Być może ma.
Drugie- może częściowo zaradzić pierwszemu, które z racji obniżenia dobrego nastroju wymaga... podregulowania...:)
Jako niedawno upieczona matka drugiego dziecięcia, mogę podpisać się pod treściami, które coraz częściej można usłyszeć i zobaczyć- że macierzyństwo to nie tylko zniewalający uśmiech niemowlęcia, ale - czasem w przeważającej większości- płacze, kolki, nieprzespane noce.
Okres ciążowy, który każda z kobiet przechodzi różnie, nazywany jest przez nieznających się na rzeczy stanem błogosławionym. Życzę temu, kto spłodził ten termin, takich przeżyć jak moje- do potęgi trzeciej lub jeszcze milszych...
Swoje człowiek nanosi,w trzecim trymestrze oddycha z trudem, łazi jak słoń, pęcherz moczowy zdaje się być rozmiarów naparstka, butów wiązać nie może, nie mówiąc już o schyleniu się po rzecz, która złośliwie wymsknęła się z opuchniętych rąk....
Po porodzie, który też jest loterią- nie wiesz co i w jakim natężeniu bólu trafisz, przychodzi upragniona chwila powrotu z niemowlakiem do domu.
I tu się zaczyna....
Znów- w zależności od dziecięcia, siły i doświadczenia matki, jej psyche oraz niebagatelnej roli mężczyzny przy niej, może lub nie musi (całe szczęście) przytrafić się coś, co określa się mianem babyblues.
To zjawisko dotyka około 50-80% kobiet po porodzie. Jego
przyczyny można, w pewnym uproszczeniu, sprowadzić do dwóch rzeczy –
zmęczenia i adrenaliny.
Końcówka ciąży i poród są dla kobiet wyczerpujące i obciążające, kosztuje wiele
wysiłku i energii. Te dwa wydarzenia kwalifikowałyby kobietę do
dwutygodniowego urlopu przeznaczonego na odpoczynek, regenerację,
nabranie sił. Niestety- czeka na nią nowa rola- i to całkiem naturalnie, bo młody ssak jest przecież całkiem bezradny i zdany na nas. Dostosowujemy się więc do trybu funkcjonowania noworodka- jego spania, czuwania i pór karmienia.
Na noworodku nasza rola sie nie kończy.
Jest jeszcze partner, dom, zwierzęta ....Jak kto ma dar brania sobie wiele na głowę (tak jak ja) oraz naturę prawie perfekcjonistki- to ma problem...
Natura pomaga, nam samicom nadprodukcją adrenaliny. Dzięki niej jesteśmy w stanie funkcjonować w warunkach osłabienia po przeżytych trudach porodu i wcześniejszej ciąży.
Ile jednak można żyć w warunkach adrenalinowego speedu? Niedługo, bo około 3-4 dni. Potem poziom hormonu we krwi spada i pozostaje ... siła samozaparcia, żeby to wszystko udźwignąć.Do tego zwykle- tak, dla osłody w 3-4 dobie przywala nas nawał mleczny- chyba celem odwrócenia uwagi od uszczuplenia adrenalinki.
Huśtawka emocjonalna, myśli, że nie radzimy sobie w nowej roli, nie rozumiemy tej małej istotki, że nikt nas nie rozumie, że jesteśmy brzydkie i obolałe po ciąży, trwać może różnie. Czasem i parę miesięcy.
Mnie przy drugim dziecięciu ominęło- i spadek formy, i nawał mleczny.
Chyba Dobry Duch czuwał :)
Skąd tak długi wywód? Ano stąd, że dawniej nic takiego jak wspomniany blues nie występowal.
W rodzinach wielopokoleniowych, świeżo upieczona matka mogła liczyć na zastęp kobiet jej przyjaznych, pomocnych- swoją matkę, babkę, krewne.
Przynajmniej na czas połogu była odciążana, a przynajmniej przejmowano część jej obowiązków i pozostawiano w spokoju, by mogła wczuć się w swoja rolę.
W tym czasie ważniejszą niż wszystkie inne.
Antropolożka i badaczka więzi, Dr Evelin Kirkilionis mówi o tej sytuacji
tak: „Natura nie przewidziała dla nas szklanych biurowców i życia w
nuklearnych, dwuosobowych rodzinach. Dlatego w naszym kręgu kulturowym
zwłaszcza sytuacja matki – która jako karmiąca ma szczególną rolę do
odegrania w życiu dziecka – jest szczególnie skomplikowana. W żyjących
bliżej natury kulturach nie spotyka się czegoś takiego jak baby-blues,
czyli lekkiej depresji pojawiającej się mniej więcej trzeciego dnia po
urodzeniu dziecka – bo to nie wahnięcia hormonalne, jak się powszechnie
sądzi, odpowiadają za pojawienie się tego spadku nastroju, ale właśnie
aspekt kulturowy. Rzeczywistość, w której rola matki sprowadzona zostaje
do zdegradowanej społecznie i pozbawionej wsparcia opiekunki na
24-godzinnym dyżurze, która w dodatku słyszy, że ponosi całą
odpowiedzialność za przyszłą osobowość narodzonego właśnie dziecka, może
zwalić z nóg nawet najodporniejszą osobę.”
I tak, obcujac samej z nowonarodzonym, atakowanej przez media tym, co jest najważniejsze dla dziecka, jaką matką być należy-od tego, co ubrać, czym karmić, czy piersią i jak długo, przez bombardowanie nas opiniami o pieluchach, zasypkach, wyższości dań słoiczkowych nad kuchnią domową i na odwrót, po kwestie wychowania- dać klapsa czy nie?- możnaby rzeczywiscie oszaleć.
Wydaje mi się jednak, że mając mózg w czaszce zamiast pulpy ziemniaczanej, należy zdystansować się wobec wymagań "świata" i "spoleczeństwa" wobec matek.
INTUICJA.
To wydaje mi się najważniejsze.
Oczywiście samej zdarza mi się ulegać wpływom czy też przynajmniej czuć pewien dyskomfort; odczucie, że może robię źle i nie jestem dobrą matką.
Nikt nie jest doskonały.
I ja, na przykład miotam się, czy odespać zarwana przez niemowlaka noc czy... wziąć się w kupę i podłogi pomyć.
Myślę sobie, że przy drugim dziecku jest łatwiej. Wiem juz czego mogę się spodziewać i do wielu kwestii (np. laktacji) podchodzę spokojniej.
I tutaj przechodzimy łagodnie do wątku drugiego- czyli piaskowcowego wibratora.
Od lat paru poczytuję
"Wróżkę". Czasopismo z wątkami ezoterycznymi, zielarskimi, wizytami w gospodarstwach agroturystycznych i u tych, co wybrali naturę zamiast miasta.
Czasem może pisane zbyt "lekko"- ale w końcu- powiedzmy sobie szczerze- publikacja naukowa to nie jest.
W ostatnim, lipcowym numerze, w przerwach między karmieniami i działaniami odgruzowującymi dom z kłaków Rudej i Garipa, zdążyłam przeczytać jeden z artykułów.
Tytuł brzmi:
"Zielony kapturek" a traktuje o ....ekoseksuologii....
Znów mój "ukochany" przedrostek!
Czegóż się dowiadujemy?
Otóż, ta nowa "dziedzina nauki" to zbieranina mniej lub bardziej śmiesznych haseł, do tego naciągane "zielone" teorie. Znów coś, na czym można zarobić- choćby wspomnianymi wibratorami.
Co jest eko- a co nie w naszej alkowie, według cytowanej w piśmie Stefanie Iris Weiss, autorki książki "Eco-Sex. Go Green Between the Sheets and Make Your Love Life Sustainable"?
Ano- jeśli chodzi o antykoncepcję to prezerwatywa odpada; -lateks jest be, rozkłada się kilkadziesiąt lat i podobnie jak pieluchy jednorazowe- niedługo zaleje nas morzem odpadów.
Proponowana jest- zastępczo- jako naturalna- prezerwatywa z ...baraniej skóry (nota bene słyszałam, że dawniej je robiono, ale z baranich jelit...). Jako jedyną, "ekologiczną" metodę, autorka wskazuje spiralę- jako, że można ją stosować przez wiele lat, poza tym oparta jest na miedzi (czemu akurat miedź jest tu "eko" ?).
Obrywa klapsy pigułka - w sumie jest w tym sporo racji, bo estrogeny rzeczywiście przenikają do wód i feminizują samce ryb, na przykład.
Czy autorka ma jakieś propozycje w kwestii regulacji płodności?
Ano ma...prócz wspomnianej spirali- kapturki dopochwowe.
Czemu spirala- ciało obce w ciele kobiety jest eko? Nie wiem, doprawdy.
Oberwało się też lubrykantom, jako że część z nich zawiera parabeny, a poza tym w przyrodzie czynią podobne spustoszenie co plastik (to chyba już demagogia...).
Klimat alkowy ma być także "bliżej natury" - musimy postarać się o dobry materac
"(tylko "ekologiczny" kauczuk, bambus lub bawełna); świeczki- dla uzyskania nastroju- sojowe, bo parafina jest rakotwórcza; ubranie- ona w lnianej sukni, wyprodukowanej gdzieś w lokalnej tkalni, on w bawełnianej koszuli z afrykańskiej plantacji "fair_trade" (zrównoważonego handlu). Do rzeczy przejdą na piechotę i po ciemku. Na materacu z bambusa. Jeśli zapragną odrobiny perwersji, mogą pomóc sobie wibratorem z recyklingu lub piaskowca". (wolne cytaty z "Wróżki")
Ekoseks to seks z akceptowanymi spiralami, w atmosferze uplecionej z "ekologicznych" gadżetów.
Pomieszanie z poplątaniem.
Wiem, że nie wszystko, co pochodzi z USA to kupa w ładnej oprawie, a wśród ludzi tam żyjących zdarzają się ludzie normalni (choć jest to pojęcie względne...bo np. ja mogę jawić się co niektórym jako nienormalna, za co nie przepraszam i mam głęboko pośród flory
intestinum crassum , powiem więc - są tak nienormalni jak ja chociaż), ale te wydumki to już lekka przesada.
Świat na głowie staje.
Ekologiczny wibrator kontra nowoczesne rodzicielstwo w pozbawionym więzi i wsparcia bliskich krajobrazie.
Czemu ma to służyć?
Chyba tylko pani Stefanii i producentom przyjaznych wibratorów....
Dobrze, że mnie blues ominął, a piaskowiec chętniej oglądam w ...Górach Stołowych.