Jak to jednak człowiek uczy się przez całe życie.
A właściwie czasem gały robią się jak spodki, bo nie wierzy temu co słyszy.
Nie powiem gdzie, nie powiem kto. Człowiek, na pewno, w przekwiecie wieku.
Był zdumiony, że jeże nie żywią się sałatą.
Doedukowałam.
Na tyle na ile to możliwe.
Zdaje się, że trafiłam, bo słuchał i zadawał rzeczowe pytania.
Uff...
A to z tego, że wczoraj, maszerując wieczorem wąskim chodniczkiem wzdłuż muru paszowickiego smętarza, o mało nie wlazłam na jeża. Na 99% zginąłby pod kołami aut.
Ja, jak to ja, nieszkodliwa (z reguły) wariatka, zrzuciłam z siebie kurtkę niczym rasowy ekshibicjonista (choć ten poły płaszcza rozchyla, ja poszłam dalej). Przechwyciłam iglastą kulkę i jak rasowy Kwasimodo (krzywe ramię, co by torbiszcze nie spadło, jeszcze teczka z rysunkami pod pachą, wylatująca, oczywiście), pokulałam się do domu. Z jeżem.
Oczywistą jest sprawą, że widząc nie za dużego jeża o tej porze (łażą, dojadają a potem zaszywają się na zimę spać ("to one śpią zimą?"), mam wątpliwości czy przeżyje hibernację.
Tu się bardzo pomyliłam, bo osobnik był jak dwa i pół grejpfruty (wielkość grejpfruta jest orientacyjną miarą wielkości jeża zdolnego przezimować; do tego masa pon. 400-500 g).
Nie żałuję zabrania go z niebezpiecznego miejsca; mam nadzieję, że obrał inny kierunek, a może gdzieś się u mnie w okolicy zamelinuje?
![]() |
| Jeżu nie całkiem malusieńki. Dla porównania- długopis |





