No właśnie.
Umówiłam się z kosiarzem.
I żeby nie było jak w ubiegłym roku, gdzie sok lał się z roślin niekoniecznie przeznaczonych do ścięcia...
pozaznaczałam wszystko co się dało.
Momentami podwórko wygląda jak plac budowy, tudzież wykopaliska...
Poobijałam kołkami wkoło, pozawijałam paskami tkaniny, którą ochoczo rwały na kawałki Absorbery.
Może nie wykosi.
Powinien zauważyć, co...?
Qrowscy szaleją i powoli zamieniają się w wandali.
Przoduje Olka, oczywiście.
Krzaki porzeczek i agrestu oraz "aronia losu" otoczone siatką, ale za niską. Podskubują.
Chociaż czasem to za owadami się uwijają. Generalnie jednak hortensja też zagrożona.
Olka tłucze Brunona, Brunon tłucze jedną z kur szczególnie.
Chyba odreagowuje...;)
Są dwie co się ciągle czubią.
Olka zawsze pierwsza i przy Brunonie, albo Bruno przy niej.
Bruno pieje już ładniej. Bez wstydu większego- mojego.
Bo pieje w kurniku.
Chyba dalej się wstydzi....
Wczoraj, zapałałam chęcią na racuchy drożdżowe.
Śledząc przepisy, trafiłam na jeden z nich, na którym potem bazuje Kama.
Powiem Wam, że rzeczywiście udany, bo robiłam pierwszy raz w życiu i wyszły wspaniałe.
Oczywiście...musiałam zjeść większość sama...
Absorberom nie podchodzą. Tak jak i naleśniki.
Także dziś cały dzień na zimnych, wczorajszych racuchach :)
Czekam na jutrzejsze- wielkie podobno- opady deszczu.
Ciekawe ile wody w piwnicy przybędzie....
Wszystko rośnie.
Moje ulubione bluszcze też.
Wystawione na "parapet" na drzwiach- chyba rosną jeszcze bujniej.
Dodatkowo jakoś mi trochę osładzają widok moich odrapanych, bardzo doświadczonych przez życie drzwi...





