Dziś krótko.
Casem zaglądam na fora mam. Cóż, wszak mamą jestem i to podwójną.
Nie użyję jednak zwrotu double-mom.
Z czystej obawy.
Czy nie zostanie nieopatrznie zrozumiany.
Wszak niektórym wszystko się z jednym kojarzy.
Na dzieciowo mi! jest wpis, który wydał mi się aktualny.
Może nie dokładnie - i całe szczęście!- ale dotyczy pewnych aspektów życia gatunku H.s. , a zwłaszcza wirtualnolubnej jej części.
Tu fragment postu:
To było tak: jedna babcia, jak zwykle babcie, kupiła wnusi rajtuzki.
Normalna sprawa, od tego babcie są i chwała im za to, bo dzięki tej
postawie dzieci mają zapas rajtek. Facecik na rajtuzkach był i napis po
angielsku, ale babcia, jak zwykle babcie, angielskiego nie zna,
dziewiczo nieświadoma więc i z nieskażoną psychiką zapłaciła i zaniosła
rajtuzki wnusi. Wnusia angielskiego też rzecz jasna nie jarzy, bo
niezwykle rzadko zdarza się, że niemowlę mówi sprawnie w obcym języku
lub przynajmniej innym niż gu-gu-gu. Nie jarzy, nie mogła więc wiedzieć,
że pod facecikiem z opuszczonymi do kolan spodniami widnieje napis „Czy
ja cię podniecam?” (...)
I co Wy na to?
Dla mnie to po prostu ohyda i rzygi.
Niestety, chyba to "naturalne" dla naszych czasów.
Hmmmm....
To ja zapewne nie z tej epoki jestem...
W ubiegły czwartek chciałam zajrzeć na stronę Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.
Zapomniałam adresu internetowego i wpisałam bez "org.pl". I co moim oczom się ukazało?
Generalnie rzecz biorąc dupa. A nawet wiele i nie tylko one w przeróżnych konfiguracjach.
I wszystko co się wkoło kręci i nie jest to portal przeznaczony dla lekarzy proktologów....
A u nas co?
A to: