.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierzenia ludowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierzenia ludowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 listopada 2014

Baba... fasolowa?

Miałam- i nie tylko ja- zajęcie, które to kiedyś przypadało osobom starszym. 
Dziadkom, babciom, co by "zapracowali sobie" na chleb, bo do pługa już nie zaprzęgniesz, do lasu do drzew rąbania też, a wyłuskać groch czy fasolę może, a jakże.
Nie umęczy się przy tym aż tak, a robota będzie zrobiona.
Do gara będzie co włożyć, a i dziadek czy babka też korzystać ze strawy będą więc jasne jak... Szagma.

Absorbery nie starcy, ale łuskają

Mój Jaś....

Lubię łuskać Jaśka.
He he he...

Taki milusi w dotyku, w sumie cud taki, bo przecież z jednego nasionka wielka wijąca bestia powstaje z kilkunastoma strąkami, z dwoma nasionami co najmniej.

Dłubiąc tak w strąkach, patrząc na piętrzące się w kubełku odpadki, wspomniałam sobie o strączynach, potem o grochowinach, a stąd już blisko do baby grochowej.

Ostatnio na wierzchu leży "Bestiariusz słowiański", o którym już pisałam kiedyś więc jestem na bieżąco.
Baby grochowe, istoty demoniczne, odziane są w wysuszone pędy grochowin, a we włosach mają poutykane łubinowe badyle. Mieszkały w łanach łubinu, peluszki czy grochu. 
Nie były milusie, bo prześladowały śpiących żniwiarzy dusząc i podgryzając. Na dodatek baby grochowe często interesowały się niepilnowanymi dziećmi, które mogły porwać i zjeść.

Baby jagodowe z kolei, to demony leśne, związane jak sama nazwa wskazuje z jagodziskami. Groźne dla dzieci samotnie włóczących się po lasach. Za strój służyły im suknie z leśnych roślin, czasem we włosach miały wplecione zielsko. Zapewne wyglądały dość nieporządnie i nie budziły zaufania... Nota bene...mamy współcześnie chyba inne demony leśne, a raczej te bytujące na parkingach leśnych baby...paszczakowe.

Były też baby wodne - takie strasznie już przeterminowane rusałki. Podobno jak ich młodsze koleżanki pląsały nago w świetle księżyca, co było zapewne widokiem niezapomnianym.. 
Podobno były to dusze kobiet, które zginęły tragicznie lub najzwyczajniej w świecie- zachlały się na śmierć. 

Skąd w ogóle baba ?
W znaczeniu  słownika demonologii słowiańskiej to prasłowiański demon domowy lub ludowe określenie stracha, którego wizją najczęściej straszono dzieci.
Magiczne znaczenie stworzeń zaliczanych do bab i ich podobieństwo do starych kobiet wynikało z prostej przyczyny. Dawniej stare kobiety zdarzały się rzadko. Powiedzmy sobie szczerze, że głównie porody miały tutaj wpływ na ilość wiosen, jakie mogła sobie kobieta wywalczyć od Losu. 
Stara kobieta budziła z jednej strony szacunek, ale i lęk co zapewne miało wpływ na to, że wielu magicznym i demonicznym istotom nadawano postać starej kobiety. 
Oczywiście pomarszczonej i brzydkiej, jakby każda z kobitek na starość miała sobie zasłużyć na taki eksterier, kurdelebele....

czwartek, 19 lipca 2012

O Bzionku i reszcie.

Dostałam od brata swego rodzonego ksiażkę. 
Książkę, która- kiedy się pojawiła, musiała być moja.
Jako, że częściowo zbiegło się to z rocznicą moich narodzin, to po głębokim namyśle doszłam do wniosku, że jest to książka, którą chcę przeczytać i mieć w swojej biblioteczce.
To "Bestiariusz słowiański. Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach", autorstwa Pawła Zycha i Witolda Vargasa.

Autorzy przestudiowali sporo podań i legend ludowych. Jako, że często każda z naszych części kraju ma swoje magiczne postacie, opisują je w swojej książce. 
Nie jest to książka w typie, także posiadanego przeze mnie leksykonu "Księga demonów polskich" Barbary i Adama Podgórskich.


"Bestiariusz..." jest pisany lekko, czasem okraszony takim humorem, wtrętami aktualiów i wycieczek osobistych autora.  Zawiera też ciekawe ilustracje nadające się do straszenia niegrzecznych dzieci.

Na przykład przy opisie Bełt , zwanych też błędnymi ognikami, które są demonami polnymi, wabiącymi podróżnych na bezdroża: "(...)  Nie wiedzieć czemu , szczególne upodobanie znalazły sobie w myleniu dróg osobom opuszczającym wieczorem karczmy i zajazdy. Często wiec dawniej bywało, ze nasz przodek wracał z oberży nad ranem obszarpany, posiniaczony i bez grosza przy duszy, twierdząc, ze to bełt mu w głowie namieszał. Złośliwi twierdzą, iż choć złośliwy demon już zniknął z naszego krajobrazu, samo zjawisko "pomroczności" pozostało".

O wielu istotach magicznych dawnych Słowian słyszałam, ale jest parę takich, o których przeczytałam w tej książce. 
Na przykład Fajerman- dusza błąkająca się po świecie pod postacią płonącego, bezgłowego ciała. Pokutuje ona za znęcanie się za życia nad zwierzętami. Jak wiemy dawniej raczej zwierzęta dzielono na użyteczne i nieużyteczne, ale np. zabicie psa lub kota było już naganne. 
Ludzie zajmujący się zawodowo zabijaniem zwierząt byli powszechnie pogardzani i nienawidzeni, a nazwa ich profesji- rakarz- stała się jedną z najpospolitszych i najcięższych obelg staropolskich.

Skuła z kolei była niewielkich rozmiarów robakiem, żyjącym na podmokłych łąkach. 
Żywiła się korzeniami oślin, ale nadepnięta przez krowę czy konia wgryzała się w kopyto czy racicę i powodowała kulawiznę.

Srala- inaczej kręciek, to demon wiru powietrznego. Chyba na czasie i stale obecny, bo i u nas dziś nieźle wiuwa....
Miał postać małego, kudłatego ludzika w czerwonym stroju, z kapeluszem o szerokim rondzie. Pod nim chował...rogi. 
Krążył po świecie w słupie wirującego powietrza, głośno się śmiejąc dokuczał ludziom. Rozrzucał kopki siana, zrzucał strzechę z dachów, niszczył zboże. 
Aby go pokonać, należało rzucić w niego nożem...

Przyłożnik...No cóż. 
Nawiedzał on sobie bogobojne niewiasty by sprowadzić je na drogę grzechu. Przybierał do tego piękną postać, a kiedy osiągnął już swój cel- znikał, a żadna z białogłów nie mogła już o nim zapomnieć. 
Potem już tylko chyba położnik przypominał o wizytach poprzednika.
Aby uniknąć wizyt Przyłożnika, należało okadzać się przed snem dymem z krowiego nawozu. 
Rzeczywiście od tego to i demon i całkiem ziemski facet pryskałby gdzie pieprz rośnie.

Są też Marudy, których dręczenie małych dzieci stanowiło ich ulubione zajęcie. Wielu sposobów się imano (np. wkładając do łóżeczka obcięte uszy zajęcze czy łapki kreta- obłęd jakiś....), ale te Marudy są czynne chyba do dziś....

Kania porywała małe dzieci, kiedy ujrzała je bez opieki. Miała postać pięknej kobiety więc dzieci się jej nie bały. 
Sadzała je na obłoku, na którym sfruwała na ziemię i unosiła nie wiadomo dokąd. 
Powiedzenie "Dzieci, dzieci kania leci" nie dotyczyło, jak można wnioskować, pięknych ptaków drapieżnych. 

Bzionek- to duch opiekuńczy chroniący obejście przed czarami.  Miał postać małego człowieczka i żył pod krzewami bzu (stąd i chętne sadzenie tegoż przy domach- sami mamy go w cholerę i ciut ciut). Bzu nie wolno było ścinać, palić nim w piecu, wykopywać. Pod krzak bzu zanoszono gorączkujące dziecko, by Bzionek zabrał chorobę.

Dola. 
Znałam ją. 
Duch opiekuńczy, towarzyszący człowiekowi w życiu.
Zawiązanie Doli następowało w chwili narodzin i towarzyszyła ona człowiekowi aż do śmierci. 
Zajmowała się potomstwem, pilnowała dobytku i zapewniała dobrobyt. Człowiek musiał tylko zachowywać się tak, by jej nie rozzłościć. Należało więc wstawać ochoczo 2 godziny przed wschodem słońca, całymi dniami harować jak wół, nie narzekać, zaciskać pasa, a Dola sprowadzała szczęście i bogactwo. 
Tak przynajmniej teoretycznie...
A co jednak, gdy człowiekowi, mimo wypełniania zadań Doli nie wiodło? Ano mogło się okazać , że i tak był skazany na porażkę. 
Są bowiem różne rodzaje doli. Tak więc, gdy chłopu przypadła dola kupca- nie było szans doczekać się sukcesu. Można też trafić na dolę leniwą lub niezaradną.  
Więc jeśli trafimy na Dolę źle dopasowaną, może okazać się tylko naszym utrapieniem. 
Najgorsze, że może ona "przechodzić" na dzieci...

Zastanawiam się, czy moja Dola jest taka jakaś bez szczęścia  czy może jeszcze nie odkryłam jeszcze  jej fachu...?