.

.

czwartek, 30 maja 2013

Spokojnie, to tylko awaria....

Miałam kiedyś koleżankę.
Poznałyśmy się na wczasach, które spędzałam z rodzicami i bratem w Wieleniu.
Pisywałyśmy potem do siebie.
Większość listów, koleżanka owa zaczynała: "U nas pada, nie wiem jak u Was".

Więc dziś zacznę ja-
- u nas pada, nie wiem jak u Was?



Dajcie spokój z takim majem.
Może tydzień z ładną pogodą, słońcem; teraz klimat dla badań moluskologów raczej i herpetologów. 
Ślimole czują sie dobrze, no- moze im w nogę zimno, bo u nas na termometrze, na piętrze całe 14 stopni.

W domu- całe 3 więcej....

Powiedzcie, jak to jest, że zimą temperatura 17 stopni wywołuje w nas panikę i latanie do kotła, tudzież modlenie się o cug, podniecanie ognia- czasem na sposoby przeróżne (choć negliżu nie próbowałam).
A teraz?
Mam ci ja te siedemnaście i tylko dzieciom dołożyłam po bluzie.

Co prawda nie będzie słodko jeśli temperatura nam spadnie, bo....
No właśnie.
System alu-pex popuścił dziś i miałam zalaną kuchnię.
Suma summarum- w kotle palić nie można, bo musieliśmy odpiąć pompy, bo te- mądrze/głupio (w zależności od aktualiów) pompowały wodę do naczynia przeponowego z bufora.

Druga sprawa....
Mogłoby być nieciekawie, gdyby nas w domu nie było.
Mielibyśmy- zalanie, prawdopodobne zwarcie instalacji elektrycznej i pożar oraz potem, jako pogorzelcy- wielki rachunek za wodę do zapłacenia....

Mój przesympatyczny instalator- wykonawca ma dziś wyłączony telefon, ale nie odbieram tego osobiście- wszak dziś święto więc telefon można zwolnić z trybu gotowości.

Ja pozostaję w oczekiwaniu na dostarczenie smsa i kontaktu, bo jak mi spadnie ciepłota do piętnastu to trzeba coś robić.
Co prawda można zawsze cieplej się ubrać i poskakać, ale...Absorbery.

To wszystko przez te zmiany klimatu i globalne ochłodzenie.
Czy pozostaną nam dwie pory roku- z pokrywą śnieżną i bez?

wtorek, 28 maja 2013

Tupaja na drodze wrednych dziadów i diagnozy stopy lewej, a potem trochę o bujankach.

Ruszyłam się z domu.
Młoda miała szczepienie, Młody spóźniony bilans dwulatka, a ja- w Sztygarowie- wizytę u ortopedy.

Zanim jednak nasz zewłok auta wytoczył się poza Jawor, miałam wątpliwą przyjemność obcowania z wydziałem komunikacji w jaworskim starostwie.
Tym razem ominęły mnie wpienienia z powodu obcowania z urzędnikami, za to ciśnienie ponad normę podniósł mi stary dziad.

Dziady bywają różne.
Niektórych da się znieść, niektórych nie.
Ten doprowadził mnie do zaciśnięcia gardła...A wierzcie mi...Naprawdę, chyba tylko ostatki dobrego wychowania mnie powstrzymały.

Zająwszy kolejkę usiadłam sobie w poczekalni i czytałam mądre wywieszki na drzwiach pokoju pań i pana z wydziału.
Większość czekała na przerejestrowanie, ja po dowód rejestracyjny...
No, musiałam odebrać i już ;)

W tzw. międzyczasie dowiedziałam się, że muszę jakiś kolejny wniosek wypełnić i mieć pokwitowanie policyjne. Nie miałam.

Poszłam do Kamaxa i Absorberów po długopis, a kiedy wróciłam tłum pod pokojem zgęstniał. 
Doszło paru panów. 
Oczywiście okazało się w międzyczasie, że już nie jestem po panu w czapce, bo jakiś dziad, z aparatem nadawczym w uchu, twierdził, że nie stałam w tej kolejce, że przyszłam dopiero i w ogóle jestem chamską i kłamliwą młodą (sic!) kobietą! (aż dziw, że żadne psie panie nie poleciały...).

Nie pomogły tłumaczenia pana w czapce, że pani stała, że poszła i wróciła, że on o tym wiedział.
- "Kłamstwo nie potrzebuje adwokata!"- zaburczał dziad i przesiadł się bliżej drzwi
Czułam wzbierajacą w żyłach krew i obawiałam się, że strzyknę jadem w końcu, bo nic mnie tak nie wpienia jak ludzie, którzy nie słuchaja innych, uważają się za ofiary i kłamia w żywe oczy.

Starość nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem.
Kiedy pan w czapce wyszedł, wniknęłam drogą prawie osmotyczną, do pokoju i udało mi się- o dziwo!załatwić sprawę. 
Kiedy wyszłam, usłyszałam wiązankę o chamkach i innych tam, a odniosłam się do tego zdawkowo, bo mi jeszcze jakiś dziwny szacunek do siwizny na łbie pozostał.

Wizyta u ortopedy też była wesoła.
Trafiłam już do innego, bo tamten pseudo lekarzyna nawet na moją nogę patrzeć nie chciał.
Tu też było wesoło, bo usłyszawszy zza drzwi -"Proszę"- weszłam, ale bynajmniej nie zostałam zauważona przez lakarza i pielęgniarkę. 
Rozmawiali zapamiętale o problemach zatrudnienia młodych ludzi po zarządzaniu...
- Weszłam, bo słyszałam proszę- tak mi się powiedziało, bo czułam się jak u dr Hausa, albo w jakimś sitcomie.

Po ujawnieniu swojego nazwiska rodowego, pan doktor zapytał co mi jest, a ja zdecydowanie odparłam, że dalej to samo i zapytałam czy chce obejrzeć moją stopę, bo poprzedni lekarz nie chciał.
Doktor wykazał się zbliżonym do mojego poczuciem humoru i stwierdził, że skoro przyszłam nie kulejąc, stopy obydwie posiadam, to i oglądać ich nie musi. 
Ale obejrzał. 
Ba! nawet chwycił mnie za moja smukłą pęcinę!

Opuchlizna mała, bo mała ale jest, jakiś taki przykurcz palców....
Znów okazałam sie wredna pacjentką, bo laktujacą....
- Zapiszę pani zabiegi. JAK pani przestanie karmić, to będzie można coś zrobić.

Czyli- wreszcie będzie można zapodać jakieś farmaceutyki, bo tak to kicha totalna.Nie można mnie skanalizować żadnym sterydem czy innym tam lekiem.
Mam skierowanie na  10 zabiegów; takie tam magnotronik i inne, co to nie pomoże, ale nie zaszkodzi. 

A w ogóle to mam szeroko rozstawione palce u stóp (nie wiem, może brak mi błony pławnej?), miałam dwie ciąże i wszystko ma wpływ...
No pewnie, bąk puszczony przez Eskimosa zapewne też...
Efekt motyla normalnie....

Wczoraj na FB, znany przeze mnie fotograf Grzegorz Bobrowicz napisał krótko o bujance.
Piękne to owady i bardzo ciekawe.
Czasem udawało mi się je oglądać i zawsze byłam pod wrażeniem.

szeptyprzyrody.pl
 Bombyliidae- nazwa łacińska kojarzy się - przynajmniej mi z bombowcami, a tak poza tym z trzmielami, bo równie puchate (Bombus), ale już nie tak milusie dla innych owadów.
To muchówki, których osobniki dorosłe są nektarożerne, a ich larwy prowadzą pasożytniczy tryb życia.
Pasożytują błonkówki, muchówki, motyle i prostoskrzydłe (np. szarańczaki). 
U niektórych gatunków występuje nadpasożytnictwo (pasożytują spasożytowane larwy owadów).
Owady te są wybitnie ciepłolubne, preferują siedliska kserotermiczne, stepowe; spotkać je można na leśnych przecinkach z roślinnością kwitnącą, na łąkach, przydrożach.
Charakterystyczna długa ssawka jest nie do niezauważenia, poza tym ten lot- zawieszone nad kwiatami spijają nektar. 
Rzeczywiście  wyglądają przy tym jak puchate koliberki.



 

sobota, 25 maja 2013

Utopia, Tupajo, utopia...

Tak sobie przeczytałam, na prędce, notkę o prawdopodobnym końcu rasy dońskiej i pomyślałam, jak ten świat będzie wyglądał za tych kilkadziesiąt, sto czy dwieście lat.
W czasach, kiedy o większości spraw decyduje ekonomia.
Konie piękne, wytrzymałe, wszechstronnie użytkowe,  odporne. 
Zdawać by się mogło- czego chcieć więcej? Ano, Ukraińcy nie mają takiej siły przebicia, a i Kozacy u nich już hordami po stepach nie galopują....

Niedawno, na łamach KP rozpisywano się o hodowli koni małopolskich, o celowości dotowania jej hodowli, o koniach śląskich, które to mając dwa typy eksterieru, a także będące różne ze względu na udział krwi koni pełnej krwi, mają zgoła inne przeznaczenie użytkowe.

Mnie osobiście bardziej podoba się stary typ, o cięższej budowie. Zadeklarowany, w obecnych czasach, bardziej do użytkowania w powożeniu niźli jeździectwie.

Hodowlą koni także rządzi prawo popytu i podaży, ale o tym najlepiej wiedzą ci, którzy w tym siedzą po uszy. 
Zastanawia mnie -idąc dalej, jeśli prócz zmian kierowanych ekonomią, dojdą zmiany których sama mogłabym być przyczyną- z racji własnych przekonań...mogłoby się zdarzyć, że zniknęłoby wiele pięknych  ras zwierząt gospodarskich.

Zakładając, że większość z nas przechodzi na stronę zjadaczy roślin, a białko zwierzęce pożera prosto z szalek Petriego, przyjąć bym musiała do świadomości, że na przykład znikają moje ulubione rasy bydła (zaprzestajemy hodowli mlecznej krów, a także cieląt na tzw. "białe mięso"), kolorowe rasy świń- któż bowiem chciałby trzymać świnię tak sobie, po to tylko żeby cieszyła oko czy przekopywała ogródek? (chyba tylko ja...;))

Świnia rasy hampshire (mawają o niej hempszyr :))polsus.pl
Co do przeznaczenia cieląt (buhajki), na mięso, proceder jest okrutny, choć hodowcy, producenci klatek oraz cały pijar twierdzi inaczej.Jeśli któreś z was nie wie jak to sie odbywa to powiem w skrócie, że buhajki odsadza się od matek, zamyka w takich domkach z "wybiegiem", futruje mieszankami i pasie tak nimi do wieku 4-5 ms. Potem czeka je wybawienie w postaci noża rzeźnickiego lub innej przyjemności z rąk człowieka.
"Ciekawym" stwierdzeniem jest, że "ich pozbawione ruchu mięśnie zachowują niemowlęcą, apetyczną miękkość aż do dnia uboju" . 


Wspomniane przyszłe cielęcinki....





Takich domków są setki....

Sielanki na świecie nie ma i nie będzie.
To co się dzieje ze zwierzętami, a co robimy z nimi my- ludzie jest potworne.
Z kolei, wracając do zadanego sobie pytania- co by było....

Wielka hala z lochami w kojcach porodowych, w których nie mogą się nawet obrócić
 Człowieku...." Are you human, or a dud?" chciałoby się zapytać....



Ano, pewnie ucierpiałaby część ras psów użytkowych.
Myślę tu głównie o rasach myśliwskich; zakładając, że jakoś (no właśnie....), pozbywamy się tematu impotentów z jedyną twardą lufą- broni myśliwskiej -w łapie.
Pasterskie sobie poradzą. Wiem z własnego doświadczenia (Garip).
Z resztą...mieć psa, czy dwa- łatwiej. 
Kto weźmie pod swój dach taką jałóweczkę czy loszkę...
Już nawet nie rozmnażając, bo cóż zrobić z buhajkiem czy knurkiem, który- jak każdy chłopak wcześniej czy później będzie rozrabiał?
Skąd też środki na utrzymywanie minimalnego stanu pogłowia ras rodzimych dla danych krajów ...?

Ludziom żyje się - jak się żyje, a kto by myślał w takich momentach o źwierzach?



Po prostu- utopia, Tupajo, utopia....