.

.

piątek, 20 marca 2015

Jak dobić Tupaję.

Jestem jak to ciasto na racuchy.


Nieco przerośnięte. Wywala mnie poza miskę. 
Tyle mocy, tyle nadziei, a w sumie wygląda na to, że skrzydła obrąbane przy samej dupie. 
Komplikacje mojego żywota, uwikłania, zależności.
Nie wiem czy kiedykolwiek....

Wzięłam się ostatnio za siebie, bo filtry mi szwankują. 
W sumie od zawsze, ale ostatnio częściej.
Wyniki krwi w normie, no, może trochę niższe leukocyty niż należy, za to produkt końcowej filtracji krwi- lekko niepokojący, także szykuję się na usg.
Póki co galony wody i brzoza.


Sadzonki od Megi wysadzone- do ziemi, nie w powietrze, mam nadzieję, że się przyjmą. 
Kopię, grabię, palę. 
Wczoraj 25 taczek liści już bez kowali, biedronek i innego tałatajstwa sześcionogiego. 
I tak do końca nie wygrabione, bo jedno- niezbyt dokładna jestem, drugie- maja co dżdżownice powciągać. Bez przesady.
Dziś z racji mojej przymusowej wizyty w mieście zwanym Legnicą, 
Tato nakopał perzowi do tyłka, także może uda się w tym roku powiększyć areał warzywnika.

Dajcie spokój.
Tym wszystkim, którzy mi życzą powrotu do miasta już dziś najchętniej nakopałabym do rzyci.
Nota bene, ciekawe ile w tym wpisie padnie jeszcze określeń związanych z częścią ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę...?

Legnica sama w sobie jest może i ładna. 
Zabytków troszkę, historia, park.

Lezę do złodziei, przede mną katedra

Teatr im. H. Modrzejewskiej

Budynek teatru od strony bocznej, że tak powiem

Wracam, zaćmienie słońca w toku, idę w kierunku Kościoła Najświętszej Maryi Panny

Brama wjazdowa i piękny portal Zamku Piastowskiego

Zamek Piastowski, a przed nim Nepomucen
Poszłam coś uzgodnić w sprawie kosztów rachunku. 
Tylko się wpieniłam, powarczałam na babę, nic nie załatwiłam. 
Za to powrót miałam uatrakcyjniony, bo tu przegrzebali, tam zamknęli. 
W jednym momencie się zamotałam i poczułam, że jeszcze chwilę i chyba eksploduję. 
Szkoda by mi było tylko auta ojcowskiego. 

Umęczona, wpieniona, zmaltretowana kompleksowo.
Zmarnowałam benzynę, czas w piękny dzień, żeby nic nie załatwić, nawdychać smrodu, posłuchać hałasu, kłębić się między masą ludzi w kiblu galerii (tylko WC zaliczyłam). 
Napatrzeć jak wycieczki z gimnazjów ładują się z nauczycielkami do ww (galerii, nie kibli). 
Żenada.

Wracam do domu, opiekuna w postaci Dziadka,  zasmarkanej (znów) Absorberki, niezasmarkanego (jeszcze) Absorbera, pierzastych dziewczyn, stada Garipowo- Rudego, z przyczepką indywidualnie interesownych kocic.
Powłóczę tyłkiem, bo zmęczenie, bo - nie ważne, a ważne bardzo, ale nie napiszę- ale oddycham z ulgą. 
Cisza, błotko, słońce, mało ludzi, smród jeśli jakiś- oswojony.

Jestem w domu.

31 komentarzy:

  1. nie przejmuj się, Tupajko.
    To dlatego, że byłaś w mieście. Nie nadajesz się tam.
    Wybieramy się na przylaszczki znów (bo w ciemności trudno było je znaleźć), może będziesz miała czas na spacer?
    napiszę ci.
    A wogle to urodziłam się w Liegnitz i mam duży sentyment:-) ale wtedy to było Miasto. Jakby Niemce dopiero wyszli i zostawili to dziewiętnastowieczne piękno.
    (oraz morze ruin, ale to nie oni)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to to, ale jeszcze inne dno, które- jak pisałam- nie napisałam ;)
      W Mysliborskim już podobno kokorycze są.
      Chętnie bym ja, ale zobaczę jak się Młoda z glutem rozwinie. Wrrr.

      Usuń
  2. A bo nie ma jak w domu! Ja juz tez coraz bardziej nadaje sie na wies, mam dosc ludzi, a cora bardziej tesknie za zywa dzika natura.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też się w Legnicy urodziłam... daaawno temu :))) Tak że jak widać, to Legnica historię ma owszem interesującą :))) W każdym razie mam sentyment, ale mieszkam w mniejszym mieście i grawituję ku wsi ze swojskim błockiem i kurami na podwórku... może kiedyś. Mąż powoli dojrzewa z decyzją...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś lubiłam jeździć, kiedy jeszcze mieszkałam w Sztygarowie (Lubin). Miałam poczucie, że jestem w mieście, bo Lubin...to Lubin.
      Teraz takie wizyty traktuję jak zło konieczne, a z miast lubię Jawor, ale na pewno nie na tyle, żeby w nim mieszkać ;)

      Usuń
  4. Podkreślam w tekście - "oddycham z ulgą" i "jestem w domu"
    Jest się czego uchwycić.
    Zdrowia i siły, niech Cię smutki nie zatrują!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dzięki, czasem ciężko się obronić przed smutasami i poczuciem, że nic dobrego nie nastąpi...Dobrze, że momenty ze słonkiem w postaci dzieciaków, przyrody, zwierzaków odciągają od złego; przychodzi też noc i nowy dzień...
      Uściski ślę!

      Usuń
  5. I ja tak mam po wizycie w tzw. mieście. Wqrw, kaszel i robaki. Tupajko, kurna, to się kiedyś (niedługo!) odwróci! Kopnij kogoś/coś w dupę, albo co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem już co mam robić. Nic do przodu, ciagle jakieś- a to komplikacje, albo zależności, które wiążą ręce. Też mam nadzieję, że się odmieni choć czasem już ja tracę...

      Usuń
  6. Tupajo droga... jeżeli chodzi o złodziei... dziecię me jadąc do mnie na wieś komunikacją państwową, która do wsi naszej nie dochodzi informował telefonicznie gdzie się znajduje... łomatko.... pytam... gdzie jesteś ???? on mi na to... przy wylęgarni złodziei.... nie zajarzyłam .... hmmm ... wytłumaczył matce jak już na wieś przybył !!! ;) Mądre te moje młode ;) jak TY :) Pozdrawiam i zdrowia życzę !!!! S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądra powiadasz :))))
      Już mi to wielu wypominało, a ostatnio- "jak jesteś taka mądra to..."
      ;
      pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  7. Tupajko,. nagle się okaze, że tu wszyscy z Legnicy :P moja mama tam się urodziła, mieszkała niecałe 5 lat, jej rodzice ze Lwowa tam najpierw wylądowali.
    A życie jest czasami do rzyci ;) Moje też, jeśli to Ci pomoże , że jesteśmy razem w tej kupie :) W kupie ponoć siła:)
    Przytulam dzielna kobieto :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też Cię tulę. Moje problemy inne i chyba mniej dramatyczne...
      Będzie lepiej, bedzie lepiej, będzie....

      Usuń
  8. Ja się nie urodziłam w Legnicy, ale niech Cię zacytuję jestem "Umęczona, wpieniona, zmaltretowana kompleksowo".
    Padam na ryj i nie widać końca tego umęczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No powiedz co to jest? Sama nie wiem czy po zimie można być tak wymiętolonym?

      Usuń
  9. Nie klikłam "opublikuj", czy mój koment czeka?

    OdpowiedzUsuń
  10. Co ta wiosna z nami wyprawia! Człowiek jak z pralki Frani wyciągnięty. Dni coraz dłuższe a roboty wciąz przybywa. Jednak wiejskie błocko i zapachy i znoje nasze są, bliskie i swojskie, miasta gdzieś na Marsie....
    Trzymaj się Tupajko!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymajcie się Jaworzanie :)
      Moze w końcu słonko naładuje baterie, rozprostuje pokręcone ścieżki? Mam nadzieję...
      Buziaki!

      Usuń
  11. Bo nie ma jak to w domu,pierzaste,perz,grabienie,czasami błoto ale wszystko to daje chęci do życia.Do przodu Kochana i będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i w tym sęk, tylko co tu robić, żeby żyć. Samo dobre samopoczucie wieśniaka nie pomoże...
      pozdrowienia!

      Usuń
  12. Piękna ta Legnica, nigdy nie byłam.
    Ale miasto, to miasto - też już teraz unikam...
    Zdrowia życzę, dla Ciebie i Absorberów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładna, i owszem :)
      Tylko tak samo męcząca jak inne średnio duże ;)
      Zdrówka i dobrego wiele!

      Usuń
  13. Komplikacje żywota bolą mocno. Ale jest cisza i nawet smród, jeśli jakiś jest - oswojony:) To już jest coś.
    W Legnicy nigdy nie byłam. Na zdjęciach wygląda bardzo ładnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto odwiedzić;
      co do życia- to żeby w miarę harmonia była, bo czasem mam wrażenie zassania w czarną doopę ;)

      Usuń
  14. Skąd ja to znam;) Zawsze jest tak samo, gdy wracam. Ale - ponieważ i bo, że kocham swoja pracę - miasto mam wpisane w grafik;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Odpowiedzi
    1. Tja...:)
      A ostatnie 5 w ciemnosciach :)))

      Usuń
  16. Życzę zdrowia i naprostowania meandrów życiowych. A tego wiejskiego-swojskiego po prostu zazdraszczam!!! Legnica śliczna - do pozwiedzania, ale ten kubeczek kwietny, donice ukwiecone i ciasto racuchowe, co się na patelnię wyrywa - nieporównanie atrakcyjniejsze ;) Ja tu kombinuję, jak z tego miasta nawiać! Osaczają mnie właśnie kolejną galerią - koszmar!

    OdpowiedzUsuń
  17. Wyjazd do miasta to jak kara boża dla mnie. Po 10 minutach mam ból głowy i chce mi się wyć. A z tym życiem do d. to uszy do góry. Ja już doszłam do momentu, gdzie spać po nocach nie mogłam, bo wszystko tak do chrzanu było. I kiedy już wszystko dokumentnie się spierd... na czele ze zdrowiem, to się los odmienił. Silna baba jesteś, to dasz radę.

    OdpowiedzUsuń