.

.

niedziela, 7 grudnia 2014

Puzzlowo

Dziwna choroba zatacza coraz to szersze kręgi...
Pantera pisała, temat nieobcy wielu...
Nie będę kwękać.
Ale nieco tak w kawałkach się czuję.
Pozbieramy się, ale na razie lekkie puzzle.
Do poskładania.

Weny brak.
Czopkowo.




czwartek, 4 grudnia 2014

Tupaja nie małpa, a jednak...

Tupajowate, jako należące do naczelnych (nie mylić z wyższym szczeblem rządzenia), w podrzędzie małpatek posiadają cechy pośrednie między owadożernymi, a naczelnymi. 
Czasem zdaje mi się, że środowisko mojego życia zaczyna  przypominać biotop małp. 
Tych konkretnych. 

Zazwyczaj, kiedy rano wchodzę do łazienki, nie patrzę na termometr, który zawiesił tam mój Tato.
Nota bene nie wiem... patrząc nań (na termometr, nie Ojca),  o czym mam myśleć? Czy się rozebrać, czy może za zimno?

No więc wisi sobie, nad wanną, co by dokładny stan ciepła (?) w pomieszczeniu mierzyć.
Dziś plus 8.
W poprzednie, wietrzno- zimowe dni- plus 6.

Jest taka małpa, makak japoński, który z upodobaniem moczy się zimą w gorących źródłach gdzieś na wyspach, prócz Hokkaido.

Zazdraszczam czasem, bo przynajmniej widoki mają cudne.
Górzaste.
U mnie, prócz wspólnej dla mnie i makaków pary z ust podczas kąpieli, widoki marne. 
Kibel i zlew.

Za to one mają naturalne spa :)


Zazdraszczam...

Oto moje stopy. Chociaż trochę jak Kaszpirowski....


Maupa ;)


Zdjęcia, prócz ostatniego pochodzą z internetu.

wtorek, 2 grudnia 2014

Przy herbacie.

Hana ostatnio pisała o Łatce i psiej doli i niedoli .

Nie będę dziś pisała co sądzę o porzucaczach zwierząt, padlinach ludzkich co zwierzęta dręczą, a i takich, którzy obojętnie przechodzą.

Usiadłam dziś do herbaty, po spacerze po polach, po wywianiu głupich myśli przez zimny wiatr kaczawski.
Zabrałam psy na górę.
Siedzimy razem.


Sucze spojrzenie - zgoła inne u suk psich ;)


Garip mnie martwi.
Dziś nie je.
Nie panikuję mocno, bo zdarzały się takie dni; czasem źwierz sam wie, że coś mu leży i robi sobie głodówkę.
Jednak. Oddech coś za szybki. Nie podoba mi się. Lekko osowiały, choć na polu biegliśmy nawet.
Skóra w stanie opłakanym. Pojawiają się wyłysienia.

Pisałam już na Tupajowej Zgrai. Boję się jednak, że to nie łojotoki tylko coś poważniejszego.
Kortykosteroidy to broń obosieczna.


Smutno trochę, jeszcze lampą po oczach błyska...


Może jutro zabiorę do weta, żeby obejrzał.
I tylko tyle na razie, niestety.

I tak siedzimy (niektórzy leżą) i słuchamy sobie.

Poduchy duże, puchate

Jestem tu...Upierdliwie Cię kocham :)

Nie wiem komu można zadedykować tę piosenkę Kaśki.
Na pewno Przyjaciołom.
Psim i Ludzkim.
Tych, których kochamy.

Lubię Kaśkę czasem...