.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siekiera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siekiera. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 marca 2013

"Siekiera baby"- czyli Tupai walka o ogień i co mają Beatlesi do kobity.

Zastanawiam się jak to będzie z tym marcem. Ile jeszcze tego śniegu spadnie. 
Tak mi się marzy...

Mój stary malunek plakatówką. Prawdopodobnie około 1992-1993
 
Póki co u nas przed dni najbliższe ma oscylować miedzy zero a minus pięć, z wszelkimi przejawami opadów i osadów atmosferycznych.

 Duży wybór przysłów ludowych na marzec znajdziecie na ciekawym blogu Naturowierstwa o tutaj .
Tak na marginesie - bardzo ciekawa stronka- polecam! :)

Wyszło nam słoneczko na chwilę, chyba tylko po to, żeby roztopić resztki zmarzliny na podwórku, która umożliwiała nam jako takie funkcjonowanie.
Niestety, lekkie- delikatnie mówiąc- rozmiękczenie podwórka spowodowało, że zostałam zawezwana przez Kamaxa na dół co by mu pomóc wyjechać do pracy.

Żeby mógł sobie tak zaśpiewać

wyległam z łoża, pozostawiając Absorbery z wyrazem zaciekawienia i zaniepokojenia szybkim ubieraniem spodni na pidżamę. 

Po lekkim zatańczeniu dupskiem sierry po błocie, paru qwach rzuconych na wiatr dujący między budynkami Tupajowiska, po paru minutach wycia na jedynce, po kilkunastu zapieraniach (nie zaparciach! :)) Kamaxa o dupsko sierry- ta wreszcie wytoczyła się z naszej specyficznej młaki....

Oczywiście, jaki początek dnia, taki i ciąg dalszy...
Unical od rana współpracować nie chciał. A może i by chciał, ale wiatr wciskał dym z powrotem do komina i nasz kocioł po prostu się dusił.
Kamaxowi udało się go w końcu rozpalić na dobre.
Naładował całą węglarkę.

Miałam dziś mieć dostawę węgla. Oczywiście, doświadczeni wieloma razami, kiedy to kierowca miał utrudniony wyjazd z naszej posesji, z rana zadzwonił telefon.
Okazało się, ze dzwonią ze składu, że może dzis jednak nie przywiozą, bo u nas błoto na podwórku na pewno i boją sie, ze nie wyjadą. 
Spokojnym tonem odrzekłam, że folię, na którą wysypują węgiel, przesuniemy tak, żeby nie musieli wjeżdżać zbyt głęboko w nasze błota. A generalnie to bać się będą mogli jak mi tego węgla nie przywiozą....

Pan kierowca, młody i sympatyczny, przyjechał o czasie i pomógł mi rozścielić folię, a potem szurnął pół tony na nią. Podziękowałam, zapłaciłam, zapłakałam.

Zaszłam na chwilkę skontrolować proces spalania w piecu made in Italy...
A tam- echo!
Noż, qwy chyba ze cztery poleciały w komin!

Szukam ci ja czegoś na rozpałkę- nie ma.
Wiecie co...jak się wściekłam, tak porąbałam drewno, którego w humorze utaplanym w milutko- rozrzewniającym bla-bla, nie byłabym w stanie. 
Adrenalina i kortyzol robią jednak z Tupai Horpynę.
Coś tam udało mi się uzbierać na rozpałkę i tak myśląc co Młody na górze wyprawia- czy nie spadł z krzesła, czym walnął w głowę Natkę, co wylał etc.- walczyłam o ogień. 

Było ciężko i bardzo przydała mi się flaszka rozpuszczalnika.
Poczułam się jakoś tak dziwnie mocząc znaleziona w pralce ściereczkę do wycierania naczyń. 
Nic mnie nie powstrzymało, żeby to uczynić. 
Tak nasączoną, kraciastą szmatkę cisnęłam w czeluść unicalowej komory spalania. 
Narzucone drewno zajęło się, a ja- po kolejnym kwadransie czuwania, wrzuciłam duży klocek czereśni i wróciłam na górę.

Siekiera, jeszcze ciepła, została w "rębałku".
Nota bene...Siekiera to zespół, którego płytę analogową mieliśmy z bratem w domu i bardzo ją lubiłam, co z resztą zostało do dziś.
Tekst pasuje do wcześniejszych zmagań. 
Trochę :)



 Aaa!
Chyba domyślacie się jaka piosenka pojawia się w wynikach, jeśli w You Tube wpiszecie:
"siekiera baby"?

No właśnie! :)