To, że bobry znacząco przekształcają siedliska, w którym żyją wie każdy, kto był w miejscu ich przebywania. Tamy na ciekach, ślady żerowania a więc wycinki drzew, zalewanie terenów przyległych, tworzenie nowych akwenów- to typowe przejawy widocznej ich działalności. Nasuwa sie pytanie- jaki wpływ maja te ssaki na siedliska towarzyszące i gatunki je zamieszkujące?
Pod tekstem poniżej wkleiłam link do źródła w języku angielskim.
Okazuje się, że ich obecność zwiększa bioróżnorodność w sąsiednich siedliskach wodnych i nadbrzeżnych, ale bobry mogą także wpływać na siedliska lądowe położone poza zasięgiem ich bezpośredniej aktywności.
Badania dotyczyły ptaków lęgowych z siedlisk typowo wodnych jak i pośrednich- łąkowych, leśnych w mniejszej i większej odległości od wnętrza ekosystemów leśnych zmodyfikowanych i niezmodyfikowanych przez bobry.
Wyniki pokazują większe bogactwo gatunkowe terenów bobrowych, a także większą liczebnością gatunkową ptaków lęgowych w porównaniu z ciekami wodnymi bez modyfikacji przez bobry.
27%odnotowanych gatunków ptaków występowało wyłącznie na stanowiskach bobrowych.
Wpływ obecności bobrów na populacje ptaków rozciagał się na siedliska lądowe położone do 100 m od brzegu wody. Tam też bogactwo i liczebność gatunków było wyższe. Skład gatunkowy taże uległ zmianie. Stwierdzono dodatnia korelację pomiędzy calkowita powierzchnią mokradeł bobrowych a liczbą notowanych gatunków i osobników ptaków.
Dlaczego ptaki?
Ptaki są potencjalnymi ekologicznymi wskaźnikami bioróżnorodności lądowej. Są szeroko rozprzestrzenione, zróżnicowane i mobilne, bardzo często stoją na najwyższym poziomie troficznym, poza tym dobrze reagują na modyfikacje siedlisk oraz zmiany w składzie i liczebności organizmów na niższych poziomach łańcuchów pokarmowych. Poza tym, wiele gatunków ptaków jest zagrożona lokalnie lub globalnie.
Jak widać bobry- tworząc swój świat życia, wpływają na inne gatunki i to w dodatni sposób. Badania wykazały ponadto, że ich siedliska wraz z ladowymi strefami buforowymi mogą stanowić sieć punktów o wysokiej bioróznorodności.
W wielu badaniach na świecie, potwierdzono, że działalność bobrów pozwala na zwiększenie bioróżnorodności na ich terenie o ok. 25%.
źródło- https://life-beaver.eu/
Ostatnimi czasy rośnie zainteresowanie bobrami jako istotnymi czynnikami w przywracaniu ekosystemów słodkowodnych i nadbrzeżnych. Ekosystemy te, są przedmiotem badań w kontekście zagrożeń jakim one podlegają. Bobry mają zdolność przekształcania zamieszkane przez siebie cieki wodne tworząc mozaikę siedlisk, z nowymi niszami do zasiedlenia przez- niejednokrotnie zagrożone gatunki innych organizmów.
To wielkie i istotne zmiany zarówno w geomorfologii koryt, ale też na poziomach biochemii, zwiększanie retencji, poprawa jakości wody, ograniczenie erozji i inne zmiany właściwości cieków wodnych.
Siedliska nadrzeczne położone między ekosystemami lądowymi a wodnymi mają unikalny zespół gatunków roślin i zwierząt. Bobry wykorzystując siedliska położone do 100 m od wody zmieniając je podczas swego żerowania. Mają wpływ na skład i strukturę roślinności.
Zwierzęta te przyczyniają się do tworzenia otwartych siedlisk poprzez silny wpływ na drzewa i krzewy poprzez stymulację regeneracji drzew, ale także- powodując wzrost ilości martwego drewna.
Naukowcy mimo dość pewnych obserwacji nie są jednak do końca pewni jak efekt bobra działa na bioróżnorodność lądową.
Jednak w kontekście przestrzennym możliwe, że skutki inżynieryjnej działalności bobrów będą jednak wykraczać poza bezpośredni obszar ich działalności- tzw.efekt rozlania.
Przykładem są tu tereny prawnie chronione, które przyczyniają się do podniesienia różnorodności gatunkowej poza swymi granicami.
Pokłady mojej sympatii dla kur są nieskończone. Dlatego trwam z tym zwierzyńcem już od dobrych paru lat. Z okresu Zamkowego, jak mawia mój mąż, czyli z czasów paszowickich ostała się tylko nasza kochana Coli. Przekroczyła już wiek 8 lat idrżę, że pomału zbliżamy się do rozstania.
Póki co jednak, nasz mała kwoczka znów poczuła zew i siadłą w gnieździe. Jednak za zimno na wysiadywanie. Może w kwietniu jej coś podłożę.
Kto czyta mnie od niedawna to może tylko powiem, że nasze kury mają dożywocie. Nikt ich nie zjada. Co sie u nas działo na przełomie wielu lat można sobie poczytać tutaj i tutaj , i jeszcze tu .
Obecnie towarzystwo nam się trochę pozmienało. Króluje Franek, stateczny, duży, ale bardzo łagodny kogut. Do tego mixów trochę oraz zielone nogi i nieco drobiazgu z ostatniego zakupu jajek lęgowych od pana Mariana z okolicy. Jak wyrosły?
Ufo. Długo nie było wiadomo jakiej jest płci. Zanim nasz wybieg opuścili bracie- Pipi i Brat, był wystraszony, jadł w kurniku. Teraz spokojny i... niesie jajeczka.
A tak Ufo wyglądała w dzieciństwie.
Czubatka Ufo jako parodniowe pisklę.
Anka
Anka dziecięciem.
Buła- kogut
Bułeczka
Były też dwa piękne kogutki hiszpańskiej białolicej, ale niestety słabo się dogadywały i zmieniły kurniki.
Kiedy jedna z nowych miksowatych dużych kur siadłą na jajkach, nie posiadałam się z radości. Co prawda nie była to kura z wylęgarni, ale juz od pokoleń chowana naturalnie więc była duża szansa na kwoczenie. No i udało się. Niestety, po dwóch tygodniach zajmowania się pisklętami, matuchna się znudziła i porzuciła dzieci.
I tak synowie i córka Franka, pozostały pod naszymi skrzydłami. Jeden z kurczaków był wybitnie słabszy, co rodzeństwo wykorzystało i zeżarło mu pióra. Dlatego, Pipi, który potem okazał się kogutem, był odchowywany osobno. Bardzo lgnął do nas, był łagodny i gadatliwy. Niestety, z dwójki rodzeństwa objawił nam się jeszcze jeden kogut...
Warunki wybiegowe i socjalne nie pozwalają mi na utrzymywanie tylu kogutów. Zaczął się chaos, agresja, gwałty. Braciszkom znalazłam dobre, pełne kur stada. Została siostra. Ruda.
Franek.
Franek, jedna z Zielonych Nóg-w korytku, Mortadela- jasna zielononóżka- czyli mix, po prawej Ruda.
Zawsze pożerałam masę książek. Jestem z tych, którzy czytaja kilka jednocześnie. To dla mnie normalne - aktualnie cały czas płynę w przyrodniczych klimatach- drzewno- arborystycznych, fitosocjologicznych, botanicznych, zapylaczach, bobrach... Na zmianę z klimatami jogowymi, ekofilozofią. No i pedagogiką, ale to już inna inszość.
Dziś krótko znó o książkach dla dzieci. Czytam obecnie Absorberowi Trzeciemu. Absorber Pierwszy i Absorberka już porośli... Sami czytają. Albo i nie. Co smutniejsze. Młoda obecnie mangi. Młody wszystko co ze Star Warsami związane, ale głównie encyklopedyczna wiedza. Ich już tymi ksiażkami, o którym mam zamiar dziś napisać- nie zachwycę.
Pierwsza z nich to Wodyseja Adama Robińskiego.
To wzruszajaca opowieść o młodej bobrzycy Korze, która odbywa podróż życia w wyniku ... szkodniczego działania ludzi w środowisku, w którym żyje cała jej rodzina. Po drodze spotykają ją przygody, spotyka zwierzęta, ludzi. To podróż, która ma nie tylko wymiar fizyczny. Dużo tu odniesień do życia, zachowań nie tylko zwierzęych. Uwiodła mnie swą wrażliwą wnikliwoscią w życie zwierząt przy znajomości faktów życia bobrów. Polecam- można nawet uronić łzę!
Nieco inny klimat, wręcz nieco mroczny i- nawet czytałam Absorberowi Trzeciemu w listopadzie- to powieść Aubrey Hartman Lis z martwego lasu.
Lis Bazyl mieszka w Martwym Lesie i jest... przeprowadzaczem dusz zwierząt do światów dla nich przeznaczonych. Klimat mroczny, czasem lekko czarny humor, ale i wzruszające momenty, bo podróż- znów taka książka, jaką odbywa bohater, by pomóc przejść Coniemierze- borsuczycy do odpowiednich Zaświatow, to także jego podróż do poznania siebie. Książka dla starszych, ale mój M. słuchał z przyjemnością i długieśmy rozmowy po każdym rozdziale wiedli.
W tym samym czasie co opisany we wcześniejszym wpisie o Ambarasie i innych książkach dla starszych dzieci, kupiłam, a nie opisałam książki Renaty Kijowskiej Foka Fela. O helskiej foce, jej przygodach- autentyczne opowieści opisane ze swadą i humorem, czasem i dreszczykiem emocji.
Idąc tropem Tomasza Samojlika i mojej słabości do borsuków... mamy Tarmosię. Piękna historia borsuczki i jej rodziny. Jak zwykle oparta na prawdziwej biologii i zachowaniu tych naszych największych łasicowatych.
Ostatnie drzewo na Ziemi Małgorzaty Kur nie jeste może wysokich lotów, ale urzekła mnie... moja imienniczka i tym, że jest o drzewach i o tym też że może nam grozić bardzo podobna katastrofa... Świat bez drzew. Kalina po prostu ma rękę do drzew i wszystkie nasiona, które sieje- wschodzą. Na niej spoczywa wielkie brzemię- dzięki niej drzewa wracają do naszego świata po latach wycinek i prześladowań...
Aktualnie, wieczorną porą pochłaniamy Wilki- historie prawdziwe Michała Figury i Aleksandry i Daniela Mizielińskich. To komiks, ale na faktach o wilkach, Stowarzyszeniu dla Natury Wilk wraz z jego badaczami - panią Sabiną Nowak, przewija się azyl dla dzikich zwierząt Mysikrólik... Są to historie wilków w Polsce, konkretne z różnymi - nie zawsze szczęśliwymi finałami, ponadto gruntowna baza wiedzy o tych drapieżnikach. Podane w dobrej, zwiezłej formie, z rysunkami. Uważam, że każdy, kto ma zaburzone postrzeganie tych zwierzat powinien tę książkę przeczytać. Nie byłoby wtedy szkodliwych nagonek na te ssaki, tyle nienawiści wynikajacej z niewiedzy właśnie.
Skończymy wilki... bierzemy się za rysie!
Skad biorą się te książki u mnie? Czasem- potokowo, jak porwana Kora - widzę jakaś ksiażkę, potem następną i ... kupuję. Potem czytam lub czytamy. Na Wilki czekałam, bo wiedziałąm, że planowana jest publikacja. Na Rysie- też. Z Wodyseją było tak, że mignęła mi chyba u Daniela Petrykiewicza, ajak zobaczyłam, że Stowarzyszenie Nasz Bóbr poleca tę książkę- wiedziałam, że nie znajdę w niej żadnych baboli. Lisa z Martwego Lasu polecała... adwokatka Karolina Kuszlewicz - reprezentująca zwierzęta, przyrodę w walce o ich prawa.
Regał nie jest z gumy. Mąż oczami przewraca... Ech, cóż ja mogę. Haha....
Odnoszę wrażenie, że każdy ma swój wózek i pcha go - w górę lub leci z nim w dół. A może to jednak inaczej. Każdy ma swoje mały i cyrk?
Czemu tak? A temu, że czytam o zwycięstwie chomika europejskiego w konkursie na zwierzę roku.
I tak- kibicowałam mu. Co nie znaczy, że nie- wilkom, rysiom, bobrom i reszcie. Jestem za nimi. Niestety można było postawić na jednego kandydata. Chomik to dla mnie wzór. Odwaga w małym ciele. Zagrożony. I cóż się dzieje? W wielu miejscach los jego zapewne jest nieunikniony. Zginie. Mimo akcji, gadania, wodotrysków medialnych, ministrów ze śpiewem na ustach niemal. Górki Chechowickie są jednym z przykładów, gdzie toczy się już długa walka o niezabudowanie przyrodniczej przestrzeni deweloperką. Co tam chomiki. Szczury jakieś....
Ale konkurs był. I super. Teraz inny temat. Za nudno, zbyt chomiczo się zrobiło.
Standardy ochrony drzew w miastach.
Standardy europejskie. Konferencje, webinary. Słucham, bo mnie to interesuje. Młodzież rzekłaby kiedyś- jaram się tym. I co? Jarają się ci, którym drzewa i ich dobrostan, a tym samym nasz dobrostan leży na sercu. Ale już decydenci miast- już się tym nie jarają. No chyba, że można przytulic jaką kasę na projekt. Najlepiej rewitalizacji starych parków, ostoi dzikiej przyrody. Tam jest źródło. I kasy i splendoru, potem. Tfu!
Mała retencja... rzeki, obszary wodno- błotne. Pienia- woda nam ucieka! Pustynniejemy!
Co si dzieje- Wrzody Polskie pełną parą niszczą cieki koparami, rżną lasy łęgowe w ramach utrzymań, bobry prześladowane, wycinki w miastach, pod dziwne inwestycje, a także w ramach przekwalifikowania na użytki rolne- hektary porośnięte drzewami. Po co? Bo ktoś kupił, twierdzi, że założy łąkę. I git. Zielone światło na wycinki. Co tam. Po nas choćby potop...
Co do bobrów to przypomina mi się akcja, która ujrzała światło dzienne. Burmistrz jednego z miast- tego od drzewa kandydującego o miano Europejskiego Drzewa Roku, miał zamiar wybijać bobry za pomoca karabinków i dronów. A czemu? A temu, że niby miały one zagrażać temu dzrewu. A czemu drzewa nie zabezpieczono- wystarczy metalowa siatka? A bo brzydko by wyglądało. Logika barbarzyńcy. I głupca.
Ten rok zaczął się smutnymi obrazkami i te- niestety ciągle mi towarzyszą. Lubań to nieszczęsne miasto. Nie ma niestety dobrych włodarzy, ludzie też, czasem myślę- kompletnie mający w rzyci co się tu dzieje. A już najmniej z drzewami. Mnie już męczy ta walka, chodzenie, gadanie, pisanie pism. Jestem już wypruta. Na wołania w eter- może by coś razem, w jedności siła- echo. Echo odbijające się od ścian budynków, od dziur po wycinkach, po cięciach... Ech.
PKP ostatnio zaszalało i wycięło kilometry zadrzewień, zakrzaczeń i wiekowych drzew w okolicy miasta i na trasie do Zaręby. W Lubaniu, oprócz wspomnianych, wyrżnięto dwa dęby pomnikowych rozmiarów. Stały już powyżej skarpy. Rzeźnicy zatrzymali się, być może po czyjejś reakcji, a może im paliwa zabrakło. Summa summarum, zostały dwa młodsze drzewa. Te o 300 cm średnicy- zginęły. Podobno po tym - delikatnie mówiąc incydencie, na wniosek władz miasta wycinki wstrzymano.
Skarpy i prawo. Cóż, z tym ciężko, bo niestety prawo jest jakie jest i na dodatek zwiększono odległość, w której drzewa i krzewy mogą być usuwane z 6 do 15 m. Takie przepisy obowiązywały do 2019 r. Teraz, wprowadza się je tłumacząc względami bezpieczeństwa. Ośnieżone drzewa mogą zwalić sie na torowisko lub trakcję i uszkodzić ją. Czym innym jest jednak myślenie na zapas czym innym bezmyślna rzeź.
W dobie niedoboru pelletu- w sumie zastanawiam się czemu, skoro Lasy Państwowe rżną lasy dalej jak za poprzedniej ekipy na górze? Dokąd to drewno jedzie. Dalej do Chin, Niemców czy może gdzie indziej. A może ssanie na biomasę do elektrociepłowni jest większe i durnie pala lasami w wielkich piecach? Tak, panie, to jest ekologia. Nie jakiś tam brudny węgiel.
Zakrzaczenia na skarpach chronią nasyp w tym gleby!przed spływem powierzchniowym i degradacją. Stanowią ochronę przed hałasem, są miejscem gniazdowania ptaków. Znacząco wpływają na dobrostan ludzi poprzez zatrzymywanie wilgoci. Krzewy robiły dobrą robotę. Za darmo!
Ale czy ktoś o tym myśli? Ktoś to planuje? Ktoś tym zarządza?
Miasto Lubań wpisało w swoją strategię działania proekologiczne, oczywiście za wspomnianymi wycinkami stoi PKP, ale w samym mieście nie jest lepiej. Tnie się co rok drzewa w ramach- no właśnie- czego? Jak słyszę termin- pielęgnacja i ciecia pielęgnacyjne, dostaję piany na ustach. Pielęgnować można sobie włosy, paznokcie. A nie ciąć- jeszcze zwykle dzięki panom, co maja piły, ale zero wiedzy i szkoleń, drzewa dzikie, którym cięcia przynoszą więcej szkody niż pożytku. Drzewa po takich akcjach zwykle cierpią, nierzadko maja zaburzona statykę, nie wspominając już o tym, że coroczne ciachanie nie wpływa na ich zdrowotność. Ale może o to chodzi? Ciach co roku, i wreszcie! można wyciąć. Będąc kiedyś z pismem odnośnie nieprzestrzegania zasad ochrony drzew w miejscu inwestycji, pani z urzędu powiedziała rozbrajająco- Co mam zrobić, pani mówi, że drzewa szkoda, a przychodzą mieszkańcy i każą ciąć. Że liście lecą, że ciemno, bo gałęzie okna zasłaniają. To tniemy... I to się nazywa bycie dobrym urzędnikiem...
Włodarze w ogóle mają super pomysły i nie odbiegają od średniej polskiej. Niszczy się enklawy dzikiej przyrody w miastach i tworzy kalekie parki, o zgrozo nazywane bioróżnorodnymi. Bo przecież- człowiek wie jak ma ta bioróżnorodność wyglądać. Lubań będzie miał piękne planty, z łąkami kwietnymi, domkami dla owadów. A przedtem wytnie się brzydkie krzaczory, samosiewy i drzewa z dupy, a nasadzi piękne, wybrane przez człowieka, dla ludzi. Takie jak trzeba. Przepraszam, zagotowałam się, cóż nie znam się, nie doceniam. A tam nawet były bobry, może będą dalej. A jak nie- to lepiej, bo bobry chyba wszystkiemu winne. A jak nie- to patrz wyżej. Bóbr.
Jak ma wyglądać to wszystko zamiast dzikich krzaków i błocka- fuj! Możecie zajrzeć do linku na stronie oficjalnej. W pracach nad ujarzmianiem ohydy rzeczki brały też udział nasze kochane gwiazdy- czyli Polskie Wrzody. Nie tak się to pisze? Oj, przepraszam, taka mała literówka. Poprawie jak znikną.
Ręce mam już opadnięte jak u maupy, ale podnoszę się. Padam i podnoszę. Pomaga joga. Inaczej już bym chyba połączyła się ze Wszechświatem, na co liczę w ostateczności, ale może jeszcze parę żyć mam przed sobą. I walki.
Dlatego nie ustaję w nawoływaniu. Gadaniu. I chyba wracam do pisania.
21 marca w ramach ogólnopolskiej akcji Nasz Wspólny Las 2026 organizuję spacer przyrodniczy z elementami kąpieli leśnej po ścieżce edukacyjnej Boberek w Olszynie Dolnej. Będzie trochę wiedzy, oddychania, ale i uważnego bycia w naturze. Kto blisko- zapraszam! Ruszamy o 11,00. W razie zapytań piszcie priw.