Za oknem 13 stopni, ale odczucie zimna zwiększone do około 8 z powodu zimnego wiatru.
Po niebie przemykają bure chmurzyska, które grożą opadem, jednak podmuchy są tak silne, ze nie maja szans usadowić swych napełnionych deszczem dupsk nad naszą okolicą.
Miałam nadzieję, że wywietrzę dziś naszą Młodą, ale nie damy rady.
Fanką przegrzewania nie jestem, jednak taka aura nie sprzyja pierwszym spacerom z 2 tygodniowym noworodkiem.
W domu nakarmiłam piec.
Dzieciom średnio funkcjonuje się w temperaturze plus 16. Już taka okropna nie będę- przytargałam nieco węgla (zostały nam w sumie jego opary w postaci wielkich brył, które czasem trzeba połupać, żeby zmieściły się do pieca) i zasiliłam palenisko.
Nie pomyślałabym, ze będę palić w piecu 2- go czerwca, a dziecko latać będzie po domu w rajstopkach, a nie w krótkich gatkach....
Mam chwile, bo dzieci usnęły. Młoda po dopełnieniu mlekiem modyfikowanym (moja laktacja czasem nie wystarcza małemu żarłocznemu ciałku ), a Młody- nawet nie wiem kiedy się zwinął do snu, bo ogarnęło mnie szaleństwo mycia podłóg. Zeszło z pół godziny, co wystarczyło na udanie się dziecka naszego większego do Orfiego.
Kawę pijam jedną dziennie.
Od co najmniej 15 miesięcy zawsze zimną.
A to wystąpi nagły atak kupy na pieluchę, a to coś spadnie i trzeba podać, albo jakiś ryk w drugim pokoju- albo- cisza, która zwiastuje kłopoty- znak, że młody homo sapiens zajął się czymś, czym nie powinien.
A to przystaw do piersi, a to ukołysz, a to przytul, a to bajkę przeczytaj- najlepiej tę o arbuzie (sama ją lubię), a to puść mi Tomka (lokomotywa)....AAAAAA!!!!!
Czasem się wściekam.
Bo chciałabym jak robot wielozadaniowy i to, i to. A to se ne da!
W przelocie, kiedy buzia mała zapchana parówką, zaglądam na forum, poczytam Wasze blogi, pogadam do psów, wyjrzę na podwórko, czasem stronę książki przeczytam (zapominając w międzyczasie co było na poprzedniej) i znów powrót do świata rzeczywistości.
Do zimnej kawy, brudnych butelek, rozciapanych chrupków i porozrzucanych zabawek.
Podobno najciężej jest przez te 2-3 lata....Najważniejsze żeby załapać o co w tym wszystkim chodzi.
Potem to już z górki...
Już będą inne problemy...
Tylko każdy z tych dni jest jedyny w swoim rodzaju i mimo, że czasem zdają się zlewać w jeden niekończący się tydzień- przemijają i nie wrócą.
Tak samo jak nasz Syn i Córka nie zawsze będą takie malutkie....
