Odwiozłam kumpelę Sonię na busa i wróciłam do siebie, na tych parę godzin bez Absorberów.
Wreszcie się troche oderwałam, mogłam pogadać z kimś starszym niż 3 latek, wypić namysłowa wieczorową porą i przypomnieć studenckie czasy.
A dziś- atrakcji trochę, a bo na Bazaltowej spotkałyśmy Laothoe populi czyli nastrosza topolowca, który wygląda tak:
Piękny motyl z rodziny zawisakowatych.
Po drodze masa fruwających, niby wróżki, oblaczków granatków, którym foty nie cyknęłam, bo wiatr poruszający trawami nie sprzyja aparatowi w moim komórczaku LG.
Na pewno je znacie
| Wikipedia |
Częściowo już splądrowane w runie przez Qrowskich.
![]() |
| Olka mile nam panująca i Bruno |
Już nie boję sie, że zranię jakąś żabkę.
Drugą wczoraj kury zatłukły....
A mój trawnik, na suchszym terenie wygląda tak:
A to już przekleństwo okolicy skalniaka:
Skalniak. Żadne z ziół nie wzeszło. Chyba w tym roku nie mam ręki...
Za to rośnie szałwia i lawenda od Mamy, no i ładna trawka- dmuszek jajowaty
W malinowym chruśniaku....
A na koniec- taram!
Pachnica dębowa!
Na ścianie mojego domu!!










