.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mrówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mrówki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 marca 2014

Bratki moje, bratki...i Garip chorujący.

Zostałam obdarowana bratkami.
I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że nie miałam pomysłu gdzie je posadzić, żeby się nie zmarnowały, ale... jakoś się udało.

Bardzo lubię te kwiaty.
Niby niepozorne i pospolite, a jednak mają urok.

Czasem zdaje mi się, że jak się nad nimi nachylisz, to najzwyczajniej na świecie się na ciebie gapią!





Przy okazji kursowania po ziemię do doniczek odkryłam swoją własną i niestety jedyną i troszkę bidną- przylaszczkę



Mrówki też się na coś przydają. Rozsiewają mi fiołki co jest zdecydowanie bardzo pozytywnym przejawem życia tych czasem irytujących stawonogów.



Niestety, chyba złe miejsce wybrałam dla Ondraszowych krokusów , bo taka jedna mizerotka wylazła na razie...



Garip biedny, ze schorowanym nochalem....Czekam na poprawę....On zapewne też. Już ma mnie dość. Codziennie rozdziawiam paszczę, wrzucam tabletki, potem faszeruję antybiotykiem ....
Widać po nim, że nie czuje się najlepiej.


Z nosem znów tak źle jak pełnią lata....:(

wtorek, 5 czerwca 2012

Lekkim piórem o owadach.

"Każdy śpiewać może..." jak to w niezapomnianej piosence w wykonaniu Stuhra.

Każdy pisać też może, co i w sieci widać- choćby po wielkiej ilości blogów. Książek też rodzi się chyba więcej niż kiedyś. Wystarczy mieć pomysł (choć niekiedy zdaje się, ze i z tym autor ma problem), znać mowę ojczystą (z tym też różnie bywa) i posługiwać się nią sprawnie (choć i teraz z tym łatwiej, bo od poprawek jest korektor....a jak się napisze nieskładnie, to "się wybaczy", bo zawsze można to nazwać "specyficznym stylem pisania" na przykład).

O moich ciągotach i fascynacji światem schitynizowanych stworzeń sześcionogich już pisałam; dziś prezentuję książki, które zajmują jedne z ważniejszych miejsc w moim życiu (a tym samym w mojej biblioteczce).

To swoiste klasyki (Strojny, Fabre, Koehler, Wilson) oraz pozycja- z racji tematu bardzo ciekawa i napisana przystępnym językiem.
Właśnie.

Wszystkie te pozycje łączy jedno- przystępna forma. Nie są to elaboraty naukowe, choć autorzy rekrutują się także z grona profesorskiego.
To pozycje, które z czystym sumieniem mogę polecić tym, których świat owadów interesuje, a boja się lub nie maja potrzeby zgłębiania literatury tzw. fachowej.


1. Witold Koehler "Saga rodu sześcionogów"
Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1984 r.

Autor to profesor zwyczajny, leśnik, entomolog, hylopatolog (hylopatologia- prosto rzecz ujmując: wiedza o chorobach lasu). Miał niezwykły dar przekazywania wiedzy. Język swobodny, a wiedza- przeogromna. Prócz pozycji z zakresu ochrony lasu, entomologii leśnej, pisał także o owadach dla szerszego grona odbiorców, a także o zwierzętach. Ksiażki takie jak "Zwierzęta czekają" czy "Przymierze z lasem" (obie z nich posiadam) to już dla mnie klasyka.

Jeśli chodzi o "Sagę.." to  świetne opisy, snute opowieści o owadach, głównie leśnych. Same tytuły rozdziałów  brzmią już zachęcająco np. Wąsaci sztyletnicy ( o błonkówkach z rodziny gąsienicznikowatych- pasożytach larw motyli ), Dziwactwa osnujowe ( o gatunku owada- Osnui gwiaździstej).
Książkę zdobią rysunki autora, poczynione w czasie obserwacji życia owadów.


2. Jean Henri Fabre "Z życia owadów".
Wydawnictwo: Alfa, Warszawa 1994
Wydanie oparte na edycji Spółdzielni Wydawniczej "Wiedza", Warszawa 1948 r.



Fabre to niesamowita postać. Przyrodnik wielka gębą, obserwator, zafascynowany światem owadzim. Książka napisana lekko, przyjemnie, czuć ducha uznania dla świata małych-wielkich zwierząt, którymi się fascynował.
Więcej o autorze-Notka biograficzna .

3. Bert Holdobller, Edward O. Wilson "Podróż w krainę mrówek"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Warszawa 1998



Książka, w czasie naszych zmagań z tymi owadami (historia walk z mrówkami w Ostoi ), leży spokojnie na półce...Jednak nie mogłabym o niej nie wspomnieć. A to z racji autora, który ma wiedzę wielką, i to z zakresu entomologii jak i socjobiologii. Człowiek wielki,  jak dla mnie- Edward O. Wilson (Notka biograficzna ).
To chyba kompendium wiedzy dla myrmekofili. Ja też przeczytałam w swoim czasie z wielkim zainteresowaniem. Pozycja traktuje o najciekawszych faktach z życia mrówek, a napisana jest przystępnie.
Książkę zdobią liczne ryciny i fotografie oraz barwne tablice wykonane przez Dawsona.

4. Mirosława Dylewska "Nasze trzmiele"
Wydawca: ODR, APW Karniowice


Kompendium wiedzy o tych ciekawych i pięknych owadach.
Napisane rzeczowo, ale bez wielkiego zadęcia naukowego. Jest o wszystkim- biologia, behawior, rola w przyrodzie a także trochę o hodowli. Naprawdę ciekawa książka.

5. Władysław Strojny "Spotkania z owadami" 
 Wydawnictwo: PZWS, Warszawa 1971


"W świecie owadów"
Wydawnictwo: Wiedza Powszechna, 1957





Autora raczej przedstawiać nie trzeba, ale jakby kto nie znał to notka jest TUTAJ
Znany przeze mnie z dzieciństwa, jako dorosła szukałam i znalazłam znane mi książki.
Każda z nich pisana raczej dla młodzieży- bardzo przystępnie, ale nie dziecinnie, okraszona zdjęciami. Pisana z pasją i ta pasja mnie zaraziła.
"W świecie owadów" ma nawet dedykację (książkę zakupiłam we wrocławskim  antykwariacie), także jeszcze bardziej wartościowa.

poniedziałek, 14 maja 2012

Tupaja: Mrówki - polała się hemolimfa

www.onet.pl

Po codziennych akcjach z tłuczeniem owadów najeżdżających nasz dom, po fali wyzwisk rzucanych w eter, po roznoszącej się w powietrzu woni kwasu mrówkowego (uzyskanej metodą tłoczenia na zimno kapciem skórzanym), nadeszła pora na porzucenie sentymentów biodynamicznej równowagi w domu i ogrodzie.
Kiedy, po 12 godzinach nieobecności naszej zastaliśmy po prostu hordy mrówek, łażących już wytyczonymi ścieżkami, obłażące nasze łoże, łóżeczko Młodego...krew mnie zalała po raz wtóry.
I nie tylko mnie. Mój K. też pobladł ze złości wielkiej i, nazajutrz, powrócił z chemią.

Zakupił takie oto proszki:

Expel użyty w całości, w domu oraz dookoła domu. Jako, że jest wynoszony przez robotnice do gniazda, pożerają go one same, karmią nim larwy i królową; ma unicestwiać całe gniazdo.
Trochę zaburzymy równowagę w ogrodzie- to na pewno.
Brzmi okrutnie, ale ...albo one, albo my.
Na razie spokój; zobaczymy na jak długo.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Wieje i praży...

Mija gorący, wietrzny weekend.
Lilaki rozkwitają z dnia na dzień.
Płot powstaje- słupki wkopane, zabetonowane. Zbieramy na siatkę.

Nie wiem co lepsze- czy chłody czy to, co teraz? Niby fajnie, bo z jednego pokoju nagle robią się dwa- można drzwi otworzyć i cieszyć większym metrażem, jednocześnie nie wyrównując temperatury w obydwu pokojach (tym z piecem i tym bez) do 14 stopni. Nie to, żebym była zmarzluchem...
Ostatnio, pomijając stan ciąży, kiedy to ilość krwi wzrasta i jest cieplej, dokładają się hormony i rzuca się też fala ciepła "nie wiadomo skąd", ale te 18 stopni to takie minimum funkcjonowania dla mnie. Że o Młodym nie wspomnę.

Jutro jadę walczyć do "miasta" o żłobek dla Młodego. Jestem pełna obaw, mimo, że przez nasz kochany, prorodzinny kraj, musimy nieco pokręcić.
Scorpio ma humory- znaczy zdarza mu się gubić zapłon w czasie jazdy i...wtedy wspomaganie tylko przeszkadza, zamiast pomóc. Mam nadzieję, ze jednak fordziszcze trochę mnie jeszcze lubi i nie będę musiała rzucać mięsem na przednia szybę, bo... oberwę w twarz, przez odbicie, rzecz jasna.

Mrówki dalej nas kochają; czekam na przypływ gotówki i zakupimy jakąś chemię, bo już nie wyrabiam. Mendy zaczęły chować się po doniczkach z kwiatkami, a wczoraj odkryłam, że świetne warunki znajdują też w nieobrobionej piance okiennej...W sumie to mam dwojakie przemyślenia. Z jednej strony wściekłość na tych intruzów, z drugiej podziw dla ich adaptacji. Wiadomo- owady. Przystosowane lepiej niż my....

Mamy też zagwozdkę z oknem, a raczej z jego nadprożem (?). Sypie nam się na głowę, odpada tynk, kawałki ciała domu i sypią wióry, wypełnienie w postaci plew, zmieszane z mysimi bobkami - mającymi chyba wartość archeologiczna, truchła chrząszczy i inne tam...Należałoby chyba zbić to wszystko, poumacniać jakoś...Nie mamy jeszcze konceptu, ale trzeba coś zrobić. Tak być nie może. Parapet, zwłaszcza w dni wietrzne, pokrywa co jakiś czas warstwa tego paskudztwa, a i jest obawa, ze znów nam coś ciężkiego na głowę poleci.

Tjaaa, urok starych domów....po prostu.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Mrównik, nietoperz i wściekłość ciężarnej.

Ano, wściekłam się.
I to tak, że gdybym miała jakiś mały miotacz ognia- chyba wszystko bym wkoło puściła z dymem.
Diabelskie moce mnie posiadły chyba...
Ale jak tu nie czuć wściekłości wręcz parującej uszami, w sytuacji kiedy otwierasz oko, skupiasz ogniskową i co widzisz?
Małe sześcionogie paskudy, o których myślałaś że dały sobie święty spokój z niechcianymi odwiedzinami ( z reguły z resztą kończącymi się ich eksterminacją), bezczelnie oblazły krzesło z ubraniami...
Mało tego... te małe, wścibskie formiki zadekowały się w ... biurku!
Odsuwam jedną, drugą szufladę- a tam? No pewnie- czarna masa pełzających mrówek! Szał mnie normalnie ogarnął. Jak opętana ...zajęłam się tłuczeniem tego tałatajstwa, bo już nerwowo nie wytrzymałam.
Ktoś mógłby mieć niezły ubaw gdyby na mnie patrzył:
Baba w wysokiej ciąży, klnąca pod nosem, wykrzykująca: "A masz!" i waląca z zacięciem klapkiem w podłogę, zabijająca owady w szufladzie gołą ręką...
Młody, w swoim łóżeczku tylko wołał: "Tał, tał", bo odgłosy pobrzękujących pod wpływem drgań podłogi przedmiotów na stole przypominały mu bicie zegara i dzwonów na wieży kościoła.

Przygarnę mrównika!
Albo mrówkojada!
Albo i jedno i drugie zwierzę!

A koty- pogonie na cztery wiatry- myszy nie łowią, a chyba o mało nietoperza wczoraj nie zatłukły.
Znalazłam go wczoraj pod wieczór, całkiem dużego, leżącego na ziemi. Garip przyglądał się czemuś badawczo- jak poprzednio jeżowi. Z daleka wyglądał jak jakaś rozlana...kupa. Siedział na ziemi, z rozpostartymi skrzydłami. Większy niż te, które zwykle latają nad naszym podwórkiem. Rozpiętość skrzydeł- tak na oko jak cukrówka. Uszy nieduże, więc nie gacek, futerko brązowawe, z jaśniejszym brzuszkiem.
Zabrałam go przez szmatkę, bo wywijał paszczą i mógłby ugryźć. Nie wiedziałam większych uszkodzeń, miał dziurkę po zębie na jednym ze skrzydeł, a tak to prezentował się całkiem żywo. Schowałam go do kartonu i poczekałam na noc. Wystawiłam go za okno i...zobaczyłam jak odlatuje. Byłam taka podekscytowana...Piękne zwierzęta.
A jak dowiem się, która moja kocia franca go dopadła- to ino futro będzie fruwać!

piątek, 30 marca 2012

Ciepłej wiosny wspomnień czar....

Tak wyczekiwana po trudach zimy, niosąca nadzieję...
A jakże- trochę poświeciło, zdążyło się parę pączków na drzewach rozwinąć, tudzież jakieś kwiateczki rozbłysły na tle wyblakłej, zeszłorocznej trawy...
A tu nagle- pierdut- i mamy 6 stopni, a wg prognoz szykuje nam się niezły pasztet.

www.new.meteo.pl

W związku z powyższym, ku pokrzepieniu serca własnego wklejam fotki wiosny o mniej chmurnym obliczu, zrobione przed 3 dniami, w naszym obejściu.

Ziarnopłon wiosenny Ficaria verna Huds. geofit, W klasyfikacji zbiorowisk roślinnych gatunek charakterystyczny  dla rzędu Fagetalia , związku Allo- Ulmion,. Znaczy - jest właściwy dla lasów łęgowych.
Wieś nasza weszła na tereny lasów łęgowych i tam, gdzie ludzka ręka nie dokonała większego spustoszenia w stosunkach wodnych, glebowych, nie zasiedliła innymi gatunkami o większej konkurencyjności, takie gatunki przetrwały.
Są w w ekstensywnie użytkowanych ogródkach czy na pasie zieleni, przy cieku wodnym.
Spotkać tam też można inne charakterystyczne gatunki- zawilca gajowego Anemone nemorosa  czy  złoć żółtą Gagea lutea


Fiołek- niestety nie oznaczyłam który. Rośnie zaraz przy murze domu.
Co ciekawe, nasiona fiołków rozsiewane są przez mrówki.
 Pewnie te same co mi do pokoju włażą...
Może by mi tak nasiona przyniosły zamiast wynosić cokolwiek z domu? He?


Wyrodzone hiacynty. Pozostałość po poprzednich właścicielach. Większe kwiaty, wieloletnie- wykopali :)


I na koniec- żonkile. Bardziej lubię narcyze, ale na bezrybiu... ;)




wtorek, 27 marca 2012

Mrówki- Tupaja ... 1:1

 Mrówki powróciły....

Jest parę możliwości:
- ktoś mi źle życzy- bardzo możliwe....nie jestem typem do rany przyłóż (89% pewności)
- ktoś rzucił czary (hyyy) (50 % pewności)
- owady nie dały się oszukać (prawie 80% pewności)
- owady są świetne w szukaniu alternatywnych rozwiązań (ponad 90% pewności)
- jest jeszcze sporo dziur miedzy ścianami a podłogą w pokoju, którymi mogą włazić (100 % pewności)

W związku z powyższym, porzucam płonne nadzieje zwalczenia "koleżanek" naturalnymi środkami.

K. ma zakupić dziś środek chemiczny i spróbujemy bardziej radykalnie. O wynikach nie omieszkam Was poinformować.

http://t3.gstatic.com/

sobota, 24 marca 2012

Dom o sześciu nogach

Uwielbiam owady...

Śmiano się ze mnie, jak zapałałam miłością do hodowli motyli i w hodowlarce trzymałam gąsienice rożnych gatunków.
Z koni- na robale się przerzuciłaś? Pytano.
Nie zupełnie, ale...

O mojej pasji- obecnie w lekkiej odstawce, w wyniku hodowli innych stworzeń, bynajmniej nie sześcionogich- opowiem kiedy indziej.

Teraz o kolejnym problemie starych domów.
Nie będzie o kołatkach, kornikach, spuszczelach, nie.

Będzie o mrówkach.
I to nie tych, o których zwykło mówić się w przypadku inwazji na siedzimy ludzkie- "faraonkach" Monomorium faraonis.
To nie one. 
Naszą jadalnię, sypialnię i pokój dziecięcy w jednym zaczęły odwiedzać mrówki...hmmm... no właśnie. Binokular u rodziców i nie ma jak usiąść i oznaczyć, z resztą- nie znam się na mrówkach, niestety.
Przyjmuję jednak, po wstępnym rzuceniu okiem na robala, że to jeden z gatunków spokojnie żyjący sobie w ogródkach i (być może) hodujący przy okazji mszyce, ku utrapieniu nas- ludzi.




Wkurzyły mnie na maksa...
Powłaziły w pudła z zabawkami młodego, chyba szukając tam miejsca na gniazdo.
Przyczaiłam się i znalazłam miejsca, którymi przyłażą- ha! Mam was!
No i co z tego...
Krwawo rozprawiłam się ze zwiadowcami, co by żaden (żadna) do mrowiska nie powrócił (a).


Przejrzałam internet... i co znalazłam jako antidotum na niemiłych gości?
Cynamon!
Oczywiście są różnorakie chemie, patenty oparte na insektycydach, ale... chciałam zacząć mniej drastycznie. W końcu tu toczy się nasze życie, jest Młody, w fazie eksploracji świata.
Jeszcze by coś zjadł z  podłogi i dopiero bym miała.

Posypałam wiec listwę miedzy podłoga a ściana, nadwątloną wiekiem i rozpadającą się sproszkowanym cynamonem.
W duchu śmiałam się nieco z siebie....Ale- warto spróbować.

I wiecie co?

Wczoraj przelazły może 2-3 mrówki.
Dziś rano- a jest już 10:40 nie odwiedziła nas żadna!
Albo poszły szukać szczęścia w ciepełku słoneczka, albo być może jak ja przepadam za cynamonem te mówki go po prostu nie znoszą?!