.

.

niedziela, 6 stycznia 2019

Odwieczna prawda- co się zrodziło- umrzeć musi. Perła.


Wczorajszy dzień zaczął się smutno. 
Umarła  Perła.
Ostatnia z dwóch córek Oli.
Już dość cieżko się poruszała. 
Widać było, że nie jest w dobrej formie- oprócz masy, bo chuda nie była. 

Prócz wyróżniającego się wyglądu była kontaktową Znosicielką.
W hierarchii całkiem wysoko, pod koniec życia traktowana z szacunkiem.
Stąd też myślę znaczna waga, bo żadna z kur nie przeganiała jej od jedzenia.
Nawet Zdzisław vel Zaraza Ziemniaczana,  jakby też jej folgował.

Nieuchronność odchodzenia...



Szkoda tylko, że żyją tak krótko.
Miałam nadzieję, że jako "urodzona" tu, nie w wylęgarni miała szanse na dłuższe życie. 
Na niej kończy się historia kur Olkowych.

Podobnie jak reszta Dziefczynek, myślę, że miała dobre życie. 
Może wiecej trawy i jakiś sad by się przydał, ale źle jej raczej nie było.
Zniosła jajko -to zniosła, nie- to nie.
Bez napinki. 
Zasnęła wśród swoich. 

Absorberka, jak zwykle na swój sposób przeżyłą stratę.
Zmalowała na szybko obrazek. 
I jak zwykle kreatywnie, bo Perłę umieściła...w morzu.


-







Absorber postanowił Tupaję inaczej pocieszyć. Robiąc instrukcję do budowy smoka własnego projektu.





A sama Perła- pewnie hula juz po zielonych łąkach z Olą, Pepitą, Heleną i całą resztą dzielnych Znosicielek.