Susza już mnie przytłacza. Część roślin robi swoje- rośnie. Dzrewa robią to pomału, liście dopiero co puściły lipy, brzozy. Oszczędzają siły. O dziwo nektarują drzewa owocowe- albo- nie nektarują, a tylko dlatego pszczoły je oblatują, że innych pożytków wkoło jak na lekarstwo.
Kwitną jabłonie, jest już po śliwach i wiśniach. Czereśnia już swoje zrobiła...
Energia podąża za uwagą.
Wyeksploatowałam się ostatnio. Na wieściach, na czytaniu, na zabieraniu głosu w dyskusji, na walce tu i tam. I przyszło osłabienie, a jakże. Tak mam. Taka natura. Pomału to widzę więc zapuszczam się w odmęty spokoju i świadomego odpuszczania. To nie tak, że całe zło zniknie. Ale przynajmniej ja, będę miała moc żyć dalej, działać lokalnie, na swoim poziomie wrażliwosci i mocy.
Ku pokrzepieniu, zrobiłam sobie dziś jajecznicę z pokrzywą, czosnaczkiem i bluszczykiem kurdybankiem. Niewiele czuję, ale moc to wszystko w sobie ma więc biorę z wdzięcznością i leczę ciało.
Historia, od końca- finał na talerzu i wspomnienie składników, z jajem- kartoflem włącznie.
Grządki w skrzyniach drewnianych i uprawa roślin w harmonii z otaczajacymi istnieniami bywa wyzwaniem. Główny z nich to ślimaki. Co rok to samo. Ten sezon uparcie odnawia się kozłek lekarski, sieje nasiona i bardzo mu tu dobrze. Wróble w zeszłym roku załatwiły mi piołun. Wyrywały do budek w celach przeciwpasożytniczych. Efekt- musiałam piołun zasiać. Sadzonka przetrwała zimę- nota bene straciłam przez późnozimowe mrozy niemal wszystkie szałwie i rozmaryny, więc wróbla gawiedź wyczaiła ja i dalej szarpać! Musiałam uciec się znów do ochrony mechanicznej. Jak rozmnożę- będą korzystać.
![]() |
| Dzielne poziomki zdobywaja kamienne podłoże |
![]() |
| Zawsze czekam na dąbrówki |
![]() |
| W tym roku chyba tylko cebula, pory i pomidory, reszta pożerana przez ślimaki więc szkoda mojego zachodu.... |
![]() |
| Kozłek i jego dzieci |
![]() |
| Ochrona in situ bylicy piołun |
![]() |
| Trochę piasku, stara piaskownica z lekkim podłożem pod szorstkolistne, a będa w tym roku... trędowniki bulwiaste |
Jeśli chcę mieć sałatę, cukinie i selery naciowe- musze je mieć na oku. Rosna więc uprawy miskowo- doniczkowe zaraz przy domu. Sprawdza się. Poza tym, blisko mnie musi być gęsto od roślin. Oczywiście na ich zasadach, ale lubię zielony chaos.
Maszę to może męczy, a może jednak to jej choroba. Ogólnie dobrze znosi leczenie zespołu Cushinga.
Udało się też uratować młode jabłonie, które postanowiliśmy przechować przez zimę w kompostowniku. Wielokrotnie zimowałam tak rosliny krzewiaste i byliny. Tym razem obżarły je nornice. Z poradą od kolegi arborysty- zasmarowaliśmy maścią ogrodniczą i owinęliśmy bawełniana gazą. Wszystkie odżyły.
Dużo światła \wam życzę. Mocy płynięcia w czasie, gdzie zło zdaje się rosnąć w siłę. Nie traćmy nadziei, róbmy swoje Dobro.






















Robimy!
OdpowiedzUsuńI to jest to! I to jest piękne!
UsuńWszelakiego powodzenia Tupajko!
OdpowiedzUsuńEch, mieszkam w mieście, nie mam teraz w pobliżu łąki, na której można by narwać kurdybanka, mniszka czy młodych pokrzyw, a z trawnika jednak trochę się boję. Tzn. jeść się boję takich z trawnika, bo czasem robię bukieciki z trawnikowych kwiatków, szczególnie kiedy wiem, że będą kosić albo kosiarki właśnie zaczynają warczeć.
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba to, jak traktujesz swój ogród. Już sobie wyobrażam minę mojej siostry, ona musi mieć wszystko pod linijkę :D:D:D
Ostatnio na zebraniach wspólnoty mieszkaniowej staram się poruszać temat koszonych za często trawników i przycinanych bez pojęcia, a nawet usuwanych na życzenie jakiegoś lokatora roślin. Trochę to walka z wiatrakami, ale kropla, jak wiadomo, drąży skałę ;)