.

.

środa, 8 stycznia 2014

Mój mały facet.

Absorber leży.
Przebieram go po nocy. Jeszcze nie dorósł do spania bez pieluchy więc ją ściągam rano.
Widzę wyraźna ulgę na jego buzi.
Po chwili drapie się przez spodenki.
- Co cie swędzi?- pytam
- Jaja- odpowiada poważnie.


Dziś kolejny dzień pod znakiem Jasia.
Fasoli Jaś.
Mają je Absorbery chyba na moją niedolę, a swoją uciechę.
One ją wciskają we wszystkie (mam nadzieję, że jednak nie!) możliwe miejsca, koparki,auta, wywrotki....!
Młody dorwał wywrotkę, wypchał szoferkę fasolą, po czym leżąc na podłodze zaczął oglądać koła.
- Co się stało?- pytam
- Bleee!- pokazuje na koła
- Coś się do kół przykleiło? Są brudne?- pytam znów
- Tak- odpowiada mój syn
- A co się przykleiło?
- Ciuciu* dzidzia.


* tł. na polski- mała, -łe, -ły



niedziela, 5 stycznia 2014

Ładni mają łatwiej.

Chrobotała, chrobotała, hałasowała, pogryzała to i owo.
Budziła mnie w nocy, doprowadzając tym do szału.

Skorzystałam ze sprawdzonej już przeze mnie żywołówki i zastawiłam ją na szlaku komunikacyjnym.
Myszowate mają teraz w Tupajowisku raj.

Nie dość, że między pokojami mają dostosowane do ich potrzeb i gabarytów dziury, które można  bez przesady nazwać mysimi wrotami. 

Dziury powstały na potrzeby C.O., przez nie przechodzi alu-pex w otulinie. 
Mimo izolacyjnej roli otuliny, minimalnie, ale jednak oddaje ona ciepło. Na tyle, by małe łapki ogrzać.

A, że mysie łapki są piękne, to chyba nie muszę nikogo przekonywać...

Tupie więc sobie takie myszowate po nocy i hałasuje, niszczy przy okazji, bobki zostawia. 
I wkurza.

W końcu- złapała się. Najbardziej tym faktem wydawała się być zdziwiona Jagoda. 
Kocica prawie cały czas z tyłkiem na grzejniku, albo na łóżku- w nocy.
Dotarło do niej, że mysz jest w pokoju, jak ta się już złapała w pułapkę.

Miałam jak zwykle myszę wrzucić do słoja i albo wywieźć, albo...
Cóż. Wypuszczanie koło domu to robota głupiego, bo głupie by były, gdyby nie wróciły. Przyznam się bez bicia- często zasypiają sobie snem wiecznym w słoiku....
Tym razem jednak, kiedy wyrzuciłam żywą zawartość żywołapki... ujrzałam mysz polną.
Śliczne stworzenie, z futerkiem w kolorze ciemnego bursztynu, z ciemna pręgą przez grzbiet, małe uszka...
Nie mogłam...

Mysz polna- Wikipedia

Wzięłam słój i wypuściłam....

Myszy domowe wyglądają o wiele skromniej i są u nas w większości.

Mysz domowa- Wikipedia

W sumie, muszę przyznać, że myszy maja ciężki żywot.
Albo je coś zeźre, albo człowiek złapie i ubije, albo insze tam przeciwności losu.
Testuje się na nich leki, przeprowadza kretyńskie eksperymenty. 
Są "przedmiotem" poglądowym w ramach lekcji anatomii.

Generalnie ciężko być myszą. 
NA dodatek muszą się ze wszystkim śpieszyć, bo żyją krótko.

obrazki4ever.eu

losyziemi.pl

naturfoto.cz

Hodowla myszy  do celów laboratoryjnych.(fot. mouse-farm.eu)
j.w.

Sekcja myszy (logbia.republika.pl)
Osobiście wolę oglądać takie obrazki z myszami.
I wszystkim myszom tego życzę:

internet

czwartek, 2 stycznia 2014

Tupaja czyta książeczki Absorberom i tupie.

Drugi dzień roku mija.
Nihil novi.
Tylko dziś rano obudziło mnie wycie. 
Nie. Nie psów. Tylko wiatru.
Tak mi się ostatnio układa, że się nie mogę z Bratem moim spotkać. 
Całe 22 km nas dzieli.
Czasoprzestrzeń nie do pokonania....

Ano.
Miała być mała wyprawa wózkowo- piesza na Bazaltową.
No i nie wyszło.
Wycie za oknem zwiastowało sporej siły poziome ruchy powietrza wywołane przez różnicę ciśnień, a nawet spore zawirowania wspomnianych w Paszowickiej Zwężce Venturiego znajdującej się nie gdzie indziej jak w bramie Tupajowiska. (piękne zdanie konstrukcji barokowej...)

Absorbery dalej glutowate.
Co prawda ilość gluta znacznie się zmniejszyła, ale- pozostaje na tyle widoczną, że wolałam dmuchać na ...gluta i nie wypełzać na zimne z młodzieżą.

I tak zostaliśmy w domu.

Porzuciliśmy farby i kredki już po 5 minutach i zaczęliśmy zrzucać książeczki z parapetu. 
Oczywiście piszę w liczbie mnogiej, ale ja w tym nie uczestniczyłam. 
Ajć!, no może pośrednio, bo w czasie lawiny książeczkowej parzyłam earl grey'a, by za moment zniweczyć dobroczynne enzymy z pszczelego wola znajdujące się w miodzie.

Młody przyniósł mi do poczytania jedną z ostatnio zakupionych w naszym sklepie książeczek.

Cena- 5,20 pln. Wydawnictwo MD Monika Duda.
Szata graficzna... jak dla mnie pozostawia wiele do życzenia, ale skoro Młodemu się spodobało, a mnie się śpieszyło- wzięłam.


Teraz miałam okazję zobaczyć cóż to autorka Dorota Skwark, popełniła.
No cóż....
Ja to bym- na miejscu autorki, popełniła samobójstwo tłukąc się tym "dziełem" w łeb.

Rozumiem, że nie każdy rodzic ma wiedzę przyrodniczą ( np. odróżnia Acantosomatidae od Pentatomidae* na przykład), za to prócz glist i dżdżownic zna też glizdy, wyłażące po deszczu na chodniki, albo też ogania się od pasiastych uroczych bąków, które- jak na złość są trzmielami, ale na Odysa! 
Kiedy już coś piszę, ktoś mi to drukuje....

Do sedna.
Pani autorka pisze o zajączku, który to- głupek jeden, ściga się  z wszystkimi zwierzakami wkoło, a z autami zwłaszcza.
Jak nietrudno zgadnąć, zajączek w końcu wpada pod auto i łamię sobie łapę (skok- jakby to myśliwi nazwali).
Rymy- o konstrukcji cepa, w końcu dla małoletnich. 
Można znieść.
Ale jak juz zobaczyłam to:
wydawnictwomd.pl

"- Hej! Uważaj!- wołał szpak,
dając mu z gałęzi znak.
Ledwie rzekł to do zająca,
A ten upadł na jałowca."

Poza tym, chyba raczej upada się na jałowiec? 
A może się mylę. Niech mnie kto oświeci...

Tu jeszcze jeden kwiatek. 

"- Już nie będę i przepraszam- w drodze mowę swą wygłaszał.
- Nie słuchałem na swą zgubę,
już nie będę samolubem".

Czyli co...Samolub to jednak nie "myśląca o własnych korzyściach osoba" (tu szarak), a ktoś kto nie słucha innych i tym samym....Yyyyyy....?

No...czepiam się. Rymów i pisania ze zrozumieniem.
Wiem- to czytają mamy małym dziatkom, a te jeszcze nie "rozumiom". 
Więc najważniejsze jest czytanie w ogóle. 
Albo "wogle", raczej.

Wydawnictwo celuje w książkach o tematyce przyrodniczej.
Mamy też inną.
O ptakach.

Z niej to moje dziecko mogło się dowiedzieć, że jaskółki budują gniazda na drzewach, a "mądre gołębie budują swoje gniazda z małych gałązek. Wyglądają one jak zwichrowane włosy" . 
Logika poraża, a kompletny brak wiedzy wdeptuje w ptasie guano.

No i co robi Tupaja?
Ano.
Czyta, a potem mówi- 
A teraz Gigi, mama Ci pokaże jak wygląda gniazdo jaskółki.
I sięga do podręcznej ....biblioteczki.
Jak ciepło- idziemy do stajni. Mamy tam dwa zeszłoroczne gniazda.


Po przeczytaniu - dobrej jak dla mnie i klasycznej Chotomskiej i jej "Ślimaka" (dobrze, że to nie facet napisał, bo by mi się oberwało, że świntuszę...), też nie wytrzymałam i pokazałam Młodemu jak wygląda gniazdo sroki i że nie jest ono gniazdkiem w stylu np. "kosim"


ptasieogrody.pl
ale- tak charakterystyczne, że nawet młody ludź zapamięta

Wikipedia


mojeptaki.info

Czepiam się.
Wiem.
Tylko wiecie co? Nie znoszę dyletantów.
Może też dlatego, że jeśli się na czymś nie znam, to tego nie robię. 
A jeśli już robię to sprawdzam, czytam, żeby nie zrobić z siebie głupka.

Owszem...większość ma w nosie czy ktoś namaluje salamandrę a podpisze ją "jaszczurka", wlepi gniazdo dymówki między gałęzie, a pająkowi narysuje trzy pary odnóży.

No tak, ale głupki mają to w nosie i mają kasę z tych wypocin, które i ja kupiłam, bo nie przeczytałam wcześniej.

Może zamiast narzekania, które jako Polka mam we krwi, sama powinnam zająć się pisaniem bajek dla dzieci  z domów skażonych wiedzą przyrodniczą...?





* chcesz wiedzieć- patrz TU