Mały wywrotowiec ma się dobrze.
Wywrotowiec, bo jak gdzie pokątnie przykucnie to oczywiście idę na pierwszy ogień i w kroksach się ślizgam.
Już raz pieszczotliwie walnęłam na kolano. Aż cud, że sobie go nie połamałam.
Ząbki jak szpileczki sprawdzają wrażliwość na ból i margines reakcji zapalnej gryzionego.
Czasem jest tak, że Absorbery salwują się ucieczką.
Mądre są zwierzaki już od wczesnego wieku.
Wiedzą, że dziecko to dziecko i na więcej sobie pozwalają.
Jesień przyszła do nas zimnonoca.
Wieczorem ściąga za sobą chłodek także dziś musiałam dwukrotnie z dymem się puścić.
Niedomogi mnie ogarnęły (Bo mięsa nie jesz; bo chłopa ci trzeba)
Znów zatoki i jakiś wirus gardłowy; niedoleczone sprzed dwóch tygodni.
Druga seria. Swoiste "Zatokowe rewolucje".
Do tego, pożałowałam resztki humusu i odczuliśmy to wszyscy, bo nigdy tak szybko z Bazaltowej nie schodziłam.....
Bazaltową lubi Absorberka.
Już - jak sama zauważyła, nie stęka przy wchodzeniu, a dziś z lekkim ślizgiem złaziliśmy tą samą, bardziej stromą stroną i dawała dzielnie radę.
Grzyb się rzucił w lasy; wczoraj, w okolicach Storczykowego Wzgórza, udało mi się przypadkiem przygarnąć trochę moich ulubionych grzybów.
Podgrzybek brunatny; czarny łepek.
Dziś typowy spacerek niedzielny, z purchawkami w tle.
Wczoraj lejkówki, do których dawno temu mała Tupaja sikała jak do nocników, śliczne dzieżki pomarańczowe i masa innych grzybów.
Najlepsze jest to, że wcześniej Absorber zapytał o kolory grzybów. Powiedziałam, zgodnie z prawdą, że są różne, nawet fioletowe, pomarańczowe.
I takie spotkaliśmy.
![]() |
| Tylko leżeć i patrzeć.... |
![]() |
| Sielana okołojakuszowa |
![]() |
| Absorbery z bułami i herbatą. Ruda bez. |
![]() |
| Dzieżka pomarańczowa |
![]() |
| Purchawka jeżowata |
Był moment, kiedy Absorberostwo zgodnie lasu specjalnie nie lubiło. Nudy.
Teraz...Hmmm. Znajdują sobie jakiś pieniek, utykają szyszki, potem w nie walą, znoszą maści z błotka i igliwia i leczą szczątki denata. A ja mam czas dla siebie.
Żałowałam, że nie zabrałam Krajewskiego ze sobą.
Znaczy, nie samego pana Marka, ale jego powieści. Cykl o Eberhardzie Mocku.
Cóż. Nigdy fanką kryminałów nie byłam, a tu taka historia.
Siedzę, czytam. Jak nie czytam to chcę usiąść lub choć gdzieś w kąt umknąć, żeby przeczytać.
Trzeci tom w 1,5 tygodnia to może nie super wyczyn, ale jak na moje możliwości- to bardzo dobry wynik.
Poza tym to jesień w pełni.
Myszy harcują w domu, padają w ogródku i w lesie, na co dowód:
po co?
Żeby wiedzieć czy na pewno umarła.
Ale ona nie żyje. Widzisz, nie rusza się. Już się nawet rozkłada chyba...
Ale mamo, weźmy...).
Nie wzięliśmy.
Motanki rosną w siłę.
Mam nadzieję, że pracują już dzielnie...
Mają nad czym...;)















