.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Szybciorem- Położne Sabiny Jakubowskiej -czyli znowu się zaczytałam

To już może jest nudnawe, ale ja znów o literaturze.
A czemu? A temu, że w naszej wiejskiej zobaczyłam nową powieść Sabiny Jakubowskiej- Położne. Przegapiłam moment premiery, ale aż tak bardzo się nie spóźniłam. 
Akuszerki przeczytałam szybciorem, aż Małż i Absorbery zaglądali do mnie czy wszystko gra.
Czytałam wieczorami, z Absorberem 3 przy boku. 
Książka mocna, piękna, obszerna. Postacie z krwi i kości, historie piękne i dramatyczna, a wszystko w oparach porodowych. Pracy akuszerek, bab... Tych, które przyjmowały porody. Tak- PRZYJMOWAŁY- nie odbierały jak to się często mawia. 

Temat mi jako kobiety i matki jest mi bardzo bliski. Nawet był moment, że niedługo po urodzeniu Absorbera 3 nosiłam się z zamiarem zostania doulą.
Zmieniłam jednak zdanie, ale nie dlatego że mi się odwidziało. Wróciłam do swoich pasji, ale temat porodów jest we mnie cały czas żywy. 

Zwłaszcza to co dzieje się wokół tego ważnego procesu. Jak można go przeżyć, z kim, w jakich warunkach. Na własnych czy wedle procedur. 

Mam wachlarz doświadczeń. 

Wiem co było dla mnie najlepsze. Wiem też, że dobry poród to wzmocnienie kobiecej mocy, bo wierzysz, że możesz, że masz sprawczość a przede wszystkim- utwierdzasz się w tym- że wiesz.

Że znasz swoje ciało i nikt ci nie powie, że jest tak- jak jest inaczej. To umocnienie w intuicji własnej, to zakorzenienie w kobiecej mocy. Ramen!
Jak mawiają ci od latajacego potwora spaghetti. 

Akuszerki to opowieści o porodach w domach- na wsiach, we dworach... W Położnych trafiamy już na grunt szpitalny, czas procedur i całej tej modyfikacji tego cudownego procesu by innym się zgadzało, by było szybko, pod kontrolą. To porównanie czasów, gdzie owszem- brak fachowej pomocy w niektórych wypadkach skazywało kobietę i dziecko na śmierć czy kalectwo, ale dawał wiecej pzrzstzreni na naturalne podejscie do naturalnego stanu rzeczy. Lekarz, najczęściej podległa mu położna i nowe wytyczne, niefizjologiczne pozycje porodowe, farmakologia... I gdzieś te dobre, czujące kobiety, które próbują mimo wszystko odnaleźć w tym ścieżkę do intuicyjnego podejścia do rodzenia i przyjmowania małego człowieka.  

Jestem w trakcie lektury Położnych- już kupionych do zasobów własnych. Wiem, że to jedna z TYCH książek. 
Pozostanie ze mną do końca. 




niedziela, 10 maja 2026

W łapkach literatury, ślimak we włosach i szparagi

 Książki kocham miłością wielką. Czytać, ale i posiadać. To drugie niestety nie jest dobrą cechą rozważajac to z punktu widzenia doczesności, ważności a właściwie hierarchii spraw, rzeczy.... Myślę, że może to minie. Jak i wiele innych moich cech- przetransformuję je lub samo się stanie.

To samostanie jest najpiekniejsze, choc dobrze jak sie przy tym jest. Tak, dla spokoju...

Zawsze czytałam dużo. Zwykle powieści klasyków, ale i dużo fachowej literatury. A że jestem kobietą renesansu to botanika, zoologia, ale i gleboznawstwo, sozologia, leśnictwo, zielarstwo, ezoteryka, ale  etnografia historia literatury...

Od ponad 10 lat zgłębiam też nauki jogi więc i teksty źródłowe - Upaniszady, Bhagawadgita a także filozofię Krijajogi. Jako nauczycielka włażę też chętnie w tematy anatomiczne i fizjoterapeutyczne stąd zainteresowanie neurologią i pracą z układem nerwowym w aspekcie jogi. Jeśli do tego dodamy moja miłość do Ajurwedy to mamy sporo tych tematów....

Aktualnie czytam Masalę Cegielskiego. Taki zapis podróży i ciekawie rozprawia się z wieloma mitami Indii- zwłaszcza dla tych, którzy udają się tam, by uzyskać uzdrowienie, ukojenie, transformacje życia i samych siebie. Taki trochę gorzki obraz, ale prawdziwy. Bo Indie to nie tylko joga, medytacja i dobro. To kasty, bród, ubóstwo. Jak to w życiu.




Z tematów okołojogowych, ale dotykajacych pracy z ciałem i energią- ostatnio na tapecie mięsień ledźwiowy. Polecam książki. Są ćwiczenia oparte na asanach, ale i też na systemie energetycznym naszego ciała. 



Przypadkiem, właściwie poprzez notę wydawcy, zaintrygowała mnie ta książka. Wiele razy zawiodłam się na literaturze współczesnej młodych autorów. Zaryzykowałam. W sumie temat się rozwija. Postacie dziewczyny, mężczyzny - wojującego działacza pro przyrodniczego, ale niestety... autorce dość słabo idzie. Lektura idzie do przodu, jednak brak takiej lekkości. Mam czasem wrażenie, że czytam jakieś wypracowanie... Idę w to jednak, bo mnie intryguje to przesłanie, którym kieruje sie autorka - inspiruje się zwyczajami Indian Quolla i wykorzystaniem ich w rozwiązywaniu konfliktów damsko- męskich. 




Za to popłynęłam w lekturze o Stanisławie Tymie. Autorka- Katarzyna Stoparczyk. Szkoda, że nie ma jej już z nami. To jej ostatnia książka. Zginęła w wypadku samochodowym nie doczekawszy publikacji książki. 
Tyma nie trzeba przedstawiać. Ceniłam, lubiłam. Opowieść o nim czyta się świetnie. 



Ostatnio mam też szczęście do malutkich. A do tego służy bardzo obszerny atlas, czeski do identyfikacji. 



Buszowanie w krzaczorach czasem kończy się zaskakującym wynikiem. Parafrazując słowa znanej piosenki- ślimaka we włosach potargał wiatr....

Bleee, jak to powiedziała Absorberka. Włosy musiały zostać umyte. 






Na osłodę, ale jakby w temacie- jakby nie powiedzieć- kształtów i skojarzeń, pożarłam szparagi. Tylko z ghee. Paluszki lizać. 



poniedziałek, 19 maja 2025

Dlaczego Tupaje uprawiają ogrody

Jestem już na końcu książki Alice Vincent, w której to autorka spotyka się z kobietami by zadać im pytanie- dlaczego uprawiają ogrody. 


Ostatnio dość często zadaję sobie pytania tego typu- dlaczego robię coś - zwłaszcza w kontekście tego, że kiedyś tego nie robiłam. Co sprawia, że ciągnie mnie do prac z ziemią, z roślinami. Na jakiej zasadzie opieram te pracę. Co przy tym czuję, czy myślę o czymś, czy może nie myślę o niczym?

Bohaterki książki bardzo różnie trafiają na swoje ogrody- a może to ogrody trafiają na nie? Są formą terapii, ucieczki, próbą kontroli życia lub- wręcz przeciwnie- ucieczka przed nim.

Podtytuł brzmi- 

Opowieści o ziemi, siostrzeństwie i kobiecej sile. 

O ile o ziemi, kobiecej sile mogę powiedzieć trochę i jeszcze to o siostrzeństwie? Nie bardzo.  

Czymże ono jest? Wytwór czasów naszych? Wołaniem o uwagę kobiet,  o siłę więzi kobiecych? Zauważam pewnego rodzaju modę. Na kobiece kręgi, na siostrzeństwo. Na naganianie, na promocję pewnych trendów, pewnych zachowań. 

A może się czepiam i nie rozumiem? 
Nie, nie czepiam się, ale też nie uważam, że każda z kobiet potrzebuje być w kręgu kobiet, być uznana przez inne kobiety, mieć oparcie w kobietach. Niektóre nie mają szczęścia do kobiet w swoim życiu. Inne - po prostu lubią, że jest jak jest. Niezmiennie jednak lubimy być akceptowani i być w stadzie podobnie myślących, działających w jednej idei, patrzący w jednym kierunku. 

Chyba najlepiej, jeśli kobiety wspierałyby się w oparciu o akceptację tego jakimi są. Bez oceniania. Ale to chyba powinno dotyczyć również mężczyzn? Nie żyjemy- jako płcie- w osobnych obozach. A może jednak tak?

Kiedyś tak myślałam. 

Piękna jest nasza różność- mężczyzn i kobiet. Nie jestem fanką feminizmu spaczonego. Zostawmy męskość facetom, ale brońmy swoich praw, stawiajmy granice.

Na jednej ze stron pisze autorka o swym gniewie na konieczność odgrywania przez kobiety wielu ról, i że musi się pomiędzy nimi rozdzierać. 

Też tak kiedyś miałam. Przewagą jednak jest to, że po czterdziestce się to zmienia. Coraz mniej muszę sobie i innym udowadniać. Nie wściekam się na oczekiwania innych- po prostu żyję. Nie jestem idealna. Takie kobiety nie istnieją. Choć są wzory, które chciałoby się niekiedy dogonić- nigdy nie będziemy takie same. Bo jesteśmy wyjątkowe. Każda z nas. Także w swych wadach, koktajlu cech kochanych i brzydkich do wyrzygania.  Tak bym powiedziała dwadzieścia, piętnaście lat temu. Teraz- cech, które są po prostu moje. 


Alice pisze o swoim podejściu do ogrodu-

jest miejscem zbudowanym z mojej kontroli. Tylko ja decyduję o tym, co jest w nim posadzone i w którą stronę zmierza ogród jako całość.

U mnie to trochę złożone- nie kontrola, choć to ja mam decydujący głos, bo spędzam tu większość czasu, sieję, sadzę rośliny. I właśnie ta przestrzeń jest wybitnie MOJA. Ponieważ mój stosunek do Natury jest jaki jest, oprócz upraw, które próbuję prowadzić jest w niej dużo miejsca dla innych gatunków. Tu staram się wpasować, a nie nadawać ton. Reagować ciekawością na zaistniałe relacje, spontaniczne działanie między mną a przyrodą. Ponieważ zawsze czułam się lepiej w naturze niż w zurbanizowanym świecie- mój ogród- jest trochę dziki. Taki musi być. Jest w końcu MÓJ. Nie umiałabym tradycyjnie kopać, siać w rządki, walczyć z każdym chwastem. Nie takiej relacji z ziemią mi trzeba. Cieszę się, że już wiem co mi w duszy gra, choć niezmiennie zdarza mi się złościć na ślimaki zżerające kolejną rozsadę kalarepy w skrzyniach. 

Widzę też jak ważne jest dla każdego- w tym kobiet właśnie- bycie w SWOJEJ przestrzeni. Gdzie możemy samostanowić w oparciu o własne zasady, uczucia, myśli, nauki. Praca z roślinami i ziemią to swoistego rodzaju medytacja. Bo medytacją nie jest siedzenie w lotosie, bo tak robią inni lub ktoś powiedział, że to właśnie ona. 
I nie oceniam tego, że ktoś ma inaczej. Bronię jednak swoich wartości i nie pozwolę ich ośmieszać. Czasem przyjmuje to formę otwartej rozmowy, niekiedy jednak staje się cichym, uparcie trwałym działaniem bez ustępstw wobec tych, którzy nie rozumieją, a nie chcą słuchać. Mając, dość specyficzne podejście do Natury jak ja, niektórym niełatwo to zrozumieć czy zaakceptować. Ale to już nie mój problem.

Inna z bohaterek książki Alice- Caroline -chyba najtrafniej, według mnie definiuje moje podejście do tematu

- Nie możesz stać obok drzewa i myśleć, że twoje zmartwienia mają znaczenie, ponieważ to drzewo jest tu już od setek lat i widziało o wiele rzeczy więcej pod swoimi konarami, niż ty kiedykolwiek.
Ono po prostu delikatnie ci przypomina, że istnieje większy porządek. Naprawdę. 















piątek, 20 grudnia 2024

Skandynawskie klimaty

Mimo wyraźnego dążenia do widzenie wszystkiego w barwach jaśniejszych lub- powiedzmy- zbliżonych do naturalnych, zdarza mi się niekiedy powrócić na chwilę do tematów lekko mrocznych.

Nie są one złe, straszne czy jakby je nazwać- niskoenergetyczne ;) . Są... No właśnie? Chyba po prostu skandynawskie. 
Nie jestem znawczynią literatury Szwedów, Norwegów czy Finów. A jednak, oprócz surowej przyrody, zawsze jakoś odpowiadał mi klimat powieści autorów z tamtych rejonów Europy. 
Wariat Strindberg, Ibsen... Oczywiście Tove Janson i Muminki. 
Ale też  Selma Lagerlöf,  gdzie zaczęłam od przygód Nilsa Holgerssona ("Cudowna podróż"), a potem utonęłam z przyjemnością w Gösta Berlingu. 

Właściwie to ostatnio nie miałam okazji czytać powieści, bo ciągnęło mnie do zgłębiania tematyki jogi - głownie aspektów duchowych, a także Krija Jogi, od której właściwie zaczęła się we mnie taka potrzeba pojawiać. 
Ostatnio jednak trafiłam poprzez fejzbuka na propozycję Wydawnictwa Pauza i, dzięki cenom, haha- zakupiłam parę książek, która- jak wydaje się, spełnią moje oczekiwania. 
Na razie jestem w trakcie czytania opowiadań z tomu "Fauna północy" Adndrei Lundgren. Oczywiście, jak można się spodziewać tytuł ,mnie przyciągnął i rzeczywiście w każdym z opowiadań pojawia się wątek zwierzęcy. 

Autorka pisze klimatycznie, jak dla mnie z typowym powiewem chłodu typowego dla północy. 
Dla tej przyrody, ale i dla ludzi tam mieszkających. Dużo tu wchodzenia wgłąb psychiki i relacji, ale bez męczącego drążenia z kozetki u psychologa. 
Podoba mi się oszczędność, jednocześnie wysycona klimatem i spójnością. 
Polecam na jesienno- zimowe wieczory. 




wtorek, 7 marca 2023

Ku Kobiecej Pełni- literatura dla poszukujących kobiet

 Jak to kiedyś ktoś powiedział- dom bez książek jest jak dom bez okien. Podpisuję się wszystkimi łapami. 

W domu zawsze dużo się czytało, było też sporo literatury, potem ja miałam swoje klimaty i potrzeby co generowało obstalowywanie nowych półek. 

Znacie pewnie to zapytanie- " I ty to wszystko przeczytałaś?" :) Zawsze mnie to bawi. 

Nie bawi za to widok domów i mieszkań, gdzie wielki telewizor przesłania 3/4 ściany, a książek brak, bo mieszkańcy lokum potrzeby czytania nie mają. Dla mnie to jednak ludzie ograniczeni. Książka to nie tylko papier i ładna lub brzydka okładka....

Wiecie, że mam spory księgozbiór. Mam zasadę, że kupuję książki potrzebne do zaspokajania potrzeby pogłębiania wiedzy, ale i też kupuję, zwykle używane, książki, które kiedyś czytałam i mnie wciągnęły. Chcę mieć je na półce, by móc wracać kiedy zapragnę. 

Co tu dużo mówić, niekiedy cena książki zachęca do zakupu, ale potem... okazuje się miałka i nie mam ochoty jej zachować. To najczęściej dotyczy literatury z kręgu poradników. Sporo mam tego na wydaniu. 

Dziś chciałam pokazać Wam książki, które mną owładnęły kiedyś, a właściwie są na pierwszym miejscu w dziele książek pomocnych nam, Kobietom. 




Kiedyś temat niewiele mnie interesował, a jedyne poradniki czy książki, o których można powiedzieć że nam w czymś radzą, były psychologiczne, ale kiedy  problem mnie zmęczył, a nie dotyczył konkretnie mnie, zapas literatury sprzedałam. Generalnie męczą mnie takie książki. Wolę pójść na łąkę i się naturalnie uziemić ;) 

Pamiętam jak na yt obejrzałam spotkanie dotyczące spotkań Kobiet na zasadach Kręgów i ... uwiodło mnie to. Znalazłam książkę, o której wspomniano i ... Nie mogłam jej czytać! Była "ciężka" , niezrozumiała. Chciałam ją pojąć, ale nie umiałam. Zwykle odstawiam taką wtedy w kąt. Tym razem, na spokojnie, odłożyłam i czekałam. Nie wiem na co, ale właściwie wiem. I przyszło to do mnie. Po drugim podejściu weszłam w nią jak w masło ;) . To szczególna książka i nie dla wszystkich. O drodze Siostrzeństwa, kobiecym wsparciu, Miłości do Wszystkiego co Żyje. To rozbudzanie siły kobiecej, prowadzenie ku akceptacji słabych stron i przyjmowaniu oraz używaniu męskiej strony swojej mocy.


 A wszystko delikatnie, w głębokim wejrzeniu w siebie. 

To nie jest książka do czytania w przerwie między myciem garów a obieraniem kartofli....

"13 pierwotnych matek klanowych" Jamie Sams to książka szczególna. Może ktoś powiedzieć- co ma przekaz rdzennych północno -amerykańskich kobiet do życia współczesnych Polek? Ano, według mnie, ma. W niektórych, jak we mnie- wzmacnia, a u innych budzi kobiecość i pełne miłości podejście do Życia w każdym jego przejawie. Wpisuje się w osobistą wiarę w to, że nie jesteśmy- jako ludzie, jedynymi godnymi miłości, szacunku na tej planecie.

Drugi mocny akcent to Siostrzeństwo. A wsparcie Kobiet jest niezmiernie ważne. Zwłaszcza w obecnych czasach, gdzie ceni się męskie podejście do życia, jednocześnie oczekując od nas, że będziemy matkami na sto i więcej procent, nie wspominając już o utrzymaniu domu i zaspokajaniu potrzeb mężczyzny. Często na to wszystko brak sił, a kobieta oddając innym siebie, porzuca własne pragnienia. To nie wróży nic dobrego. Sfrustrowane jędze, plujące jadem koleżanki, kontrolujące teściowe, niewrażliwe lub chorobliwie nadwrażliwe matki....

Oparta na Opowieściach poszczególnych 13 Matek może być wstępem do naszego podążenia za potrzebą dołączenia do Kręgu. To spotkania Kobiet w bezpiecznej przestrzeni, gdzie każda z nich może liczyć na wsparcie. Zasadą jest nieocenianie, przyjęcie z wszystkim co mamy- z zaletami i wadami. Z zasady spotkania takie są nieodpłatne. Chyba, że trzeba zapłacić za miejsce spotkań. 

Uczestniczyłam w dwóch kręgach. Ten ostatni, na którym byłam nie "uwiódł" mnie, bo  wyczułam jednak pewną niespójność i nieco złej energii. Jak wszędzie, nawet w miejscach czy spotkaniach ludzi, którym zależy na Dobru, można spotkać czarne łowiecki. Moim zdaniem, tam gdzie na chwilę sie znalazłam, nie do końca wszystko było uczciwe...Ale, zawsze miejmy prócz serc- otwarte oczy i głowy, bo oszustów nie brakuje. 

Wspaniale, że Kobiety wychodzą do siebie, że budzi się w nas moc, nie boimy się jej. Jednocześnie chcemy działać razem, nie w pojedynkę. Mnie także rola Samotnej Wilczycy zmęczyła i szukam, a właściwie otwieram się na Obecność innych Kobiet, które czują podobnie. 

"Matki",  potem spotkanie na Kręgu wyjazdowym i poznanie innych Kobiet, w tym Ani, spowodowało, że zaczęła się moja nowa Droga. I jakkolwiek zabrzmi to górnolotnie, podążam nią i mam większość Świadomość. Siebie i Świata. Dalsze wędrowanie pozwoliło mi na świadomy wybór w innym, bardzo ważnym Procesie. Kolejna poznana Kobieta podrzuciła mi książkę, która umocniła mnie w moim Czuciu i poprowadziła ku cudownemu doświadczeniu. 




"Mama Bamba" to kompendium dla Kobiety, która chce świadomie przeżyć okres ciąży, a potem Porodu. To wskazówki jak uważnie iść drogą ku Rozwiązaniu, jak medytować, jak czuć ten Stan, w którym jesteśmy. Do tego cenne wskazówki jak medytować, jak w trakcie porodu pomóc sobie w bólu, bo tak- mimo pełnej wdzięczności ciału, ból jest bólem, ale akceptacja i poczucie jedności ze sobą pomaga traktować go jako coś naturalnego. 

Jakby przedłużeniem okolic ciała i kobiecości jest mega książka, bo mająca 800 stron "Ciało kobiety, Mądrość kobiety". Zdrowie naszych ciał w ujęciu holistycznym.Omówione są części naszego ciała wraz z możliwymi dolegliwościami, problemy w macierzyństwie, w okresie menopauzy, ale co najważniejsze- to medycyna, gdzie nie jesteśmy przypadkiem. Nie jesteśmy chorą macicą czy jajnikiem. Dr Northrup omawia energetykę ludzkiego ciała, pomocne wsparcie alternatywne dla nas. Przy tym pani doktor jest dyplomowanym lekarzem, który zrozumiał, że człowiek to nie tylko ciało i nikt z nas nie żyje w oderwaniu od niego. Problem ciała niemal zawsze powiązany jest z naszą psychiką czy trudnymi przeprawami w naszym życiu. 




Kogo jeszcze ten post nie zmęczył i dotrwał do końca, mam jeszcze jedną ciekawą pozycję. 
"Podróż Bohaterki. Kobieca Droga do Pełni" M. Murdock wraz z "Osobistym Podręcznikiem do Podróży Bohaterki". Może niech za opis i zachętę posłuży słowo od Autorki:

" Na obecnym etapie naszej kultury kobiety mają do spełnienia swoje zadanie. Jest nim pełna akceptacja kobiecej natury, nauczenie się doceniania samych siebie jako kobiet oraz uleczenie głębokiego zranienia kobiecości. Jest to bardzo ważna wewnętrzna podróż ku całkowitej integracji, równowadze i pełni" 




piątek, 24 lutego 2023

Każdy ma jakiegoś fisia....

 Ten Nowy dom nie ma duszy jeszcze. Za młody, poza tym sporo fluidów zaszłych, niepogonionych do końca, nie odlecianych ;) Za to prócz wprowadzanego za moją sprawą artystycznego nieładu, dziecięcych zabawek, uniedogodnień czy przednastolatkowych zaczarowań przestrzennych, dzieją się też rzeczy takie:




 Pszczoły w słoikach. Tak. 
Ta obecna aura nie jest przyjazna tym owadom. Robi się cieplej, pszczoły zaczynają przygotowania do wylotu, rozluźniają kłąb ( taki zwarty kłąb ciał do grzania królowej i siebie, żeby nie zmarznąć zimą w ulu), wylatują wypróżnić się. A potem robią małe rekonesanse czy już coś można zbierać. A tu nie bardzo. Tylko leszczyna kwitnie  i pomału wierzba i -gdzieniegdzie- osiki, olsze....Mało tego, dzień z wyższą temperaturą krótki, często pszczoły wylecą, a potem nie maja już sił wrócić. 
Małż więc zbiera je i daje do słoika z odrobiną miodu, dziewczyny się zagrzeją, te co mają żyć; niektóre niestety nie przeżywają tego przedwczesnego ożywienia... I tak czekają, jak dziś na mnie, a ja czekam aż się cieplej zrobi i muszę powędrować z nimi do pasieki i zostawić słoik przy ulu. Zwykle chwacko zwiewam, bo jak są jakieś bardzo energiczne to i bzykną do ucha, a nie lubię tego zanadto ;) 


Śmieję się, że każdy ma swoje fisie. U mnie z książkami ....Właściwie chyba nie ma miejsca, gdzie by ich nie było. No może tylko łazienka i piwnica. No i garaż. 

W sypialni podobno nie powinno być książek, bo... wypierają powietrze :) 

A tam!

..u mnie nawet na zydelku, przy łóżku

Na korytarzu....

Na stole do pracy....

No i w saloonie :)
Nota bene- niedługo regałowi przybędzie brat :) Szybko się zapełni, bo w pierwszym książki stoją już w dwóch rzędach, czego nie lubię. To samo w sypialni...


piątek, 11 lutego 2022

Misz-masz z kutaskami leszczynowymi w tle

 No cóż. Pogoda nie rozpieszcza. To znaczy rozpieściła raz, może dwa. Raz jak napadało śniegu na 3 dni, a drugi- kiedy wczoraj było 11 na plusie. Poszliśmy z Absorberem 3 na spacer wózkowy już przed 10-tą. Słoneczko, ciepełko, aż wstyd...!

A dziś- pada mokry śnieg, na wybiegu u kur bagno. Nie dają już rady pędy z winorośli rzucone przez M.

Jedyne co się sprawdza to wycieraczka z gałęzi bożonarodzeniowej jodły, ale niezmiennym pozostaje ciapa na wybiegu. Biegusom to nie wadzi, dalej działają na nim metodą otworową - świdrują dziobami w ziemi, także koło drzew więc musimy je zabezpieczyć, bo w końcu sprowadzi to na zielone jakąś niemoc, w najlepszym wypadku.

Wczorajsze słonko dało też możliwość dozbierania kotków leszczynowych. Sprawdziły się u nas przy infekcjach dzieci i jestem ich wierną fanką. Dobrze też działa na starszych, wzmacniająco. Napar jest smaczny choć jak się przesadzi to czuć delikatną goryczkę. 

Na lipach już pączki. Czekam na liście, bo uwielbiam ich smak. Mogłabym jeść taką sałatę całymi dniami!
Póki co zaparzam napar, równie smaczny i zdrowy. 

Męskie kwiatostany leszczyny- kotki

Pęd leszczyny

Lipa drobnolistna

Sosna zwyczajna


Z sosnowych igieł robię napar już od jakiegoś czasu. Bogaty w wit. C, mikroelementy, świetny na tę porę roku. Poza tym ma orzeźwiający smak. 

Lubię zbierać rośliny na własny użytek. Czasem nawet wolę zbierać niż je potem przetwarzać...Niekiedy długo zajmuje mi zebranie się do rozdrabniania i przesypywania. Dostaję jednak kopa kiedy przypominam sobie, że im dłużej leżą czy wiszą - tracą składniki i czasem nadają się jedynie na kadzidła lub napary do włosów....

Czasem jednak, jak ostatnio, zbieranie leszczynowych kutasków przypłaciłam zapaleniem spojówek. Tak mi się po oczach oberwało pyłkiem, że hej...!



Życie to także siedzenie w garach. Nie przepadam, choć czasem mam do tego większy pociąg, albo świadomość, że będzie smakowało Moim jest wystarczającą marchewką... Zupy gotują co dwa dni. A ponieważ jest zima to często jest to krupnik. My lubimy, choć wiem, że z tą zupą bywa różnie- podobnie mam z grochówką. Generalnie nie znoszę. Zwykle smakowała mi tylko na Hubertusach, z wojskowej kuchni. 
Mój krupnik jeśli nie z pęczaka, jest z kaszą z płaskurki lub jęczmienną wiejską, ale w ilościach, która nie powoduje erekcji łyżki w zupie. Koniecznie dużo warzyw, majeranek, por...podgrzybek suszony.

Był krupnik...

... nie ma krupniku...

Mam też czasem ochotę na sałatki buraczane. Niestety nie zadbaliśmy o jesienne posianie rukoli więc płaczę! Muszę pozostać przy dyni, sezamie, cebulce. Do tego ocet jabłkowy i olej lniany. Mniam!



Muszę też powiedzieć o moim ostatnim odkryciu, choć to nic nowego. Kawy bezkofeinowe są i z cykorii, z żołędzi, o tych mniszkowych też słyszałam, ale pierwszy raz kupiłam i bardzo mi smakuje. Bardziej niż żołędziowa.



Miło napić się takiej, choć pijam kofeinową. 

Myślę już o zasiewach. Niedługo mus posiać pomidory, trochę ziół i roślin niezwyczajnych, których nasiona zakupiłam. Zobaczymy co z tego wyrośnie. W zeszłym roku część się nie udała. Ale nie poddaję się, ha!



Myślę, że jak już się wezmę do siania to spłodzę post o tym. Na razie to nawet już nie pamiętam jakie nasiona kupiłam, hehehe! Tu, na foto wyżej fasola z orzełkiem lub- monstrancją- jak kto widzi. 

A cóż poza tym? 
Forsycje po paru niezbędnych cięciach zakwitła w domu. Jest moc! 




A ja korzystam niekiedy z chwil, kiedy Absorber  śpi. Przyszły książki. O Podlaskich klimatach już przeczytana, teraz weszłam w biografię Fiodora. Nadal jestem zwykle rozczarowana literaturą współczesną, rzadko trafiam na coś co mnie porwie, zadowoli. Dlatego wracam do klasyków i do biografii. A że Dostojewski to jeden z moich kiedyś ulubionych pisarzy tym chętniej złapałam za nową biografię, a właściwie rozważanie na temat kobiet w życiu pisarza. Wcześniej czytałam o kobietach Czechowa, którego kocham miłością 
 nieprzerwaną. Obie książki z wydawnictwa Czarne.

Jak nie czytam- to słucham. Ostatnio niemal wyłącznie czeskiego 2 radia. Fakt- modlą się tam, ale aż tak mi to nie wadzi, a muza- przednia. Folk, jazz, klasyka, jakaś alternatywna, ale ciekawa, czasem i coś mocniejszego. Bardzo smaczna i strawna stacja. U mnie na 97,9. Polskie stacje omijam. Dość mam pieprzenia o umarłych, zakażonych, straszenia ludzi zamiast przekazywaniu rad jak być zdrowym i nie zachorować od samych myśli i durnych pomysłów zniewolonych.


Zdrowia! 
Do przeczytania 😊