Piszę to z uśmiechem, choć ostatnio mi z nim nie po drodze.
Chyba, że Absorbery, chyba, że psie pyski...
Zabiłam dynię.
Długo leżała pod stołem w kuchni.
Gigi się na niej kulał.
Z wszystkich Waszych przepisów, które mi podsunęłyście, wybrałam przepis Weroniki.
Miałam ochotę na mleko, pomyślałam, że może Absorberom posmakuje.
A tu:
zupę zjadłam ja i psy.
Nie żałuję.
Smaczna była.
Garipowi na zdrowie, dynia wszak w witaminę A bogata.
A czosnek psy moje lubią.
A czemuście okropni?
Z przekąsem piszę, bo jak zasiadam w końcu po paru dniach, to ślipię i ślipię w lapka ( o ile go mam ...) i noc by chyba poszła sobie hen daleko, zanim bym wszystko nadgoniła :). Że nie wspomnę o komentarzach u Kretowatej! :)
Czytam Was, a jak nie czytam, to mi czegoś brak.
Was mi brak.
Cieszę się, że zaczęłam pisać bloga.
Nie wiem czy będę miała o czym pisać.
Nie to, że nic się u mnie nie dzieje.
Wręcz przeciwnie.
Może się niedługo wiele wydarzyć.
I złego, i dobrego.
To materia zbyt osobista, ale na pewno puszczę farbę, jak już coś się wyklaruje.
Wiem jedno:
przyszły rok to będą wielkie zmiany w moim życiu.
Trzymajcie kciuki za mnie.
Za powodzenie.
Za...
.
niedziela, 8 grudnia 2013
czwartek, 5 grudnia 2013
Pomocy- kto zna prosty, dobry przepis na pomarańczową bambułę?
Wiem, wiem...
Dziewczyn wiele- w tym Pacjan, Kretowata, Kama, pisało o zupie z dyni.
Z tym, że u mnie odpada na razie dodatek w stylu mleczka kokosowego tudzież imbirów świeżych....
Czy macie jakiś prosty przepis na dobą zupę z dyniolca?
Aha...no i blendera nie mam więc zupa- krem odpada...
Dziewczyn wiele- w tym Pacjan, Kretowata, Kama, pisało o zupie z dyni.
Z tym, że u mnie odpada na razie dodatek w stylu mleczka kokosowego tudzież imbirów świeżych....
Czy macie jakiś prosty przepis na dobą zupę z dyniolca?
Aha...no i blendera nie mam więc zupa- krem odpada...
środa, 4 grudnia 2013
Środa, czwartego.
Absmak czuję.
Sąsiadka się na mnie wypięła.
Nie dokładnie, ale- udaje, że mnie nie zna.
Chyba wiem czemu.
Ano temu, że pewnemu dobrze impregnującemu się panu, w złości lekkiej wyznałam, że owa sąsiadka czasem chyba śmieci puszcza z dymem.
Dajcie spokój.
Otwieram sobie okno wieczorem, żeby przewietrzyć,a tu miast świeżego paszowickiego powietrza z dechem Ducha Pustelnika, wpada mi smród węglowodorów- tu wcale nie aromatycznych.
Jak więc się nie wpieniać, gdy sąsiadka przeprowadza znaną polaczkom metodę segregowania odpadów na te, które spala się w dzień i te, które spala się nocą.
Że nie wspomnę, że mieszkając z młodymi i wnuczkiem, mają mniejszy kontener niż my!
U nas dostawiony większy (240 l) stoi obok naszego (kupiony), a w nim po 2 tygodniach uśmiecha się do mnie szary popiół z kotła. Gdybym miała pomieścić w mniejszym i popiół (i dyament :), i odpady- przyznałabym sobie medal.
Na razie przyznaję sobie wyróżnienie z tytułu utraty wagi.
Jeszcze nigdy nie wyglądałam tak dobrze w swetrze za zadek, w paski (sweter, nie zadek) i nie miała kompleksu, że mi on coś optycznie powiększa!
Wygramoliłam się z Absorberami z infekcji wirusowej, która nam znów przyprawiła gluty po pas i kaszle a la suchotnicy, ale już od poniedziałku dajemy czadu na dworze.
Pogoda przednia...była, bo w tej chwili za oknem chmurzyska usilnie próbują mnie wpienić.
Nooo...chyba, że zwiastuje to śnieg. Jestem za!
Wiem, że wielu będzie się pieklić, rzucać mięsem i pomstować, ale mam to głęboko w nosie.
Ba! Wiem, że będę odśnieżać, bo jestem teraz w domu i wcale mnie to nie przeraża.
Czasem zastanawiam się czy nie mam w genach jakichś zesłańców syberyjskich, bo im ciężej tym czasem bardziej mi się podoba- oczywiście tylko wtedy jeśli sobie z przeciwnościami radzę;)).
Albo to nie geny, tylko...głupota..;)
Na razie tylko z lekka nas przymraża, nawet nie na tyle, żeby węglarze mogli bez rwania darni i szastania błotem w koło wyjechać.
Wczoraj przyjechał upragniony węgiel.
Z nowego składu. 26 kJ, orzech. Po obejrzeniu z bliska- orzeszek raczej, ale cóż- najtańszy.
Całe 649 pln za tonę.
Zobaczymy ile wart jest ów opał.
Drewno za czas jakiś.
Na razie idą resztki płotu. Próchno, bo próchno, ale ratuje.
Zaraz przypominam sobie uchwałę krakowskich radnych o zakazie palenia w domowych kotłach węglem.
Ustala się czas przejściowy na dostosowanie domowych źródeł ciepła. Znaczy- wchodzi w rachubę gaz i prąd. Kominki opalane drewnem zostają, ha, ha....
Absorbery mnie wykańczają czasem.
Totalne stereo.
Jedno w jedną stronę, drugie - w drugą.
Wiem, że czas to odległy, ale ostatnio zastanawiam się, jak im będzie szła nauka w szkole.
Jaki poziom osiągnie polska oświata i metody ogłupiania dzieci, a później młodzieży...
Ile spocznie na nas, rodzicach, by wypuścić z gniazda mądre i radzące sobie dziatki?
Ufam, że jakoś się uda.
Ano...mam nadzieję, że nie dołączą do rzeszy, obecnych już analfabetów, którym drzewiej kojarzy się z drewnem, a kondominium (choć samo słowo i ten, który go użył wywołuje we mnie dość ambiwalentne uczucia) jest minimalną formą zabezpieczania się przed seksem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)