Dziś Międzynarodowy Dzień Książki Dla Dzieci.
I dobrze.
Tylko jaki ma to wpływ na rozwój czytelnictwa i infekowanie małolatów książkomanią?
Szczerze powiem- nie wiem.
Sama wywodzę się z rodziny, w której dużo się czytało i- wraz z Bratem, przejęliśmy tę miłość od naszych rodziców.
Co z tego, że obecnie nie czytam.
Taki czas.
Kiedy już Absorbery zasną, ostatnią rzeczą jest pochwycenie książki.
Niestety, zwykle zasypiam razem z nimi. Czyli ok. 21:00.
Walczą ze mną pokusa fizjologiczna z mentalną.
Wygrywa "perystaltyka".
Odgrażam się, że zobaczą, że za rok, dwa to dopiero zaczną nadrabiać zaległości!
A póki co...Brzechwa, Tuwim, Kern....W sumie większość to moje książki z dzieciństwa.
Krótkie bajki, wierszyki.
Młody niekiedy już mnie męczy, bo potrafi zarzucić książeczkami od samego rana, a już na pewno po tym jak ostatni kęs szybkiego śniadania znika w czeluści mojej paszczy. Zostaje kawa, ale tej już nie jest mi dane wypić gorącej. A kiedy się opieram, mówi "Nie", a kiedy wymawiam się Nadką- pokazuje, że mam ją do łóżeczka włożyć lub wcisnąć jakąś do oglądania i zająć Nim i jego książkami.
Zimowo nadal i nie będzie lepiej.
Za to węgla już tylko na jutro. A kasy nie ma.
Nie tylko kolega z Boskiej Woli zalicza posuchę portfelową.
U mnie żenada.
Nie będę się rozpisywać w szczegółach, z racji tego, że blog nie jest kodowany...;)
Dziś też imieniny Samosąda...:)
Moja córka, za dwa tygodnie kończąca 11 ms. życia, ma swoje jedno (na razie tylko jedno) ulubione słowo- BAM.
Mam wrażenie, że dziś wszystko jest BAM. Tylko w mało wesołym wydaniu.
Dość, basta- znów smęcę.
Miałam nie pisać nic, skoro mam smęcić.
Kiedyś przestałam pisać pamiętnik, bo ciągle pisałam tylko o smutnych i wnerwiających sprawach i wydarzeniach. Miłe i radosne przeżywałam na bieżąco. Szkoda mi było czasu na spisywanie.
Mam nadzieję, że z blogiem nie będzie podobnie.
Młody zasmarkany; dziś cała noc w odcinkach, bo chłopię budziło się co chwila, bo oddychać nie mogło. Apetyt nikły, całe szczęście gorączka nie za wysoka i ochota na zabawę jest więc może obejdzie się bez lekarza.
Na koniec coś humorystycznego. A może w klimacie śmieszno- strasznym?
Japończycy to generalnie- przynajmniej w temacie seksu i żarcia zup z płetw rekina- degeneraci, ale to mnie rozbawiło....
![]() | |
| onet.pl |
Niech już noszą te majty na łbach, byle by nie żarli rekinów, a tym bardziej ich płetw. Tylko płetw.
Barbarzyński proceder.
Nie dość, że zabija się masowo te zwierzęta dla oleju z ich wątrób, to poszukiwany przez skośnookich i nie tylko przysmak- płetwy tych ryb, odcinane są żywym zwierzętom, a te, żywe, wrzucane z powrotem do wody.
Degeneruchy żrą potem zupę z tych płetw.
![]() |
| internet |
Niech się, kurcze, udławią!


