Mam taką jedną miłą Osobę, od której zaczęło się rozpraszanie moich mydeł po innych dłoniach. Bardzo lubię robić mydła pod specjalne zamówienie. Pracuję wtedy z intencją dla tej właśnie odbiorczyni czy odbiorcy. Ostatnio takie zajęcia zdarzają się rzadko. Także zmydlamy zapasy robione przeze mnie w rzutach koniecznych do upłynnienia potrzeby kreacji...
Ona lubi paczulę. Ja też. Robię od lat sprawdzone mydło paczulowe by potem wąchać ten olejek jeszcze czas jakiś w przestrzeni domowej.
Do trójcy dziś wykonanych dołączyły zielone z nutą eukaliptusa, cedru i mięty z olejem z rącznika oraz na bazie mleka oślego i z dodatkiem olejku neroli i oleju z pestek moreli. Słodkość zawsze kojarzy mi się z mlekiem stąd ten właśnie zapach.
A książki- cóż. Jak zwykle u mnie - kilka w obiegu. Najczęściej 5. Czasem więcej. Niektórych nie kończę w przeciagu pół roku... Tym razem pochłaniam w każdą wolną chwilę. A książka za dwa złote, z lubańskiej biblioteki, z kiermaszu który trwa chyba odkad pamiętam. Z parapetu można sobie wybrać coś. Większość klasyki literatury polskiej i światowej, wycofane, ale i coś z nowych pozycji.
Poprzednim razem moje zdobycze były w ilości znacznej
Tym razem książka, której tył - a właściwie opis- przekonał mnie by zabrać ją ze sobą.
Autorkę znam jedynie z pozycji opowieści o zwierzętach- Włóczęga i inne opowiadania.
Stranga to opowieść o kobiecie, która woli żyć z dala od ludzi, w naturze. Niby nic odkrywczego dla mnie. Bo to takie moje. Za to język i forma pisania bardzo mi pasuje.
- Porzuć miasto.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Tam jest życie. A tu jest trwanie.
- Chyba odwrotnie...
Albo-
- Ugotowałaś sobie tę zimę.
- Tak, ugotowałam.
- I na co ci to wszystko?
- Żeby utwierdzić się w tym, że żyję.
- To jest życie?
- Jeżeli mnie boli, jeżeli czegoś nie mogę, a potem mogę, jeżeli jest zimno, a potem ciepło, jeżeli tęsknię i jeżeli jest mi źle na przemian z dobrem, to znaczy że żyję.
Lubię czytać o ludziach takich jak ja. Zwłaszcza kobietach. Podobnych.
Ostatnio z przyjemnością obejrzałam Pokot, który kupiłam sobie, żeby móc oglądać kiedy mi się zachce.
Nie lubię Holland, nie uważam Tokarczuk za wielką pisarkę, a jednak Prowadź swój pług przez kości umarłych zrobił na mnie wrażenie. Ekranizacja też.
Odetchnęłam, poczułam spokój po obejrzeniu i taka wewnętrzna radosć. Chyba też dlatego, że ktoś w końcu pomścił te Istoty zamordowane w majestacie prawa przez degeneratów. Odetchnęłam, bo symboliczny mściciel zdjał ze mnie ten ciężar smutku, często rozbicia z niemocy, po tych obrazach wycinanych w pień lasach, drzewach przydrożnych, przekopywanych rzekach, niszczonych bagnach, barbarzyńskich patodeweloperskich działaniach w miejscach życia zagrożoncyh wymarciem chomików europejskich, nagonki na niedźwiedzie, wilki, bobry. Ta wojna złych ludzi przeciwko Matce Ziemi musi sie wreszcie skończyć. Oby jak najszybciej. Póki co, trzeba robić swoje. Trwać, działać, czynic dobro u siebie, nie bać sie mówić, działać. A jednak mieć zawsze na względzie siebie. Swój stan ducha i zdrowia. Bo tylko spokojni, zdrowi możemy odpierac ataki, bronic tych których głosu wiekszość nie slyszy i nie chce słyszeć.
Piękna i taka moja jest też książka Pawła Średzińskiego o Dzrewach Podlasia. Rzeczywiscie - jak w podtytule- czuły to przewodnik po drzewach. Panu Pawłowi dzięki wielkie za tę ksiażkę!
Kocham drzewa- te madre, długowieczne Istoty. Książek o nich- nigdy za wiele. Polecam z serca całego!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz