.

.

niedziela, 25 stycznia 2015

O kurach. Znowu.

Nie dalej jak wczoraj, koleżanka zapytała mnie ile zarabiam na jajach od swoich kur.
Pytanie to mnie rozbawiło.

Kur mam 8. 
W tym 6 babeczek, które trafiły do mnie zeszłej wiosny, a dwie młode - córki Olki i Brunona. 
Jedyne ocalałe (wraz z trójką braci) z rzezi prawdopodobnie made in kuna .
Niosą się różnie- od 3 do 7 jaj, ale ta druga cyfra rzadziej. 
Trawy nie ma, głównie na pszenicy, czasem coś z obiadu ( o ile co zostanie), także lekko nie mają. 
Przy takich wielkich ilościach jaj, obdarowuję Rodziców, Brata, czasem komu uda się wcisnąć, bo jak sie nazbiera, a Tato nie zawita to przecież nie zamrożę....

Ale, wracając.
Znajoma, usłyszawszy cenę (0,70-0,80 pln za sztukę) wydała z siebie mieszaninę odgłosów przypominającą zasysanie powietrza przez przytkaną rurę odkurzacza lub astmatyka łapczywie chwytający ostatni haust powietrza z atmosfery planety Ziemia.

Co???
Ona rozumie, że może kosztować utrzymanie kur w klatkach, pasza, antybiotyki, hormony, witaminy (sic!), opieka weterynaryjna, prąd (światło, wentylacja), no, ale u mnie?
Łażą cały dzień świetlny po podwórku, szarpią się z dżdżownicami, grzebią w ostatkach trawnika, pożerają (tylko) ziarno pszenicy (no, moja droga, słyszałam, że ostatnio pszenica staniała!), a tu taka cena!

Ręce mi opadły.
Tłumaczenie się dobrostanem zwierząt, zdrowotnością jaj nie przebiłam betonowej zapory w głowie rozmówczyni.
Cena czyni cuda.

Rozumiem.
Ostatnio też kupuję mało i tanio, ale nie w tym rzecz.
Niektórym do łbów nie trafiają proste przekazy. Może jakieś pismo obrazkowe, a może lepiej nie.
Choć dobrze byłoby choć próbować dotrzeć. 
Jedno- jakość żywności i drugie- właśnie dobrostan zwierząt. 
To drugie niestety do niewielu dociera.

O ile jeszcze brakiem chemii, stymulatorów wzrostu, paszami z GMO, można ludzi odwieść od kupowania trójek (jajek "3" z chowu klatkowego), to niestety to, że kura najzwyczajniej w świecie cierpi- już gorzej.
Do 2011 r. powierzchnia, jaką w chowie klatkowym przeznaczano na jednego ptaka wynosiło trochę mniej niż kartka A4.
"Fajnie", nie?

Kurki z chowu przemysłowego- tu uratowane przed rzeźnią (otoz.pl)



Mumia Europejska zmieniła przepisy (oj jak wtedy drobiarze płakali!) i zwiększyła wymagana powierzchnię na jedną kurę. Oczywiście nie był to zabieg poprawiający jakość życia zwierząt, bo i tak ściśnięte na małej powierzchni (tak 4-5 niosek w klatce wielkości mikrofalówki). 
Do przemiłych chwil w życiu kur należy przycinanie dziobów, co by się bidulki nie poraniły z tej radości znoszenia jaj dla ludzi.
Z reguły cykl produkcyjny trwa ok. 12 ms. 
Potem nieśność spada i utrzymywanie kur jest nieopłacalne więc jadą do rzeźni.

Chów ściółkowy (jaja dwójki- "2") - pozwala na rozprostowanie skrzydeł; kury mają grzędy, nie są zamknięte w klatkach. Z tym, że nie widzą świata zewnętrznego. 
Powiedzmy sobie szczerze, że przy tak dużym zagęszczeniu stosowanie antybiotyków jest normą. 
Pasze zwykle są paszami przemysłowymi z pełnym wachlarzem "dobroczynnych" dodatków.
Przy dużym zagęszczeniu ptaki przeżywają dodatkowy stres związany z ilością współtowarzyszek- co za dużo -to nie zdrowo.


Chów wolnowybiegowy (jajka jedynki- "1") pozwala kurom na korzystanie ze świeżego powietrza i życie w miarę jak na kurę przystało. Mogą grzebać, skubać trawkę, zajadać się żwirkiem, kurzyć w ziemi. 
Z tym, że tu nie mamy pewności jaką paszę im zadają hodowcy, niestety. Równie dobrze może być to shit z GMO.

Jaja zerówki- czyli z chowu ekologicznego to swobodny wybieg i zdrowa pasza z certyfikatami eko.

A na jaki numer zasługują jaja od moich kur?
Pszenica niemodyfikowana.
Czasem resztki ze stołu. 
Może jakie GMO przemycone w obiadowych resztkach się w jajo właduje...

Na koniec takie  małe podsumowanie.
W chowie przemysłowym kura znosi w czasie cyklu swojego życia (okropne sformułowanie) około 300 jaj.
Bez uśmiercania- słyszałam różne opinie- kura nioska żyć może od 3 do 8 lat. 
Tyle, że w wieku babcinym jajek na pewno nie niesie. 
Jak umierają? Wiecie Wy, które hodujecie. 
Słyszałam, że po prostu zasypiają...
Wiecie co...biedne, tyłki sobie nadwyrężają, a potem taka zapłata. Rzeźnia.
Dlatego chciałabym dożywocie dla swoich.

Patrzę na te swoje kurasy i sobie myślę, że choć tu, u mnie, też u Was mają dobrze. 
Może to tylko namiastka, ale jest. 

Olka i jej dzieciaki


  

37 komentarzy:

  1. Mnie tez najbardziej smakuja jaja od kur od Babci i w sklepie kupuje w ostatecznosci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pierdziele! Co za filozofia! Moze jeszcze za darmo jaja oddawac, bo Cie chow nic nie kosztuje!?

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, Tupajko! Niektórzy ludzie z miasta w ogóle tego nie rozumieją! Przyzwyczajeni do taniochy jajcanej z supermarketu fukają oburzeni na ceny jajek wiejskich. Nie pojmuja, ze opieka nad tymi kurkami z wolnego wybiegu jest zajeciem całodziennym całorocznym i wymagajacym także sporych nakładów finansowych (bo przeciez jeśc muszą, a zdobycie dla nich ekologicznego ziarna, ziemniaków i śruty nie jest sprawą taką łatwą). A im się ma wiecej kur, tym pracy oczywiscie wiecej. Pilnowanie, by ich jakiesik drapiezniki nie porwały. Budowanie ogrodzeń, bramek, robienie sztucznych ptaków i strachów na wróble jako odstraszaczy, sprzątanie kurników (a to są takie ilosci kup, o jakich zjadacze jajek woleli by nie wiedzieć). ech, nie pojmą tego niektórzy...
    Ale my sie trzymajmy swojego, bo najwazniejsze czyste sumienie i zadowlonenie z tego, że robi się dobrze a kurom też jest z tym dobrze.
    Pozdrawiam Cie serdecznie Tupajko i ściskam rączki pracowite!:-))*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buziaki Olgo, u mnie to malutkie stadko, a u Was to dopiero roboty i dziobów do wykarmienia :)

      Usuń
  4. Z trudem patrzę na zdjęcia powyżej. Z wyjątkiem Olki oczywiście.
    Nie wiem czy moje kury są szczęśliwe, ale jedno mają na pewno - całkowitą wolność. I widzę, że uwielbiają dalekie wędrówki, możliwość grzebania i skubania roślin bez ograniczeń. Nie ma żadnych ogrodzeń, mogą iść gdzie chcą, nie ma też ogrodu, który mogłyby zniszczyć. Karmię je głównie jęczmieniem i owsem, pszenicą rzadko. Polują też namiętnie na żaby i węże. Na zimę ograniczają niesienie prawie do zera, ale w ogóle ich nieśność jest niewielka. Jak są jajka, to się bardzo cieszę, jak nie ma, to się nie martwię. Tak sobie żyją.
    Muszą umieć się ukryć przed atakiem jastrzębia, przed lisami i kunami doskonale chronił je Piątek. (ostatnio coś się skiepścił) Za stodołą mają wspólny pochówek lisy, kuny i kury, które zginęły lub umarły. Bo czasami umierają, nie wiem czemu. Najstarsza jest Czarnogłówka, ale żadna wiekowa rekordzistka, ma 4 czy 5 lat.
    Pozdrówki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Z ta kurzą wolnościa to różnie bywa.Moja kurka zielononóżka(szt 1) tak kochała wolność ze nie pozwoliła się zamknąć w wolierze.Chodziła sobie z perlikami które wysiedziała i wychowała gdzie chciała i tydzień temu na moich oczach jastrząb porawał ją.Perliki krzyczały ,fruwały po dachach a ona biedna nie zdążyła się schować.Biedne to ptactwo chowane w takich warunkach.Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  6. 80 groszy to dużo ?! może powinnaś rozdawać po wsi, tak by było najlepiej :/
    u mnie jajca chodzą po złotówce.
    ja mam 16 niosek, niosą różnie, ale najczęściej mam 12 - 14 jaj dziennie. Co nie daje rady przejeść dostaje siostra, która z wielką radością przyjmuje każde jajco.
    A ja od kiedy mam swoje kury, normalnie jestem uzależniona od jajek na miękko.
    swoje wariatki pasę pszenicą i tym co zostaje ze stołu, plus starte warzywa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hre hre... najpierw pomyślałam, że znajoma ma Cię za frajerkę, że za tanio sprzedajesz ;-)) Już od dawna nie kupujemy jajek poniżej "1", a najchętniej z pewnego źródła, czyli od gospodarza czyli - od naprawdę szczęśliwych kurek. Kosztują 80 gr. i byłam pewna, że to niedrogo ;)
    Dziewczyny, a ja też w temacie kurzym ale troszkę z innej beczki: przymierzamy się do budowy kurnika i Padre mnie męczy o wytyczne. Ile Waszym zdaniem potrzeba powierzchni na ok. 20 kurek (marzą mi się zielononóżki)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mały spam ;) http://wedrujacaradosc.blogspot.com/2014/03/budowa-kurnika.html

      Usuń
    2. Jak sie Wam marza zielononozki, to wal do Oli Jaworowej oni sa spece od tych kurek. Na metrach sie nie znam:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Moje miały fajne życie, tak sobie myślę, bo robiły, co chciały i były wolne. Ale, jak to w życiu, nic nie trwa wiecznie. Kurki padły ofiara lisa.
    Ludzie zupełnie przestali myśleć, ogłupieli od tych wszystkich "polepszaczy" w jedzeniu i i papki w telewizji. Niech więc jedzą za jeden grosz, na zdrowie.
    Nie miałam nigdy jakiejś wielkiej ilości jaj dla innych, bo jestem jajożerna. Najczęściej jaja rozdawałam w prezencie, ale zdażali się goście w gospodarstwie, obcy ludzie, którzy byli zainteresowani kupnem. Na pytanie o cenę, mówiłam, że zdają sobie oczywiście sprawę, że nasze jaja od zielononóżek są w zasadzie bezcenne. Mogę, w ostateczności z czystej tylko miłości bliźniego, parę jajek sprzedać, wiedząc jak marne i niezdrowe jedzenie musza spożywać, za 2 zł sztuka. Widziałam w oczach tychże gości niedowierzanie, a nawet - jakbyś to Ty powiedziała - wqrw, ale nikt nie odmówił kupna po tym dictum. Chyba głupio im było po tych wszystkich zachwytach wcześniejszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale babola strzeliła. Zdażyć przez ż. Ludzie, o wybaczenie proszę!!!

      Usuń
    2. Dotarła do mnie wiadomość o pogromie Twoich kurek... bardzo Ci współczuję, to ogromne nieszczęście. Najbardziej przykre jest to, że lis/kuna nie zeżarł, nie zabrał, tylko pozabijał i zostawił...

      Usuń
  9. Kurek nie hoduję, ale sąsiedzi mają i twierdzę, że taka cena wcale nie jest wygórowana wiedząc ile starania wymagają. Jestem wieśniaczką od niedawna, moi dawni znajomi to mieszczuchy i niemal wszyscy uważają, że można bez zapowiedzi przyjechać w lato na weekend lub kilka dni , bo co innego miałabym do roboty, jak zająć się gośćmi. No i wyjechać z koszykiem warzyw i owoców i z rozczarowaniem, że za jajka u sąsiadów trzeba zapłacić. Nikomu z nich przyjdzie do głowy oczywiście ,żeby pomóc w pracach ogrodowych. I jeszcze ochy ( jak pięknie wokół) i achy ( jak tu możesz tu wytrzymać) . A ja zostaję z niesmakiem na tupet moich niby znajomych...

    OdpowiedzUsuń
  10. Szybko czytałam rano i o cenach do mnie nie dotarło.
    Trzy lata temu moja wiejska sąsiadka mnie strofowała żebym jajek nie sprzedawała zbyt tanio, bo wyżywienie i opieka nad kurami kosztują! Ona wtedy sprzedawała po 70 gr. Teraz nie wiem. Jajeczka od moich kur, a raczej kurek, są małe, więc nie bardzo mogę cenowo poszaleć, ale 80 gr to minimum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wielkogabarytowe, tylko jedna- albo Perełka, albo Pepitka sie wyłamują, jako młode kurki.

      Usuń
  11. Rolnicy wtedy płakali, po pokupowali używane klatki od Niemców, które z dnia na dzień nagle okazały się "nieunijne" i niejedna hodowla zbankrutowała.

    U mnie nioski umierają śmiercią naturalną - najpierw przestają nieść. Dwa tygodnie później, w ciągu dwóch dni kura opada z wszelkich sił - ma ich tyle, żeby wyczołgać się z kurnika. "Zasypia" długo i stopniowo, aż w pewnym momencie ciężko powiedzieć, czy ona żyje czy to już odruchy pośmiertne. U mnie umierają w wieku około 5 lat.

    Gratuluję też ilości jajek, u mnie na 12 niosek jajek od 8-11 w sezonie, na zimę (teraz) 2-3 sztuki dziennie.

    Polecam popytać w piekarniach za zwrotami ze sklepów - bułki, chleby i różne słodkości bardzo kurom smakują i są bardzo tanim i dobrą "paszą treściwą" dla kur. Po dwóch tygodniach odstawienia paszy bardzo ładnie schodzi z mięsa smak paszy (doświadczenie z brojlerów hodowanych "ekologicznie"). Tyle tylko, że ciężko zdobyć stałe źródło, bo to bardzo chodliwy towar. Polecam też dodatek mielonej kukurydzy, ale kury należy wprowadzać do tego jedzenia bardzo stopniowo, bo może wątroba nie wytrzymać (pazerne są).

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i bardzo dobrze, że zbankrutowała, w ogóle powinni zakazać chowu klatkowego (albo może lepiej zamiast zakazów częściej pokazywać te kury, albo postraszyć chorobami, żeby to od konsumenta się zaczęła kurza rewolucja). Ostatnio w Kalifornii weszło prawo, że nie wolno sprzedawać jajek z małych klatek - no więc dalej mogą sobie trzymać kury w małych klatkach, ale jaj to już nie sprzedadzą. Może to jest właśnie droga do zmian - jakieś lobbowanie sklepów, żeby jaj z 3 nie sprzedawały?

      Usuń
    2. No właśnie też czytałam o stanie wolnym od klatek.
      Dobrze jakby wszędzie rosła świadomość choć to nierealne niestety..

      Usuń
  12. Moje kurki też mają dożywocie, te na jajka. Nawet jak przestaną się nieść. Natomiast ptaki nabyte z zamiarem na mięso i nadprogramowe koguty, no wiadomo. A takie kurze babcie lubię najbardziej, najlepsze są z nich kwoki do wysiadywania jaj i wychowywania piskląt ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja na takie marudzenie na temat ceny mam jedną odpowiedź "taniej jest w Biedronce". Działa. Niestety dobry jakościowo produkt musi kosztować. A nikt mi nie wmówi, że jakiekolwiek jajka są lepsze od takich bezstęplowych, podwórkowych.
    Moje kury mają dożywocie, co wielu bardzo dziwi. Dość często pojawia się pytanie, czy nie mamy kury na rosół i jak mówię, że nie, bo u nas kurki dość się w życiu napracują, więc mają w zamian dożywocie, to ludzie nie dowierzają. Każdy zasługuje na godną emeryturę. Nawet kura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórym ciężko wytłumaczyć. Z resztą, nie pogadasz z kimś kto zwierzę traktuje przedmiotowo, bo taki to zawsze wyssie do końca, co by to nie oznaczało. Kiedyś koleżanka z czasów podstawówki opowiadała o wojnie domowej babci i dziadka o maciorę, która przez parę ładnych lat rodziłą prosięta na sprzedaż. Baba chciała, żeby dziadek ją w końcu sprzedał na mięso. Ten chciał - za to, że tyle lat dawała im spore zyski, zatrzymać na zasłużonej emeryturze. Niestety, albo dziadek kapeć, albo proza życia zwyciężyły i matka świnia poszła pod nóż.

      Usuń
  14. Od dluzszego czasu podczytuje Twoj blog Tupajko.
    Dzielna i waleczna jestes. Podoba mi sie to dozywocie dla twoich kurek.
    Mam nadzieje, ze ta opowiesc o kolezance ktora chyba spadla z innej planety, to taki zarcik.
    Trudno mi uwierzyc, ze ludzie jeszcze tak mysla.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to gorzka prawda. Myślę, że czasem przez ludzi dziwne uczucia przemawiają...
      Uściski :)

      Usuń
  15. Ale się zaKURzyło!

    Moich 60 sztuk zarabia na siebie i daje taką nadwyżkę, że kupienie jaj przez nas w sklepie jest prawie upokorzeniem(lata hodowli tak wpłynęły na nasze odczucia). Nadwyżkę sprzedajemy po 0,8 złotego przez cały rok z pocałowaniem w rękę.
    Co roku dokupując, wymieniam połowę niosek, za pieniądze za sprzedane tuszki tych najstarszych(dwuletnich). Odbiorcy nie mogą się nachwalić smaku rosołu. Zostaje z tego jeszcze naprawdę parę złotych. Kury jedzą głównie pszenżyto latem korzystając z zielonego wybiegu. Zimą, jeśli tylko jest na plusie, też są na dworze. Dostają dodatkowo główkę lub dwie kapusty nabitej na zaostrzony kołek. Zdziobują ją przez dzień bez problemu. Daję im też zapobiegawczo do śruty co trzeci dzień pół główki rozgniecionego czosnku(naturalny antybiotyk). Nawet teraz zimą mam co najmniej 30 jaj dziennie. W kurniku palą się od szóstej do dwudziestej dwie ledowe żarówki(wydłużenie w ten sposób długości dnia dodatnio wpływa na nieśność) o mocy 3W każda - dzienny koszt takiego światła to 4 grosze! Pracy przy sześćdziesięciu jest tylko trochę więcej niż przy dziesięciu. Temat kur ogarnia teściowa i bardzo sobie chwali te parę groszy dodatkowego dochodu.
    Reasumując: jeśli jest zbyt i dobra cena to naprawdę się opłaca i ma sens.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje popatrzyły na kapustę, potem na mnie i nic :)))

      Usuń
    2. Słyszałam, że kuraki chętnie jedzą też marchew i jajka mają ładne pomarańczowe żółtko:))) Moja siostra daje im też resztki z obiadu, warzywa tzn. obierki, dynię na przykład, dziobią sobie. Z ugotowanych jajek wrzuca im skorupki. Ma te maluchy, cwergi, one są żywotne i raczej nie chorują, ale niosą malutkie jajeczka i ich mięsko nie nadaje się nawet na rosołek, tak, że nie ma pokusy po dwóch latach ciapnąc je po łebku. Mają więc dożywocie.

      Usuń
  16. Ja kurki mam od wiosny zeszłego roku i to dzięki Oldze Jawor.Napaliłam się na zielononóżki i jestem bardzo zadowolona.Dostają pszenicę ,resztki i buszują po ogrodzie.Jak na razie wszędzie pełno trawy bo u mnie zimy ani na lekarstwo.Niosek mam 21 i teraz około 8-11 jaj dziennie.Ze sprzedawania zrezygnowałam jak usłyszałam ,że za takie małe to najwyżej 50gr. mogę dostać.Wysłałam klienta do biedronki i powiedziałam,że za tą cenę wolę sama zjeść.Teraz nadwyżki najbliższym daje w prezencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to jest właśnie podejście. Byle tanio. Ech.

      Usuń
  17. Tupajko, przecież w sklepie "Fresh", Biedronka, itd te z wolnego wybiegu kosztują 8-9 zł/ 10 sztuk, a mimo wszystko trudno je porównac do Twoich jajek. To za ile oni chcą jajka od kury kupić? taniej niż w sklepie? Cena 1 zł -1.20 na targu jest u mnie za sztukę. Fajnie masz, że masz swoje własne kurki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie wie za ile (ta znajoma), ale na pewno nie z a t y l e ! Bo argument- rzucisz ziarno i masz w nosie :)))

      Usuń
  18. 1- przyjaciele kupili obejście tam gdzie wrony zawracają droby wszelkiej maści posiadają ,.Gęsi i kaczki i różniste kuraki po wielkim ogrodzonym obejściu łażą a na noc same do pomieszczeń się chowają .2 - a propo ceny jaja za sztukę .
    będąc na wakacjach w okolicy miejscowości gdzie naród prawosławny zamieszkuje , pierwszy raz spotkałam się , że jaja na wagę sprzedawano

    macham wieczorowo - Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odmachuję i się zacieszam, bo Twój nick mi się z Gizmo kojarzy :)
      Ja bym też chciała jakieś ptaszyska jeszcze, ale życie...;)

      Usuń
  19. Tupajko,za wiejskie jaja, na straganie, wiec nie wiem, czy one do końca wiejskie, płacę 1,20 za sztukę, wiec uważam, że sprzedajesz za taniochę.

    OdpowiedzUsuń
  20. U nas tak tanio wiejskich jajeczek nie uświadczysz. Niestety w ogóle z takowymi biednie u mnie w okolicy. A szkoda - bo chętnie takie bym wybierała. "Zerówki" to raz na ruski rok się trafią w sklepie, bo generalnie... nie schodzą! Ludzie wolą tanie "trójki". Nie powiem - też kupuję często, bo wyboru nie ma. Ja sobie zamawiam u Ciebie jajeczka, jak będziemy w okolicy!

    OdpowiedzUsuń