.

.

piątek, 5 czerwca 2026

Chwila z mydłami i znów o książkach

 Mam taką jedną miłą Osobę, od której zaczęło się rozpraszanie moich mydeł po innych dłoniach. Bardzo lubię robić mydła pod specjalne zamówienie. Pracuję wtedy z intencją dla tej właśnie odbiorczyni czy odbiorcy. Ostatnio takie zajęcia zdarzają się rzadko. Także zmydlamy zapasy robione przeze  mnie w rzutach koniecznych do upłynnienia potrzeby kreacji...

Ona lubi paczulę. Ja też. Robię od lat sprawdzone mydło paczulowe by potem wąchać ten olejek jeszcze czas jakiś w przestrzeni domowej. 
Do trójcy dziś wykonanych dołączyły zielone z nutą eukaliptusa, cedru i mięty z olejem z rącznika oraz na bazie mleka oślego i z dodatkiem olejku neroli i oleju z pestek moreli. Słodkość zawsze kojarzy mi się z mlekiem stąd ten właśnie zapach. 



A książki- cóż. Jak zwykle u mnie - kilka w obiegu. Najczęściej 5. Czasem więcej. Niektórych nie kończę w przeciagu pół roku... Tym razem pochłaniam w każdą wolną chwilę. A książka za dwa złote, z lubańskiej biblioteki, z kiermaszu który trwa chyba odkad pamiętam. Z parapetu można sobie wybrać coś. Większość klasyki literatury polskiej i światowej, wycofane, ale i coś z nowych pozycji. 

Poprzednim razem moje zdobycze były w ilości znacznej


Tym razem książka, której tył - a właściwie opis- przekonał mnie by zabrać ją ze sobą. 



Autorkę znam jedynie z pozycji opowieści o zwierzętach- Włóczęga i inne opowiadania. 

Stranga to opowieść o kobiecie, która woli żyć z dala od ludzi, w naturze. Niby nic odkrywczego dla mnie. Bo to takie moje. Za to język i forma pisania bardzo mi pasuje. 

- Porzuć miasto.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Tam jest życie. A tu jest trwanie.
- Chyba odwrotnie...

Albo-

- Ugotowałaś sobie tę zimę.
- Tak, ugotowałam.
- I na co ci to wszystko?
- Żeby utwierdzić się w tym, że żyję.
- To jest życie?
- Jeżeli mnie boli, jeżeli czegoś nie mogę, a potem mogę, jeżeli jest zimno, a potem ciepło, jeżeli tęsknię i jeżeli jest mi źle na przemian z dobrem, to znaczy że żyję. 

Lubię czytać o ludziach takich jak ja. Zwłaszcza kobietach. Podobnych. 

Ostatnio z przyjemnością obejrzałam Pokot, który kupiłam sobie, żeby móc oglądać kiedy mi się zachce. 
Nie lubię Holland, nie uważam Tokarczuk za wielką pisarkę, a jednak Prowadź swój pług przez kości umarłych zrobił na mnie wrażenie. Ekranizacja też. 

Odetchnęłam, poczułam spokój po obejrzeniu i taka wewnętrzna radosć. Chyba też dlatego, że ktoś w końcu pomścił te Istoty zamordowane w majestacie prawa przez degeneratów. Odetchnęłam, bo symboliczny mściciel zdjał ze mnie ten ciężar smutku, często rozbicia z niemocy, po tych obrazach wycinanych w pień lasach, drzewach przydrożnych, przekopywanych rzekach, niszczonych bagnach, barbarzyńskich patodeweloperskich działaniach w miejscach  życia zagrożoncyh wymarciem chomików europejskich, nagonki na niedźwiedzie, wilki, bobry. Ta wojna złych ludzi przeciwko Matce Ziemi musi sie wreszcie skończyć. Oby jak najszybciej. Póki co, trzeba robić swoje. Trwać, działać, czynic dobro u siebie, nie bać sie mówić, działać. A jednak mieć zawsze na względzie siebie. Swój stan ducha i zdrowia. Bo tylko spokojni, zdrowi możemy odpierac ataki, bronic tych których głosu wiekszość nie slyszy i nie chce słyszeć.

Piękna i taka moja jest też książka Pawła Średzińskiego o Dzrewach Podlasia. Rzeczywiscie - jak w podtytule- czuły to przewodnik po drzewach. Panu Pawłowi dzięki wielkie za tę ksiażkę! 
Kocham drzewa- te madre, długowieczne Istoty. Książek o nich- nigdy za wiele. Polecam z serca całego!




środa, 3 czerwca 2026

Taki mały cud.

 W wigilię Dnia Dziecka wykluły się dwa kurczęta po Franku. Jedno z jajka średniej wielkości, drugie od silki lub Ufo- czubatki. Jak już sie wykluło to wiemy, że nie od Ufo, bo jest pięknie czarne z popielatymi skrzydełkami. Drugie...



No właśnie. Na początku były obawy czy nie chore, czy nie ma wady genetycznej. Główka zadarta na grzbiet jak w alercie wczesnego ostrzegania. Przyjęłam to na miękko. Co będzie- to będzie. W duchu- wiadomo co sobie życzyłam, ale pozostawiłam to... tu sobie wstawcie co chcecie. 

Los dla żóltego okazał się łaskawy. Odetchnęliśmy lekko. Wygląda już dobrze. Może był kłopot z kluciem. Może cos innego. Grunt- że je i dziarski. A mamka otacza opieką. Jak to kura. 






poniedziałek, 1 czerwca 2026

Ulało mi się- o głupocie i narcyźmie.

Ja wiem, że ostatnio coś weszłam w atmosferę przyciężkich klimatów. Pocieszę, że nie jestem w depresji, ani w menopauzalnym dole hormonalnym.
Po prostu- życie. Obserwacje. 

Chyba rzeczywiście z wiekiem człowiek, mając trochę własnych doświadczeń a tym samym możliwości odniesienia się do sytuacji, poświęca nieco więcej czasu na patrzenie na świat okiem widza. Ja dorzucam jeszcze refleksje i spisuję je. Tu i ówdzie. Czasem podzielę się. A niekiedy tylko patrzę. Nie obdarzam swoją energią. Niech sobie robi, niech mówi, niech żyje. 

Nieodżałowana Jagoda. Kot jak pies.


A jednak na niektóre sprawy trudno patrzeć bez zaangażowania się wewnętrznego, bez wylania z siebie jednak tej małej rzeczki słów... Te sprawy dotyczą miejsca, w którym żyjemy. Naszego kraju. 

To, co się dzieje ogólnie - odrzucając wszelkie mądre i dobre sprawy okołojogowe- po prostu mnie wkurwiają. O ile czuje progres w pracy nad sobą, to nie wiem czy kiedykolwiek puszczę to wszystko i będę tylko obecna. Obserwująca. Nie angażująca się. To bardzo trudne. Myślę, że nie tylko dla mnie. 

Niekiedy ręce opadaja mi tak jak czytam o zachowaniu ludzi. Tych dużych i małych. Jak narcystyczne społeczeństwo nam się utrwala.
Moje.
Ja.
Dla mnie. 

Dzieci bez relacji z najbliższymi. Chowane na tabletach i telefonach. Nie umiejące budować więzi. 

Dzieci, którym się wszystko należy. Bez wysiłku. 

Dzieci, których nic nie interesuje. Nie widzą potrzeby nauki. Nie maja planów i marzeń. 

Smutno straszne to wszystko. 

Zastanawiam się zatem, kto- jak już mnie nie będzie w znanej postaci, kiedy odejdą ci, którym zależy. Ci, którzy znaja wartość- ptaka, owada, roślin czy drzew. Kto stanie by je chronić?

Jeśli czegos nie znasz, nie ineresuje cię- nie nawiazujesz z tym żadnej relacji.
A kiedy relacji brak- trudno oczekiwać, że staniesz się czyimś obrońcą, przyjacielem... 

Może to zbyt pesymistyczne moje wizje, bo Absorbery są inne. Jest wiele innych młodych ludzi. Widzę ich na spotkaniach o bobrach, zapylaczach.
Tylko jest ich mało.
Za mało...

Autor- Absorberka

Suweren wstał z kolan i śmieje się wykształciuchom w twarz.
Pochwała głupoty. Im ktoś durniejszy i bardziej pusty- tym większą ma publisię. Dla beki wybiera sie tępych radnych, którzy nie rozumieją dokumentów i podpisują jak leci.
W wydziałach urzędów siedzą ludzie nie ogarniający prostych spraw. Oczywiście w specjalistycznych jednostkach czasem zdarza sie fachowiec, ale bez przesady. Przecież mechanik samochodowy też może zasiąść w radzie nadzorrczej szpitala, a kucharka wydawać decyzje środowiskowe. No, bez przesady, Tupajo droga! Czego tu oczekiwać?

Było za poprzedniej władzy, tak jest i teraz i na wieki wieków. Ramen.

Ba! Od głupoli nawet czasem czegos nauczyc się można. Na przykład, że żubry w Puszczy- oczywiście posadzonej przez leśników, bo jak wiadomo- las bez człowieka nie powstaje, no dajcie spokój tym wymysłom tych głupków przyrodników!
Te żubry, one biedne nogi sobie łamią o te drzewa tam powalone...  Nie wiem czy to nie ta sama niewiasta co jej wiekowe drzewa tlen zabierają. Oświećcie mnie.
To chyba to stworzenie. 

Ja, na ten przykład, dowiedziałam się, że miałam w swoim obejściu robinię aksamitną. Pani z urzędu poprawiła mój wniosek o wycinkę. Nie ma robinii akacjowej.

Jeszcze w Tupajowisku

Jest aksamitna...
Aż chciałoby sie tę panią na siłę poprzytulać do pnia robinii... Piling jak ta lala. 

Za moich czasów- tu Absorbery chichocą- głupich ludzi nazywano głupimi.
Dzieci też. I taki ktoś głupoty się wstydził.
Ukrywał ją. A czasem- pokątnie się douczał. 

A teraz? 
Nie możesz powiedzieć głośno- bo będzie przykro. Bo on tak ma...

I tak rosna ci młodzi. Różni. Mądrzy i ci niekoniecznie. 
Głupi równa się fajny. Równy. Bogaty. 

Czytanie książek to obciach. Komu się chce, z resztą. Można posłuchać streszczeń. Albo nie. A potem zasób słów jak u idioty. Brak zrozumienia poleceń. Prostych. Podkreśl, zakreśl, wykreśl. Polski język- trudna język. 

Któtkochwilowa dopamina. 3 minuty i następny. Film. Mem. 

A co najciekawsze- ministerstwo ogłupiania vel oświaty i te durnowate pomysły, od którym włos jeży się i wypada. A ty tańcz, rób prezentacje, klaszcz i stawaj na rzęsach. A wyniki- nadal słabe. I czyja to wina? Szkoły- rzecz jasna. 

Cóz mi zatem pozostaje?

Ano- dalej praktyka Jogi, energia Reiki, warsztaty i opowieści o bobrach i ich niedocenianej roli jako tych, które bronią nas i siedliska przed suszą, o motylach- jako jednych z wielkiej rzeszy zapylaczy.
Też mnie wkurza, kiedy mówi się o zapylaczach, a dzieci mówią- pszczoły.
Jakie? No takie z ula...

Z opowieścią w teatrzyku kamishibai


Tu wiele jest do zrobienia. Wiele niedomówień, braku wiedzy, ale to można zrobić. Tylko, żeby chciały, żeby było to serduszko do czucia, do słuchania. Do zmiany nastawienia do innych Istot. Do porzucenia poczucia bycie człowiekiem jako panem i władcy na rzecz czujacego potrzeby innych, obdarzajacego szacunkiem... Porzucenie własgego rozdętego ego i narcystycznej postawy, tak modnej, tak okrutnej...

Tego sobie, Wam i całej naszej Ziemi życzę. 





piątek, 29 maja 2026

Zmora narcystycznej ekoodnowy

Na łamach ostatniego numeru Dzikiego życia pisze Ryszard Kulik o czymś ważnym, czymś co już kiedyś mi zajęło myśli. A o patologii ekoterapii. 

Lasoterapia vel kąpiele leśne, dendroterapia, terapia pracą w ogrodzie...

Ludzie- zmęczeni życiem, zestresowani pracą, rodziną, relacjami czy tym, w jakich realiach żyją, czasami poszukują pomocy. Przeczytają, usłyszą. Jak to miło, jak to leczy, uzdrawia. Jak pomaga poczuć, uziemić się, poczuć lepsze wibracje, odrzucić ciężkie energie...

Tak...

Możnaby rzec- że to super. Bo oto konsumpcjonista wielką gębą nagle czuje miękkość na samą myśl, że go uzdrowi.
Natura. Drzewa. Rośliny. Gleba...

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie płynęło to z potrzeby egoistycznego zapewnienia dobrostanu własnego. I to kosztem przyrody. 

Kulik pisze o hortiterapii i urządzaniu ogrodów bez poszanowania przyrody- tworzeniu tych przestrzeni w oparciu o gatunki obce, inwazyjne czy samą idee używania podłoży torfowych, o których wiemy że pochodzą z siedlisk, które sa zagrożone całkowitą degradacją. 

Pisze także o tym, że to co ludzi pcha do pomocy sobie- odbywa się kosztem innych, a kiepskie samopoczucie nie pozostaje głębszą refleksją tylko motorem do - tak samo jak życie takiego człowieka- dążenia do zaspokojenia własnego pędu ku ukojeniu.
Swoisty hedonizm kosztem przyrody.

Wszak mamy ją czynic poddaną. Natura leczy, ma leczyć do cholery, a jak nie- to w pień! 

Jak drzewa. 

Ostatnio Łukasz Łuczaj nagrał film, że ludzie nienawidzą drzew.
I zgadzam się z tym. Obserwując swoje okolice oraz to, co się dzieje w Polsce, na świecie...
Nie widzi się w drzewach niczego poza drewnem, przeszkodą w budowie dróg, ścieżek rowerowych, kolejnych domów na wynajem dla kogoś tam... 

Widzę wąską grupę ludzi, która czuje przyrodę.
Czuje połączenie wszystkiego co na Ziemi żyje i jest. A jesteśmy połączeni.
I bawi mnie to jak ktoś zaprzecza temu, że jesteśmy energią, że energie nasze- ludzi, a także innych Ziemian- tu piszę o wszystkich gatunkach organizmów na naszej planecie- się przenikają.
Działają komórki, ktoś słyszy dźwięki, ale zaprzecza temu uniwersalnemu prawu.

Dyletantyzm. Ale też i niechęć wejścia w to. Poczucia tego.
Bo jak mi z tym będzie, kiedy dopuszczę do siebie, że nie tylko ludzie czuja ból, mają poczucie istnienia?
Cieżko sobie poradzić z tym, że świnie rozpoznają swoje odbicie w lustrze.
Naukowcy musieli to powiedzieć co dla mnie było jasne od zawsze, że bezkręgowce- tu owady czy pajęczaki czują ból. 


Prawdopodobnie rębacz sosnowiec

Filozofie Wschodu zawsze o tym wspominały i czyniły podstawą bytu.
Energia.
Bez niej nie istniejemy. Zaczynamy się od iskry i iskrą kończymy. 

Twierdzę, że póki człowiek bedzie gardził i traktował przedmiotowo inne życia- nigdy - jako ludzkość nie zazna spokoju. I żadne kąpiele leśne w tym mu nie pomogą, jeśli motorem do tego będzie chęć chwilowej ulgi, a nie odmiany i wyzwolenia.

Taka terepia nie będzie różniła się niczym od kupowania leków z rzadkich i zagrożonych roslin czy zwierząt, bo posłuży narcystycznym celom. 

Tylko wgląd w siebie, ujrzenie tego co nas tak sponiewierało, refleksja nad tym wszystkim i próba - bardzo często- podjęcia wielkiego trudu zmiany samego siebie, pozwoli na wejście na wyższy poziom. 

Świadomości.

Jedno z moich ukochanych zdjęć z Rudą.
Istotą, która nadal Jest przy mnie. 




niedziela, 24 maja 2026

- Weź to skoś! -A weź i spadaj!

Zawsze koszę tylko tyle ile muszę. W tym roku to już w ogóle prawie- tylko dla kur i tam, gdzie uprawy, żeby ślimactwo nie miało azyli do spania i trawienia moich warzyw. Nie kosimy w wielu miejscach. Stąd więcej wilgoci, lepszy mikroklimat, ochrona gleby i - przede wszystkim- spokój dla mieszkańców naszego ogrodu. 

Tym, którzy koszą co tydzień, do zera, do gleby- życzę zmądrzenia. A jak uparcie głupi- oświecenia. Nie przez naszą Gwiazdę, bo to może okazać się zabójcze. Tak dla skóry jak i dla mózgu. 

Dziewanna- po roku przerwy, z banku nasion, rzecz jasna

Trochę takich zakamarków do zamieszkania....

Jam jest jej imienniczką....

Mydlnica 

Orliki

Dziewanna bis

Jarmuż- pięknie kwitnie 

Kto ma drzewa- ten ma ptaki,
kto ma ptaki ten ma drzewa...

Przetacznik

Duża trawa....

Czyściec- nasiona z Pogórza Kaczawskiego i moich ukochanych Wąwozów

Orliki znowu

Babka lancetowata- panna młoda we wianku

Koniczyna inkarnatka

Wielosił błękitny

Czosnek niedźwiedzi

Mniszki

Dąbrówka rozgłogowa

Philudoria potatoria 
Napójka łąkowa

Cebula szczypiorek - w oczekiwaniu na otwarcie stołu dla trzmieli

Kozłek lekarski

Żywokost lekarski

Oman i smotrawa- jak rodzeństwo.

Wszędzie- generalnie- zielono


niedziela, 10 maja 2026

W łapkach literatury, ślimak we włosach i szparagi

 Książki kocham miłością wielką. Czytać, ale i posiadać. To drugie niestety nie jest dobrą cechą rozważajac to z punktu widzenia doczesności, ważności a właściwie hierarchii spraw, rzeczy.... Myślę, że może to minie. Jak i wiele innych moich cech- przetransformuję je lub samo się stanie.

To samostanie jest najpiekniejsze, choc dobrze jak sie przy tym jest. Tak, dla spokoju...

Zawsze czytałam dużo. Zwykle powieści klasyków, ale i dużo fachowej literatury. A że jestem kobietą renesansu to botanika, zoologia, ale i gleboznawstwo, sozologia, leśnictwo, zielarstwo, ezoteryka, ale  etnografia historia literatury...

Od ponad 10 lat zgłębiam też nauki jogi więc i teksty źródłowe - Upaniszady, Bhagawadgita a także filozofię Krijajogi. Jako nauczycielka włażę też chętnie w tematy anatomiczne i fizjoterapeutyczne stąd zainteresowanie neurologią i pracą z układem nerwowym w aspekcie jogi. Jeśli do tego dodamy moja miłość do Ajurwedy to mamy sporo tych tematów....

Aktualnie czytam Masalę Cegielskiego. Taki zapis podróży i ciekawie rozprawia się z wieloma mitami Indii- zwłaszcza dla tych, którzy udają się tam, by uzyskać uzdrowienie, ukojenie, transformacje życia i samych siebie. Taki trochę gorzki obraz, ale prawdziwy. Bo Indie to nie tylko joga, medytacja i dobro. To kasty, bród, ubóstwo. Jak to w życiu.




Z tematów okołojogowych, ale dotykajacych pracy z ciałem i energią- ostatnio na tapecie mięsień ledźwiowy. Polecam książki. Są ćwiczenia oparte na asanach, ale i też na systemie energetycznym naszego ciała. 



Przypadkiem, właściwie poprzez notę wydawcy, zaintrygowała mnie ta książka. Wiele razy zawiodłam się na literaturze współczesnej młodych autorów. Zaryzykowałam. W sumie temat się rozwija. Postacie dziewczyny, mężczyzny - wojującego działacza pro przyrodniczego, ale niestety... autorce dość słabo idzie. Lektura idzie do przodu, jednak brak takiej lekkości. Mam czasem wrażenie, że czytam jakieś wypracowanie... Idę w to jednak, bo mnie intryguje to przesłanie, którym kieruje sie autorka - inspiruje się zwyczajami Indian Quolla i wykorzystaniem ich w rozwiązywaniu konfliktów damsko- męskich. 




Za to popłynęłam w lekturze o Stanisławie Tymie. Autorka- Katarzyna Stoparczyk. Szkoda, że nie ma jej już z nami. To jej ostatnia książka. Zginęła w wypadku samochodowym nie doczekawszy publikacji książki. 
Tyma nie trzeba przedstawiać. Ceniłam, lubiłam. Opowieść o nim czyta się świetnie. 



Ostatnio mam też szczęście do malutkich. A do tego służy bardzo obszerny atlas, czeski do identyfikacji. 



Buszowanie w krzaczorach czasem kończy się zaskakującym wynikiem. Parafrazując słowa znanej piosenki- ślimaka we włosach potargał wiatr....

Bleee, jak to powiedziała Absorberka. Włosy musiały zostać umyte. 






Na osłodę, ale jakby w temacie- jakby nie powiedzieć- kształtów i skojarzeń, pożarłam szparagi. Tylko z ghee. Paluszki lizać.