.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okrucieństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okrucieństwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 września 2013

Tupaja rozkłada trupka, trochę czyta i rzuca klątwy w Rumunię.

Chłodem powiało.
Wczorajsza noc przybliżyła nas do klimatów zimowych. 
Plus pięć.
Rano w pokoju zrobiło się rześko.
Tak...równe piętnaście.

Fajnie się śpi, z łóżka wyskakuje się chwacko.
Szur w drechy, mleko Młodemu, Młodą i Jego ubrać. Jedno i drugie ciepło, cebulkowo.
Potem, jak co dzień- leki Garipowi i szur! psowate na dwór.
Potem moja dobra znajoma Ściera i Wiadro plus woda i detergent i jechane. 
Konserwacja powierzchni płaskich. 
I tak do śniadania.

Po tak miłej rozgrzewce zwykle jestem już do końca obudzona i załapuję więcej niż średnią temperaturę więc i jajko dla Absorberów mogłabym czasami ugotować sobie w dłoniach.

Jeden z pokątników niestety zaliczył zgon w łazience co wykorzystałam. 
Nareszcie, bo już parę trupów nie naruszonych było od czasu naszego zamieszkania w  Tupajowisku, a ja nic z tym nie zrobiłam. 
Konstruktywnego.

Dziś dojrzałam do decyzji, zebrałam, a właściwie wyciągnęłam swoje zabawki i go sobie rozłożyłam.


Kartoniki już mi się skończyły.
Przynajmniej te większe.
Zostały na drobnicę, a do tej złowieszczki nie należą.
Pomocne okazało się pudełko po papierochach. 
Wycięłam ładnie, po linii napis: PALENIE ZABIJA i przysłużyło się zacnie.

Mało profesjonalny zestaw moich narzędzi preparacyjnych i trupek.
Niestety, przy etykietowaniu potwierdziły się moje przypuszczenia, że oczka mi się popsuły, bo wypisanie podstawowych informacji do mojego zbioru, sprawiło mi lekką trudność. 
Nie mogłam zogniskować wzroku na malutkiej karteczce. 
A i pismo mi się już rozchwiało, bo i kiedy mam pisać i co? 
Ręczne odeszło do lamusa. Mam nadzieję, że nie na zawsze.


Przy okazji przypomniałam sobie ile mam rozłożonych chrząszczy i pluskwiaków, parę motyli, oznaczonych lub nie, a nie włożonych do gablotki.
Dobrze, że ich nic nie pożarło....
Chrząszcz trafił tu, ale mam nadzieję, że znajdę chwilę co by go przełożyć gdzie trzeba.

Rozpinanie przypomniało mi moje wyprawy na owady, obserwacje i zatęskniłam za tym.
Mam nadzieję, że przyszły sezon, może z Młodymi, będę mogła znów poświecić swojej jednej z paru pasji, jakie posiadam.

Ostatnio udaje mi się- o dziwo!- czytać książki.
Co prawda z prędkością około 10 stron dziennie, ale to jak na moje obecne realia absorberowe wyczyn nie lada.
Oczywiście czytam tylko w WC, ale to mały szczegół.
I tu przypomina mi się zdjęcie z którejś z gazet, z półką z książkami w ... ubikacji.
I wiecie co?
Już mnie to nie śmieszy!

Przeczytałam z przyjemnością "Jedz, módl się, kochaj" E. Gilbert, a teraz zaczęłam "Ostatniego Amerykanina" tejże. 
Równie gładko, z humorem, dobrze napisana.
Do tego przemyślenia mi bliskie.

Wcześniej naruszyłam "Cukiernię Pod Amorem" z cyklu sagi o Zajezierskich Gutowskiej- Adamczyk, ale jakoś mnie nie pochłonęła.

Biblioteka w Paszowicach jest całkiem fajnie zaopatrzona.
Korzystam często.
Mimo, że mam sporo książek, na które mam ochotę po raz wtóry, ale stwierdziłam , że ileż można taplać się ciągle w tym samym?
Czechow. 
Listy Czechowa. 
Dostojewski, wspomnienia Anny, listy Anny Dostojewskiej, wywody innych o Dostojewskich...
Hesse, Strindberg....
Nieee....

Czas się odkurzyć.


No i czekają na swoją kolej. 
Także baśnie fińskie.
Ech, ta Skandynawia....

Cóż poza tym?
Ano- mały kwiatek z rozmówek damsko- męskich.

Tupaja: Kupiłam sobie wreszcie kapcie! (zajechałam chińskie klapki). W naszym sklepiku, za całe 6,50!
Kamax: No i dobrze.
Tupaja: Ale są męskie. Nie było w moim rozmiarze takich o grubej podeszwie. Duże, ale są bardzo wygodne!
Kamax: Bo męskie.

He, he, he!
Niom....

Drugie z serii poza tym?

Jestem rasistką.
Aktualnie nienawidzę- choć może to zbyt wiele powiedziane, bo nie pozwalam sobie na miotanie złych myśli. Bo...wracają.
A jednak. 
Nienawidzę Rumunów i mam ochotę napisać ich nację z małej, gównianie małej litery.
To, co się dzieje z bezdomnymi psami w tym kraju to piekło. 
Barbarzyństwo. Po prostu masakra.

z Facebook'a


Sąd Konstytucyjny w Rumunii orzekł, że zabijanie psów w tamtejszych schroniskach po 14 dniach od ich przybycia jest zgodne z rumuńskim prawem.

UE oczywiście, jak w każdej ważnej, ale nieopłacalnej (finansowo) sprawie milczy.
Podejrzewam, że część miałaby ochotę wprowadzić podobne przepisy w swoich krajach.

Hekatomba trwa.

Nawet już nie będę o tym więcej pisać, bo naprawdę, uczucia jakie się we mnie gotują jak widzę zdjęcia z ulic wystarczą.
Złe myśli, złe życzenia....

Nie mogę zrobić nic więcej niż podpisać się pod petycjami i bojkotować, na swój sposób, ten gówniany kraj.




----------------

Bardzo krótki, ale treściwy artykuł na ten temat na portalu psy.pl wraz z linkiem do petycji jest TUTAJ


------------------
Edycja z soboty i krótki tekst Doroty Sumińskiej na temat :
http://www.psy.pl/felietony1/dorotasuminska/art76,zabic-jest-najprosciej.html

piątek, 13 września 2013

O rybach, a także o Ichneumonie, psim smalcu i co mogłoby mieć jedno z drugim wspólnego

Dziś kamieniom powiedziałam dość





 i usiadłam sobie z zamiarem napisania czegoś do rzeczy. Co z tego wyjdzie- nie wiem.
Niewiele wyszło z poczwarki rusałki pawika, którą przesiedliłam na abażur, co by Absorberom pokazać świeżo wylęgłe imago.

Się wylęgło, ale nie motyl.
Gąsienicznik. Nie odważę się oznaczyć, bo się nie znam, a binokular u rodziców.


Poczwarka wykazywała pewne objawy spasożytowania, ale nie przejęłam się tym i oczekiwałam na wynik.
Kiedy jednak na oknie pojawił się znany mi stwór , wiedziałam już, że poglądowej lekcji nie będzie,a na taką znowelizowaną o Ichneumona (tak sobie nazywam rodzinę gąsienicznikowatych Ichneumonidae), Absorbery jeszcze za małe.



Ichneumon został wypuszczony na wolność, co by spotkał partnera i znów poskładał jaja w nic nie przeczuwającej gąsienicy.
Takie życie, taka przyroda.

Szkoda, że większe odpowiedniki takich stawonogich pasożytów nie składają jaj wewnątrz  złych ludzi.

Powiem tak.
Ostatnio, jako że na własne życzenie nie oglądam wiadomości bieżących, a gazetę kupuję zwykle w czwartki i soboty dla dodatków, nie o wszystkim wiem. 
W sumie to i dobrze czasem, bo nie mam wpływu na tę bandę idiotów i złodziei na górze, a przynajmniej mniej wqrwów mną zawłada, a to się ceni, oj, ceni.

Jednakże FB dostarcza mi wystarczająco dużo informacji, a także i tę o starych, powiem tak- PADLINACH nie ludziach, babsztylach, co to w Kłobucku przerabiały psy na smalec i nim handlowały.
Nasz kochany wymiar sprawiedliwości (???), choć już o nim sp. Lepper mówił, i z tym się zgadzam, że "do sądu nie idzie się po sprawiedliwość tylko po wyrok".
Babska, wg najwyższego, nie zabijały psów w sposób okrutny, a smalec nikomu nie zaszkodził.
I co jeszcze?
A tak na dodatek, z naszych podatków przeszło 4 tys. na opłacenie obrońców zwyrodniałych babsztyli.

Tu jest artykuł.

Babsztyle- babsztylami, ale i do tego cała gromada tych, którzy wierzą w moc tego smalcu. 
Zapewne wywodzą się z bagna tych, którzy i koty ze skóry obdzierają i przykładają sobie na bolący krzyż.

Zastanawiam się czy smalec z takich ludzi komuś by zaszkodził? 
Raczej nie. 
A i zatłuczenie takiej baby nie powinno nikogo zgorszyć.
Mnie by nie zgorszyło.

Wczoraj, w naszym sklepiku wiejskim dorwałam dorsza.
Wędzonego.
Bardzo lubię tę rybę. W ogóle przepadam za rybami, a jednak rzadko je jem.
Dorsza zamierzam, przynajmniej w części, przerobić wg przepisu Kamy na hekele.

Przez przypadek znalazłam całe 5 km od Paszowic miejsce, gdzie można zjeść dobrą, świeżą rybę. Z pieca.
To Sokola ze swoją smażalnią- "Sokola Rybka".
Ceny przystępne, a i na wynos można wziąć.
Sokola jest przy krajowej trójce, jadąc od Legnicy w kierunku Jeleniej Góry, dosłownie wspomnianych parę km od zjazdu na Lipę i Paszowice.
Ryby mają z pobliskich Bolkowic. 
Polecam!





sobota, 25 maja 2013

Utopia, Tupajo, utopia...

Tak sobie przeczytałam, na prędce, notkę o prawdopodobnym końcu rasy dońskiej i pomyślałam, jak ten świat będzie wyglądał za tych kilkadziesiąt, sto czy dwieście lat.
W czasach, kiedy o większości spraw decyduje ekonomia.
Konie piękne, wytrzymałe, wszechstronnie użytkowe,  odporne. 
Zdawać by się mogło- czego chcieć więcej? Ano, Ukraińcy nie mają takiej siły przebicia, a i Kozacy u nich już hordami po stepach nie galopują....

Niedawno, na łamach KP rozpisywano się o hodowli koni małopolskich, o celowości dotowania jej hodowli, o koniach śląskich, które to mając dwa typy eksterieru, a także będące różne ze względu na udział krwi koni pełnej krwi, mają zgoła inne przeznaczenie użytkowe.

Mnie osobiście bardziej podoba się stary typ, o cięższej budowie. Zadeklarowany, w obecnych czasach, bardziej do użytkowania w powożeniu niźli jeździectwie.

Hodowlą koni także rządzi prawo popytu i podaży, ale o tym najlepiej wiedzą ci, którzy w tym siedzą po uszy. 
Zastanawia mnie -idąc dalej, jeśli prócz zmian kierowanych ekonomią, dojdą zmiany których sama mogłabym być przyczyną- z racji własnych przekonań...mogłoby się zdarzyć, że zniknęłoby wiele pięknych  ras zwierząt gospodarskich.

Zakładając, że większość z nas przechodzi na stronę zjadaczy roślin, a białko zwierzęce pożera prosto z szalek Petriego, przyjąć bym musiała do świadomości, że na przykład znikają moje ulubione rasy bydła (zaprzestajemy hodowli mlecznej krów, a także cieląt na tzw. "białe mięso"), kolorowe rasy świń- któż bowiem chciałby trzymać świnię tak sobie, po to tylko żeby cieszyła oko czy przekopywała ogródek? (chyba tylko ja...;))

Świnia rasy hampshire (mawają o niej hempszyr :))polsus.pl
Co do przeznaczenia cieląt (buhajki), na mięso, proceder jest okrutny, choć hodowcy, producenci klatek oraz cały pijar twierdzi inaczej.Jeśli któreś z was nie wie jak to sie odbywa to powiem w skrócie, że buhajki odsadza się od matek, zamyka w takich domkach z "wybiegiem", futruje mieszankami i pasie tak nimi do wieku 4-5 ms. Potem czeka je wybawienie w postaci noża rzeźnickiego lub innej przyjemności z rąk człowieka.
"Ciekawym" stwierdzeniem jest, że "ich pozbawione ruchu mięśnie zachowują niemowlęcą, apetyczną miękkość aż do dnia uboju" . 


Wspomniane przyszłe cielęcinki....





Takich domków są setki....

Sielanki na świecie nie ma i nie będzie.
To co się dzieje ze zwierzętami, a co robimy z nimi my- ludzie jest potworne.
Z kolei, wracając do zadanego sobie pytania- co by było....

Wielka hala z lochami w kojcach porodowych, w których nie mogą się nawet obrócić
 Człowieku...." Are you human, or a dud?" chciałoby się zapytać....



Ano, pewnie ucierpiałaby część ras psów użytkowych.
Myślę tu głównie o rasach myśliwskich; zakładając, że jakoś (no właśnie....), pozbywamy się tematu impotentów z jedyną twardą lufą- broni myśliwskiej -w łapie.
Pasterskie sobie poradzą. Wiem z własnego doświadczenia (Garip).
Z resztą...mieć psa, czy dwa- łatwiej. 
Kto weźmie pod swój dach taką jałóweczkę czy loszkę...
Już nawet nie rozmnażając, bo cóż zrobić z buhajkiem czy knurkiem, który- jak każdy chłopak wcześniej czy później będzie rozrabiał?
Skąd też środki na utrzymywanie minimalnego stanu pogłowia ras rodzimych dla danych krajów ...?

Ludziom żyje się - jak się żyje, a kto by myślał w takich momentach o źwierzach?



Po prostu- utopia, Tupajo, utopia....


niedziela, 28 kwietnia 2013

Kogo zamknąć w obrotowej klatce....

Nie będę pisać o tym co się działo w naszym pieprzonym sejmie w związku z nowelą dotyczącą uboju rytualnego, bo mam dziś zły dzień.
Nie będę też nakręcać się negatywnie....

z profilu FB Stop Legalizacji Uboju Rytualnego w Polsce

Ale....
Wszystkim posłom głosującym za- winszuję szczerze odrodzenia w ciele zwierza, w kraju, gdzie cierpienie zwierząt zawsze przegra z pieniędzmi i tzw. czynnikiem finansowym. 
Niech im poderżną gardła w tych obrotowych klatkach. 
Niech się ich oprawcy zasłonią wolnością religijną, a tak na prawdę - ssaniem na kasę.

Oczywiście, uprzedzam kąśliwości, które mogą nastąpić. 
Niemiecka krowa cierpi tak samo jak polska....

Swoją drogą, zło zawsze wraca do tych, którzy je sieją...
I to cieszy. 
I to bardzo.
 
(z FB,  Bernardyn  Fundacja Zwierząt Skrzywdzonych)


 "Na pewno pamiętacie Fiodora, sparaliżowanego starego psa po przejechaniu ciągnikiem przez właściciela, zostawionego na polu, "żeby zdechł". Pies przeżył na tym polu, jadł patyki drewniane i wył z bólu, głodu i pragnienia. Na zdjęciu nasze spotkanie i ślad na śniegu ciągniętych bezwładnych tylnych łap. Zaalarmowali sąsiedzi, bo wszystko ma swoje granice, cierpienie też. Czekaliście na sprawiedliwość, domagaliście się kary dla zwyrodnialca, który tak bestialsko potraktował psa. Życzyliście wszystkiego, co najgorsze.... nasza organizacja robiła swoje, swoimi sposobami. Efekt końcowy: nie ma już tego gospodarstwa, zostało podpalone świadomie przez właściciela, który teraz w wyniku poparzenia leży w szpitalu, potem trafi do więzienia, żona odeszła kilka miesięcy temu i zeznawała w sprawie przeciwko mężowi o znęcanie się nad Fiodorem, społeczność wiejska odwróciła się od niego i nie ma miejsca już dla tego człowieka na tej wsi. Życzyliście wszystkiego, co najgorsze i spełniły się oczekiwania. Nie wiemy, czy oko za oko i ząb za ząb to dobra metoda, ale zrobiliśmy swoje."

Dziś tak smutnawo.
Pada deszcz.

Zimno. 5 stopni. 
W piecu napalone.

Coraz mniej czasu na pisanie, bo Młoda w końcu zaczęła przemieszczać się po podłodze.
A jak już czas jest,to zalegam w pozycji horyzontalnej i najczęściej udaje do Orfiego, który bierze mnie w ramiona.... 

Muszę przypomnieć sobie bajki. 
Młody na razie żąda dwóch. O Babie Jadze i o Smoku (Wawelskim). 
Może sięgnę po podania ludowe. Mam fajny zbiór "Pieśń Swantibora". 

Z tą pozycją wiąże się coś humorystycznego. Przynajmniej na tyle mogę sobie i Wam lekko osłodzić tego krwistego posta. 
Jest tam podanie o opacie Brunonie, a tytuł brzmi:
" Opat Bruno z Kołbacza".
Kiedy byłam mała i książkę tę czytał mi mój Starszy Brat, myślałam, że Bruno spadł z wielkiego chleba.


To, swego rodzaju niezrozumienie ze słuchu jest rodzinne....
Ojciec mój, długo myślał, ze miłość jest pod różą....(piosenka Majewskiej "Podróżą każda miłość jest"), a brat mój myślał, że u mickiewiczowskiego "Konrada Wallenroda"  "broni się jeszcze zwierz Alpuhary...").


Może by takiego zwierza Alpuharego nasłać na tych posłów, he? 



niedziela, 31 marca 2013

Jajo w gardle staje- post bez podtekstów.

Tym,którzy uważają, że problemu nie ma.
Żenująca niewiedza, ignorancja służb- policji i inspektorów weterynaryjnych.
Tu akurat konie, ale co się dzieje z innymi zwierzętami- podobnie, tylko mniej się to nagłaśnia. 
 

I nie dziwię się młodzieży, że ma ochotę takich rozwłóczyć końmi (w najlepszym wypadku).

Ktoś powie- nie wszyscy są tacy. 
Ano, nie wszyscy, ale ci tam właśnie, "kontrolują" transporty bez rozładunku, bez znajomości maści i odmian, ba!płci!
Pomijając stresy i cierpienie zwierząt, co jeśli w transporcie jest zwierzę bez dokumentów lub kradzione- ano- NIC.

Policja zaś kontroluje bardziej organizacje pro zwierzęce, zamiast legalność praktyk, a strażacy- pilnują porządku...czyli pachołków.

Rzygać mi się chce tymi wielkanocnymi jajkami.
Ale- zapomniałam, że w "polsce" są inne, ważniejsze problemy.

 
Film trwa  ok.12 min.



 
 

 

czwartek, 7 marca 2013

Znów trochę o koniach, norkach i o deszczu trochę.

Wczoraj ładny dzień zaprogramował mnie pozytywnie, jednak dzisiejsza pochmurna pogoda nie pozwoliła na dłuższy spacer z Absorberami. 
Teraz pada deszcz.

Tak sobie czytałam temat u kolegi z Boskiej Woli i o tym, jak to młode ( i młodzi) nakręceni tematem skaryszewskim,bluzgają w "necie" na hodowców, handlarzy powiązanych z tematem.
Powiem tak...
Rozumiem młodych, choć jeszcze taka stara nie jestem.
Rozumiem zapał, emocje. 
Sama podobnie reagowałam kiedy widziałam nieszczęście zwierząt. A konie jadące do rzeźni do szczęśliwych nie należą. 
No, chyba, że tak kochają swoich hodowców, że z tego szczęścia oddają swe ciała pod nóż rzeźnicki.

To w ogóle jest jakiś popaprany temat.
Twierdzenie, że hodowla koni pogrubionych to nakręcanie spirali śmierci- w przypadku całego procesu, którym ostatecznym produktem jest mięso- rzeczywiście jest racją. 

karmole.net

Żal by mi było, gdyby zniknęły konie pogrubione, konie ras zimnokrwistych, które za sprawą mechanizacji rolnictwa nie pełnią już takiej roli jak dawniej, a ich wykorzystanie pociągowe również jest marginalne.
Nie wiem tylko, czy chciałabym zachwycać się nimi w aspekcie finału kulinarnego. 
Na pewno nie. A do tego to niestety zmierza.

Co do koni wybrakowanych ze stad, starych, które trafiają do ubojni sprawa jest inna. 
Jednak i tu jest jeden problem, dla niektórych mało ważny, a nazywa się ubój z zachowaniem norm. 
Tylko czym jest norma w rzeźni? 
Kto jej przestrzega, kiedy wszędzie spogląda ekonomia? Czas?

Ktoś napisał, że konie pogrubione czy zimnokrwiste, które głównie wędrują  na stoły makaroniarzy czy innych tam francuzów, jako rasa zginą, kiedy zaniecha się ich hodowli, targów, transportów. 
Że stracą rolnicy. 
Że to ważna gałąź gospodarki...
Tja...
Tak samo mówi się o ubojniach, w których przeprowadza się ubój rytualny. TFU!

Wiecie co?
To tak troszeczkę jak - bliski mi, bo stamtąd pochodzę, temat górników i ich przywilejów.
Kiedy dochodzi do głosu ktoś, kto ma odwagę powiedzieć, że wg Konstytucji jesteśmy równi- okazuje się, że jednak zasada orwell'owska trzyma się jak gówno buta. 

Wcześniejsze emerytury, dodatki etc.
Spróbujcie tupnąć! A już związki zawodowe działają i ludzie, w nastrojach strajkowych wylegają jak dżdżownice po deszczu. 
Jest ich wielu. Mają siłę w masie. 

Widzicie....
Ktoś mi kiedyś powiedział- i miał rację, że jak mnie szef zwolni czy firma upadnie, to jeśli nie znajdę pracy w branży- muszę się przekwalifikować. To naturalne. 
Tak....bo pracuję w małej, prywatnej firmie i jest nas w tej firmie mało.

Więc ja powiem tak- rolnicy hodujący konie na mięso- przebranżowcie się! ( o ile upadnie przemysł "koninowy"). 
I wcale nie będzie mi ich żal, bo im nie byłoby żal mnie. Takie życie.
Zero empatii.
Z resztą....kto hodując zwierzę na mięso ma empatię. Czy można czuć empatie do mięsa? 
Nie sądzę. 

I tak hodowla koni jest droga i często nieopłacalna.
Liczyć chciałabym na jakichś pozytywnych oszołomów, którzy trzymaliby grubasy w swoich gospodarstwach po to tylko, żeby w ramach rozrywki orać nimi pola.
Nie wszystkie rasy (i osobniki) mają takie szczęście jak clydesdale paradujące z Budweiserem  na wozie, w pięknych uprzężach.

Gdybym- teoretycznie, bo gram rzaaadko- wygrała w Lotka- prócz domiszcza, hektarów i różnych tam, miałabym też shire'y i może jakieś nasze sokólskie koniska. Ot, tak, powoziłabym sobie nimi, a co!
A na shire to i na spacerek w siodle, a jakże.

Na FB ostatnio poruszono temat planowanej budowy fermy norek koło Wrocławia. Kto ma konto na FB podaję linka, można oprotestować.
LINK 
Ja jestem wszystkimi czterema łapami przeciw.

internet
Po pierwsze- jestem antyfutrowa.
Po drugie- kto choć trochę poczyta o gatunku jakim jest norka amerykańska- zrozumie czym jest taka ferma jeśli chodzi o wpływ na rodzimą faunę.
Po trzecie- zwierzęta cierpią w klatkach, chorują, zabijane są...Ech, dobra dość.

I tak pewnie ktoś mi tu może dowalić, że mam skórzana kurtkę. I buty. 
Mam. 
Tyle, że trzeba być kretynem (przepraszam moich Czytaczy- to do ewentualnych agresorów przypadkowych) , żeby nie wiedzieć, że skóry bydlęce i świńskie to produkt uboczny przemysłu mięsnego. 
Nie hodujemy krów na skóry. 
Przynajmniej generalnie nie.

Temat norki jest też wałkowany w moich okolicach- pod wsią Dobków miała powstać takowa.

***
Leje.
Ciapa na podwórku.
Mop stoi na dole, z wiadrem gotowy do akcji.
W zależności od pory dnia mam dwie opcje- błoto lub mocz Garipa. 
Leje chłopak po tych sterydach....

A podwórko!
Co za potwór!
Jak czarna dziura. Na dodatek rozorane przez pana od węgla (nie mógł wyjechać).
Kiedy coś z tym zrobimy...?
A może jaki basen wielki sobie tam po prostu zrobić? Z borowiną...Tak. Chyba z psich kup.
Dla twardzieli hardcore'ów. 
Hmmm...może jest jakiś taki odłam? Taplaliby się w błocie z kupami, z cygarami w ustach i złotych stringach?
Jeśli jacyś tacy czytają tego bloga to zapraszam!
Dodam- tak dla pikanterii, że zaraz po drugiej stronie ulicy mamy kościół...:)


Leje dalej.
Ale, może to i dobrze. Śniegu u nas nie za wiele było, a ostatni rok suchy (pompa w piwnicy chyba ze trzy razy włączana jedynie) więc woda się przyda. 
Przecież jesteśmy na szarym końcu Europy, jeśli chodzi o zasoby wody. No...i chyba nie tylko z tym na końcu. 
To tak przy okazji ferm futrzarskich. 
Rzadko już budują je Polacy. Częściej Duńczycy czy inne nacje.
Tanio i zachachmęcić się tu da. 
Nie pytają kiedy , tylko za ile. 
A "polaczki" się cieszą, że "zachód" inwestuje....










niedziela, 27 stycznia 2013

Wokół skaryszewskich klimatów....


Znaleziona w lesie....
Różne ludziska mają zdanie na temat Skaryszewa i jego osławionych- także niechlubnie targów.
Targi zwierząt istniały zawsze. Miały sens. Teraz i też go mają. 
Podjedzie sobie taki rolnik, sprzeda coś, kupi do chowu gospodarczego.
Nie mam nic przeciw targom zwierząt gospodarskich.
Jednak przeciwna jestem temu, co jest niestety nagminne, a nie zmienia się na wsi tak szybko. Podejście do zwierząt.
Wsią generalnie rządzi utylitaryzm.
Piszę generalnie, bo i tu są wyjątki i nie mam tu na myśli przesiedleńców z miast, co winszują sobie loszkę trzymaną na podwórku dla towarzystwa psów czy trzymających kury nioski do ich naturalnej śmierci.

Na praktyki hodowców mięsa popatrzyłam sobie na praktykach w hodowlance. 
Na okrucieństwa tłumaczone różnorako, ale z empatią i wrażliwością nie miało to nic wspólnego. 
W końcu jak można czuć empatie do mięsa? Wszak to produkcja zwierzęca. 
To takie "ładne" i "gładkie" słowa. Kartezjusz by się cieszył.

"Świata nie zmienisz" mawiał mój ojciec, kiedy widział moją nastoletnią wściekłość - głównie z bezsilności na barbarzyńskie praktyki ludzkie wobec zwierząt.
Nie zmienię, ale mogę mieć własne zdanie, bronic go, mówić o tym i nie przeszkadzać innym działać, jeśli mnie samej brakuje czasu,... odwagi?

Targi zwierzęce to miejsca, gdzie zawsze spotka się ludzi, którzy traktują zwierzęta przedmiotowo. Nie widzę zatem powodu, by piać z zachwytu nad "tradycją" i bronić jej.
Taką samą tradycją jest w Hiszpanii korrida, zwyczaje skośnookich ćwiartujących w jakimś okrutnym rytuale świnie na żywca, ubój rytualny (czemu chyba należałoby poświęcić osobny post) czy też nasze "tradycje łowieckie".



I tam, i tu ma miejsce cierpienie zwierząt. 
Chcesz sprzedać zwierzę- zatroszcz się o nie, traktuj jak żywe stworzenie, nie kawał mięsa. 
Tyle, że to wezwanie dla większości pozostanie głuche. Pozostanie wołaniem nawiedzonej.
Ano- jestem nawiedzona.
Jestem wariatką.

I tak, jak kiedyś na praktyce, kiedy musieliśmy odwiedzić fermę lisów, miałam ochotę jej właścicielowi wsadzić w tyłek pręt podłączony do prądu (którym zabijano lisy), tak teraz chętnie bym tych "hodowców z tradycjami" równie miłym grantem poczęstowała.

Niestety, nawet akcje wykupu koni nie zmienią za wiele. 
No, może jedynie te wybrane po prostu unikną rzeźni i poprzedzającego ja cierpienia w transporcie.
Mogą pomóc jednak kontrole- i to nie służb weterynaryjnych, z których- jako miejscowi, narażać się społeczności nie będą, tylko osób z zewnątrz. 
Może niekoniecznie "nawiedzonych ekologów", ale osób świadomych i wrażliwych.
I jeszcze jedno- konie nie mogą być wybrańcami.
Świnie, krowy, drób- cierpią tak samo.

Cielęta także pokonują w koszmarnych warunkach drogę do rzeźni. Stres, cierpienie, do tego- to są kuźwa dzieci! 

national geographic

Egzaltuję się? Być może. Mam jednak do tego prawo.
O cielętach jednak  trochę ciszej...
Konie, konie. Tradycje ułańskie, etc.
Za nic nie zjadłabym konia. Tak jak i psa. Nie jem też dziczyzny i cielęciny.

Jem świnie i drób. Ryby.
Niestety.
Mam nadzieję, że z czasem uda mi się zrzec mięsa. Zbyt duża świadomość tego co się dzieje za zamkniętymi drzwiami chlewni, kurników i rzeźni, sprawia, że ciężko mi się je trawi....

Ludzie będą żreć mięso. Jesteśmy wszystkożerni. 
Mam tylko małe marzenie, malutkie i tak samo malutkie jak chyba nieziszczalne, żeby minimalizować cierpienia.
Nieziszczalne, bo światem rządzi ekonomia, cięcie kosztów i czynienie wszystkiego opłacalnym, sprowadzanie życia- także zwierząt do czystego rachunku. 

Ktoś powie- a czy z punktu widzenia świni, ważne jest jak zginie? Ona chce przecież żyć.
Więc zapytam- chcesz umrzeć wśród swoich, w spokoju czy w męczarniach? Wszystko jedno?
Gratuluję....

Czy wobec skaryszewskich i jemu podobnych klimatów mogę powiedzieć, że podpisują się pod ich likwidacją? 
Nie do końca. Bo wiem, że są też tam ludzie dbający o zwierzęta, a przynajmniej traktujący je godziwie. 
Nie podoba mi się hodowla koni na rzeź- to prawda. Żal mi tych koni- druga sprawa. 

Jestem przeciwna transportom jakichkolwiek zwierząt rzeźnych poza granice kraju (jak i długodystansowym pozakrajowym transportom zwierząt hodowanych na mięso), bo nie wierzę w przestrzeganie norm, zwykłą wrażliwość i zrozumienie cierpienia.
Nie wierzę służbom celnym i weterynaryjnym. 
Zbyt wiele mam przykładów na ich niedbalstwo okupione zwierzęcym strachem i cierpieniem.

polskieradio.pl


Na wspomnianej fermie lisów, pokłóciłam się z koleżanką. Bardzo mocno się pokłóciłam.
No pożarłam się z nią po prostu.
Cóż powiedziała na moje oburzenie na tę "produkcje futer"?
"Jeśli to pozwala utrzymać się jemu i jego rodzinie to nie mamy prawa mu tego zabraniać".

Więc powiedziałam- "Jutro- zacznę kraść ludziom nerki. Od razu dwie. Muszę się jakoś utrzymać. I co"?

Nic.
Tylko gały wybałuszyła na mnie. 

Wariatka.
Oczywiście piszę o sobie....




 

środa, 8 sierpnia 2012

Matka...?

weltbildung.com
Jeszcze zanim zostałam matką, ten temat -owszem- poruszyłby mnie, ale nie tak.
Zawsze jednak żal mi było bardziej zwierząt, jakoś tak bliżej mi było do nich.
Teraz zmieniła się moja uczuciowość; zwierzęta nie straciły, zyskały dzieci i matki.
Empatia.
Dla matek, których dzieci cierpią, dla matek, które tracą swoje dzieci.
Jednak nie dla wszystkich.
Matką była dla małej dziewczynki kobieta, która- początkowo jak mi się też wydawało, straciła swoje w wyniku napadu i kidnapingu.

news.de

Mimowolnie uczestniczyłam w tym czarnym medialnym show. Nie śledziłam specjalnie, jednak zawsze jakiś artykuł, audycja mimowolnie zwróciły uwagę...
Z resztą, jak to w naszym kraju bywa, takie sprawy dość się nagłaśnia, bo prócz wymiaru czysto ludzkiego, bardzo ładnie odciągają opinię publiczną od spraw równie  ważnych, dotyczących finansów, polityki, przewinień tych od koryta i tych, którzy nieco dalej, załatwiania interesów, załatwiania ustaw kolesiom...etc.

fotocommunity.de Pająk z rodziny pogońcowatych

Kiedy jednak wątek małej Magdy się rozwijał, a małżeństwo plątało się w zeznaniach, na światło dzienne wychodziły nowe, coraz to okropniejsze fakty, obraz nieszczęśliwej matki zaczął się zniekształcać.
Po przeczytaniu dzisiejszego artykułu na Onecie- matka zmieniła sie w potwora w ludzkiej skórze.
To, że człowiek zdolny jest do czynów okrutnych wobec zwierząt wiem, wobec ludzi- także.
Dzieciobójczynie wbrew pozorom nie są rzadkością w naszym gatunku.
U zwierząt też się to zdarza, najczęściej wskutek warunków stresowych (głód, duże zagęszczenie zwierząt hodowlanych).

makropasja.pl

Co jest obrzydliwego w tej kobiecie? Prócz czynu, którego się dopuściła lub nań zezwoliła?
Kłamstwo.
Świetnie gra.
Co jej się należy oprócz "czapy"- pośmiertny Oskar.
Niesamowite, jak ta ... istota łgała, jak płakała, jak rozdzierała szaty. Istny teatr. Jak trzeba być podłym, żeby tak grać.
Zawsze zastanawiałam się jak ktoś taki może normalnie żyć. Do tej pory myśli te dotyczyły głównie tej padliny ludzkiej znęcającej się nad zwierzętami.
Teraz myślę, jak może spojrzeć na swoje odbicie w lustrze taka ...
Dziecko zostało uduszone. Małe, półroczne dziecko...Nawet nieważne, że półroczne. Dziecko.
Niczemu niewinny człowiek.

Elasmucha grisea- przykład opieki nad potomstwem u owadów. (ekologia.pl)


Mówi się : "zezwierzęcenie".
Chyba warto byłoby się zastanowić nad trafnością tego epitetu.
Kiedy na studiach, będąc jeszcze wtedy bardzo ostrą dziewczyną o bezkompromisowym i cynicznym podejściu do życia, powiedziałam jednemu takiemu: "Ty...człowieku"- wszyscy, którzy mnie znali, wiedzieli, że to jedna z obelg.
Na "ty psie"- trzeba sobie zasłużyć.

interia.pl



Matka Madzi nie jest suką.
Suki nie zagryzają swoich szczeniąt. Jeśli już, dzieje się to rzadko.

Ile powinniśmy się jeszcze od zwierząt nauczyć, wiedzą tylko ci, którzy czują i potrafią kochać. A do takich istot ta kobieta nie należy.