.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motyle. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2026

Dziecko leci w świat

Taka kolej rzeczy. Rodzi się takie małe, potem dużo je, zmienia oskórki na większe. Pieć razy. A potem go nie ma. Na tydzień, dwa... Jeśli go cos wcześniej nie napastowało- jakaś pasożytnicza błonkówka tudzież inny regulator liczebności- wylęga się. Pompuje skrzydełka i po paru godzinach jest gotowy do lotu. W dorosłość. 
Nasza gąsienica znalexiona na agreście, a dokarmiona porzeczkami, weszła gładko w stadium poczwarki, a dziś właśnie opuściła ją i odleciała. 
Ceiki to motyle z rodziny rusałek, szczególną cechą jest brak jednej pary odnóży- tych nabliżej głowy. Przekształcone są one w aparat trzymający zwinięta ssawkę. Skrzydła szczególne- powycinane, nie ma drugiego takiego- no chyba, że rusałka laik, ale ta literka C jest bardziej jak J lub L . Wygląda ładnie i tak zawadiacko. Samce są terytorialne. Sama obserwowałam jeszcze w Tupajowisku jak jeden z nich siadał na sznurku od prania i przeganiał inne motyle- także innych gatunków. 






I jeszcze filmik 


Uwielbiam te momenty. Teraz dzieje się to rzadko, ale w czasie, gdy byłam starszym dzieciakiem i nastolatka hodowałam wiele gatunków motyli i ciem. Wszystkie wypuszczałam i czynię to nadal. 

czwartek, 24 kwietnia 2025

Warsztaty edukacyjne o życiu motyli z wykorzystaniem teatrzyku Kamishibai

 Pamiętacie jak Wam pisałam o tym, że pomału powstaje pewien projekt w oparciu o teatr Kamisibai?
To taka mała scena z kartami do czytania i snucia opowieści.
Nie byłabym sobą, gdybym nie połączyła tej możliwości z opowiadaniem o przyrodzie. I tak powstały moje rysunki do zajęć edukacyjnych o motylach.  

Jestem bardzo szczęśliwa, że całość wyszła fajnie, a wczorajsze zajęcia w jednym ze zgorzeleckich przedszkoli- mam nadzieję będą jedynie początkiem takich spotkań. 

O czym opowiadam?

O motylach. O ich biologii, cyklach życiowych, zachowaniu, znaczeniu  i jak możemy je chronić. 

Po buziach widać było, że nie nudziłam 😁, a wierzcie mi- przedszkolaki to najlepsi testerzy syntetycznych wykładów 😃

Prócz kart z rysunkami mojego autorstwa, dzieci moga obejrzeć kilka pospolitych gatunków motyli oraz egzuwia- czyli opuszczone przez imagines poczwarki, zarówno ciem jak i motyli dziennych. 

Nie mogę nie wspomnieć o moim Absorberze Trzecim, który dzielnie mi asystował. Zwłaszcza przy  opiece nad eksponatami 😅






wtorek, 3 marca 2015

Kwiaty motylowe i ćmie* -entomogamia- odsłona pierwsza

Właściwie do wiosny i szału kwiecia jeszcze daleko, ale tak jakoś pobrzmiewa mi jeden z komentarzy Megi w temacie zeszłorocznej Gardenii i tego, że niektórzy zapominają, że ogrody przyjazne owadom to ogrody z roślinami karmowymi. Nie domki, nie schowki, tylko kwiaty- źródło pyłku i nektaru dla owadów. 
Oczywiście wszelkiego rodzaju tworzone przez nas schronienia dla pszczół samotnic czy owadów pożytecznych w ogrodzie to fantastyczna sprawa, ale to uzupełnienie w najważniejszym- w bogatej bazie pokarmowej.
Nie byłabym sobą, gdybym nie sięgnęła do swojej głowy, potem na półkę i do jednej z ulubionych pozycji Szafera. Wraz z  Haliną Wojtusiakową popełnili "Kwiaty i zwierzęta", a tam moc informacji, pewnie można by je uaktualnić, ale pewne sprawy są niezmienne.
Oczywiście najbardziej interesujący mnie rozdział to entomogamia czyli zapylanie kwiatów przez owady. 

Jak wielu z Was pewnie się domyśla istnieją swoiste związki pomiędzy gatunkami czy rodzajami roślin, a owadami. Są kwiaty chrząszczowe, muchówkowe, błonkówkowe, motylowe oraz związane z innymi grupami stawonogów w tym pajęczaków, pluskwiaków czy innych.

Jako, że motyle mnie łechcą dziś trochę o kwiatach motylowych.
Generalnie kwiaty te można podzielić na te, które zapylają motyle dzienne oraz te, na których żerują ćmy.
Te pierwsze mają barwy jaskrawe, przykuwając wzrok, dość ciemne, a więc czerwone, pomarańczowe, żółte, niebieskie, purpurowe i fioletowe.Wskaźniki na kwiatach są wyraźne i żywo zabarwione. Silniejszy zapach nie jest regułą. Zamykają się też one przed nocą.

Kwiaty zapylane przez ćmy nie maja nigdy barw ciemnych i jaskrawych; ich kolory są zawsze jasne: białe, żółtawe, bladolila, bladoniebieskie, różowawe. Takie zabarwienie umożliwia maksymalne odbijanie skąpych  promieni świetlnych w nocy, dodatkowo kwiaty kontrastują z otoczeniem. Wskaźników na listkach kwiatowych brak. Kwiaty "nocne" charakteryzują się często odurzającą wonią, która zwabia owady nawet ze znacznej odległości (maciejka moja kochana).
Motyle nocne mają lepiej rozwinięty zmysł powonienia niż gatunki dzienne. Większość z nich- jak np. zawisakowate, dobierają się do kwiatów bez zasiadania na nich. Podlatują już z wyciągnięta ssawką.
Przykładami kwiatów ćmokolubnych są różne gatunki tytoniu czy kielisznik. 

Do właściwych kwiatów motylich flory Polski należą jednoliścienne o dużych i jaskrawo zabarwionych kwiatach z rodzin liliowatych i amarylkowatych. Zwłaszcza lilia bulwkowata wymaga motyli o długich ssawkach i tu radzą sobie dostojki (Argynnis),motyle z rodzaju  czerwończyk oraz rusałki z rusałką pokrzywnikiem na czele.
Spośród roślin dwuliściennych najczęściej zapylanymi przez motyle dzienne jest rodzina  goździkowatych, zwłaszcza  rodzaj goździk, mydlnica, lepnica, bniec, firletka, smółka, kąkol. 

Kwiaty zapylane przez motyle, nie mające długiej rurki kielichowej lub koronowej przystosowują się inaczej. Z promienistych stają się grzbieciste, a jednocześnie jedna część okwiatu przekształca się w długą ostrogę, kryjącą w swym wnętrzu słodycz kwiatową. Takiego rodzaju kwiaty mają niektóre storczyki, np. koślaczek stożkowaty czy gółka długoostrogowa.
Roślinami zapylanymi wyłącznie przez ćmy są biało kwitnące lilie, narcyzy czy podkolan biały  Platanthera bifolia.

Serwujące tylko dla ciem są także kielisznik zaroślowy, lepnica zwisła. 
Kielisznik zapylany jest przez jednego z najlepiej wyposażonych... hrehre w ssawke zawisaka (o. 8 cm długości ssawki)- zawisaka powojowca Agrius convonvuli.



Spośród roślin ogrodowych zapylanych przez ćmy należy wiciokrzew przewiercień, różne gatunki tytoniu, gardenii czy dziwaczka.
Wartym uwagi jest też fakt, że różnice w budowie kwiatów oczywiście mogą determinować rodzaj zapylacza, ale u motyli zaobserwowano także to, że mają też "swoje" rośliny, które przedkładają nad inne.
I tak, zapewne wielu z was widziało pazie żeglarze na bzach lilakach, zawisaki lubią floksy, niektóre sówki (motyle nocne z rodz. Noctuidae , ale często podlatujące z wieczora) lubią kwiaty żmijowca, a kraśniki przepadają za kwiatami z rodziny złożonych i szczeciowych.
Błyszczka jarzynówka  Autographa gamma z kolei przepada za goździkiem kartuzkiem.

Poza tym, wiele kwiatów odwiedzanych jest przez różne owady. Stołują się na nich i motyle, i błonkówki, a nawet muchówki.
Nie wspomniałam o budlei, która chyba jest sztandarem powiewającym i wołającym motyle z daleka. Obce to...no, ale na bezrybiu... Do tego jeżówka, rutbekie, moje ulubione macierzanki (podobnie jak maciejka- na literkę "m"). 
Megi pewnie może wiele podpowiedzieć w kwestii doboru odmian i dalszych przykładów przeze mnie nie wspomnianych.
Warto mieć je w swoim ogrodzie i cieszyć oko motylą bracią.
Jesienią, kiedy niektóre motyle szykują się do zimowania jako imago (owad dorosły), podjadają bez wybrzydzania. Wtedy już liczy się każdy kwiat oferujący pożytek do przetrwania zimy.


*
Polonistki wykształcone proszę o korektę:
kwiaty ćmowe czy ćmie?
:)

piątek, 18 lipca 2014

Przypadek ceika (i nie tylko)

Jest sobie taka rusałka.
Rusałka ceik Polygonia c-album . 
Wygląda tak:

Gąsienica z charakterystycznym białawym zabarwieniem części grzbietowej tylnych segmentów  (foto: K. Wojciechowski, lepidoptera.pl)

Imago; spodnia strona skrzydeł z literką "C" (foto: K. Jonko, lepidoptera.pl)

Imago; wierzchnia strona skrzydeł (foto: M. Mikusek, lepidoptera.pl)

To motyl z rodziny rusałek, występujący często w parkach, ogrodach, na skrajach lasów. 
Gąsienice żerują na porzeczkach, agreście, leszczynie, a także chmielu i pokrzywie 
Osobniki dorosłe maja ciekawie "skrojone" skrzydła, a poczwarki mają jakby "wklejki" z błyszczących elementów. 
Motyl, jak motyl, ktoś powie, ale ciekawe jest to, że jest to gatunek wykazujący terytorializm.

Mam ceika i widzę codziennie jak przegania inne motyle (zataja u mnie rusałki pawiki, pokrzywniki oraz admirał), a punktem orientacyjnym jest sznurek do wieszania prania.

Podobnym zachowaniem kierują się inne rusałki oraz jak mi wiadomo jedne z naszych najpiękniejszych motyli dziennych, którymi są mieniaki.
A że jak chcecie mieniaka zobaczyć to najlepiej udać się z końska kupą to już inna historia...

Tak na marginesie- o  wiele rzadszy krewny rusałki ceika to rusałka laik - Nymphalis vaualbum .
Ten unika raczej siedzib ludzkich i występuje głównie w obrębie polan leśnych, skrajów lasów. Żeruje na osice,wiązie, wierzbie, topoli.
Ten z kolei ma literkę "J" lub "L" wypisaną na spodzie skrzydeł.
Wierzch wygląda tak:

foto: S. Shmelew; lepidoptera.pl


P.S.
Jedna z dziewczyn Brunona siedzi.
W pokrzywach- tak sądzę.
Za trzy tygodnie się okaże czy z dobrym skutkiem....

poniedziałek, 7 lipca 2014

Bobem...i solą

...Was witam :)



Bobu nie za wiele posiałam- z obawy przed hordami mszyc,ale wystarczy na małe co nieco dla mnie i to dwukrotnie. 
Absorbery jeszcze za małe...przynajmniej takie moje zdanie, ale poza tym Absorberowi śmierdzi bób, a Młoda to najlepiej połączyłaby się z moimi piersiami za pomocą rurki jak kolarze z bidonem.

Tak, tak, na stole, prócz bobu i soli, kamienia do przyciskania talerzyka w czasie kiszenia ogórków (taki trochę klimat jak z "Piątej osoby dramatu" D. Robertsona), leży popielniczka nieużywanaa w niej podkładki pod kubki.
Jedna z nich - z pachnicą dębową.

No właśnie.
Poprzednia wizyta pachnicy to raczej nie przypadek. 
W tę niedzielę znów mnie nawiedziła. 
Usłyszałam żucze buczenie i wylądowała koło mnie, na huśtawce, kiedy piłam tzw. kurnikową sokawkę.

Taram!:




Może koło mnie, w jesionach, a może w dębach, kto wie?
No chyba, że przylatuje na chwilę po sumie....

Wyniosłam, co by mi Brunon nie zaszlachtował...



Z ciekawostek z zakresu moich upodobań wieloodnóżowych- dziś spotkałam młodziutkiego tygrzyka paskowanego. 
Kiedyś pod ochroną, obecnie usunięty z listy (podobno stał się częsty). 
To pająk z rodziny krzyżakowatych, ciepłolubny. 
U mnie akurat osobnik młody, albo samiec. Samice dorastają do 25 mm, samce- do ok. 7 mm. 
Na razie mu ciepło, ale jeszcze nie wie, że wkoło może mieć bagna Everglades....


Foto małe, ale uwierzcie- to tygrzyk. 
A jak kto nie wie jak wygląda to cudo pajęcze- to bardzo proszę; a pajęczyna też charakterystycznie budowana

źródło: bgpn.pl  fot. Ł.Łukasik
Cóż jeszcze?
Ano, czego pomrowy nie zeżrą to mam. 
Całe dwa rządki po 0,5 m buraczków i dziś byłam okropna matką i dałam Absorberom boćwinkę. 
Zjadły, młoda nawet talerz wylizała :)


Micha mi się cieszyła w niedzielę, bo i pachnica, i napójka moja się zakokoniła. 
Kokon znalazłam podczas przecinania wina. 
Oby szczęśliwie przeszłą proces metamorfozy!


niedziela, 29 czerwca 2014

Pachnica w Tupajowisku i ogólnie wesoło

Minął mi prawie już cały miły łikend.
Odwiozłam kumpelę Sonię na busa i wróciłam do siebie, na tych parę godzin bez Absorberów.

Wreszcie się troche oderwałam, mogłam pogadać z kimś starszym niż 3 latek, wypić namysłowa wieczorową porą  i przypomnieć studenckie czasy.

A dziś- atrakcji trochę, a bo na Bazaltowej spotkałyśmy Laothoe populi czyli nastrosza topolowca, który wygląda tak:




Piękny motyl z rodziny zawisakowatych.
Po drodze masa fruwających, niby wróżki,  oblaczków granatków, którym foty nie cyknęłam, bo wiatr poruszający trawami nie sprzyja aparatowi w moim komórczaku LG.

Na pewno je znacie

Wikipedia
Hana na swoim blogu pokazuje swoje łobrzydliwe zakątki ogrodu, tak w ramach równowagi do pięknoty, ławeczek i kambolców. U mnie za wile by w temacie ohydztwa pokazywać, ale... takiego klombu pokrzywowego chyba nikt nie ma?



Częściowo już splądrowane w runie przez Qrowskich.

Olka mile nam panująca i Bruno
Trawniki gdzie mogę tam objeżdżam kosiarką.
Już nie boję sie, że zranię jakąś żabkę.
Drugą wczoraj kury zatłukły....

A mój trawnik, na suchszym terenie wygląda tak:


A to już przekleństwo okolicy skalniaka:


Skalniak. Żadne z ziół nie wzeszło. Chyba w tym roku nie mam ręki...
Za to rośnie szałwia i lawenda od Mamy, no i ładna trawka- dmuszek jajowaty


W malinowym chruśniaku....



A na koniec- taram!
Pachnica dębowa!
Na ścianie mojego domu!!


niedziela, 15 czerwca 2014

Z krasnopanią i złotogłowem w tle

Pogoda z widocznością jak brzytwa.
Szybkie, poganiane wiatrem chmury na lazurowym niebie, chłód świeżego powietrza, wilgoć po ostatnich opadach...

Prędki spacer, ale miłe doznania (choć pana z gołą klatą na rowerze dziś nie było).

Krasnopani poziomkówka, motyl z rodziny niedźwiedziówkowatych.

Dzyń-dzyń :)

Oczywiście aparat w komórczaku nie oddaje widoków,ale wierzcie mi!

Całkiem przy drodze, niedaleko miodownika rosną sobie lilie złotogłów . Gatunek chroniony.

Niom,
a w łogródecku miałam kosić nowym sierpem, takim do ostrzenia.
Miałam, bo okazało się, że lepiej się wyrywa...
Trawiszcza się pokładły, poschły i usuwałam wraz z darnią...
Widoki prawie jak z permakultury normalnie!

Pokrzyw trochę powyrywałam, bo nie można było bez bąbli wrócic z garstką truskawek, albo z taczką pustą, po wyrzucie łajna Qrowskich.
Nota bene.
Niektórzy bardzo się martwili o to, że kury to kolejny mój pożeracz czasu i czegotamjeszcze.
Otóż, dziennie, z zegarkiem (dziękuję Tato!), obsługa kur zajmuje mi:
- rano- wymiana wody, wsypanie żarła- doliczając w te i nazad drogę od domu do kurnika- minut 5 (pięć- słownie)
- po południu- resztki z obiadu (o ile są), dosypka pszenicy- minut 3 (słownie: trzy)
- wieczorem- zamkniecie kur- 2 minuty (słownie: dwie).
Raz w tygodniu- czyszczenie pod grzędą- wymiana ścioły z nawozem. Jeden kurs taczką, dościelenie świeżej słomy- 10 minut (słownie: dziesięć).

Cukinie kwitną, Jaś pnie się jak Bubka po tyczce do góry, pomidorki już niebawem.
Truskawy pożerane przez pomrowy- a niech im w gardle stanie! i mrówy- podobne gangreny. Te, które mają styczność z podłożem są zagrożone. 
Mrówy przypuściły atak na korytarz.
Nie zniechęciło ich moje plucie jadem. Musiałam użyć sprawdzonego środka. 
Chemicznego niestety.
Na razie spokój.
Zobaczymy na jak długo.


środa, 3 kwietnia 2013

Ku pokrzepieniu serc.

Słuchajcie moi mili.
Jestem wqrwiona.
I to nie za sprawą zimy, bo ona to paproszek w porównaniu z inną materią, od której niestety na razie jestem zależna, a zależność finansowa to zależność ....wqrwiająca.

Poczynania owe są karalne, ale cóż...
Na razie, póki co wierzę, że to czysta złośliwość, choć ta już jutro może mnie kosztować 400 pln za niespłacenie zadłużenia. 
Ale co tam- to mój problem, nieprawdaż?


Wracając do poprawiaczy nastroju, to wczoraj, na google widzieliście coś takiego (pod warunkiem, że używacie tej wyszukiwarki...):




Ja to, przez moje nastroje i nerwy, powiem szczerze przyjęłam, ze jest, ale nie zagłębiałam w szczegóły.
Na ważność tego obrazka- oprócz tego, że był z robalami, zwrócił mi na fb lubiany przeze mnie profil Crazy Nauka.

A jest to szkic pewnej pani, która rozkochana w owadach, nie dość, ze je badała, obserwowała to jeszcze rysowała z natury.
Podobnie jak kiedyś wspomniany przeze mnie Fabre badała i zgłębiała wiedzę o zwierzętach z pasją i nie polegała na współczesnych  i dawnych teoriach, tylko rozwiewała je, bo po doświadczeniach dochodziła do wniosków.

Maria Sibylla Merian była córką wydawcy i grafika Mateusza Meriana (znanego autora dzieł Theatrum Europaeum i Topographien) i Joanny Sybilli Heim. 

http://womenandthegarden.blogspot.com

Ojciec zmarł, gdy miała 3 lata. Jej matka poślubiła Jakuba Marella (malarz kwiatów), który nauczył ją malarstwa i grafiki. 
W wieku 13 lat malowała "z natury" swoje pierwsze obrazy owadów i roślin.
Swoje obserwacje zaczęła od jedwabników. 
Okazało się, ze wiele gatunków motyli ma piękne gąsienice i Maria zaczęła przyglądać się przeobrażeniu tych owadów. Zaczęła zbierać różne gatunki i dokumentować ich życie malunkami.
Na jej ilustracjach widać żerujące gąsienice i ich rośliny żywicielskie.


picturingplants.com


Maria, po poślubieniu malarza Jana A. Graffa i po urodzeniu córki, zamieszkała w Norymberdze, gdzie nadal z pasją oddawała się obserwacjom i malowaniu owadów.
Wątpiła w prawdziwość opinii (pochodzącej od Arystotelesa), że owady powstają z gnijącej materii (z tego powodu Kościół określał owady jako "twory diabelskie"), i badała przemianę gąsienicy w motyla.


Na podstawie szkicownika i notatek powstała jej pierwsza książka Neues Blumenbuch (Nowa książka o kwiatach) (1675), zawierająca szczegółowe obrazy roślin. 

http://smithsonianlibraries.si.edu


W 1678 urodziła drugą córkę Dorotę Marię, a rok później wydała książkę Der Raupen wunderbare Verwandlung und sonderbare Blumennahrung (Cudowna przemiana gąsienicy i jej szczególne pożywienie kwiatowe), w której szczegółowo przedstawiła etapy metamorfozy gąsienicy w motyla.
W 1685 rozstała się z mężem i przeniosła się do szwagra do zamku Waltha w Holandii, gdzie zamieszkała we wspólnocie pietystów. 

Zamek był własnością Cornelisa van Sommelsdijka, gubernatora Surinamu. Maria Sibylla zapoznała się tam z fauną i florą tropikalną Ameryki Południowej.Stamtąd także pochodzi wiele prac tej badaczki i artystki w jednym.
Wyjazd do Surinamu (wbrew rodzinie i znajomym) ułatwiło jej stypendium przyznane przez miasto Amsterdam, do którego przeniosła się niebawem po przyjeździe do Holandii.


Po przybyciu do stolicy Surinamu - Paramaribo, Maria Sibylla z córką odbyły wiele wypraw w głąb lądu, w czasie których sporządziły liczne opisy, rysunki i akwarele m.in. metamorfozy owadów. W 1701 Maria Sibylla zachorowała na malarię i musiała wrócić do Holandii.
Zebrana w Surinamie ogromna dokumentacja umożliwiła Marii Sibylli po 3 latach intensywnej pracy opublikowanie w Amsterdamie w 1705 jej najważniejszego dzieła: Metamorphosis insectorum Surinamensium. 


Wysoka cena tej książki powodowała, że niewielu ludzi ją kupowało i Maria Sibylla musiała utrzymywać się z nauki malarstwa, sprzedaży przyborów malarskich i środków leczniczych, sporządzanych z roślin i zwierząt.
Jeszcze za życia zyskała sławę wielkiego przyrodnika i artystki. W 1715 została częściowo sparaliżowana na skutek apopleksji i zm. 2 lata później w wieku 70 lat.


Po śmierci szybko zapomniana, Maria Merian została ponownie odkryta i doceniona pod koniec XX wieku. 
Wyrazem tego jest m.in. umieszczenie jej portretu na banknocie 500 marek niemieckich, znaczku pocztowym w 1987, nazwanie wielu szkół jej imieniem, a nawet statku badawczego w 2005 r.


Dorobek Marii Merian jest znaczący. Była pionierką entomologii. Przyczyniła się do wyjaśnienia cyklu rozwojowego owadów i swoimi nowatorskimi publikacjami w języku niemieckim spopularyzowała tę wiedzę (wówczas większość dzieł naukowych pisano tylko po łacinie, co ograniczało liczbę czytelników).

Ponadto Merian wykazała, że każdy gatunek motyla w stadium gąsienicy ma swoje wybrane rośliny żywicielskie, na których znoszone są jaja. 
Była jednym z pierwszych przyrodników obserwujących bezpośrednio naturę zamiast tworzyć fantastyczne spekulacje naukowe w teorii. 
Była także pionierką naukowych wypraw badawczych; jej wyprawa do Surinamu zaowocowała odkryciem wielu nieznanych gatunków roślin i zwierząt, a klasyfikacja motyli i ciem sporządzona przez Merian obowiązuje do dzisiaj. 
Wielu roślinom nadała nazwy naukowe, pochodzące z języków miejscowych Indian i spopularyzowała je w Europie.

Podziwiam, jako że sporo pracowała majac malutkie dzieci.
Ciekawe, pewnie miała jakąś niańkę?

Mnie się także taka praca podoba; póki co jednak pozostaję przy pisaniu o pierdołach mniejszego lub większego kalibru, czasem uda mi się zauważyć, że prócz śniegu, braku wypłaty i rodzących się z tego złych myśli oraz wściekłości- takie kwiatki jak Maria!










wtorek, 5 lutego 2013

Betonowa ścieżka przyrodnicza....

Tak sobie jeżdżę codziennie obwodnicą lubińską i myślę....
O ile obwodnice to dobrodziejstwo dla miast i sama zastanawiam się, kiedy Jawor się jej doczeka, bo szkoda miasteczka, bo przewala się przez nie masa ciężarówek, osobówki. 
Nieszczęśliwie krajowa Trójka wrzyna się w miasteczko i prowadzi przez nie całe to tałatajstwo. 
Okropnie jest w okresach wakacyjnych, świątecznych, kiedy to tłuszcza wali w Karkonosze.

Dobrze byłoby puscić ten ruch bokiem, skanalizować przepływ poza miastem, które niekiedy blokuje się już od mostu na Nysie Szalonej. 
Swoją drogą bardzo brzydkiego....

Most - aktualnie. (fot. jaworskieopowiesci.blogspot.com)

 Aż miło cofnąć się do czasów, kiedy to architekci byli także artystami...


Most 1850-1900  (fot. dolny-slask.org.pl)


Most 1910-1920 (fot. dolny-slask.org.pl)
Obwodnica ustrzegłaby nas przed korkami w miasteczku. Temat jednak się ślimaczy i szczerze powiem nie znam aktualnej daty realizacji inwestycji.

Po tym wstępie- ciąg dalszy przemyśleń moich. 
Znów z worka tych dziwnych, nieadekwatnych do rzeczywistości, urojonych marzeń...
No bo niby tak- mamy obwodnicę. 
Super. Miasto się nie korkuje, nie dławi, nie dusi w spalinach. Cały ruch kołowy ląduje na obrzeżach...
Pomijam fakt, że ktoś na tych obrzeżach często mieszka; ludziska też- a to dziwne, mieszkają na wiochach, przez które to czasem taka alternatywna droga ma przebiegać, i ci to właśnie ludzie mają pospołu cieszyć się z obwodnicy.

Ludzie jak ludzie...

A co ze zwierzyną, której tereny zniszczy się pod budowę dróg, przetnie korytarze migracji....
Ona głosu nie ma. 
Nie zakłada stowarzyszeń, nie ma związków zawodowych.

Dobra. Nie powstrzymam rozwoju cywilizacji, bo musiałabym chyba jakąś hekatombę przypuścić, a i zaraz mi ktoś dosra, że jeżdżę autem, więc i dla mnie te drogi się buduje. 
Więc, cholerka, Tupaja- o co ci chodzi, babo jedna?

Ano...Może dlatego, że nie jestem typem podróżnika. 
Jeżdżę, bo muszę. A tam, gdzie chciałabym pojechać, mogłabym dotrzeć konno lub rowerem.
Teoretyczny świat Tupai to raczej skansen lekki. 
Przynajmniej w niektórych aspektach życia.

Wracając do moich codziennych jazd obwodnicą....
Patrzę na te „nieużytki” wkoło. Poprzecinane. 
Na te stadka saren, co czasem zamajaczą w oddali. 
Patrzę na to, co dwadzieścia lat temu było polami uprawnymi, które porzucone w uprawie, zarosły, przyjemnie zdziczały.
Przy ścieżynkach polnych, przecinających te hektary, poprzysiadały jabłonie, grusze, śliwy, starych, poniemieckich jeszcze odmian. 
Tak miło było iść polami z psem...Wtedy jeszcze nieodżałowanym Groszkiem (muszę nota bene wreszcie o nim napisać, tylko zdjęcia poskanować...). 
Cieszyć przyrodą, podglądać ptactwo polne, owady, uczyć roślin zbierając wszystko co zielone do domu, a potem – z wypiekami na twarzy- z przewodnikami, oznaczać.

Okolice obwodnicy to jedno.
Drugie to...co mnie boli to obszar Lubińskiej Strefy Ekonomicznej. Tam to zniszczono kawał pięknego „nieużytku”.
To tereny także porolne, pamiętam jeszcze jak buszowaliśmy w zbożu (początkowo siano pszenicę, potem już pszenżyto, a skończono na życie). Długi czas teren ten porastała roślinność azotolubna; przy ścieżce rosły rośliny związane z siedliskami wydeptywanymi. 
Na skraju tego obszaru, usadowiły się siedliska suche, z ciekawymi kserotermofilami. 
Nigdy nie zapomnę także tych „łąk” kocanki piaskowej i jasieńców, z kępami szczotlichy siwej.

Tej mnogości pszczołowatych, dołków mrówkolwów, a także błonkówek z rodzaju grzebaczowatych, taszczących do swoich norek gąsienice motyli czy też sparaliżowane pająki.

Szczerklina piaskowa (fot.Wiki)
 
Wardzanka (fot.fotoprzyroda.pl)

Buczały wielkie trzmiele (znów kolejny post do skrobnięcia). 
Na ścieżce, która prowadzi do „dużego lasu” widziałam pierwszy raz w życiu dudka.

Z innej strony „zagospodarowanego nieużytku”, znajduje się źródlisko Zimnicy. 
Towarzyszą mu olsy i lasy łęgowe. Tam też przyjemnie było zanurzać się w upalne dni...Wilgotno, porzeczki w podszycie, chmiel otulający rosnące na obrzeżach krzaczyska czarnego bzu- kiedy obsypane kwieciem, to aż duszące wszystkich wkoło swą słodyczą.
Tam też, nad rowami z epizodycznymi ciekami, nachylała się moja botaniczna imienniczka, z liściem szerokim....
Wieczorami śpiewały słowiki, majowym wędrówkom towarzyszyło kukanie kukułek, zawołania wilg....

Stamtąd też szłam zawsze w jedno miejsce, które upodobała sobie wierzbownica. Gatunek żywicielski jednego z zagrożonych i rzadkich motyli z rodziny zawisakowatych- Proserpinus proserpina. 






Gatunek prawnie chroniony. Wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi.
Cóż z tego. Już nie ma się gdzie rozmnażać.

Teren zajęty pod ludzka działalność.
Z problemem wiesiołkowca byłam u jednego z doktorów entomologów UWr, ale usłyszałam, że ze względu na charakter jego rozrodu (populacja przemieszcza się i nie utrzymuje w jednym miejscu długo), nie uda mi się walczyć o to, by nie zniszczono jego siedliska.

Cóż to byłby za argument.
Jakiś „ćmok” kontra Centrum Dystrybucyjne jednego z najliczniejszych dyskontów w Polsce.

Teraz, zamiast przestrzeni z „chwastami” mamy piękne, wielkie hale i tabuny tirów. 
Na obrzeżach zaś- salony samochodowe.

Nic tylko usiąść i płakać.
Nad sobą, że taka niepostępowa jestem....

Aaaa, jeszcze jedno- taki czarny humor, wg mnie.
Władze Lubina zorganizowały ścieżkę przyrodniczą w pobliżu. 
Ta ścieżka prowadzi do miejsc, o których piszę.
Ścieżka jest utwardzona, z ławkami, koszami na śmieci.

A sąsiadka rodziców, miała dodać kiedyś- „No ale chyba będą te chwasty i trawska wkoło kosić?”

czwartek, 24 stycznia 2013

O przezierniku osowcu i jak to jest z kątem widzenia u kobiet.

Za oknem posypują ziemię białym puchem, jakieś minus siedem.

Fajnie, tak zimowo, bo biało i puchowato, Foxiuniu czasem tyłkiem zarzuci na drodze, ale generalnie ładnie i dzielnie się spisuje. 
Robię dziennie chyba coś koło 15-20 km. Młodego do teściów- praca-teściowie- odbiór Młodego- rodzice. 
W sumie niewiele mniej niż bym do Tupajowiska dojeżdżała. A jednak różnica wielka...

Znów rozłąka, ale tak na razie być musi...
Kamax tam toczy boje z kociołem i całą resztą okoliczności mieszkania w ruderze. No i dojazdy do roboty...
Wyjazdy o szóstej (czasem wcześniej), powroty późne....

A mnie dziś jakoś sentymentalnie się zrobiło.
I to przez sen, bo w nim brodziłam w trawach...
Prawie jak Mickiewicz Adaś...

"Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi...(...)"

Te trawy, te ziółka, te hordy owadów! Tylko czerpak w ręke i hajda na nie!
Chociaż nie- najczęściej łowiłam przez wypatrywanie.
I tu pewna anegdota...Chyba nawet Kamax o tym kiedyś wspomniał w komentarzach. 
Szliśmy sobie razem przez las, prowadząc dyskusję, a ja- zaangażowana w rozmowę, nieprzerywajac wątku, wystrzeliłam z ręką w bok i złapałam przelatującego obok mnie chrząszcza. Kamax był pod wrażeniem, a dla mnie to normalne :)  

Mam szeroki kąt widzenia, jak każda (podobno) kobieta, a on wąski. 
Tym właśnie, naukowo, tłumaczy się fakt, ze każdy facet, choćby biduraszek nie chciał, musi odwrócić głowę za przechodzącą panną.   
Nam, dziewczynom wystarczy "rzucenie" okiem. Im cały łeb się odkręca...
Kąt widzenia.  
Myślałby kto. 
Zależny chyba od powabu siedzenia mijanej panny :) 

W podobny sposób przeraziłam Go także, rzucając się z miłością wielką na  przeziernika osowca (Sesja apiformis).  
Pięknego, sporego motyla z rodziny przeziernikowatych.

źródło: lepidoptera.pl
 Motyl jest jednym z rodzimych przykładów mimikry.
Czasem tak potrafi zwieść drapieżców i ludzi, że rzeczywiście omijają go szerokim łukiem, z obawy przed użądleniem...
A przecież szerszeń, ani żadne osowate stworzenie to nie jest.  
 Owszem- pasiaste, a i skrzydełka a'la błonkóweczka- a jakże"!

Poniżej- nieco perwersji:

lepidoptera.pl

Biała, mało milusia gąsienica

lepidoptera.pl

 Zaraz po wylęgu młode gąsieniczki zagrzebują się w ziemi i wgryzają w korzenie drzewa. 
Zostają w nich 2 lata. Ich łupem padają głównie topole, ale i wierzby. Gatunek ten żyje w środowisku  lekko wilgotnym, z którym związane są jego drzewa żywicielskie. 
Gąsienice spotykamy w drzewach w siedliskach lasów łęgowych, zarośli wierzbowych, a także wilgotniejszych parkach.
Imagines latają w najcieplejszej porze dnia i odwiedzają kwietne łąki. 

A jak już sobie te dzieciaczki larwowate podjedzą, przepoczwarczą się, to dorosłe osobniki wydostają się takimi ładnymi otworkami w żerowisku.

lepidoptera.pl