.

.

środa, 2 kwietnia 2025

Wolne stopy

 Na swoim prywatnym profilu pisałam o zakupie nowych butów. W sumie nienowych w sensie sprawdzenia ich funkcjonalności i zdrowotności. To buty pięciopalcowe- tzw. fivefingersy.

Spróbowane dzięki jednej z dobrych Dusz, które spotkałam na swojej drodze życia. Teraz już piąta para trafiła pod mój dach.
Tym razem wzięłam coś co uniezależni mnie od aury. Bowiem do tej pory wskakiwałam w nie dopiero, gdy temp. za oknem osiągnęła przynajmniej te 15 stopni.
Jako osoba ze słabym krążeniem obwodowym- a mówiąc prosto- o zimnych stopach i dłoniach, korzystałam z nich w miesiącach późnowiosennych i letnich. Teraz mam komfort cieplny, także przez wzgląd na świetne skarpetki.

Dla wielu ludzi, chyba właściwie dla wszystkich spotykających się z moim obuwiem, są one śmieszne.
U niektórych wywołują wręcz salwy śmiechu. Co niektórym nawet wyrwało się, że nie jestem normalna, nosząc je.
Cóż, to ostatnie to właściwie mnie bawi. I nie dziwi w naszym kraju. Pozostawiam to z uśmiechem, bo co tu komentować? 😉





Stopa pracuje jakby była bosa, przy delikatnym zabezpieczeniem przed ostrymi elementami podłoża. To daje świetne możliwości jeśli chodzi o aktywny chód, pełna percepcję, pracę stopy i właściwe jej układanie się. Dodatkowo nie izoluje nas od Ziemi więc w pełni korzystamy z uziemiania.

Oczywiście to ostatnie zdanie też niektórych bawi. Uziemianie, energia Ziemi.
Ciekawe, że ci sami bezwzględnie wierzą w aparaty RTG, rezonans magnetyczny... Ale to też zostawię Wam do przemyślenia.

Ostatnio, w swojej codziennej praktyce jogi, coraz większą uwagę poświęcam stopom. I na nowo odkrywam wszystko.

Stopy i nogi maja istotne- szkieletowe i powięziowe, a także neurologiczne połączenie z kręgosłupem. Są naszymi korzeniami.

Nie uczy się nas, jak istotne jest stanie, ułożenie stopy. A to też dlatego, że współcześni ludzie rzadko chodzą boso po ziemi, po nierównym podłożu, ciepłym lub zimnym w zależności od jego rodzaju. Miękkim, twardym, sypkim....
Brak nam poczucia dotknięcia ziemi. Jesteśmy oderwani, odizolowani. Fizycznie i mentalnie od Ziemi. Tym łatwiej nam w tym wszystkim utracić kontakt z samym sobą, z tym co najważniejsze.

Dużą część moich spotkań samej z sobą na macie poświęcam staniu. Widzę, jak moje stopy różnią się od siebie. Ile pracy przede mną jeszcze by pomóc im poczuć się lepiej. Nie tylko im- bo od stóp zależy tak wiele. Zdrowe stawy skokowe, kolana, biodra, kręgosłup. Całe ciało.

Stojąc, kucajac na całych stopach, poczujcie je. Jaka część stopy dotyka podłoża, która nie? Chwyćcie podłoże rozpostartymi palcami, poczujcie jakbyście chcieli zagarnąć ziemie pod siebie. A może ciekawie będzie czuć jak balansujecie na jednej nodze- powoli poznając przyjemność stania na obrzeżnych punktach stopy, na piętach, śródstopiu....

To zabawa, to czucie siebie. Też przyjemny masaż.
Te ponad 30 stawów i 26 kosteczek Wam podziękuje. A wraz z nimi- całe ciało.

Praktykujcie czucie ciała, choć te parę minut dziennie.
To może być Wasza joga 🥰

Namaste 🙏





środa, 26 marca 2025

Bzz- na dziko

Zawsze ceniłam dzikie piękno. Dość często - sześcionogie. Za sprawą ludzkiego szarogęsienia się, jak wiecie, ze stawonogami- i nie tylko nimi!- niestety coraz gorzej....
Oczywiście można psioczyć, narzekać, qurwami rzucać, można nawet źle bardzo życzyć... Ale można też inaczej, może dłużej, długofalowo, ale- jak dla mnie chyba tak właśnie najlepiej. Uczyć, od podstaw niekiedy. Łopatologia stosowana. A jak nie daję rady i ręce opadają do poziomu glejowego-- zawsze mam jogę i Reiki- to się podniosę na duchu, haha!

Wróciłam z Konferencji Młodych Naukowców, gdzie zajmowali się różnymi aspektami pszczelimi- właściwie od zafałszowań węzy pszczelej stearyną, poprzez ekologię i behawior pszczół dzikich po wykorzystanie pasiek w resocjalizacji nieletnich czy wykorzystanie pszczół w kryminologii sądowej... 
Ja już nie taka młoda, ale zostałam poproszona do Komisji oceniającej wystąpienia, co uczyniłam z zapałem. Jestem wolontariuszem w Górnołużyckim Stowarzyszeniu Pszczelarzy, mąż pszczelarz, a ja stanowię pomost, jak się śmieję- pomiędzy hodowlą i utrzymywaniem pszczół miodnych, a światem dzikich zapylaczy- w tym pszczołowatych rzecz jasna. 
Nie ukrywam, że dzikie jest mi bliższe. Pszczoły miodne otaczane są opieką, leczone, pomaga im się przetrwać zimę. Dzikie owady nie mają tak łatwego życia. Do tego występujący w niektórych rejonach zjawisko pszepszczelenia powoduje, że dzicy zbieracze pyłku i nektaru muszą walczyć o przetrwanie. 

Cieszę się, że odwraca się niedobry trend tworzenia pasiek miejskich. Dotarło do ludzi, że brak pszczół w środowisku nie równa się brakowi pszczoły miodnej. I że przede wszystkim należy dbać o siedliska i istniejące tam bazy pokarmowe, zamiast wsiedlać dodatkowe gęby- a raczej języczki, do wykarmienia....

Prócz własnego zaangażowania w czytelnictwo naukowe, dokształt, staram się czerpać wiedzę u praktyków i czasem tę wiedzę mi weryfikują. I dobrze. Certyfikat- certyfikatem, nauka, doświadczenia, ale udział w kursie Polskiej Szkoły Arborystyki i Dendrologii dał mi wiedzę. Po egzaminie uzyskałam tytuł  Specjalisty do spraw owadów zapylających w warunkach miejskich. 











poniedziałek, 17 marca 2025

I stało się.

 Spełnienie pragnienia, a właściwie-ugruntowanie wiedzy i kolejny etap rozwoju. Ukończony kurs II stopnia naturalnego uzdrawiania Reiki. 

Od teraz mogę pracować na odległość- dla osób, zwierząt, roślin, przedmiotów w przestrzeni i czasie. A to oznacza, że można przekazywać uzdrawiającą energię do traumatycznych wydarzeń z przeszłości, zmieniając tym samym ich oddziaływanie na teraźniejszość. Dodatkowo- możemy przekazać energię to zdarzeń, które mają dopiero nastąpić, do chwil, w których będziemy potrzebować energetycznego wsparcia. 

Bardzo się cieszę, że dane mi było poznać Reiki, doświadczyć jej na własnym ciele i duszy. A teraz- używania jej dla dobra innych.