.

.

sobota, 19 stycznia 2013

Pieczeń z kota- raz!

To, że koty chodzą własnymi drogami- to wiem.
To, że wrzeszczą na mnie, że chrupki w misce, a nie ich ulubione resztki zupek dziecięcych, zlewki z obiadu czy gotowane Garipa- też.
Niektóre koty wchodzą do pralek. Niektóre- mniej niebezpiecznie- do szaf, szuflad- to jasne.

Kicia, kot czarny, półdziki, tolerujący naszą obecność, ze względów czysto kulinarnych i wytwarzanego ciepła- przegiął.

Nasz kocioł, marki włoskiej, co dotarł w egzemplarzu drugim, bo pierwszy spadł z rampy podczas załadunku, a potem były święta i dotarł do nas z lekkim opóźnieniem, ma miarkownik ciągu. 
To te drzwiczki na samym dole.
Fokolus 33 kW firmy Unical
 
Pytanie za sto punktów:
jakie czarnofutrzaste stworzenie wlazło przez miarkownik do środka kotła?
Jakie małe, ciepłolubne stworzenie o mało nie zostało usmażone w kotle???

Chyba chciała skorzystać ze swoich 9 żyć.
Kamax ją w porę znalazł.
Wolę nie myśleć co by było, gdyby jej tam nie odkrył....

15 komentarzy:

  1. Rzeczywiście, włos się na głowie jeży! Miała kicia szczęście... no , wy wszyscy mieliście szczęście:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kot samobójca! Co to siedzi w tych kocich łepetynkach, ze pakuja sie w najgorsze miejsca? A przecież ciekawośc pierwszy stopień do piekła. Moje koty właża do pralki, brodzika, wszelkich misek i miednic, do suszarek na talerze, do szafek z produktami spozywczymi, do piekarnika, do worka z ziarnem dla kur i do pojemnika na chleb. Chyba były juz wszędzie oprócz pieca CO! Ale wszystko przed nimi!:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja ciocia mieszka sama, piorąc dosyć rzadko (raz na 1,5 tygodnia) raz załatwiła kota w pralce. Przeszkadzały jej otwarte drzwi i zamknęła je nie sprawdzając czy coś jest w środku.

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż: trochę by chyba śmierdziało, gdyby ten kot tam został...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz???? a kota by Ci żal nie było???

      Usuń
    2. Wiesz - nie znam się z tym kotem. Może miał jakiś powód, żeby tak postąpić?

      Usuń
  5. oj juz sobie wyobrażam..... ja bym chyba sobie nie darowała, ale przecież nikt nie wiedział co tek kociak wyczynia....
    chwała Garipowi....
    a ja dla ciebie wkleje fotke na swoim blogu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamax uratował :)Garip pewnie zjadłby chętnie pieczyste :)

      Usuń
  6. Taki piecuch, taka marka włoska i możliwości wejścia kota nie przewidział? Reklamujcie, bo komuś się usmaży!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że kota w porę znaleźliście, bo tak to podczas czyszczenia pieca trauma była by straszna...

    OdpowiedzUsuń
  8. To ten miarkownik pewnie należałoby zabezpieczyć. Jakaś klatka z siatki? Bo w reklamację rozpatrzoną pozytywnie z powodu " bo wlazł kot i prawie się upiekł" jakoś nie wierzę. Fajnie, że macie nowy kocioł.Oprócz tego, że smaży koty, sprawdza się?

    OdpowiedzUsuń
  9. Koty są bardzo pomysłowe i zawsze znajdą sobie takie miejsce,że trudno sobie wyobrazić.Dobrze , że się znalazł w porę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Według Peuckerta (a właściwie według tych, których zwyczaje i wierzenia opisywał) koty posiadają zdolność pojawiania się w pomieszczeniach mimo zamkniętych drzwi. To znaczy, te śląskie koty oczywiście. Coś jest na rzeczy, u nas to czasem działa.

    OdpowiedzUsuń
  11. O ludzie o koty !!! :-)))
    Gdzie one jeszcze nie były...
    Ale kocia miał szczęście ....

    OdpowiedzUsuń
  12. Pospamuję :-)
    Zapraszam po wyróżnienie do mnie :-)

    OdpowiedzUsuń