.

.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Zagłada dżdżownic, kaszana z permakultury, ale rura załatana.

Nie wierzyłam, ale okazało się, że o 8:30 rusza akcja pęknięta rura.
Kopara, beczkowóz i panowie.
Na nieszczęście moje i dżdżownic oraz innych przedstawicieli fauny glebowej, dziura wypadła pod moimi w pocie czoła robionymi grządkami permakulturowymi.

50 taczek ziemi, przetransportowanych z kurzego wybiegu oddalonego o jakieś 50 m, ale przy taczce pełnej ziemi gliniastej to robi wrażenie....na moich nie do końca wytrenowanych jeszcze łapkach.
Wszystko przepadło.

No ale dziura załatana.
Czekam na pompę, bo już mi ciężko dokładać sobie do rachunku za prąd w ogólnowsiowej sprawie.
Jutro uderzam znów do UG, co by się w tej sprawie przypomnieć.
Kopara zasypie dziurę jutro lub w środę.






niedziela, 20 grudnia 2015

Tajemnica podwodnej piwnicy- rozwiązana

Jak to u mnie; nie wieje nudą. Ciągle coś.
Wczoraj na przykład. 

Właściwie od paru dni, zadziwiające było, że pompowanie nie na wiele się zdaje.
Owszem, woda z węża wypływa, ale jak się już pompę na noc wyłączy to jakimś dziwnym sposobem poziom się wyrównuje do tego sprzed pompowania.
Opady małe...

Kałuża u sąsiadów na drodze dojazdowej do posesji mnie zaintrygowała.
Nie. Nie będę się doktoryzować z drogownictwa.
A jednak, mimo braku wiatru dziwnie jej się powierzchnia marszczyła, a poza tym wykazywała dziwną tendencję do poszerzania zasięgu.

Poszłam wykluczyć, że woda z piwnicy zawijasami i pod górę lezie i wybija na sąsiadów dróżce.
No i znalazłam wyciek z gruntu.
A co najważniejsze, co mnie natchnęło do przeprowadzenia tej ekspertyzy to szum wody w domu, w rurach. Nie pobieram, licznik się nie kręci, a woda gdzieś się leje, szumi...

Telefon zwany kryzysowym, miał kryzys, bo nikt go nie odbierał. Nagrałam się.
Potem zadzwoniłam do kolegi P., a od niego natchnięta udałam się do pana z UG, mieszkającego nieopodal. Ten ruszył obejrzeć ów ruch wód i stwierdził rzeczywistą awarię. 

Awaria awarią, ale czekać muszę do jutra.
Kopara ma zrobić wyłom w gruncie i ocenić gdzie co pękło.

Mam nadzieję, że zasłużę sobie w końcu na wypompowanie wody przez straż lub pompą gminną, bo moja się usra od tych kubików, a ja też jak zobaczę rachunek za prąd.

Robimy dekorejszon na święta.
Młoda się też stara.


Śniegu nie ma.
Chyba ze słomy sobie zrobimy, jak ten sprzed CEEiK w Myśliborzu


Ładne wschody...


I zachody...



Z Garipem lepiej.
Obrzęk się zmniejsza, kulawizna też. Gula tylko na łopatce lekko się zmniejszyła, ale jakby stwardniała. Żarełko z siemieniem, olej z ostropestu i suplementujemy stawy. 
Minimalny spacer w przyszłym tygodniu..

wtorek, 15 grudnia 2015

Wypadek Garipa

Ostatnio markotny, widać boli go. W brzuchu się przelewa.
Z apetytem lepiej.
Do dziś.

Byliśmy na małym spacerku. Polami, w tempie emeryckim. Sam je utrzymywał, nie narzucałam nic.
Do południa było w normie.
Po osiemnastej, kiedy wróciłam do domu, Rudą zastałam zapiętą, a Garipa luzem, leżącego na trawniku.
Jak widziałam suka zjadła (Tato psom dał jedzenie), Garip miał dalej pełny gar, sam był nie uwiązany. Od Taty dowiedziałam się, że chłopak nie staje na lewej tylnej nodze. 
Nie chciał wstać sam. Namawiałam, wołałam. Nic.
Wyczułam na brzegu łopatki guza luźnego wielkości śliwki. Nie miał go rano.
Spróbowałam mu pomóc wstać, siadł tylko i nie dźwignął się na tylne łapy.
W brzuchu się przelewa, stęka, bardzo mnie zaniepokoił.
Zadzwoniłam do naszego weta. 

Przyjechał około 19:30, Zbadał Garipa, bo miał na początku podejrzenie skrętu żołądka (o tym niebezpiecznym schorzeniu  pisałam kiedyś na Tupajowej Zgrai ).
Wg opinii lekarza, najprawdopodobniej chłopak się gdzieś na podwórku wywalił, stąd stłuczenie na łopatce (krwiak) i naciagnięcia lub zwichnięcie w tylnej kończynie. 
Na ten moment sytuacja jest na tyle opanowana, że dostał leki (przeciwzapalne, antybiotyk plus przeciwbólowe). Schodzę do niego co pół godziny i obserwuję.

Stawy ma rozwalone przez te sterydy. Bierze suplement, ale jak widać z marnym skutkiem.
Jutro pewnie wezmę dla niego jakieś kolejne leki. 

Martwi mnie to, bo przy takiej masie (obecne 75 kg), problemy z niechodzeniem tak dużego psa to wielki problem. Dla niego największy. 

Kurwa.
A ja miałam jeszcze wczoraj jakieś wydumane problemy z jakimiś pierdołami.


Edit z 16.12.2016
Rano chłopak stanął na wszystkie nogi!
Pożarł swoje jedzenie. Chodzi wolno, lewa tylna łapa nieco obrzmiała, ale bez dramatu. Gula na łopatce- wiadomo- jest. Jestem już dziś lepszej myśli.

Dziękuje Wam wszystkim za słowa otuchy i dobre myśli!