.

.

sobota, 9 maja 2015

Miotaczka pomrowów

Oj jak dobrze, że pada.
I ciepło.
Rośnie wszystko, oj, rośnie!

Zniszczenia towarzyszek piórzastych pomału się zabliźniają.
Oczywiście, jak po każdej katastrofie, w przypadku usunięcia roślinności pierwotnej, uruchamiane są rezerwy nasion, zdeponowane na takie czasy.
Zniszczona darń, wydziobane niemal do ostatka wszelkie przejawy życia jednoliściennych.

Wiosną obudziło inne życie.
Oczywiście w ogromie swego gorzkiego mleka, płynie rzesza mniszkowa.
I bardzo dobrze.
Nie lubię trawników bez chwastów.
Taka porąbana jestem:)

Mniszki mi nie wadzą.
Można sok zrobić. Sałatkę z liści.
Dmuchać dmuchawce. 
Kwiaty uwielbiają pszczołowate.

I tak mniszki przy częstszym koszeniu "wypadną".
Ostaną się te wyspowe; tam, gdzie nie dotrę z pchajką i nie wyrżnę sierpowym prawym.

Z kolej na glebie, która leżała odłogiem, ale przywalona niezwiązanym (jeszcze) materiałem zielnym z koszenia, odżyły lebiody i rzuciły się szerokim pasem wzdłuż ogrodzenia dla kobitek i Tito.
Trochę pożarłam, wszak to dawna sałata biedoty :), reszta dziś skonała pod kosiarką.
Dżdżownice sobie wciągną.

Deszcz jak pisałam cieszy, bo wszystko rośnie.
Niestety, ujawniają się inne stwory, których szczerze nie cierpię.
ŚLIMOLE.
Pomrowy cholerne, zaślinione mordy moluskowate!

Z trzech cukinii przeżyła jedna.
Reszta, umemłana w śluzie obrzydliwców; ostańce po uczcie. 
Triumf bezkręgowca nad kręgowcem.

Wykorzystałam więc bezinwazyjną formę walki z nimi, stosując obsypkę młodych roślinek za pomocą łupin z orzechów i słoneczniku, które w pocie czoła zbierała moja Mama.
Widok jest nieco dziwaczny, ale chyba sąsiedzi się już do mnie przyzwyczaili...;)


Ponieważ nie omijają z reguły niczego (pożarły młode nagietki), obwarowałam też kwiatki. 
Nie ruszają kosmosów...

Obsypujemy obficie, bacząc uważnie co by jakiego gnoja w tym kręgu magicznym nie schwycić, bo próżna robota naszą się stanie. 
Uwięzion stwór ów poźre wszelkie zielone co wkoło swej zaplutej mordy napotka.

Wyłuskiwałam gnoje spomiędzy siewek, które już memłały i miotałam przez płot.
Tylko świstały!

Cóż ponadto?
Kanarkowo wkoło, pyłek rzepakowy wszędzie, czasem przy dobrej widoczności Trójgarb i Chełmiec widać, a tak wkoło Bazaltowa Góra, Rataj i Radogost .





Dzisiejszy post sponsorował Tilluch


18 komentarzy:

  1. Oesssu! Obrzydliwa nie jestem, ale te zaplute mordy tak mnie brzydzą, ale tak, że mam dreszcze na plecach, bleee. U nas sucho, niestety, może dlatego jeszcze się ta plwocina nie zwlekła. Jak pomyślę, że brałaś je do RĘKI, żeby miotnąć, omatkozcórko!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brała, Hana, brałam... a potem szczota i pumeksik, bo zapomniałam rękawic...

      Usuń
  2. Jesssu, nie mów mi takich potwornych rzeczy! Rękawic nie prowadzi? Chociaż przez rękawice też się brzydzę. Bleee, bleee, bleee!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak czasem ruszam do boju to zapomnę....

      Usuń
  3. Dobrze, ze ja ich na swojej drodze nie spotykam, bo nie jestem taka ekologiczna jak Wy i potraktowalabym miotaczem ognia. Zara by sie wszystkie do somsiada wyniosly!

    OdpowiedzUsuń
  4. Grzebałam dzisiaj w grządkach i z nosem przy ziemi miałam okazję oszacować liczebność przeciwnika. To jest niestety zmasowana inwazja potworów! I chociaż jeszcze parę dni temu zapowiadałam uczciwą, czyli ekologiczną walkę z gnojami, to niestety dzisiaj już mam zupełnie inną optykę, śmierć w oczach i żądzę krwi ślimaczej w sercu czy tam głowie! I niestety niedziela zejdzie mi na przeczesywaniu internetu w poszukiwaniu skutecznej, radykalnej metody. Czyli ordynarna trucizna, tylko muszę się dowiedzieć jak ją stosować, żeby nie wytruć czegoś pożytecznego lub ewentualnie własnych niepożytecznych kotów i psa (kot przynajmniej mruczy, a pies i tego nawet nie potrafi, no ale jednak jest członkiem rodziny).

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam. Czytałam ,że kaczki biegusy indyjskie fantastycznie oczyszczają ogród ze ślimaków. Może warto poszukać takich sojuszników do walki o uprawy.Niektórzy hodują je również dla jajeczek.Pozdrawiam- Beata

    OdpowiedzUsuń
  6. Podzielę się z Tobą jedną moją małą perwersją. Pomrowy deptać lubię. Ach. Żądza mordu czai się gdzieś w mrocznych głębinach podświadomości. A tłumione emocje są tak niezdrowe dla psychiki. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. wziąć do ręki i miotnąć to nic (też umię) przy rozdeptywaniu kroksem (aaa!), kawałkowaniu szpadlem i innych sposobach mechanicznej eksterminacji, stosowaniej przez TP. Ja nie umię.
    Można też trocinami obsypywać, tylko że namakają i nic po nich.
    Wogle mało co działa. Obsypywanie solą działa, ale na rośliny też.
    Moje kosmosy zeszłoroczne zostały pożarte jednak. Zaczęły od kwiatów języczkowych.
    Piękne widoki, cudna widoczność, rzepak <3. Jednak nie wybraliśmy się, musieliśmy zakluczyć działkę 60 km od domu (pracusie w pt zapomnieli), no i tak. Dzisiaj trzeba popracować kameralnie. Może za 2 tyg te storczyki jeszcze będą kwitły?

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczęście mnie ogarnia-nie mam pomrowów! U nas z rzadka sie jakiś oślizgły gnojek pojawi, a jesli juz to ten mały. Ale zabijać tak, bez litości nawet tego cholerstwa nie umiem.
    A.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja co prawda nie mam problemu ze ślimolami, bo i nie mam gdzie tego problemu uskuteczniać, niemniej przed wojną mnie to nie ustrzegło. Walczę od zaszłego roku z ziemiórkami, które radośnie zasiedliły moje doniczkowe hektary. Paskudztwa!

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas jakoś pomrowów póki co nie widać, ale nie mówię hop, dopiero drugi dzień pada. Rzepakowe pole z widoczkiem cudne! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Pomrowów nie ma, są winniczki. Ostatnio masowo spółkują. Też miotam, do sąsiada. Wpierw rozdzielam, a one tak wtedy kwiczą. Fujjjjj. Nie wiem ile im zajmuje powrót. Zabić nie umiem, niech se żyją, tylko szczaw dziki żrą, nie moje uprawy. Lubią nagietki, nasturcje, a jak zobaczą sałatę, która już wzeszła też nie darują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnemo... jakby Cię rozdzielali też byś kwiczała :D

      Usuń
  12. Moja sąsiadka zapłotowa (starowinka, ale energiczna że ho ho!), twierdzi, że najlepiej pułapkę na oślizgi zrobić. Wkopać w ziemię dość głębokie naczynie i napełnić browarkiem. Tylko sporo, żeby się dziadostwa potopiły a nie upiły, bo wówczas jeszcze bardziej będą żarły (jak to po piwku) No i pilnować, żeby domownicy nie opróżnili ( chyba z autopsji to mówiła ;))

    OdpowiedzUsuń
  13. Oesssu, Mariolka, piwo z pomrowami. Matko, zaraz odjadę.
    Tupaja, nie dawaj im browarku, bo jak Ci się takie pijane i głodne towarzystwo do domu zwali...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale z tym piwskiem to ponoć działa! U mnie pomrowów (tfu, tfu) sztuk dwie widziałam póki co. Ale winniczki śmigają lotem koszącym na ugór ;) Sprawa upraw jest trochę uratowana wzniesionym grządkami, bo drewno nie szlifnięte, więc nie włażą cholery drzazgi w d... im wchodzą ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj, w ubiegłym roku się namęczyłam z tym cholerstwem. Zeżarły skorzonerę, kalarepy, kalafiory, dynie, podżerały pietruszkę, marchew i cukinie - wszystko, co tylko było w zasięgu ich wiecznie głodnych pysków. W tym roku wydaję im wojnę na całego. Koniec z miłością i delikatnością. Ja chcę mieć co jeść w zimie.
    Owocnej walki z tym tałatajstwem! ;)

    OdpowiedzUsuń