Podążam ścieżką nauki.
W weekendy zasiadam na - czasem bite 8 godzin, słucham, ćwiczę. Poślady drętwieją, ale człowiek próbuje wytrzymać te nienaturalną pozycję. I ciśnie.
Chłonie już trochę trudniej, bo wiek. Nie wszystko, bo wiele już pojął wcześniej, przeżył, czasem myśli- co za bzdury! Ostatnio z resztą, dość często.
Po krótce, bo sadzonki i nasiona wołają o swoje. Mam zajęcia z wykorzystania nowych technologii nauczania i...
No właśnie. Wczoraj temat mnie rozsierdził, a potem zmęczył.
Nie ukrywam, że jestem antyejajowa.
Nie to, że nie umiem czy też obsługa czy poruszanie się po internetni i programach są dla mnie nie do ogarnięcia. Nie dlatego.
Tak samo nie mam zaufania do robotów. Zapowiedziałam, że jak mi Absorbery kupią jakiegoś na starość do pomocy to poczęstuję miotłą. Robota, nie Absorbery.
A co do sztucznej głupoty....
Dlaczego jestem na nie? Przetestowałam. Na zajęciach miałam zrobić prezentację z wygenerowanymi przez ejaja rysunkami, potem quiz z kodem QR i całość miała jako tako grać. Tyle, że jak ma grać, skoro narysowanie poprawnie... bobra to dla tego cudu techniki wielki problem.
Pisze głąbowi- wygereruj rysunek z bobrem, w tle meandrująca rzeka i żeremie bobrowe.
I co robi głąb?
Rysuje. A jak- kapibarę i inne gryzonie, ale nie bobra. Ogólnie to zapomniał o żeremiach. Przypominam, że żeremi brak, a zwierzak to kapibara, nie bóbr.
Ten na to- oczywiście usranie grzecznie- O tak, masz racje, przepraszam. Zaraz sie poprawię. Stworzyłem dla ciebie obraz bobra, z meandrującą rzeką i żeremiem.
I co? Ano znów jakiś gryzoń- niebóbr, do tego chatki drewniane. No bo jak wiadomo, bobry mieszkają w domach drewnianych, w końcu ścinają po cos te drzewa, co nie? Do rzeki też bym sie przyczepiła, bo to potok górski. Ale może nie dopisałam- rzeka nizinna to się biedak nie połapał.
Po moim łajaniu, znów uderza sie w pierś, a ja już jestem zirytowana, bo mam na to 15 minut, a ten złom myślowy nawet bobra nie umie poprawnie pokazać.
Przeprasza- o, kufa!jak mnie irytuje to jego śliskie przepraszanie, brrr! Dokłada żeremia.
I co?
Mamy nory. Takie, wiecie z wielkimi otworami. Chyba dla pracowników Wód Polskich, żeby sie tam mogli sami zakopać i nie wychodzic ze wstydu, za to co robią. Bobrom, naturze i nam.
Kolejna łajanka z mojej strony.
Ręce juz mi opadły na podłogę. Daje mu ostatniuą szansę.
I generuje mi to. Wybrałam dla Was 3 fotki. Czy na jakiejś jest bóbr?
![]() |
| Niebóbr z łyżką cedzakową zamiast ogona. Pewnie do łowienia ryb, których nie je.... |
![]() |
| Niebóbr - ofiara crossa |
![]() |
| Samotny niebóbr na skale. Aż słychać ten szum fal ...... |
Odpowiedź brzmi- raczej nie. Do tego, u jednego z nich widać naznaczony oponą crossa ogon. Może musiał wiać przed mendą rozjeżdzającą dzikie drogi i cieki wodne, kto wie...
Na pewno nie wie tego ejaj.
Ktoś powie- durna Tupaja się nie zna. ejaj ma tyle możliwości.
Może i ma. Oczywiście, podobno wersje płatne mają ich więcej, szerszy zakres danych. Wiem.
Są programy streszczające materiały własne. Wrzucasz swoje pdfy, teksty i on ci to mieli, streszcza i co tam jeszcza.
Pewnie do tego typu zajęć można by to nająć.
Ale to nie o to mi chodzi.
Chodzi mi o to, że większość ludzi korzysta właśnie z tego typu programów by na leniwca podejść do tematu. Robią to uczniowie, robia dorośli, nauczyciele....
Bardzo często bez weryfikacji wiedzy zawartej w tych programach. Potem wychodza takie kwiatki... i niebobry.
Kto zna jakis temat- potrafi wyłuszczyć bzdury. Kto nie- ten pięknie je łyka i powiela.
A że treści ejajowych coraz wiecej, czasem ciężko juz będzie oddzielić ziarno od plew. Zwłaszcza tym, którzy ogłupieni, pozbawieni krytycznego myślenia, będą bezkształtną masą. Tak łatwą do uformowania przez kogokolwiek.
Wierzę treści drukowanej. Przez autorów znanych, zrecenzowanych, wydanych przez uznane wydawnictwa. Wiem, że to umiera, ale ja się będę tego trzymać.
Czy ejeaje mogą pomóc mi w pracy?
Pisze teksty. Samodzielnie. Nie wyobrażam sobie podpisać sie pod czymś stworzonym przez boty, roboty czy cotamjeszcze sztucznego.
Kiedy słyszę, że mogę takich narzedzi używać w edukacji, a potem- po godzinie pracy z tym guanem, na nowo wsyztsko sprawdzać i poprawiać, a czasem- jak w przypadku bobrów, nie uzyskać niczego- wierzcie mi- wolę polegać na sobie. Na swoje wiedzy i pasji, na swojej biblioteczce.
A wiecie co mnie najbardziej rozwala? Że centra obliczeniowe chłoną energię jak gąbka. Potrzebują więcej i więcej. Kopalin, drewna, wiatru, wody i wszystkiego. Zastanówmy sie do czego nas to prowadzi?
A może sztuczne życie już nami włada?
U mnie niezmiennie, podejście ostrożne i raczej a la Sarah. Nie ufam. Ufam sobie i żywemu.
Namaste!
![]() |
| źródło kultura.senior.pl |
.jpg)


