne salicylany, a bezpieczne dla dzieci i niemowlaków.
Bazie kotki i leszczynowe kutasiki :)
Jedne i drugie ususzone i zamknięte w słoiki.


Leszczyna- kwiatostany męskie

Bazie wierzbowe

Na koniec jeszcze dwa tematy.
Mimo wszystko nawiązujące do naszych niecnych poczynań na Ziemi.
Produkcja śmieci, w tym plastiku. Sama ostatnio się nacięłam kupując herbatę rooibos.
Folia na zewnątrz, karton, saszetki opakowane...w folię, saszetki z masy "papierowoniewiadomo" jakiej (lepiej zaparzać bez ) .
Jak ma być dobrze na świecie? No jak? 






Temat drugi....
Zahaczający o wstęp o wirusach i traktowaniu zwierząt...
Intermarche zachęca do zakupu pluszaków. Były już Świerzaki i inne Słodziaki. Te- zwierzaki wiejskie. Prócz niepotrzebnych śmieci (jak długo tym pobawi się dzieciak? kiedy pluszak wyląduje na śmietniku?)- kwiatek w postaci poskromu w nozdrzach byczka.

Przygotowujemy dzieci do życia wg swoich zasad, własnej wizji, wizji kreowanych przez koncerny.
Świnki- zawsze uśmiechnięte, nawet na pudełku z szynką, krówki- też. Dalej idźmy, wmówmy, że okaleczanie zwierząt jest normą i okej. Po co sobie łamać głowę? Zmieniać świat. Nie godzić na okrucieństwo.

Ja swoim Absorberom uświadamiam koszt jedzenia mięsa.
Ilu rodziców to robi?




Młoda znów namalowała obrazek na licytację na Bazarek na rzecz Azylu dla Świń Chrumkowo.
Oby sprzedał się jak najlepiej. Podopieczni czekają na wsparcie. 
A Absorberka cieszy się, że może pomóc.




















niedziela, 11 sierpnia 2019

Kultura wyższa, kultura wodna...




Absorberka moja kochana.
Kiedy tylko wyciągam placki drewniane- ona też się dosiada.
Często wychodzi jej bardziej spontanicznie i lekko.
Tak trzymaj Moja Mała!

A kiedy upał- można kultury... wodne uprawiać :)



piątek, 19 stycznia 2018

Glicerynowo w Tupajowisku

Huragan odleciał.
Pociągnął za sobą dwie dachówki. Jedną u nas, drugą u Dziefczynek.
Wczoraj lekko mnie podqurwił- tak mam zawsze kiedy wieje i kiedy jest pełnia. Tylko w czasie tej drugiej bardziej twórcza jestem.
Wiatr mnie nosi.
Wczoraj nosił też ciasto naleśnikowe, które jak guma pływało po patelni. Gdyby nie kojący wpływ obecności Wiadomych, pewnie by mnie dunder świsnął, ale pałeczka patelniowego została przejęta i naleśniki powstały. 

Od dziś trochę wolnego. 
I dobrze.
Mimo tego- zajęcia częściowo pracowe.
Dziś mydełko glicerynowe.
Wersja bardzo domowa, bez specjalistycznych naczyń, sesja też raczej robocza; bez wystudiowanych min, serwetek, rozsypanych kwiatuszków i lawendy. 
Zanim z Dorą umówię się na mydła sodowe, zrobiliśmy z Absorberami gliceryniaki.
Uważam, że są całkiem całkiem, a jak doda się nieco wzbogacaczy- całkiem niezłe.
Dzieciaki zrobiły z barwnikiem tylko i olejkiem z kiełków pszenicy, z tym że Gniewko użył bazy eko, a Nadka- przezroczystej. 
Foremki nie wymiatają, ale ważne, że są ;)

Stygnie

Ledwo zastygły....
Plus- rączki myte bardzo często :)

Moje powstały dwa. Z bazy eko.
Jedno z : olejem z kiełków pszenicznych, olejem rycynowym (wygładza, oczyszcza, zmiękcza; duże powinowactwo do lipidów skóry; poprawia pienienie mydła), nostrzykiem żółtym (przeciwzapalnie, zmiękczająco- głownie dla zapachu kumarynowego), kwiatem nagietka (wiadomo), woskiem pszczelim.
Drugie- z olejkiem z kiełków pszenicznych, masłem kokosowym (bio), olejem rycynowym i świeżym rozmarynem.

Wyglądają całkiem fajnie.


A tu fotoreportaż z działań nieperfekcyjnej Tupai ;)

Domowa łaźnia wodna

Na świeżo otwarta

Substraten

Armagiedon!

Trochę jak offsianka
Poza tym to:
Coli i jej córeczka kwoczą. 
Przy okazji mam możliwość obserwacji zachowań matki do krwi ostatniej broniącej jaj, z udawaniem złamania skrzydła włącznie. 
Coli skrzeczy i udaje połamanie członków górnych, córeczka tylko się drze  i stroszy pióra. 
W odróżnieniu od matki wysiaduje jaja wirtualne. 
Coli- wszystkie, które może doturlać pod siebie.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Ależ gorąc!

I cóż, że koniec kwietnia
Pogoda wciąż letnia
A nawet jeszcze
Tak zimno- że dreszcze

Tak, tak.
Dawno już nas tak zima nie rozpieszczała.
Ciepło. Plus 5 w porywach do 10! I ten deszcz- strasznie przelotny.
Dziś nawet raz zagrzmiało.

Mimo to fotosynteza na całego.
Zwłaszcza jednoliściennych.
Co mam skosić- to leje.

Zimno. 
Pszczół nie widać, a jak są to ledwo żywe. 
Trochę trzmieli, bo mają kożuszki swoje.
Czytałam, że w jeleniogórskiem i pod Legnicą (tak,tak! tam gdzie znajduje się broń magnetyczna) wymarło sporo rodzin pszczelich. Prawdopodobnie zatruły się.
Pszczelarze nie mają co liczyć na pomoc państwa. 
Bo co to takie tam pszczoły. 
Robale jakieś uskrzydlone, co to żądlą, a jedyny z nich pożytek to miód. 

Owoce po prostu się rodzą (zapewne z boską pomocą), nasiona powstają, bo tak zawsze było i już.
Na ten przykład jak już te pszczoły wymrą- można- wzorem Chińczyków czy też innych tam, u których się to już dzieje- zapylać miotełkami z piór. 
I z bani!
A naukowcy?
Jakiż to problem wyprodukować zmodyfikowane organizmy, które naturalnych zapylaczy nie potrzebują? Kiedyś już czytałam o bio-mechanicznych owadach, które mogłyby to robić....

Nota bene...
Magazyn, który jak dla mnie bardzo upadł i jedynie fotki go trzymają w formie- National Geographic donosi, że: "bez żywności modyfikowanej genetycznie musielibyśmy zrezygnować z pomarańczy i pogodzić się z obecnością ptasiej grypy i rosnącego niedożywienia."
Pewnie nie wiedzieliście, co?
Bananowe szczepionki do tego.
Cud, mniód, malyna!

Kto ciekaw co tam jeszcze wymodzili- przeczyta tutaj

W ramach lekko wkurwiającej prasówki- objawienie szyszkownika. Kolejny mu podwładny dusz(/p)ą i ciałem. Twierdzi, że drzewa "są przekonane, że mają służyć człowiekowi". Wypisz wymaluj- czyńcie sobie ziemię poddaną! 
Do ostatniej trociny!
(nie wiem czy chcecie- ale macie : tu ).

Co by całkiem się nie wpieniać i wdrażać mądrości wschodnie z nieodkładaniem w sobie niechęci, tudzież krwiożerczych chęci wybatożenia tudzież nadziania na pal lub wyciągnięcia kiszki i ganiania delikwenta wkoło słupka, do którego kiszkę przybito, prezentuję te oto widoczki :)

Choć do bratków blisko- kiedy leje na łeb i wali gradem, by za moment słonko ci w mózg niemal zajrzało

U rybków spokojnie, choć znów glonojada nie widzę.
Chyba labeo źle na nie działa....

Kot jagodowy zasł nad krzyżówką

Kot Nadziei 


Pokrzywa, krwawnik, jasnota - najlepsza z fetą, szczypiorem i rzodkiewkami

Propozycja podania :D

 Z przygód książkowych- dla mnie nowość, a to już kolejne wydanie. Okazja, używana. Od Geralda i żonki;



A w międzyczasie przygarnęłam parę, bo biblioteka nasza nie chciała....


Wszystko fajnie, ale najfajniejsze na koniec.
"Nadka ciesząca się z uratowania ptaszka" :


poniedziałek, 27 marca 2017

O zabijaniu

- Czy ty wiesz, że twój dzieciak zabił dziś kowala*?!
Powiedziała Absorberka do matki chłopaka ze swojej grupy przedszkolnej, kiedy przebierałyśmy się w szatni.
Kobieta spojrzała na mnie bezmyślnie, a już myślałam, że będzie jakaś słowna zwara. 
Miałam parę ripost w zanadrzu, jednak ów matka nie sprawiała zainteresowania czymkolwiek. 
Może gdyby ktoś rozdeptał jej dziecko, zareagowałaby może. 
A może nie. 
Z resztą, Absorberka i ja również nie zareagowałybyśmy, bo dziecko to, męskiej płci, jest agresorem i niejednokrotnie dał się Młodej we znaki. Z resztą nie tylko jej. 
Absorberka walczy jak może. 
Ma moje błogosławieństwo na nienadstawianie drugiego policzka.

Absorbery nie zadeptują owadów jak większość dzieci i dorosłych.
Jak widać Młoda zaczyna też uprawiać eko- moralizatorstwo.
I dobrze.
Kiedyś już napominała leśnika, myśliwego więc...będzie się działo...

Weekend minął na buszowaniu w terenie w poszukiwaniu wiosny.
Doznaliśmy szczęścia błogiego w towarzystwie przylaszczek, anemonów i nieśmiałych kokoryczek w Myśliborzu, a sobota upłynęła pod znakiem Grodźca. (kto ciekaw zamku- niechaj czyta tutaj.

Zmiana czasu jak zwykle mnie wqrwia.
Nie wiem na co to komu.
Za to wezmę się dziś i zrobię Mapę Marzeń, wszak dziś Nów w Baranie.
Warto pomyśleć o sobie, o tym, na czym nam zależy, a co chcielibyśmy olać.
I nie dręczyć mózgu tylko skupić się na energii wypełniającej nasze ciało.

Dzień dziś ładny, wiosennie ciepły, ale jak to w życiu- musi być i miód, i kupa.
Jadąc do Jawora mijałam traktor z przyczepą, w której były trzy świnie. Jechały zapewne w ostatnią podróż. Jakoś tak podwójnie smutno mi się zrobiło, a na dodatek spotkałam je znów w mieście, bo traktor dopiero się tam doturlał, kiedy to ja już wracałam...
Kiedy piszę te słowa już na pewno nie żyją.
Ile czuły strachu, ile cierpiały- wiedzą tylko one.
Marzę o utopii, kurwa, naprawdę marzę.








*- chodzi o pluskwiaka- kowala bezskrzydłęgo


czwartek, 12 stycznia 2017

Dziś tytułu nie będzie

Czas jest szczególny. Nie dlatego, że Dieter szaleje.
Dziwne cuda i dziwy.
Dowiaduje się człowiek, że nie jest zwierzęciem, tylko człowiekiem. Choć podejrzewam, że tylko ci z lepszego sortu, hre hre.
Pewien leśnik (nomen omen poznałam....), stwierdza, że człowiek nie jest elementem biosfery. 
Tak, wiem, wyrwane z kontekstu, bo pan gadał też o roli LP. 
Nie będę się wgryzać w temat, bo do tego najlepiej dużą paczkę serów plus dobre wino i takowe towarzystwo. 
Nadmienię tylko, że nie wszyscy leśnicy to "debile" i że LP to nie samo zuoooo. Ale jak słyszę, że bóg dał ludziom ziemię we władanie do mi się korkociąg w szufladzie prostuje.
To z tego samego worka co : "Ludzie to gatunek zagrożony" i "wilki to szkodniki" (w kontekście gospodarki łowieckiej) (to już słowa innego pana, też leśnika). 

W ramach odstresowywacza, bo przeczytałam, że jednak konwencja antyprzemocowa burzy naturalny porządek lania baby w domu i może się odbić źle na samopoczuciu niektórych panów czy też sponiewieranych umysłowo pań w zespole rządzących, postanowiłam zrobić podpłomyki.
Absorberostwo było zachwycone wyrabianiem ciasta i wałkowaniem.
Jedzeniem- tak sobie. No ale najważniejsza wspólna zabawa.







Najlepsze z...keczupem....
A wczoraj to mi ten post wessało, bo Dieter jednak urwał kawał kabla i prądu nie było do późna.
Cóż było robić, rzuciłam się na matę, porozciągałam i hyc! do wyrka, zwłaszcza, że chłód nadciągał...
Palenie w piecu odpadło. Niestety.
Rankiem rześkie 14 stopni.
Jak nigdy, poranne ablucje i przebieranki zajęły mi o połowę mniej czasu.
Jadąc z Absorberką do przedszkola, ujrzałam jawny brak kontrolki od świateł, a te świeciły jednak.
Hmmmm......
Troska moja okazała się jednak na wyrost, albowiem skręciłam w drogę na Wiadrów, a tam, zdrowotne wstrząsy na lekko sfatygowanej nawierzchni objawiło kontrolkę u Siniaka. Alleluja i do przodu...!

W Tupajowisku jeden wsad nie wystarczył na powrót do stanu homeostazy więc szybki bieg po wągiel. A na kambolcach ślisko, oj, ślisko. Doceniłam powrót z obciążeniem. Wiadro przytwierdziło mnie istotnie do podłoża. Czy czas dołożyć ciała by móc śmiać się w gębę śliskim powierzchniom?
O nie! Zawsze mogę zabrać ze sobą jakiś balast.
Chyba.

Poza tym?



A tym czasem w innym świecie....


Król by Absorber



niedziela, 20 listopada 2016

Przemyślenia pieluchowe

Tak sobie siedzę i myślę


dokąd wyemigrować i mam parę typów.
Mogą być Włochy, te północne, górzyste. 
Ładnie mają tam, oj, ładnie.

Może być Skandynawia. Nie zdecydowałam jeszcze jaki kraj dokładnie. 
Ciągnie przejrzyste powietrze, porządek. Wkurza narodowe walenie ze sztucerów do łosi, ale co tam. 
U nas pospolicie walą do wszystkiego więc może przeżyję?

Myślałam o Korfu. 
Ze względu na Durrella. 
Choć tyle lat minęło więc może i tam się wszystko fajne popieprzyło. 

Czechy ciągną, bo i blisko, żeby wracać, i ładnie, i fajny język, i fajne podejście do życia.

Tylko jak to skoordynować?
Trzeba by przyczepkę dla dziefczynek i perlików z Titolcem, Rudą i Maszę na pakę. 
Absorbery- wiadomo- zafotelikowane.
Gorzej z książkami...
Że też czytam i lubię książki.
To takie niepraktyczne.


Praktyczne jednak.
Choćby życiowo.
Dajmy na to Ebiego. Mocka, rzecz jasna. Tak się fajnie czyta, wyobraża, przeżywa. 
Książkowo. 
Będąc starszą smarkatą bardzo mi się takie typy podobały. 
Wilki stepowe. 
Dobrze się czyta, lepiej nie obcować w życiu. 
Zamykasz książkę i wiesz, że siedzi w środku i że to tylko powieść, nie (nasze) życie.
Teraz unikam ciemności, mroku, jakoś tak mi został obrzydzony. 
Ale to i dobrze.
Nawet bardzo.

Przeczytałam kiedyś na jakimś mądrym portalu tytuł:
"Książki, które musisz przeczytać". 
A tam- nic co by mi się z czymś kojarzyło. Zupełnie nieznani mi.

Wydawało mi się, że trzeba przeczytać Dostojewskiego, Czechowa, Ibsena, Strindberga, Manna, Camus'a, Lema, Eco, ewentualnie Stasiuka czy Tokarczuk.
Pewnie (i to nawet na pewno!) się mylę.

Choć dziś wiatr hula za oknem, czas dla wisielców.
Mnie nie nosi, bo się strułam ciasteczkiem z marmoladką.
To znaczy nosi, gdzieś... Ale nie napiszę.

Czas zmiany opon, a jak  się wkurzyłam, bo mi jakaś menda kocia obszczała zimówki. 
Dobrze, że tylko foliałki, a jednak dłonie, mimo, że miałam rękawiczki, dopiero po paru umyciach straciły kociszczowy smród moczu do znaczenia. 
Nie wiem która. 
Jagoda się nie przyzna, bo całymi dniami i nocami futro grzeje w kuchni. 
Kicia- szczy po kątach w domu wiec chyba by jej się nie chciało w stajni.
Może jednak jakiś facecik.
Kręci się dwóch takich. 
Każdy może.
Chyba, że prostata dolega.
Hmmm.....


***
Tytuł - bezpośrednio związany z sytuacją w pewnym kraju, spowodował także zwolnienie blokady umysłowej i przypomnienie wspomnienia Absorberki:
- Tato kiedyś po nas przyjechał pampersem
- ? Chyba  kamperem?
- Tak, kampersem.










niedziela, 17 kwietnia 2016

"Serce mi pika jak klapa od śmietnika" (Tytus)

Wiosna, pora roku budząca nadzieje, rozkwitająca, rozbuchana chlorofilowo, rozpasana pokrzywowo i perzowo. Trawiaście, kwietnie, rozłogowo. 
Nie pojechałam na Miłek, w czynie szlachetnym zwalczać sukcesję na murawach, bo mnie najzwyczajniej pogoda zbiesiła. 
Co chwila pochmura, deszcz przekropny. Nie miałam ochoty się moczyć. 
Poza tym chyba większy problem- inwazja roślin, których część muszę pohamować. Dzięki temu, że zostałam, trawa skoszona (sierp i pchajka), przekopane pod uprawę, mały porządek pośród nasadzeń krzaczorów i drzewek, czyli jakieś palikowanie, zaglądanie w pąki etcetery różne.
Oczywiście miałam tylko 2,5 godziny, bo Absorbery zdecydowały się na odwrót na z góry upatrzoną wcześniej pozycję...

Jakoś do dupy lekko z tym przesileniem, bo albo już taka stara jestem, że mi ostatnio gorszych dni więcej się zdarza, albo taki rok. 
Dziś na ten przykład jakieś nerwy mnie brały, na wszystko, jak tę babę z dowcipu, który już cytowałam w 2012 roku, wszystkim się oberwało. 
Na ten dodatek w środku jakieś roztrzęsione serducho, jakbym się czymś denerwowała w sensie ekscytacji, a tego to ja raczej ostatnio w ilościach znikomych. 
No chyba, że mi jaki świergotek zakuka, albo inny tam drozd śpiewak.

No właśnie. Nasze jaskółki już są.
Pleszki też, czekam na kopciucha. Kapturka obecna, zwiększyła się populacja kosów i mam swojego rudzika z powrotem. 
Drozd od tego roku. Nie wiem co go tu w okolicę bliską ściągnęło i gdzie spodziewać się gniazda. W zeszłym roku, co prawda któraś z moich mend kocich zamordowała już sporego pisklaka drozda, ale rodzice nie byli tak widoczni jak ten samiec ostatnio. 
Śpiewa pięknie (jak to drozd), w sumie się nie dziwię.
Siedzi sobie wśród oparów kwitnących śliw i sobie plumka.
Też bym tak chciała.

A mi się motyl w klatce z piersiami klekoce.
Już wiem, to pewnie przez niejedzenie mięsa ! :))
Zrobię badania, zrobię.

Alberta oddałam.
Już mnie zmęczył.
Co parę dni musiałam dziadowi przypominać kto tu ma jaja. 
Wziął go pan, który wcześniej przejął Brunona - kto nie pamięta lub nie wie: tu przeczyta.

Albert jeszcze ze swoimi dziefczynkami

Kropka nad i postawiona.
Wraz z ruszeniem wegetacji, nastąpiło mysie ruszenie i wczoraj dwa razy dawałam szansę, za każdym razem została wykorzystana. Mysz wracał.


Stworzonko zdeterminowane. 
Zwłaszcza kiedy próbuje przeciągnąć orzech przez całą szerokość łóżka. Pod spodem, oczywiście.
Równie skuteczny w wykorzystywaniu mojego miętkiego serca okazał się kątniczek. 
Łapię sobie za moje zielsko co przy ścianie wisi, co by sobie jaką herbatkę wiedźmową zaparzyć, a tu siedzi, menda. W pokrzywie zeszłorocznej i się gapi. 
Jutro gnoja wywalę. 
Jak jeszcze będzie, oczywiście.

Ponieważ od rana pogoda była jak ja w czasie pełni- czyli nieprzewidywalna, żeby mi się Absorberostwo nie nudziło, zrobiliśmy dwa akwaria. 
Ryby są malowane i klejone, niektóre, trójwymiarowo zawisły na włóczkach. 
U Młodej (praca po lewej), to ciemne to plama oleju. Absorber zrobił brązowo łódź podwodną, ale "bez okien", zastrzegł. 
Prócz ryb pływają- to te na włóczkach, wieloryby. 
Wieloryby jak wiadomo to "wielkie ryby co są ssakami".