.

.

czwartek, 13 września 2012

Hubero- kororo czyli : czasem chciałabym żyć w Czechach.

Tak mi się znów do ręki przykleiła książka, którą dostałam od Brata swego- na moje wyraźne życzenie, a która jest miłą lekturą, odrealniającą od naszej, polskiej rzeczywistości ("Zrób sobie raj" Mariusza Szczygła).
No- może za wiele powiedziane, bo wątek Polski z czeskim się przeplata; przynajmniej jednak pozwala na zerknięcie na to, co nas otacza z uśmiechem, czasem z łezką, czasem zgrzytem zębów. 
A dlaczego? 
A dlatego, że podkreśla, już nie ujawnia, ale wybebesza nasze polskie cechy narodowe i ładnie porównuje, ocenia... po czesku.

Jiří Lábus jako Rumburak (fot. ceskatelevize.cz)

Kiedy Mariusz Szczygieł występował w TVP, jakoś niespecjalnie darzyłam go sympatią...
Nie wiem, miał chyba lekko irytujący sposób bycia, a mnie- nastolatkę wówczas, raczej to drażniło. 
Z resztą...w tamtych czasach byłam niereformowalnie bezkompromisowym przypadkiem i albo mi ktoś odpowiadał- albo nie, albo coś było białe, albo czarne. 
Półnormalni i szary - nie istniało.
Szczygieł już od jakiegoś czasu, dał mi siż poznać jako czechofil i zdaje się, tego nie wstydzić za bardzo, cieszy go to, jawnie o tym mówi, pisze i przy okazji zarabia na tym. I chwała mu za to!
Dzięki niemu bowiem, mam wielką przyjemność poznawania tego narodu od podszewki, gdyż sam, w swej drodze do poznania naszego sąsiada, zawarł wiele przyjaźni i płytszych znajomości, a to dało mu możliwość rozmów, spotkań i uzyskania wiedzy o Nich i  o nas. 
Różnicach, podobieństwach.

Wielu Polaków lubi Czechów; albo się z nich śmieje- z ich języka na przykład, z filmów. 
Prócz tych, co naprawdę cenią naszych sąsiadów są tacy, którym... już chyba nikt inny nie pozostał...
Mariusz Szczygieł otrzymał " SMS od Czecha Petra Vavrouški na wieść z CBOS-u, że połowa Polaków zakochała się w Czechach: "Myślę, że tak naprawdę to zostaliśmy wam do miłości tylko my. Niemców nie lubicie, Rosjan i Białorusinów też nie, teraz pokłóciliście się z Litwinami, tak więc z sąsiadów zostaliśmy wam tylko my i Słowacy".

Mnie zawsze fascynował język czeski. 
Nie rozwijałam jednak się w tym kierunku i zachwyt mój pozostał płony- ot- na zachwycie i głaskaniu uszu jego melodią się skończyło...(Na razie).

Czeska kuchnia zawsze mi smakowała- obsmażane sery, knedliki, niezapomniana czekolada "Studencka" (preferuję odmianę ciemnej), orzeszki, lentilki- ohydnie podrobione już niestety przez Nestle, piwo....
Czeska kinematografia.

Bardzo cenię filmy  czeskie z ubiegłych 10-15 lat.
Pełne wyrazu, obnażające ludzi- ich wady, a także namiętności i szaleństwa.
Czesi nie boją się pokazywać siebie. Za przeproszeniem- jak ktoś kupę robi- to nazywają to po imieniu; czy jest to to papież, czy królowa, czy menel.

Nieocenione, ćwiczące przeponę przygody "Arabeli", "Jak utopić doktora Mraczka"- czyli o tym, jak przywódca praskich wodników wydał wyrok śmierci na pracownika administracji mieszkaniowej, po tym jak ten zarządził eksmisję (dalej za Wikipedią): "rodziny zamieszkującej zawilgoconą willę Wełtawą. Nowe mieszkanie wyznaczono w ogrzewanych grzejnikami wieżowcach.  Dr Mraczek nie wie jednak, że tą decyzją mógł pozbawić wodników ich naturalnego środowiska i spowodować ich zagładę przez wysuszenie. Na miejsce wykonania wyroku na Mraczku wybrano basen miejski, gdzie postanowiono go utopić. Przypadkowo na basenie przebywa również licealistka z koleżankami, Jana Vodičková, córka wodników, których miała objąć eksmisja. Dziewczyna nie zna planów szefa wodników i ratuje Mraczka przed utonięciem, czym ściąga na siebie gniew wszystkich wodników. Film zdradza m.in. co się dzieje z duszami ofiar utonięć: są one gromadzone przez wodników we flakonikach w zalanej piwnicy. Matka dra Mraczka, docent Mraczkowa, prowadzi eksperyment biomedyczny, którego celem jest przekształcenie człowieka w rybę. Jej preparat, podany synowi przez przypadek, sprawia, że podczas wizyty u wodników zamienia się on w rybę. Ponieważ transformacja człowieka w rybę jest znakiem rozpoznawczym wodników, od tej chwili Mraczek brany jest przez wodników za... wodnika. Powoduje to zamieszanie i ciąg nieoczekiwanych w skutkach zdarzeń."
Produkcje te, choć sprzed lat nadal mnie bawią i z przyjemnością je sobie przypominam.

Czy taką fabułę mógłby wymyślić Polak? Prawdopodobnie tak, ale Czesi mają do tego chyba większe predyspozycje.

Czeskie kino to świetne kino młodego pokolenia, jak i starszych twórców. "Guzikowcy", "Kola", "Butelki zwrotne", "Samotni", "Opowieść o zwyczajnym szaleństwie", "Mały Otik" czy też filmy Milosa Formana.

W książce Szczygła sporo miejsca poświęca autor wierze i podejściu obydwu narodów. Niektóre stwierdzenia mogą się wydawać mocno wierzącym dość niemiłe....

Nie będę rozwijać tematu Szwejka, bo na jego temat można by osobny post spłodzić....

Na koniec- chyba esencja tego, co czeskie.
Na pytanie Szczygła "do polskich katolików, aby zadali je niewierzącym w Czechach: "Jak się Państwu żyje bez Boga?
- Normalnie- odpowiedziała jedna z rozmówczyń...."

Coś mocniejszego?

- Proszę:
"Jak tylko umarł Jan Paweł II , jeden tygodnik wydrukował rysunek: konklawe, jakis kardynał krzyczy, że teraz na papieża kardynał Pedofilini!"
Podobno "Czesi nie znają tabu..."

Najciekawsza jest jednak scenka, zaobserwowana przez autora w tramwaju:
"... a blondynce na głębokim dekolcie podskakiwał duzy krzyż. Na przystanku wsiadła brunetka z sześcioma kolczykami w nosie, cmoknęły sie w policzek, wsiadajaca przyjrzała sie biżuterii koleżaniki i wypaliła:
- Co to jest?
- Jezus na krzyżu. Srebrny! Babcia mi dała.
- I ty zamierzasz tego trupa nosić?
_ Ale on jest ładny
- Tylko, ze nieżywy. Babcia nie mogła dać ci Buddy? Przynajmniej jest weselszy. No jak można nosić nieboszczyka?! Aż mi ciarki po plecach przechodzą.
- Ale mi pasuje do bluzki. "

Czesi widzą swoją rzeczywistość normalnie. Taką jaka jest.
Nie przez pryzmat wiary, utraty, zyskania niepodległości, powstań zimowych, martyrologii...
Potrafią śmiać się z siebie.
Ktoś może powiedzieć? Sprzedajni, śliscy, może niepatriotyczni.
A ja się tylko zapytam co nam po tym naszym patriotyzmie i umartwianiu ?
Mnie to wkurza i męczy.

czeski żart na temat polsko-czeskiej afery solnej


Antypolska jestem?...
Już pisałam, że kocham ziemię, nie kraj.

"– Szwejku, Jezus Maria, Himmelherrgott, ja was zastrzelę, bydle jedno, ośle, kretynie, gówniarzu jeden! Czy można być takim bałwanem?
– Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że można." 

(Jaroslav Hašek "Przygody dobrego wojaka Szwejka").



No właśnie...
Można :)


Wszystkie cytaty pochodzą z książki Mariusza Szczygłą " Zrób sobie raj"
Wyd. Czarne, Wołowiec 2011

27 komentarzy:

  1. haha, uśmiałam się z tej rozmowy dwóch kobiet :)Ja tam lubię Czechów za XIII. Stoleti :)) i piwo i "Studentską" (też ciemną :)). Język ich trochę śmiesznie brzmi, ale nasz im brzmi podobnie. Bardziej zrozumiały jest chyba słowacki.
    Pamiętam Arabelę - leciała kiedyś, kiedyś na wakacjach, pamiętam seriale dla dorosłych jak "Kobieta za ladą" czy "Szpital na peryferiach", no i czeskie bajki - chociaż bardziej czechosłowackie: Rumcajs, Sąsiedzi (młody też szalał za nimi), Wodnik Szuwarek, Pająk Chwat (czy jakoś tak), Żwirek i Muchomorek, Krecik (ma u nas w domu szczególne względy, młody go kochał), ech...
    Szczygieł zdaje się ze Złotoryi pochodzi, wnerwiał mnie kiedyś w programie na polshicie - taki jeden z pierwszych tokszołów, gdzie ludzie jakieś historyje swego życia snuli (te jego:"naprawdę??" doprowadzało mnie do pasji,w programie przewijała się chyba też Ilona Felicjańska).
    Książki nie czytałam (jeszcze...:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ dziewczyny, jak Wy możecie się zachwycać tym nudnym krajem. Byłem tam ze 2 razy... raz dłużej... przerażająca nuuuuuuda, piwo (głęboko!) przereklamowane, jedzenie słabe, ciężkie. Nuuuda. Cicho, smutno, wszystko pozamykane po zmroku, pół knajpy na krzyż. No żałość! Krecik i Szwejk są tacy pierdołowaci,chyba bardziej niż nie przymierzając ten oferma Kubuś Puchatek. Ja tam tego nie puszczam dziecku. Ale to inny temat.
    Pojadę jeszcze do Pragi, dam im ostatnią szansę.
    To ja już chyba wolę nasz kraj z jego nacjonalizmem, zaangażowaniem, z jakimiś EMOocjami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc ogląda się pierdołowatych, by poczuć się lepszym :p
      A tak naprawdę - jeden i drugi są tak naprawdę spryciarzami i konsekwentnie dążą do celu, do rozwiązania problemu, wbrew okolicznościom - czy to nie jest godne naśladowania? ;)

      Usuń
    2. Nie ogląda się ciapciaków ;)
      Nuuuda. Ile można życia przeżyć w tym czasie!
      Zaraz napiszę o tym post :)

      Usuń
    3. No- "ciapciaki", "nudziarze"- pojęcia względne.
      Dla mnie nuda- ze smrodliwym wyziewem to polska martyrologia, machanie szabelką, słomiany zapał i...zawiść. Niby cechy te można znaleźć po trosze u wszystkich- tak więc i my nudni i ciapciakowaci- oby tylko te wady nas dotyczyły :)

      Usuń
    4. Ale jakiego życia? Toć u nas same marudy i lenie :p To juz lepsze ciapciaki, bo się pośmiać można - a to reguluje przepływ krwi, dotlenia mózg i takie tam...

      Usuń
  3. Brzmi zachęcająco - lektura, bo czy sam kraj taki dobry do zamieszkania...?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zakochałam się w Pradze, w latach 80-tych. Księgarnie pełne płyt z jazzem, super albumy. Fantastyczna atmosfera.
    Ociosanek yes!

    OdpowiedzUsuń
  5. W Czechach byłam raz, bardzo krótko i to na tzw. prowincji ( bo ja to zawsze na jakieś zadupia się wypuszczam:-))) ). Kraj piękny, ludziska sympatyczni, kuchnia jak na zimę przystało - rozgrzewająca. Ale przyznam się, że za filmami czeskimi nie przepadam, a z literatury to chyba tylko Szwejka pamiętam. Acz jest jeden ( a w zasadzie dwa ) wyjątki. Film Bobule ( Młode wino ) i jego kontynuacja, czyli Bobule 2. Dzieje się na Morawach i zachwycił mnie lekkością, ujęciem tematu, rewelacyjnym aktorstwem i dialogami. No i te krajobrazy! Następna wyprawa do Czech - tylko na Morawy!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle o Czech zaczepiałam podczas wędrówek po Karkonoszach. Jakoś inaczej tam było zawsze- w schroniskach czysto, po domowemu, miła atmosfera, na szlaku przyjaźni ludzie. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma...? :)

      Usuń
    2. My też bryknęliśmy się do Czech podczas tradycyjnego pobytu w Szamanówce, w Szklarskiej Porębie. Ale dawnej Szamanówki już nie ma...I teraz jeździmy gdzie indziej ( jak jeździmy. Bo tak naprawdę to na urlopie nie byłam od oooo, a może i dawniej...)

      Usuń
    3. Mnie się marzy urlop...Choć tydzień. Nie to, że chcę od dzieci odpocząć, o czym większość mogłaby pomyśleć (choć czasem etat qry domowej męczy i wyjazd-choćby na zakupy jest miłą resocjalizacją :) ),ale po prostu skoczyć pomęczyć się mile na szlaku, niezbyt uczęszczanym lub wybyć "gdzieś"- oczywiście w miłe, spokojne miejsce, bez tłumów. Na przykład do ludzi, u których byliśmy dwa razy, jeszcze przed obrośnięciem w dzieciaki. Kawał drogi, Kaszuby. Mili ludzie, fajna meta, lasy, jezioro i to "coś" Może kiedyś z Młodymi się tam wybierzemy. Tylko trzeba będzie nająć dobrą duszę do opieki nad psami. Ruda, jak Ruda, ale Garipa musi już ktoś znać. Wiec tu w rachubę wchodzi jedynie najbliższa rodzina.

      Usuń
  6. Praga... śliczna.. te kościoły, mosty... dawno byłam, jakieś 9 lat temu, chciałabym tam wrócić..

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyroznienie czeka na Ciebie ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Koniecznie musi się PANI wybrać na urlop!To o czym PANI pisze zawiera ogromną ilość sprzeczności. Bardzo trudno zrozumieć co PANI chce przekazać,być może tylko zaistnieć a może czuje się PANI niedowartościowana.Pisze PANI o krzywdzie jaka spotyka zwierzęta a uwielbia czeskie knedliki obficie polane tłuszczem zwierzęcym. Prezentuje się PANI na zdjęciu w skórzanej kurtce. Ciekawi mnie też czym PANI karmi swoje malutkie dzieci.Czy są to produkty mączne i listki z lasu? Śmieszy PANIĄ scenka o treści religijnej zachwyca się PANI z ateizowanymi Czechami.Czy można żyć, wychowywać dzieci bez religii, Boga, miłości.Czy jest to Jezus ,czy Budda zawsze napełniać nas będzie miłością do ludzi i zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż. Jeśli pani wpis ma nosić znamiona grzecznej rozmowy- wybaczy pani, ale pisanie capslockiem i podkreślanie w ten sposób zwrotu grzecznościowego już wydaje się czymś zgoła przeciwnym. Mój blog nie jest formą promocji, nie zarabiam na nim, nie cierpię też na manię wielkości. Jako, że nadal skąpana jestem w hormonach towarzyszących kobiecie karmiącej, także w ekstazie tej odpiszę pani z wielką przyjemnością. Zwierzęta mnie fascynują, przepadam za nimi; jako istota wszystkożerna, jem i mięso i rośliny. Te też zapewne krzyczą kiedy je szatkujemy i gotujemy. Papier wytwarzamy z drzew, które żyjąc, dając nam także pozytywną energię, kwiczą rżnięte przez zulowców. Pisze pani, korzystając z internetu, który żre prąd. A ten nie rodzi się z niczego. Nawet- jeśli pseudo-ekologiczny - z upraw roślin energetycznych. Sprzeczności? A jakże! Taki jest świat, ja też taka jestem. Skóry to produkt uboczny produkcji mięsa i choćby i pani, i ja mięsa nie jadła- są inni więc skóry po zwierzach są. Utylizować je? A może zakopywać?
      Eeee... późna pora, mam gros zajęć i teraz już padam na twarz, ale - jak już wspomniałam, odurzona serotoniną i inszymi tam hormonami, napiszę może inaczej. Tak. Jemy korzonki, ukopane w zarośniętym ogródku, psy karmię suszonymi żołędziami, a sama laktuję sojowym mlekiem.
      Konstruktywną dyskusję lubię, choć wiele czasu nie mam, bo żyję realnie, a wirtualia są jedynie małym marginesem mojego życia. To, w co wierzę i co mi w duszy gra, pozostawiam dla siebie, czasem o tym napiszę. Jeśli się pani to nie podoba- nikt tu nikogo do czytania nie zmusza. Można zająć się czymś pożyteczniejszym. I tego pani życzę.

      Usuń
    2. No z tym mlekiem sojowym to się zlałem !!!!
      :DDDDDDDD

      Usuń
    3. Ej tam, ta pani to jakaś Twoja sąsiadka, której na kawę nie zaprosiłaś ;)

      Usuń
    4. Pani Anna raczyła mnie jeszcze zaatakować na FB.
      To tylko ugruntowało mnie w przekonaniu, że niektórzy na prawdę mają problemy...A ja się martwiłam, że mi musculus rectus abdominis słabo do formy wraca...:D

      Usuń
  10. Typajka obraziłaś PANI uczucia religijne. Wysadzą Cię w powietrze jak tego amerykańskiego ambasadora.
    Czytam tego bloga już czas jakiś i nie zauważyłem, żeby Tupaja deklarowała się jako zasuszona, sorry -zadeklarowana weganka. Można wręcz powiedzieć, że kocha zwierzątka po katolicku. Tzn. lubi konie, psy, ptaszki (jak Św. Franciszek), robaki, a reszta zwierzątek, jak większości Katolików - jej smakuje :)
    Na Buddyzmie to się nie znam, ale religia katolicka to na 100% nie ma nic przeciwko skórzanym kurtkom.
    Rozumiem, ze żywi PANI przekonanie, że jedynie Bóg Osobowy może być źródłem miłości do ludzi i zwierząt. A na czym opiera Pani podobne twierdzenie?
    Dla ogromnej większości świata krucyfiks jest niewiele znaczącym lub może - kompletnie nieznanym symbolem. Miejmy tego świadomość pouczając innych.
    Obawiam się, że biorąc pod uwagę liczebność populacji Katolików, są oni jak stado różowych słoni z książki "Elmer i róża" Davida McKee. Polecam lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee ... trochę pojechałeś po bandzie. Tupaja zjada mięsko, bo wie, że musi i jest to dla człowieka naturalne. Ale zawsze martwi ją sposób pozbawiania życia, tychże niewinnych stworzeń, "goszczących" na naszych stołach.
      Tylko przez Tupaję nie jestem myśliwym.Choć parę sztuk z ręki mej padło. Umiem wypatroszyć ( nie pytaj, jak się patroszy jelenia, który może ważyć więcej od Ciebie ;) ), oskórować, rozebrać tuszę. Umiem też ją przyrządzić w zasadzie każdą dziką sztukę mięsa. Uwielbiam gotować, to i kuchni myśliwskiej zaczerpnąłem. Cóż, dziś pozostało mi tylko robienie wołowiny lub wieprzowiny na dziko ... Niby podobne, ale to nie to samo.
      Tupaja wie, żem miłośnik dziczyzny, ale jak by się dowiedziała, że zabiłem kolejne dzikie zwierze ... albo nie daj co ... w domu coś z dziczyzny przyrządził, to ... eeee ... wolę nie pisać.
      Osobiście uważam, że kula z broni myśliwskiej jest bardziej humanitarna ( specjalna konstrukcja - dlatego broni myśliwskiej na wojnie nie można używać - ma po prostu zabić ), niż obuch, elektrowstrząsy itp ... które nie dość, że nie zawsze zabiją, to jeszcze bólu zwierzęciu narobią.
      A sceny płaczących krów w ubojniach ... bo słyszą męki zabijanych innych krów ... to dla mnie jest niedopuszczalne. Świnie też dokładnie wiedzą, co je czeka, jak słyszą kwik parzonych żywcem pobratymców ...

      A zresztą. Po co się rozpisywać. Myślę, że już wyłapałeś, o co chodzi.
      Mnie drażni męczenie zwierząt.
      Tupaja protestuje ograniczaniu populacji ( tak ładnie to nazywają myśliwi ) do poziomu znośnego gospodarczo ... ( że niby nie trzeba rolnikom za szkody w uprawach płacić ...), bo to my ingerujemy w ich środowisko, a nie one w nasze... Temat na odrębny blog ... i można by to latami rozważać z różnych punktów widzenia ... ale nawet te tu moje słowa mogą wywołać zgoła histerię pseudozielonych, którzy nawet nie rozumieją słowa ekologia, na któe tak chętnie się powołują. Jestem inż. leśnictwa, Tupaja, mgr inż. ochrony środowiska. Naprawdę razem wzięci wiemy wiele, choć nie wszystko ;), i czasem nawet między sobą się nie zgadzamy.
      To po prostu czasem trudne tematy.
      Ale zabawę z "ekozielonych" oboje mamy przednią.
      Oczywiście świadomi, że często to tylko gra na kasę.

      Usuń
    2. hm...
      mój wpis właściwie to był do pani Ani. I pozwoliłem sobie zapolemizować z jej jasnym, acz niekoniecznie prawdziwym oglądem religijnej Europy i świata całego. Napisałem tylko, że nie widzę w postach Tupai sprzeczności, o których pisze Pani Ania. A w sumie poglądów Waszych nie znam, bo skąd. Rozumiem, że jesteś strażnikiem tzw. gospodarki leśnej i uważasz ją za skuteczną. Mnie bliżej chyba do poglądów ekozieolonych, bo widzę tylko ekspansję ludzkich siedlisk i kasowanie lasów i przyrody wokół mnie. Ale nie mam wglądu w statystyki, to mój subiektywny ogląd. Może gdzie indziej zarasta i zające się mnożą :)

      Usuń
  11. Ciekawe, że ja również zastanowiłam się nad naszymi sąsiadami dopiero po usłyszeniu opinii Szczygła zasłyszanej w telewizji, i równie mocno kocham studencką czekoladę, jest taki sklep w Zelowie "Johanka" jeśli dobrze pamiętam nazwę, tam z mężem robimy czasem zaopatrzenie w czeskie towary. Pozdrawiam po dłuższej przerwie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Oglądałam ostatnio "Jak zostać królem", był tam taki moment, w którym człowiek, który miał wyleczyć przyszłego króla mówi do niego " mój zamek, moje zasady", to zalety i wady bycia gościem, nie musimy na siłę gdzieś się pchać jeśli nam nie odpowiada, to wyjdźmy...

    OdpowiedzUsuń
  13. A żeby było jasne, mój ostatni wpis był do zdenerwowanej Pani, cholera znów się komuś narażę...

    OdpowiedzUsuń