.

.

środa, 8 maja 2013

Kulawizny ciąg dalszy.

Jestem po prawie dwudniowym pobycie w Sztygarowie i próbach uzyskania diagnozy mojej kuśtykającej stopy.
Ortopeda, do którego zarejestrowano mnie w miarę szybko (2 tygodnie- u la la!), był bardzo miły. 
Miły inaczej.
Słyszałam, że jest miły,ale nie wierzyłam. 
To znaczy myślałam, o ja naiwna, że może że mną będzie inaczej :) 
Jednak myliłam się i to bardzo....

Pan doktor...nazwijmy go X przyjął mnie siedząc do mnie bokiem, także mogłam obcować z jego zarośniętym, posiwiałym lewym profilem.
Zapytał czy mam skierowanie.
Potem zapytał co mi jest.
Następnie kazał pokazać wyniki jakie posiadałam.
Po czym zlecił rtg stopy...

Stopy mojej nie oglądał....


Siedziałam przez chwilę ze skarpetką w ręce, butem na podłodze.
Pooglądałam sobie tę swoją stopę, jak dobrze mi znaną....

Zwolnienia nie dostałam, bo pan "doktor" uznał,że chodzić mogę, a na moje, że muszę dojeżdżać do pracy, a jazda autem z manualną skrzynią nastręcza mi pewne trudności (stopa lewa służy mi do  wciskania sprzęgła), "zażartował", że może sprawię sobie szofera.

Rtg stopy zrobione.
Wizyta u ortopedy 28 maja. 
Już u innego, bo pana X, a właściwie jego lewego profilu oglądać już nie chcę, czemu nawet pani w rejestracji się nie dziwiła.

Co będzie dalej- nie wiem.
Z nogą i całą resztą.
Jak się wyjaśni- na pewno się dowiecie...

Na razie padam na swe skrzypiące łóżko made in pan Bodzio- cholerny pasztet nie łóżko!
Ale przynajmniej mam tu więcej miejsca.
Dobrze, że Absorberka nie chrapie....

Dobranoc! :)




14 komentarzy:

  1. Nasza polska rzeczywistość:( za co pobierają te składki:(
    Zdrowia życzę i oby jak najmniej korzystania z pożal się boże służby zdrowia!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego piszesz o nim "x"? Niech cała Polska się dowie! Dlaczego nieprofesjonalnym konowałom wolno zawalać robotę bez konsekwencji? Jeśli Ty zawalisz w robocie, nikt się nie zawaha i konsekwencje będą, nierzadko bolesne.
    A może on się brzydzi pacjentów? Znałam jednego takiego pożal się Boże, doktorka. Nigdy nikogo nie badał, słowo! I w oczy nie patrzył. Może to ten sam, na rubieży się teraz panoszy?
    Życzę spotkania z fantastycznym ortopedą, dla miłej odmiany. I skuteczny żeby był!

    OdpowiedzUsuń
  3. I... nie wywaliłaś mu awantury na cały ten cholerny ośrodek od zdrowia?!!! Ja bym mu k.... szofera dał.
    No przegięcie na maxa.
    A jak Ci coś rzeczywiście poważnego się dzieje. Weź idź z tym gdzieś,w jakieś polecone miejsce.
    No przegięcie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam podobnie... przez dwa lata pełzałam o kulach wyjąc przy każdym kroku. Wymyślano mi tysiące przeróżnych schorzeń, gdzie toczeń, stwardnienie rozsiane i rak kości były chyba tymi najciekawszymi pomysłami. Dwa lata męczarni bez diagnozy. I to przebywając w najlepszych ośrodkach i jeżdżąc na wizyty do najlepszych specjalistów. Poszło na to naprawdę sporo pieniędzy.
    W końcu przypadkiem trafiłam do fizjoterapeutki, która w 10 dni postawiła mnie na nogi. 10 dni masażu i akupresury, bym mogła odrzucić kule i w miarę pewnie zacząć chodzić z umiarkowanym bólem. To nie był żaden toczeń, czy inny SM tylko głupi przykurcz mięśni.
    Od tamtej pory biegam, skaczę, chodzę bez większych problemów.

    Trzymam kciuki, by i u Ciebie sprawa okazała się błahą i szybko wyleczalną. I żebyś nie musiała czekać na pełnię zdrowia kilka lat.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyżbyś była u ortopedy w Pile?:)
    Opis wizyty identyczny. Lekarz nie widzący ludzi, poruszający się wyłącznie w świecie wyników. Standardowe leczenie - środki przeciwbólowe.
    Zdjęcie rentg. stopy na pewno jest dobrym pomysłem, tylko, że do tej stopy jest przyczepiona jeszcze cała reszta Ciebie! Przyczyna schorzenia może przecież tkwić bardzo daleko od miejsca objawów!
    Trzymaj się, nie daj się!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobry ortopeda... W Jeleniej jest paru. A do tego najlepszego, to na prywatną wizytę umawiasz się z co najmniej 1/2 rocznym wyprzedzeniem. Cóż, kiedy kontuzja jest teraz, to półroczny termin wydaje się dość abstrakcyjnym. Znalazłam sobie w Jeleniej takiego OK ortopedę, oczywiście prywatnie, i jakoś żyję. Nogę macał, w oczy nie bał się patrzeć, igłę w kolano wbijał i nawet się nie denerwował jak zemdlałam. A kolano ciągle działa. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niektórzy lekarze mnie osłabiają...

    OdpowiedzUsuń
  8. Czemu Ty sie jeszcze dziwisz, Tupajo? On jest jasnie pan dochtor, a tacy pacjenci, jak Ty, czynia jego zycie nadmiernie upierdliwym. Co innego, gdybys przybyla z prywatna wizyta, choc to i tak zadna gwarancja na postawienie prawidlowej diagnozy. Ty poszlas wyludzac L4, zamiast zatrudnic sobie kierowce.
    Ehhh, pacjenci!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja bym gadowi nie przepuściła. U nas to trzeba mieć końskie zdrowie, by chorować. To jest jakiś koszmarny matrix. Prywatne wizyty też niczego nie gwarantują. Współczuję Ci bardzo. Kiedyś miałam świetnego ortopedę, ale już go nie ma wśród nas, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak jak w każdym zawodzie są ludzie i ludziska , z powołaniem i nie. Współczuję Ci że trafiłaś na takiego.
    Głowa do góry i powtarzaj sobie codziennie że będzie dobrze ! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak...jak się nie pójdzie prywatnie,to niestety trudno dobrze trafić - zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
  12. To zaczyna być normalne - ortopeda, na którego trafiła moja siostra ze zwichniętym barkiem, w ogóle go nie obejrzał. Zapytany o powód, powiedział, że nie musi, bo "ma papiery". Zmolestowany zbadał i "nie wiedział, że TO aż tak wygląda". Walcz o swoje!

    OdpowiedzUsuń