.

.

czwartek, 28 marca 2013

O kocich złośliwościach i o tym, jak ci kto pożałuje.

Nie wiem jak to jest, ale kot mnie potrafi wściec do czerwoności.
Łazi to za mną, miauczy, nagabuje, zagląda, zaczaja się na mnie.
Gdzie nie spojrzę- ona.
Nawet na plecach czuję jej wzrok.

Miauczy.
Natrętnie, męcząco, mędzi i mędzi.
A czemu?
A, bo suche w misce.
A, bo zimno i che wejść.
A, bo zimno, ale nie bardzo, więc się zastanawia czy wejść, ale w razie czego pomiauczy.

Włazi to, niezauważane tam, gdzie nie lubię żeby właziła.
No więc wlazła.
Do naszej "łazienki".

Wszystko zadeptane.
Muszla, wanna, zlew.
Wszystko pozrzucane, jakby to co najmniej pantera śnieżna była, a nie zwykły dachowiec.

Kiedy ją odkryłam w łazience, to jak na mnie nawrzeszczała po swojemu!
Że czemu ją zamknęłam?
Że wyjść nie mogła! Że się jej łapy ślizgały jak chciała połazić po muszli!
Na koniec, że szampon spadł- złośliwie to zrobił! Na dodatek rozbryznął swą zawartość po podłodze i sobie ona- ta kota- łapki pobrudziła jakimś przeciwłupieżowym szitem!


Teraz, zza drzwi znów dobiega namolne miał! miał!
Ożżżżż!!!!!


Kocioł Unicalny znów nie do rozbuchania (to już staje się nudne). Zaraz zerknę, bo jest cień szansy na 70 stopni, bo naczynie przeponowe szumi.....
No...nareszcie.
Jest 70 na Eurosterze....

A ja chyba wrócę do swych czarów i okadzę dom, bo znów nam się wszystko pod górę ....
Ja rozumiem, że dom nasz jest niezbyt szczęśliwy- tak we wsi mówią.
Ale ja go naprawdę polubiłam.
Czuję, że on nas też.

Dawni właściciele- oprócz sąsiadki, która mi go sprzedała, chyba też już przyjaźniej patrzą tam, z góry (lub z dołu).
No właśnie.
Przekonałam się już dwukrotnie, że jeśli ci ktoś coś sprzeda i żałuje- to się nie wiedzie.

Tak jest z domem, bo baba żałuje, choć o dom nie dbała w ogóle, ale "ojcowizna"....
Tak samo mam z Behemotem, fordem scorpio, "krokodyl". Auto kupione na potrzeby rozrastającej się rodziny, do wożenia Garipa na wystawy....
Auto świetnie się prowadziło, wygodne, dużo miejsca, klima.

Mam jakoś tak dziwnie- pewnie wynika to z braku członka- że kręcą mnie duże auta.
Generalnie- im większe- tym lepiej mi się jeździ.

Kiedy wracaliśmy z Gliwic Behemotem, prowadziłam i w pewnym momencie ogarnęła mnie lekka panika, bo poczułam siłę odśrodkową....Cóż, na prostej nie poczułam tych 150 km/h na liczniku.....

Dobrze sprawował się krótko.
Zaczęły się problemy z elektryką...Koniec końców auto stało więcej niż jeździło.
Kolega Kamaxa, który nam go sprzedał, strasznie nie chciał tego robić, ale żona go zmusiła.
No i masz.

Nie wiem do kogo mieć większe pretensje- do żony czy do niego.
Jego nigdy nie lubiłam za bardzo, bo szowinista i bufon z niego.

Suma summarum- auto nam nie wyszło, choć jazda nim, jak wspomniałam, momentami sprawiała mi dużą frajdę, zwłaszcza jeśli połączyłam to ze słuchaniem energetycznej muzy



A co z domem?
Sama nie wiem.
Chyba znów muszę wsiąść na miotłę....

12 komentarzy:

  1. Tupajko czytasz Wrózkę, w ostatniej jest kilka świetnych artykułów.... no i ty będziesz wiedziała co zrobić aby dom znów cieszył.....
    pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba też zajrzę do tej Wróżki :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Kot umie tylko jojczyc, a powinien nauczyc sie drzwi sobie otwierac, nie byloby nieszczescia. Nasza Miecka sobie sama otwiera, chyba ze zamkniete jest na klucz, wtedy tez jojczy.
    Myslisz, ze trza bedzie egzorcyzmy nad chalupa i Behemotem odprawiac?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Behemot już skazany. Pójdzie na żyletki.

      Usuń
  4. Tupajko, sprawdź na początek czy jakieś nieproszone energie nie włóczą Ci się po chałupie.
    Zrób tak: weź niewielki słoiczek i wsyp do niego sól, trochę mniej niż do połowy, a potem zalej octem prawie pod samą górę.
    Możesz przygotować kilka takich słoiczków i postawić je w różnych pomieszczeniach, a w sypialni - pod łóżkiem. Jeśli jest wszystko ok, sól pozostanie biała. Jeśliby zmieniła kolor, albo jeśli ocet się spieni i zacznie wypływać - daj znać, napiszę, co dalej robić...

    Uniwersalnym sposobem na oczyszczenie domu, jest spalanie białej szałwii. Robimy to przy zamkniętych oknach, otwieramy dopiero po okadzeniu, aby szałwia najpierw "otoczyła" nieproszonych gości,
    a potem "wyniosła" ich ze sobą na zewnątrz.
    Po zakończeniu okadzania szałwią KONIECZNIE trzeba spalić trawkę Sweet Grass, która pozytywną, cudnie aromatyczną energią zapełni pustą przestrzeń, którą zostawiła szałwia. Zapobiega to zamieszkaniu w tej pustej przestrzeni niechcianych przez nas bytów, które tylko czekają...
    (Zarówno szałwię, jak i trawkę, możesz zamówić przez internet).

    Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O...muszę przetestować. Szałwię mam, ale naszą, lekarską i nią zwykle okadzałam. Trawki nie znam.
      Dzięki za pomoc!

      Usuń
  5. No kot po prostu,
    czystej krwi mentalnej kot!
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja myślę, że niech no tylko słońce zaświeci... choroby w rodzinie odejdą precz... kocica wyjdzie "na pole" - i złe moce odejdą w cholerę ;-)
    Wszyscy już wariujemy od tej pogody. Słońca, słońca nam potrzeba i jego mocy!
    Ciepłych i radosnych świąt, no i zdrówka, Tupajko kochana, dzielna babeczko!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne! Wzajemnie- pogody ducha, szczęśliwości!

      Usuń
  7. obowiązkowo siadaj na miotłę...
    ja też muszę tak zrobić ... hihi

    OdpowiedzUsuń
  8. Kot - hah, jakże to znajome :)

    Niech się ułoży - niekoniecznie z okazji świąt - ogólnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uśmiałam się, jak czytałam o Twojej kocie :) na wszelki wypadek zajrzałam, czy moja kota w domu, bo tak, jakbyś o mojej Balbince pisała :)))
    Okadzenie pomorze, najważniejsze jest nie myśleć o tym "zazdroszczeniu", najlepiej myśleć pozytywnie - to przyciąga pozytywną energię. Sprawdzone;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń