W wigilię Dnia Dziecka wykluły się dwa kurczęta po Franku. Jedno z jajka średniej wielkości, drugie od silki lub Ufo- czubatki. Jak już sie wykluło to wiemy, że nie od Ufo, bo jest pięknie czarne z popielatymi skrzydełkami. Drugie...
No właśnie. Na początku były obawy czy nie chore, czy nie ma wady genetycznej. Główka zadarta na grzbiet jak w alercie wczesnego ostrzegania. Przyjęłam to na miękko. Co będzie- to będzie. W duchu- wiadomo co sobie życzyłam, ale pozostawiłam to... tu sobie wstawcie co chcecie.
Los dla żóltego okazał się łaskawy. Odetchnęliśmy lekko. Wygląda już dobrze. Może był kłopot z kluciem. Może cos innego. Grunt- że je i dziarski. A mamka otacza opieką. Jak to kura.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz