 |
| Ku pokrzepieniu- lato w wpełni, a mały Garipek patrzy na krowy :) |
Zima trzyma.
Przynajmniej na jakiś czas powróciła, bo mam nadzieję, że weźmie pod uwagę, że już niebawem 21 marca....
Wczoraj, mimo śliskości absolutnej, spakowałam Absorbery, upakowałam ciuszki dla Znajomej, która nosi w sobie Małe Co Nieco, a które wyjrzy na świat w okolicach połowy lipca i zabrałam się za odrapywanie Foxa.
Zgodnie z prawami fizyki, Foxiuniuniowe szybki od strony domu były czyste, za to te od podwórza pokrywał lód o strukturze kaszki bobovita, kiedy się ją za słabo z wodą zmiesza.
Takie po prostu grudki, ale tak upierdliwie siedzące mocno na oknach, że spociłam się skrobiąc to badziewie z auta.
W międzyczasie Fox próbował się zagrzewać, ale jakoś mu nie wyszło, stąd Absorbery pozostały w czapkach i przykryte kocami.
Wyjechałam na naszą wiejską drogę i rozeznając sytuację stwierdziłam, że jest źle, ale jakoś radę sobie dam.
Z resztą, wyboru nie miałam żadnego, bo infekcja mnie nie opuszcza, a na dodatek poczułam znajomy i wielce niemiły ucisk we łbie, nad szczękami i w okolicach nosa, do tego ogłuchłam prawie na jedno ucho.
Nastał więc czas na ponowną wizytę u lekarza.
Wszystko było w miarę w porządku, póki to nie musiałam zahamować dojeżdżając do krajowej 3-ki. Hamuję ja sobie, hamuję....i nic. Jadę dalej. Dobrze, że miałam zapas do skrzyżowania i w końcu się udało....
Potem, już na trasie hamowałam głównie silnikiem i zachowywałam duży dystans do jadących przede mną.
Lekarz stwierdził, że nie zdrowieję.
Stwierdzenie odkrywcze.
Dostałam kolejny antybiotyk i coś upłynniającego te frakcję oskrzelowo- już teraz- także zatokową.
Dobrze, że leżeć mi nie kazał.
Swoją drogą... Jak mam zdrowieć, jak ciągle się o coś martwię, hasam miedzy pokojami z temp. 19-21 na korytarz, gdzie panuje magiczne + 8 lub mniej....
Cóż- nie martwić się i siedzieć w ciepełku.
Tjaaa....
Dostałam kolejne L4 na doleczenie.
Zobaczymy.
Dziś za oknem zadyma śnieżna, Unical mi się buntuje; jakiś cug słaby i węgiel mi się kisi.
Ciągle 50 stopni, grzejniki ledwo ciepłe. Co prawda temperatura znośna- + 19, ale chciałam podciągnąć wyżej.
Hmmm...chyba za słabo podniecam ogień.....
Nie mam weny na gotowanie, może przez te zapchane zatoki; węch słaby, także nawet większej przyjemności z jedzenia nie mam.
Mam szpinak w zamrażalniku to chyba podduszę na oliwie, z czosnkiem, ziołami prowansalskimi i zrobię z makaronem.
Chciałam się wreszcie wziąć za tzw. szare kluchy, tylko ciągle nie mam kiedy.
Chyba muszę na sobotę zaczekać, kiedy to Kamax Absorberami może się zająć. Bo takie kluchy to jednak lekkiego zaangażowania potrzebują.
Wiosno- przyłaź!
Jedyny przejaw zielonego to rzeżucha i puszczająca się w te pędy cebula.
Gniewko był pod wrażeniem rzeżuchy, bo ją razem sialiśmy. A za dni trzy już kosiliśmy (biduraszkę) do sera białego ze śmietaną.
Jak jestem przeciwna rolnictwu intensywnemu, to ekstensywne jest dla mnie optymalne.
Bez rolnictwa nie byłoby wielu cennych siedlisk roślin i zwierząt (łąki kośne, pastwiska), a o tym zdają się co niektórzy zapominać.
Wykaszanie tych zbiorowisk utrzymuje ich różnorodny skład florystyczny, eliminuje drzewa i krzewy, próbujące zaanektować siedlisko dla siebie.
Uważam, że wszystkie skrajności są niedobre- to może śmieszne dla tych czytających, którzy znają mnie dłużej.
Kiedyś bowiem istniały tylko biel i czerń, brak szarości, wypośrodkowania i kompromisów.
Oczywiście wizja hodowli zwierząt w celu konsumpcyjnym nastraja mnie średnio przyjemnie i sama, kiedy będę miała kury, to będą one się nieść, a czy trafia do gara?
Nie wiem.
Z kolei, nawet jeśli nie dla człowieków, to mam dwa psy. A te są mięsożerne....
Pewnie podobnie byłoby z koziołkami, jeśli w ogóle kiedyś....