.

.

niedziela, 27 stycznia 2013

Wokół skaryszewskich klimatów....


Znaleziona w lesie....
Różne ludziska mają zdanie na temat Skaryszewa i jego osławionych- także niechlubnie targów.
Targi zwierząt istniały zawsze. Miały sens. Teraz i też go mają. 
Podjedzie sobie taki rolnik, sprzeda coś, kupi do chowu gospodarczego.
Nie mam nic przeciw targom zwierząt gospodarskich.
Jednak przeciwna jestem temu, co jest niestety nagminne, a nie zmienia się na wsi tak szybko. Podejście do zwierząt.
Wsią generalnie rządzi utylitaryzm.
Piszę generalnie, bo i tu są wyjątki i nie mam tu na myśli przesiedleńców z miast, co winszują sobie loszkę trzymaną na podwórku dla towarzystwa psów czy trzymających kury nioski do ich naturalnej śmierci.

Na praktyki hodowców mięsa popatrzyłam sobie na praktykach w hodowlance. 
Na okrucieństwa tłumaczone różnorako, ale z empatią i wrażliwością nie miało to nic wspólnego. 
W końcu jak można czuć empatie do mięsa? Wszak to produkcja zwierzęca. 
To takie "ładne" i "gładkie" słowa. Kartezjusz by się cieszył.

"Świata nie zmienisz" mawiał mój ojciec, kiedy widział moją nastoletnią wściekłość - głównie z bezsilności na barbarzyńskie praktyki ludzkie wobec zwierząt.
Nie zmienię, ale mogę mieć własne zdanie, bronic go, mówić o tym i nie przeszkadzać innym działać, jeśli mnie samej brakuje czasu,... odwagi?

Targi zwierzęce to miejsca, gdzie zawsze spotka się ludzi, którzy traktują zwierzęta przedmiotowo. Nie widzę zatem powodu, by piać z zachwytu nad "tradycją" i bronić jej.
Taką samą tradycją jest w Hiszpanii korrida, zwyczaje skośnookich ćwiartujących w jakimś okrutnym rytuale świnie na żywca, ubój rytualny (czemu chyba należałoby poświęcić osobny post) czy też nasze "tradycje łowieckie".



I tam, i tu ma miejsce cierpienie zwierząt. 
Chcesz sprzedać zwierzę- zatroszcz się o nie, traktuj jak żywe stworzenie, nie kawał mięsa. 
Tyle, że to wezwanie dla większości pozostanie głuche. Pozostanie wołaniem nawiedzonej.
Ano- jestem nawiedzona.
Jestem wariatką.

I tak, jak kiedyś na praktyce, kiedy musieliśmy odwiedzić fermę lisów, miałam ochotę jej właścicielowi wsadzić w tyłek pręt podłączony do prądu (którym zabijano lisy), tak teraz chętnie bym tych "hodowców z tradycjami" równie miłym grantem poczęstowała.

Niestety, nawet akcje wykupu koni nie zmienią za wiele. 
No, może jedynie te wybrane po prostu unikną rzeźni i poprzedzającego ja cierpienia w transporcie.
Mogą pomóc jednak kontrole- i to nie służb weterynaryjnych, z których- jako miejscowi, narażać się społeczności nie będą, tylko osób z zewnątrz. 
Może niekoniecznie "nawiedzonych ekologów", ale osób świadomych i wrażliwych.
I jeszcze jedno- konie nie mogą być wybrańcami.
Świnie, krowy, drób- cierpią tak samo.

Cielęta także pokonują w koszmarnych warunkach drogę do rzeźni. Stres, cierpienie, do tego- to są kuźwa dzieci! 

national geographic

Egzaltuję się? Być może. Mam jednak do tego prawo.
O cielętach jednak  trochę ciszej...
Konie, konie. Tradycje ułańskie, etc.
Za nic nie zjadłabym konia. Tak jak i psa. Nie jem też dziczyzny i cielęciny.

Jem świnie i drób. Ryby.
Niestety.
Mam nadzieję, że z czasem uda mi się zrzec mięsa. Zbyt duża świadomość tego co się dzieje za zamkniętymi drzwiami chlewni, kurników i rzeźni, sprawia, że ciężko mi się je trawi....

Ludzie będą żreć mięso. Jesteśmy wszystkożerni. 
Mam tylko małe marzenie, malutkie i tak samo malutkie jak chyba nieziszczalne, żeby minimalizować cierpienia.
Nieziszczalne, bo światem rządzi ekonomia, cięcie kosztów i czynienie wszystkiego opłacalnym, sprowadzanie życia- także zwierząt do czystego rachunku. 

Ktoś powie- a czy z punktu widzenia świni, ważne jest jak zginie? Ona chce przecież żyć.
Więc zapytam- chcesz umrzeć wśród swoich, w spokoju czy w męczarniach? Wszystko jedno?
Gratuluję....

Czy wobec skaryszewskich i jemu podobnych klimatów mogę powiedzieć, że podpisują się pod ich likwidacją? 
Nie do końca. Bo wiem, że są też tam ludzie dbający o zwierzęta, a przynajmniej traktujący je godziwie. 
Nie podoba mi się hodowla koni na rzeź- to prawda. Żal mi tych koni- druga sprawa. 

Jestem przeciwna transportom jakichkolwiek zwierząt rzeźnych poza granice kraju (jak i długodystansowym pozakrajowym transportom zwierząt hodowanych na mięso), bo nie wierzę w przestrzeganie norm, zwykłą wrażliwość i zrozumienie cierpienia.
Nie wierzę służbom celnym i weterynaryjnym. 
Zbyt wiele mam przykładów na ich niedbalstwo okupione zwierzęcym strachem i cierpieniem.

polskieradio.pl


Na wspomnianej fermie lisów, pokłóciłam się z koleżanką. Bardzo mocno się pokłóciłam.
No pożarłam się z nią po prostu.
Cóż powiedziała na moje oburzenie na tę "produkcje futer"?
"Jeśli to pozwala utrzymać się jemu i jego rodzinie to nie mamy prawa mu tego zabraniać".

Więc powiedziałam- "Jutro- zacznę kraść ludziom nerki. Od razu dwie. Muszę się jakoś utrzymać. I co"?

Nic.
Tylko gały wybałuszyła na mnie. 

Wariatka.
Oczywiście piszę o sobie....




 

17 komentarzy:

  1. No Tupajo pojechałaś i chwała Ci za to , ja wiem że świata to nie zmieni ale w pełni podzielam Twoje zdanie .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. całkowicie zgadzam się z Tobą !!!
    technika idzie do przodu a człowiek niby najmądrzejszy ssak ... uwstecznia się ...
    jem to co i Ty ...
    od paru lat mieszkamy na wsi i ... swego czasu przed świętami usłyszałam przeraźliwe kwiczenie ... w sumie nie byłam pewna czy jest to kwiczenie bo po godzinie zamieniło sie to w przeraźliwe wycie... moje kociaki i psiaki spieprzyły do domu ( akurat wtedy byłam w ogrodzie )... i tak słuchałam tego nieziemskiego głosu chyba ze 2 godziny... hm... okazało się, że to sąsiad ' bił ' świniaka ... podejrzewam, że chyba spuszczał krew na kaszankę ... koszmar !!!
    mięsa i wędliny nie tknęłam ponad miesiąc... cały czas w uszach słyszałam to przeraźliwe wycie ...
    sama powiedz... jak on może tak robić... jak może potem jeść to mięso ?????????
    brak słów ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś wyjątkowy kretyn,
      a mięso mam nadzieję ,że mu zaszkodziło...
      Jak napisałam niżej , to kiedyś rozmawiałam z jedną taką osobą,
      która opowiadała jak zabijano u niej na wsi świnie.
      Przychodził facet , który to umiał zrobić
      i robił to szybko bez bólu , wcześniej zagadał do świni i śmiem twierdzić ,że umierała szczęśliwa.
      Mięso od takiej świni miało zupełnie inny smak...

      Usuń
  3. Mnie tez bardzo boli przedmiotowe traktowanie zwierzat w Polsce. Tradycja taka? Mentalnosc moze? Dlaczego w innych krajach daja sobie z tym rade, a w Polsce proceder trwa nadal i nie zanosi sie na zadne zmiany.
    Komu jeszcze zalezy na dobru zwierzat, oprocz garstki zapalencow?
    Podobnie rzecz sie ma z niekontrolowanym rozrodem psow i kotow, brakiem ich kastracji, obowiazkowym czipowaniem, przepelnionymi schroniskami.
    Wladzunia ma to generalnie z tylu.
    Duzo wody musi jeszcze uplynac, zanim Polska sie w tej kwestii ucywilizuje. Na razie bowiem to sredniowieczna dzicz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przysłowiowy "chłop" nie widzi większego sensu nad kontemplacją o godności świni, skoro ta za najdalej pół roku istnieć już nie będzie. Człowiek jest humanitarny na tyle, na ile może sobie na to pozwolić. A jak często widziana u zielonych postawa: "Zrobisz tak jak JA chcę albo napiszemy PRAWO na takich jak ty" nigdy nie będzie wzbudzała niczego innego niż wrogości. Dla mnie było przeżyciem kiedy zabiłem pierwszą kurę czy kaczkę, ale teraz... Nie mówię, że traktuje je obojętnie, ale każdy ma swoje miejsce na ziemi, a ta jest okrutna. Takie jest życie. Krótko mówiąc: zbędne okrucieństwo – nigdy. Ale życie (a nie samo mieszkanie) na wsi nie zostawia wiele miejsca na sentymenty. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Tobą całkowicie...i dziękuję za ten post

    OdpowiedzUsuń
  6. Człowiek był, jest i niestety długo jeszcze będzie najokrutniejsza istota. Nigdy nie zrozumiem dlaczego zwierzęta są tak traktowane... Całkowicie się zgadzam ze wszystkim co napisałaś w tym poście....
    Nika

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz rację, ja ograniczyłam ilość zjadanego mięsa
    i też gdzie mogę głoszę różne opinie na ten temat.
    Nie wiem czy jesteśmy w stanie zmienić świat,
    chyba jak będzie mniej ludzi na planecie,
    a na to się nie zanosi...
    Kiedyś na wsi byli specjaliści ,
    którzy potrafili zabić świnię bez bólu i jednym ciosem.
    Teraz nie wiem czy tacy istnieją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tere fere - zakaz uboju prywatnego! Chyba już jest. Bo jak w rzeźni są kafelki, to jest Europa. A w jaki sposób zabiją w okafelkowanej rzeźni, to już raczej nikogo nie obchodzi.

      Usuń
    2. Wiem i masz rację,
      ale to znaczy ,że można jednak " po ludzku ",
      tylko trzeba chcieć...

      Usuń
    3. Pewnie że można "po ludzku", i wielu ludzi na wsi chyba to jeszcze umie - ale już nie mogą - bo ww. zakaz. No i jak mają wiedzę przekazać młodemu pokoleniu na temat nazwijmy to "humanitarnego uboju gospodarskiego", skoro jest on zakazany?

      Usuń
  8. Wspaniały manifest Ci wyszedł z tego postu. Podpisuję się pod nim wszystkim kończynami. Boli mnie cierpienie zwierząt od zawsze. Od dziecka jestem wariatką na tym punkcie. Teraz staram się robić swoje małe rzeczy, małe działania dla ich dobra.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. cenię wrażliwych ludzi, i choć wie, że jak to ktoś już napisał - świata to nie zmieni, ale nasz malutki skrawek świata uczyni lepszym. Bo dla świata może nie ma to znaczenia, ale dla tego konkretnie uratowanego zwierzęcia - ma ogromne. tyle juz okropnosci widziała i słyszałam o ludzim okrucieństwie i bezmyslności, że czasami wstyd mi, ze jestem człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam do siebie na blog po nagrodę ufundowaną przez Patrona Konkursu Styczeń 2013: Przyjaźń psa z kotem .

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz rację. We wszystkim...

    OdpowiedzUsuń
  12. Chodzę koło tego wpisu i chodzę i muszę choć słówko od siebie z zaznaczeniem oczywiście, że piszę o sobie, nie mam na celu namawiać nikogo na nic. Temat dla mnie bardzo, bardzo trudny, jak zresztą wszystkie kwestie respektowania praw innych. Brzydzę się przemocą, jestem przewrażliwiona na krzywdę, mam tak od dziecka. Już w przedszkolu odmawiałam jedzenia mięsa, nie lubię jego smaku. Tak więc nie jem zwierząt, ryb, jajek też już nie jem. Mieszkają ze mną trzy koty i dwa psy, nie potrafiłabym patrzeć im w oczy, spędzać z nimi czas, patrzeć jak się cieszą, jak czasem cierpią, gdy je coś boli i jeść inne zwierzęta. Ta sprzeczność targa mną odkąd pamiętam. Jeszcze nikt mi logicznie nie wytłumaczył dlaczego jedne zwierzęta mają prawo żyć, a inne są skazane na okrutną śmierć. Ale niestety świat jest pełen sprzeczności i trzeba się jakoś w tej "rzeczywistości" umieć odnaleźć. Dużo osób pisze, że świata się nie zmieni, świata pewnie nie, ale można próbować zmieniać siebie, jeśli się oczywiście jakichś zmian chce. Ja podjęłam decyzję, że nie będę sponsorować zabijania zwierząt i bardzo dobrze mi z tym. Nie muszę zabijać żeby przeżyć i nie robię tego.
    Niestety tak jak piszesz, wieś ma różne oblicza, mieszkając od roku na wsi, jestem zmuszana do oglądania zabijania, mimo, że tego nie chcę. Ludzie zarzynają świnie na podwórkach, myśliwi strzelają do saren. W mieście to jest takie bezosobowe, idę do rzeźni kupuję kotleta, nie patrzę na śmierć, może gdybym musiała zabić świnię żeby tego kotleta zrobić moja świadomość była by inna?

    A co do Twojego zrzekania się mięsa będę po cichu trzymać kciuki :) Robisz bardzo dużo dobrej roboty :)

    OdpowiedzUsuń