Tak. Aura sprzyja nostalgii. Dzień święcenia wspomnień tych, którzy odeszli. Bliscy, ale i ci inni bliscy.
Zafascynowana literatuąa jestem od urodzenia.
Cóż poradzę. Był okres, kiedy namiętnie oglądałam sztuki w teatrze telewizji. Nie tylko ja. Siadalismy razem. Rodzice, Brat i ja. Wsiąkłam w to. Wybierałam sztuki.
Czasem nie trafiłam- jakos nowoczesne niekiedy mnie nie porywały. Lubię klasyków. Zwłaszcza rosyjskich, ale i Ibsena, wariata Strindberga... Shakespeara a jakże- z Tytusem Andronicusem, Otellem, Makbetem.
Czechowa pokochałam za opowiadania, nowele, dłuższe utwory, ale przede wszystkim za dramaty sceniczne. Wiśniowy sad czy Wujaszek Wania to najbardziej znane. Iwanow myśle, że nieco mniej.
A to jego zapamiętałam najmocniej. Czemuż? A przez osobę głównego bohatera, no i po przeczytaniu dramatu- obejrzałam spektakl z Janem Fryczem.
W tamtym czasie, a byłam wtedy ... troszkę starszą nastolatką, ujął mnie bardzo. Od tego momentu był chyba jednym z ulubionych aktorów. Sztukę przeżyłam mocno - tak emocjonalnie jak i kosztując ją ze wzgledu na fenomenalną obsadę.
Oprócz Fryczucha- tak zwanego w moim domu, bo nie kryłam się z fascynacją tym aktorem, grała też Danuta Stenka, Władysław Kowalski, Mariusz Benoit.... Saszę gra Warchulska - jeszcze jako studensta PWST.
Jan Frycz dał popis kunsztu aktora w tej trudnej , ale jak typowej dla Czechwskich- postaci zmagajacych się sami ze sobą. Niejednoznacznej. Bardzo.
Dla mnie, po latach, nadal cenię tę sztukę. Po pierwsze za klimat i typowość - Czechowski klimat, Rosjan w swych domach, majatkach. Do tego Iwanow, którego męka jest męką wielu. Rozbicie, melancholia, niejednoznaczność uczuć, nieradzenie sobie z życiem. Apatia. Brak życia w życiu, wieczne poszukiwania czegoś. No właśnie- czego?
![]() |
| źródło teatrdlawszystkich.pl |
Teraz patrzę na ten utwór inaczej. Jako dojrzała kobieta... uważam, że powinna go obejrzeć każda młoda dziewczyna, której sie zdaje, że może wyleczyć mężczyznę miłością do niego. Rozbudzić w nim chęć do życia, uratować.
To nie działa.
Tylko, że Dasza miała szczęscie, że Mikołaj Aleksiejewicz strzelił sobie w łeb.
Wielu pogubionych, smutnych, zagubionych facetów- nie robi tego, a trwające przy nich ratowniczki co roku tracą dużo więcej niż potrzeba. Zamiast szczęścia otrzymują niepweność, żal i zgryzotę.
Takie moje przemyślenia, ale spektakl wart jest obejrzenia.
Wspominam Jana Frycza. Z łezką nawet. Świetny aktor. A powroty do emocji nastoletniego podkochiwania się w aktorze- bezcenne.
Jan Frycz odszedł w sierpniu tego roku.
Tu macie link do VOD, gdzie można obejrzeć ten spektakl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz