.

.

środa, 16 września 2015

Musiałam! :)))

Młodzi (młodsi) już to śpiewają od dawna.
Ja dziś usłyszałam w IV PPR i musiałam :)

Parodia piosenki (jakiejś) Sarsy "Naucz mnie".
:))))))






wtorek, 15 września 2015

Doba nie jest jak guma w gaciach...

... niestety.
Ostatnio czasu mi brak.
Na musowe sprawy, na swoje.
Ogarnął mnie w związku z tym pewien chaos okołoprzedmiotowy. 
Wszędzie się coś wala, a ja nie zawsze mam czas i siły, żeby tę przestrzeń sobie uporządkować.

Powiadają, że otoczenie człowieka ukazuje jego charakter, a nawet obecny stan ducha.
W Tupajowisku jest lekkie tornado.
Częściowo za sprawą remontu lekkiego, rotacji mebli, ale i chyba mojego lekkiego roztrzepania.

Święto Pierogów przeżyłam, choć lekko nie było, choćby za sprawą upału.
Tegoroczne Dożynki Gminne, w których uczestniczyłam po stronie organizatorów mniej mnie zmachały, ale i tak wyssana wróciłam po niemal 9 godzinach na nogach. 
Nie narzekam, bo inni byli dłużej.

Łoj dana dana...:)

Wieńce dożynkowe, spośród których wyłoniono najładniejszy

Grochówa od OSP Paszowice. Ania M. spisała się na medal,
a ja ... zjadłam, zawieszając na chwilę swój bezmięsny stan 

Zdobiłyśmy to tu, to tam, a ja stwierdziłam, że kuń wpisuje się w wieś i go tu maznę.
Nikt głośno nie protestował to co...;)

Sukienka bardziej średniowieczna, ale...było fajnie :)
Gumno oddycha trochę od upałów. 
Zakwitają mniszki.
Wietrznie i chmurzaście na polach.



Zbieram bez czarny na sok, jarzębinę na konfiturę. 
Dziś się wieczorem w końcu wezmę.
Muszę.

W ramach uspokojenia siebie- zorganizowałam sobie kącik do pracy, czytania. 
Przejściowy, ale póki co jest.




Na biurku bałagan.
Jak i w głowie.


We wsi- wymiana chodników.
Się chwali, tylko czemu bez pytania postawiono koparkę na moim podjeździe?
Oczywiście później pan mnie przeprosił za utrudnienia, ale łycha już się lekko wryła. 
Zostałam zapewniona o przywróceniu użyteczności podjazdu, za to mam kfiatki w postaci puszek po piwie za płotem.
Już swoje panom powiedziałam.
Oczywiście winnego nie było. 
Dziwują się też oni strasznie, kiedy to zastawią mnie taczką czy jakimś innym wehikułem, że będę wyjeżdżać i muszą się przesunąć. 
Nie mam niestety śmigłowca....


środa, 2 września 2015

Siedzi Tupaja w domu z dziećmi....

Tja, jak ta baba, co "siedzi w domu z dziećmi"- w sensie- nic nie robi, bo wszystko samo się robi. 
Nie będę się powtarzać i ględzić.
Normalni i normalne wiedzą, reszta- nie pojmie, a takich - jak najdalej od siebie sobie życzę! :)

Tak mi się dzisiejszy dzień toczył, zapchany jak pociąg w Bombaju.
Do przodu, ale zapchany na maksa.
Dopiero przed chwilą, a jest 21:30 siadłam na zadku i można powiedzieć, że nic nie robię.

Wyzwania dnia...
Ostatnimi czasy to zmiana diety to powoduje.
Reszta je- jak ja dawniej, a ja kombinuję co by tu białka nie zawalić.

No i mi kolorowo, na razie wychodzi.

Ryż brązowy z kukurydzą, fasolką czerwoną, papryką, natką pietruszki i czosnkiem.
Oczywiście zostaje drugie pół puszki jednego i drugiego więc...mało absorbujące, a smaczne:

Cukinia podduszona na oliwie, ze świeżym tymiankiem, czosnkiem,
fasolką czerwoną i kukurydzą oraz świeżą papryką.
Plus ziemniaczki (w)z wody :)
Wyzwania kolejne to pomidory. Wyrwane w części, bo brak wody je zgnębił. 
Trzeba towarzystwo pozamykać, zasypać solą, dodać bazylię i zagotować. To samo z brzoskwiniami (pomijając dodatki, oczywiście).
Łapki na jutro sobie załatwiłam, przeciskając przez tetrę owoce bzu czarnego na sok...Ale, mało to ważne, bo sok mam. Mało na razie, bo strasznie w tym roku nierównomiernie dojrzewa.

Z Absorberostwem pobawiliśmy się masą solną.
Prócz mąki, soli i wody, patyczków i chętnych łapek, potrzeba jeszcze słońca i ciepła, żeby ulepki wysuszyć. Póki co- stało towarzystwo na Foxie. 
Oczywiście kto nie ma Foxa może użyć dowolnego auta :)


Jesień moja ukochana, a dziś pięknie, chłodniej po nocnej burzy i obfitym deszczu, ale słoneczko już za domem, stąd cień dłuższy, jak gacie rozciągnięty.



A Kurowscy do końca mają słonecznie. I dobrze :)


Pani Agata, posiadaczka krewniaczki mojego Garipa, wspomaga mnie bardzo- tu wielkie podziękowanie raz jeszcze! Dzięki sprzedaży części swego księgozbioru uzyskała pieniądze na cel, jakim jest pomoc mnie, a właściwie Garipowi - w sensie leczenia. Miałyśmy na początku pomysł, żeby go ponownie przebadać, ale to dość inwazyjne badania. Biorąc pod uwagę, że jego choroba indukowana jest przez promieniowanie słoneczne, latem objawy są nasilone, zdecydowałam, że na razie nie będę go tym obciążać.
Ponadto, po konsultacji z lekarzami, pod których opieką Garip się znajduje, postanowiłam na razie ( w ostatecznie niskiej dawce kortykosteroidów i ogólnie dobrym stanie psa), zadbać o suplementy, a ewentualne myślenie o ponownym przebadaniu zostawić na razie na dalsze później.
Jeszcze nie zdecydowałam, który ze środków zakupię, bo jest tego masa, a chodzi o ochronę stawów oraz dobre zbilansowanie wapnia i fosforu (odwapnienie kości to główny skutek stosowania sterydów).

Jeszcze raz dziękuję pani Agato, a także osobom, które zechciały wesprzeć mnie i Garipa.
Wierzę, że się mi w końcu sytuacja życiowa poprawi i to ja będę mogła wspomagać innych.

Od pani Agaty, a właściwie od pewnego pana, otrzymałam książkę do poczytania w systemie łańcuszkowym. Jak tylko ją skończę (a to niebawem), puszczam dalej- także...bądźcie czujne! :)


Słoiki porobione, Absorbery wywietrzone, figurki ulepione, obiadki pożarte, psy wybiegane na podwórku, kury pożegnane na dobranoc, słonko buziaka na spanie też dostało, a co. 




Tylko ja się muszę sama cmoknąć ;)


P.S.
Pamiętacie jak pisałam o Dobkowie i wizycie w Zagrodzie ?
Była tam taka ładna poglądówka litologiczna:


Nie dość, że ładna, to jeszcze kolorowa.
A u mnie tylko granit, czasem bazalt  i... myszy :)